26.5.14

Estonia, Käsmu. Dom z moich marzeń.

Każdy z nas ma miejsce, o którym marzy. Nie widział go jeszcze, ale jest gdzieś w myślach. Czasami pojawia się w snach, czasem go sobie po prostu wyobrażamy. Bohaterka jednej z książek Lucy Maud Montgomery miała "Błękitny Zamek", a Bernadeta z którą rozmawiałam ("Moja droga do Avonlea") odnalazła swój Wymarzony Domek na Wyspie Księcia Edwarda. Ja mój odnalazłam, zupełnie niespodziewanie, w Estonii.
Oczywiście, że miałam w głowie zarys Domu Marzeń. Widziałam dużą przestrzeń, wiatr wędrujący z pokoju do pokoju. Jasne ściany ozdobione pięknymi zdjęciami. Z kolorów: biel, beż, niebieski. Morskie akcenty i dekoracje, idealnie kojące zmysły. Do tego stare meble, kolorowe narzuty i obrusy. 
Dookoła domu drzewa i kwiaty. Śpiew ptaków za otwartymi oknami i wpadający do domu zapach morza lub Oceanu. Weranda, na której można usiąść z książką albo zasłuchać się w szumie fal. W tym domu widziałam też zwierzęta, hasające beztrosko po podwórku. Czasem lubiłam sobie pomarzyć, ale jak dotąd nie miałam okazji odwiedzić domu nawet podobnego.
Zawsze coś nie pasowało do mojej wizji. Aż do zeszłego tygodnia, gdy będąc w Estonii wybrałam się na wycieczkę do Parku Narodowego Lahemaa. W programie była wizyta w muzeum w Käsmu.
Nie liczyłam na nic szczególnego, więc byłam zaskoczona, że w muzeum mamy jeść lunch. Gdy przekroczyłam próg niezwykłego domu w którym mieści się to niezwykłe muzeum, już  wiedziałam, że to jest TO miejsce. Przesycone morzem i opowieściami, jakie w sobie kryje.
Muzeum Marynistyczne w Käsmu jest obiektem prywatnym. Wstęp jest bezpłatny, ale datki są mile widziane. W niezliczonych pokojach znajduje się wszystko, co może mieć jakikolwiek związek z morzem: obrazy, zdjęcia, rysunki, mapy, kotwice, małe repliki statków, łódka, liny, sieci i inne. 
W pomieszczeniach panuje chłód i spokój. Chodziłam po domu z szeroko otwartą buzią, a jak się miało okazać, najlepsze było dopiero przed nami. Aarne Vaik, który stworzył muzeum w 1993  roku włożył w nie dużo serca. Podzielił się z odwiedzającymi swoją wspaniałą kolekcją i zaprosił do magicznego domu. Naprawdę zachwycającego. Na zawsze pozostanie on w mojej pamięci. 
Na ładnym, zielonym terenie stoi budynek, w którym znajduje się muzeum (z zewnątrz wcale nie wydaje się on bardzo duży a tymczasem pokoje zdają się w ogóle nie kończyć - okazało się, że ma 400m2). Ma on bogatą historię. Pierwotnie znajdowała się tu szkoła morska, a w czasach okupacji stacjonowali w nim radzieccy oficerowie. Po odzyskaniu niepodległości przez Estonię zaczął funkcjonować w obecnej postaci. Samo Käsmu jest dziś nazywane "Wioską Kapitanów".
W dawnych czasach było to ważne miejsce, w którym budowano statki i okręty żaglowe. We wsi mieszkali też szmuglerzy soli i ryb :) W 1892 zbudowano drewnianą latarnię morską, która wygląda jak biały domek i jest jedną z dwóch zachowanych na terenie kraju. Znajduje się ona również na terenie należącym do muzeum, stoi dumnie na wzniesieniu nad morzem. 
W dole widać mały port z kilkoma łódkami, z drugiej strony duży głaz rzucony na plaży. Dookoła mnóstwo drzew rzucających przyjemny cień w gorące dni (w czasie naszej wizyty było ponad 30*C, co nie zdarza się tam często w maju) i biegające radośnie po podwórku lub leżące na tarasie dwa piękne setery irlandzkie - siostry Puna i Rossa.
 Na zdjęciu poniżej cudowna jadalnia, w której wycieczki jedzą obiad w chłodniejsze dni.
Uprzedzając pytania - grupy są małe, zwykle 8-10 osób, więc nie ma się co obawiać ścisku. 
Ponieważ pogoda postanowiła nas rozpieścić, okazało się, że lunch zjemy w łódce, która stoi tuż przy plaży. Myślałam, że popłaczę się z radości, ale zamiast zająć miejsce, snułam się po pokojach podziwiając eksponaty. Większość osób zajrzała do 1-2 pokojów po czym wyszła na dwór, więc miałam wszystko tylko dla siebie i mogłam robić tyle zdjęć, ile chciałam.
Lunch... Kiedy w końcu dotarłam do łódki, nasze jedzonko stało już na drewnianym stole. Nie pamiętam kiedy jadłam tak pyszny posiłek i to w tak pięknych okolicznościach przyrody.
Na zastawie w której zakochałam się od razu, podano ciemny chleb, domowy miód (jeden z najsmaczniejszych jakie jadłam w życiu), sos tatarski, młode ziemniaki z górą koperku i hit dnia, czyli wędzone na ciepło dzwonka łososia w rozmiarze XXL. Do tego kompot z malin i ciasto. 
Najadłam się połową porcji, ale zachłannie zjadłam wszystko do końca rozkoszując się każdym kęsem a potem przez pół dnia ledwo się toczyłam z przejedzenia. Dodam, że mój kawałek widoczny na zdjęciu był jednym z mniejszych, został dla mnie jako dla spóźnialskiej.
Po jedzeniu szybko uciekłam z łódki, żeby zobaczyć teren dookoła muzeum nim reszta się podniesie i pójdzie w moje ślady ;) Widzę siebie w tym hamaku na zdjęciu powyżej, o tak!
Na spacerze o poranku na plaży widocznej na dole zresztą też siebie widzę. Marzenie!
Wszystko dookoła kojarzy się z morzem. A ja kocham morze. Uwielbiam morskie historyjki, zawsze chciałam spotkać prawdziwego kapitana, który widział pół świata i zawijał do wielu portów. Nie umiem żyć bez ryb i zapachu morza. Dlaczego właściwie mieszkam w Warszawie?
    Poniżej jedna z pięknych i kochanych dziewczyn przebywających stale na terenie muzeum :)
Powiem Wam, że to chyba jeden z moich ulubionych wpisów w historii bloga i będę do niego często wracać. Patrząc na zdjęcia, mam wrażenie, że nawet trochę nie oddają klimatu tego   fantastycznego popołudnia. Trzeba to przeżyć, by poczuć naprawdę. Mam nadzieję, że uda Wam się kiedyś tam dotrzeć będąc w Estonii. Na pewno warto. Przywieźcie mi jakąś historię. 

28 komentarzy:

  1. Cudownie było mi to czytać o poranku. Dzięki za podzielenie się wyjątkowym miejscem :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Swietne miejsce, domek śliczny, morskie klimaty wiec mi bardzo bliskie a miejsce kompletnie nieznane wiec tym bardziej interesujące. Patrząc na zdjęcia obiadu już mi cieknie ślinka, pysznie wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowne miejsce i jakie spokojne!

    OdpowiedzUsuń
  4. Też Cię widzę w tym hamaku. I siebie jak wpadam do Ciebie na urlop :). Faktycznie świetne miejsce do życia, w zupełności spełnia moje standardy odnośnie poziomu zagracenia pamiątkami :). Woda, psy, zieleń - raj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym miała tam mieszkać, to pamiątek byłoby odrobinę mniej :) Albo upchnęłabym je w 3 pokojach :) A Ty byś wpadła ze swoim biszkoptem i by hasały sobie psiaki wszystkie razem :)

      Usuń
  5. W takim miejscu mozna zapomniec prawie o wszystkim!!!!
    J.

    OdpowiedzUsuń
  6. Agnieszko!! jakie miejsce!! baaaardzo mi sie podoba! ja tez stawiam butelki i szkla kolorowe w oknach, lubie swiatlo, ktore przez nie sie przedziera!!! Ale mam dla Ciebie inny dom! troche dalej bo w Chile!! dom w Santiago Pabla Nerudy...nazywa sie La Chascona. Tam mieszkal Poeta ze swoja druga zona, Matilde Urrutia..ktora on nazywal wlasnie Chascona, czyli Rozczochrana. Pablo Neruda lubil morze i wszystko co z nim zwiazane..wiec jest duzo morskich pamiatek..okna zdobione kolorowym szklem, Chodzilam jak zaczarowana po pokojach..jestem pewna,ze ten dom zrobilby na Tobie podobne wrazenie...jeszcze ciekawszy jest jego dom na Isla Negra, ten jest na dodatek wkomponowany w morskie krajobrazy. Tam jeszcze nie bylam, ale ogladalam reportaz...dzieki za ten poranny, dla mnie, zastrzyk dobrych mysli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie to, co piszesz brzmi bardzo ciekawie, jeśli dotrzesz musisz koniecznie napisać relację :))

      Usuń
  7. rzeczywiście, miejsce jak z marzeń,a przede wszystkim ta lokalizacja!

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniały dom! aż chce się jechać do Estonii :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Co za piękne i urocze miejsce! Oczy niemal mi z orbit wyszły!
    Ja tam chcę!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale super klimatyczne miejsce, do tego obiadek na takiej fajnej łódce :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudne miejsce na ziemi - także nigdy nie zapomnę tego dnia i jestem pewna ,
    że tak może wyglądać raj :)

    JK

    OdpowiedzUsuń
  12. Czyli odnalazłaś swoje miejsce w muzeum:) Życie jest niezwykłe. A to miejsce rzeczywiście wspaniałe, ma swój klimat i chętnie bym je odwiedziła. Wtedy przywiozła bym Ci kolejne zdjęcia do kolekcji. I tylko pomyśleć, ile jeszcze istnieje na świecie takich perełek, o których nigdy się nie dowiemy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Przepiękne, klimatyczne zdjęcia. Ach planuję już w myślach kolejną podróż. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękne miejsce. Ja już też mam bulaj, uratowany ze starego, brytyjskiego stawiacza min. Wypolerowany czeka na drzwi. Drzwi do domu, w którym będzie pachnieć morzem(w pozytywnym tego zapachu znaczeniu;) )
    A na razie los rzucił nas do Korei, skąd patrzymy na świat z nieco innej perspektywy :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Fantastycznie opisujesz magię miejsc. Już mnie tam ciągnie. Najbardziej urzekło mnie zdjęcie z bieloną łodzią. Cudownie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Cudowna atmosfera i myślę, że jest tam równie pięknie w słońcu , co i podczas sztormu :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Alez tam pieknie! Okno z butelkami cudo, jakas tak karaibsko mi sie zrobilo. Wspamiale miejsca, piekne zdjecia i obiadek tez niczego sobie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wow, nie znałam Cię od strony żeglarskich klimatów! Bajeczne to miejsce - masz rację, można się w nim zakochać. A co powiesz na koncercik w żeglarskiej tawernie?

    OdpowiedzUsuń

TOP