14.4.14

Andaluzja. Popołudnie w Mijas Pueblo

Po powrocie z Sewilii na Costa del Sol postanowiłyśmy wybrać się do Mijas Pueblo, niewielkiej miejscowości położonej na wzgórzu niedaleko Fuengiroli, gdzie spałyśmy. Podróż trwa zaledwie 20 minut a bilet kosztuje 1,55 EUR, więc to najtańsza wycieczka z możliwych. Ale czy warto się tam wybrać?
Wyruszyłyśmy tuż po 14, bo wcześniej Justyna chciała posiedzieć na plaży a ja trochę pospacerować. Autobusy jeżdżą co ok. 30 minut, więc jest to wygodne. Spodziewałam się cichego, mało turystycznego miasteczka o niezwykłym uroku. Część się sprawdziła.
Mijas Pueblo jest śliczne i to nie ulega wątpliwości. Dzięki swojej lokalizacji oferuje cudowny, panoramiczny widok na wybrzeże. Widziałyśmy stąd swój apartament!
Miasteczko jest urocze - białe, pełne kontrastowych, czerwonych lub niebieskich detali. Tuż po przyjeździe witają nas naganiacze oferujący przejażdżki bardzo smutnymi, wystrojonymi osiołkami, które do głów mają przyczepione karteczki Burros Taxi. Mnie to nie bawi i cieszę się, że pomimo dość natrętnych nawoływań, żaden turystów się nie skusił. 
W sumie nie wiem nawet, gdzie tymi osiołkami można pojechać, bo uliczki są wąskie i prawie zawsze pod górkę. Tuż obok "postoju taksówek" znajduje się biuro informacji turystycznej, gdzie dostałyśmy mapy. Muszę tu dodać, że byłam zaskoczona jakością obsługi i mapami, które można dostać w każdej turystycznej miejscowości. Bardzo ułatwia to zwiedzanie. 
Mapka Mijas jest kolorowa jak samo miasteczko, prezentuje też proponowaną trasę spacerową, na którą należy przeznaczyć ok. 2h. Na mapie może się wydawać, że są to duże odległości, ale wszędzie jest blisko, a poszczególnie fragmenty spaceru trwają po kilka minut. Trafiłyśmy tam w trakcie siesty, ale większość lokali i sklepów była otwarta.
Dlaczego? Ponieważ w moim odczuciu Mijas Pueblo jest bardzo komercyjne i turystyczne, a bliskość miejscowości nadmorskich sprawia, że jest wręcz zasypywana turystami. Szkoda. 
Ceny w sklepach są dużo wyższe niż na wybrzeżu, ale najbardziej zszokował mnie krem aloesowy, który kupuję zawsze będąc w Hiszpanii (marki Instituto Espanol), który zwykle kosztuje ok. 2,99-3,50 EUR a tutaj... 7.50 EUR! Korki do wina kosztujące ok. 3 EUR tutaj oferowano za 4-5 EUR i mogłabym tak wyliczać bez końca. Duże, negatywne zaskoczenie.
Restauracje i kawiarnie również nie zachęcały cenami znacznie wyższymi niż te, które widziałam w Maladze, Rondzie, Sewilli i mniejszych miejscowościach Wybrzeża Słońca. Uznałyśmy, że pospacerujemy, a na obiad pojedziemy gdzieś indziej, bo jedyny lokal sprawiający wrażenie lokalnego, był o tej porze nieczynny. Taką godzinę wybrałyśmy.
Mijas jest super czyste, super zadbane, momentami wręcz sterylne i jakoś nie kojarzy mi się to z "prawdziwym klimatem". Czułam, że wszystko jest podrasowane, upiększone pod turystyczne gusta. Być może się mylę, ale takie są moje odczucia z tych kilku godzin. 
 Turystów było wielu, miejscowi spacerowali lub siedzieli na ławkach i rozmawiali.
Kilka razy próbowałyśmy się uśmiechać, ale adresat zwykle odwracał głowę :( Powiem szczerze, że pomimo faktu, że Mijas Pueblo jest niezwykle fotogeniczne i miłe dla oka, nie czułam się tam dobrze. Może taki dzień, może taka godzina, może taki moment, a może po prostu mi się zdawało?
Na kilka godzin warto się tak jednak wybrać będąc w okolicy, chociażby po to, żeby pospacerować po białych uliczkach, które wyglądają pięknie szczególnie w słoneczne dni, gdy odbija się od nich intensywne światło,  zobaczyć małą arenę korridy czy posiedzieć w parku lub podziwiać widok z widokowych tarasów, przegryzając pyszne, jeszcze ciepłe migdały w miodzie, których sprzedawcy stoją niemal na każdym kroku. Słodki zapach jaki się unosi nad ich patelniami potrafi wzruszyć :) 

30 komentarzy:

  1. aż trudno uwierzyć, że w takim miejscu można nie czuć się dobrze.. wydaje się tak urocze i pełne spokoju! ale fakt, są miejsca, które po prosto się czuje, albo wręcz odwrotnie. Chętnie bym sprawdziła, jak ja bym się czuła w Mijas Pueblo :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Podróże, podróże....cudowna sprawa ! CUUUUUDOWNA.....
    Ale Twoje zdjęcia to prawdziwy majstersztyk.....
    Pozdrawiam serdecznie.
    Maja

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę uwierzyć, że ludzie odwracali głowę w odpowiedzi na Wasze promienne uśmiechy. No wiecie co :). Mijas może i komercyjne, ale wydaje się ładne i zadbane. Kolorowe, z detalami przykuwającymi wzrok...Istnieje duże prawdopodobieństwo że mnie by się spodobało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że miejscowi byli po prostu zmęczeni turystami. Malutka miejscowość a turystów mnóstwo o każdej porze. To chyba może wkurzać ;)

      Usuń
  4. Miejscowość wygląda bardzo malowniczo. Chociaż te niebieskie doniczki i krzesełka kojarzą mi się z Santorini ;-) Ale migdały w miodzie to bym zjadła :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duża część Andaluzji jest biało-niebieska :-) A migdały były boskie :-)

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że kiedyś sprawdzę to osobiście :-)

      Usuń
  5. ładne barwy, może ta sterylność stąd, że jeszcze stosunkowo mało ludzi?

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie tez by sie spodobalo, lubie takie pueblecitos malowniczo polozone...pospacerowac , moze wczesnym rakiem, kiedy jeszcze powietrze chlodne...na pewno bylabym tam podekscytowana pozytywnymi przezyciami...pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście o tej porze roku nie było jeszcze upałów i niezależnie od godziny było przyjemnie :)

      Usuń
  7. Przeurocze miasteczko :)
    Ale żal mi strasznie tych osiołków... :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Miasteczko prezentuję się naprawdę ładnie. Szkoda tylko, że tak skażone komercją. Ale z drugiej strony - przecież nie ma miejsc idealnych.

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne widoki i detale, ale podzielam Twoją opinię: wydaje się aż zbyt sterylnie i przez to nienaturalnie, zwłaszcza jak na Andaluzję. PS. Jak ja lubię Twoje zdjęcia okien i drzwi! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Panuje tam świetny klimat :-) Te kawiarenki wychodzące na ulicę to zdecydowanie coś co lubię.

    OdpowiedzUsuń
  11. Miejsce prześliczne, ale dobija mnie że ludzie robią sobie atrakcję turystyczną męcząc te biedne zwierzaki. Niech się sami czegoś nauczą i zainteresują turystów. Póki co gdzie nie pojadę to muszę oglądać jakieś nękane stworzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem tego samego zdania. W Andaluzji gdzie nie spojrzeć - konie ciągnące karoce z turystami i te biedne osły. Nie podoba mi sie nawet to ich strojenie i te kartki na głowie :-(

      Usuń
  12. Piękne: czyste, barwne, zadbane, takie jak lubię. Z wielką przyjemnością bym je odwiedziła, mimo tego że nie czułaś się tam najlepiej. Może miałabym podobne odczucia, ale jedno wiem na pewno: urody nie można mu odmówić.

    Serdeczne pozdrowienia z Irlandii :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawe miejsce i widać- tak jak napisane w poście - że zadbane. Chętnie bym odwiedziła aczkolwiek wydaje mi się (intuicja jedynie), że także mogłabym nie czuć się tam do końca dobrze. Często takie opinie się sprawdzają:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Na zdjęciach wygląda przeuroczo. No ale zdjęcia to jedno, a odczucia to drugie. Faktycznie nie widać żadnych niedoróbek, śmieci, brudu. Z jednej strony to dobrze, z drugiej... no, na przykład Lizbonę uwielbiam między innymi za jej odrapane ściany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś Andaluzja ze sterylnością mi się nie kojarzy, podobnie jak Lizbona, więc coś mi nie pasowało ;)

      Usuń
  15. Wydawało mi się, że pisałam już komentarz... Uwielbiam takie klimaty. Piękne zdjęcia. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdziłam w spamie, nic nie było, więc chyba jednak nie pisałaś ;)

      Usuń

TOP