2.6.14

Lizbona. Tęsknię. Tak po prostu.

Przez jakiś czas wyciszona po październikowej podróży, tęsknota za Portugalią znów zaczyna wracać i to ze zdwojoną siłą. Za każdym razem wspomnienia starczają na krótko. Czy to mnie będzie męczyło już do końca moich dni? :)
Pojawia sie nagle. Trwa kilka tygodni, czasem miesięcy. Zajmuję myśli czymś innym, jeżdżę to tu, to tam, czas mija szybko i wszystko powoli wraca do normy.
A potem znienacka nadchodzi dzień, w którym okrutna tęsknota wraca i zalewa mi serce. Nie pomaga filiżanka kawy Nicola, nie pomaga puszka Sumola ani sałatka z tuńczykiem. Siadam sobie w kąciku i zaczytam chlipać. A potem chodzę przez kilka dni niezadowolona.
Czasami ten stan wywoła wyjątkowo ponury dzień. Czasami artykuł w gazecie albo zdjęcie w Internecie. Tym razem przyczyniła się do tego rozmowa z osobą, z którą byłam tam pierwszy raz pierwszy. 10 lat temu. Za każdym razem nie mogę uwierzyć, że to było tak dawno temu.
    No i teraz mi tęskno. Do prania suszącego się w oknach, do stromych uliczek i sypiących się ścian.
  Do ulubionych miejsc, kieliszka wina, ukochanych smaków i zapachu grillowanej ryby.
   Tęsknotę podsycają znajomi, którzy są teraz w Lizbonie i co chwila wrzucają zdjęcia.
"To i ja jakieś wrzucę..." - pomyślałam sobie. Niewiele już ich zostało, ale kilka jeszcze wybrałam.
 Dziś nie będzie dużych słów, dłuższych opowieści. Nie mam nastroju. Jakoś ponuro.
Opowiem więc tylko zdjęciami o lizbońskim słońcu, cudownym świetle, leniwych chwilach. Starych budynkach, kolorowych kafelkach, psach i kotach szukających ucieczki od upału.
I pochlipię sobie w kącie, bo w tym roku na pewno tam nie wrócę. A chciałabym bardzo.

33 komentarze:

  1. No to Aga zdradzę Tobie, ale tak na ucho: Za tydzień TAM jestem! Właśnie Lizbona, właśnie na 2 tygodnie we własnym zakresie, pełen odlot z mężem na romantyczny wypoczynek. .. Spodziewam się......oj spodziewam...Pierwszy RAZ I po prostu szaleje z niecierpliwości , i radość jak dziecko na gwiazdkę !
    Właściwie to przebieram nogami ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przebieram razem z Tobą zatem :( (co nie przeszkadza mi w chlipaniu po kątach)

      Usuń
    2. To ja poprzebieram nóżkami razem z Wami, na pewno pochlipię w kątku i będę tęsknić, tęsknić, tęsknić. Chociaż byłam tam w maju

      Usuń
    3. I jak tu nie pozazdrościć Migafce? ;) Ja tez przebieram nogami :) Ale pani Agnieszko, Pani i tak ma super bo w Lizbonie była juz tyllle razy, a ja...? a ja jeszcze sobie poczekam ;)

      Usuń
    4. Wszystko w swoim czasie :) I proszę bez "Pani", jaka ze mnie Pani :))

      Usuń
  2. teraz ja chcę jeszcze bardziej tam pojechać…a kiedy jechać najlepiej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze :) Więcej w ostatnim punkcie wpisu http://cale-zycie-w-podrozy.blogspot.com/2013/11/lizbona-praktycznie-jak-zorganizowac.html

      Usuń
  3. No tak, jest do czego tęsknić! Życzę Ci, żeby dobry nastrój wrócił jak najszybciej i żebyś umiała dostrzec drugą stronę medalu: myślę, że już samo znalezienie takiego "naszego " miejsca na Ziemi to dużo. Przecież nie każdy odkrył swój magiczny zakątek, do którego czuje silne przywiązanie i niesłabnącą tęsknotę. Znam to uczucie, bo miałam to samo z Bretanią. Pozdrawiam Cię ciepło i posyłam moc dobrej energii!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te dobre słowa! :) Myślę, że masz rację!

      Usuń
  4. Przepiękne zdjęcia . ja również mam wspaniałe wspomnienia z Lizbony a przejażdżka kultowym tramwajem pozostanie w pamięci na zawsze. Ostatnio moją miłością stała się Hiszpania ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wrócę do Portugalii, przepięknej Lizbony i klimatycznego Porto. Pozdrawiam.
    http://hiszpania-inaczej.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Też zdarza mi się tak tęsknić za jakimś miejscem i wtedy tak serce boli, że aż czasem zapiera dech...Ale na taką tęsknotę do łez nie znajduję pocieszenia. Skoro w tym roku się nie uda no to może w następnym? Tak! W przyszłym roku na pewno Ci się uda! :). Przytulam.

    OdpowiedzUsuń
  6. W Lizbonie pierwszy raz w życiu (i ostatni) jadłam gorące kasztany. Dobre były:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat w Lizbonie nie jadłam, ale jadłam kilka razy na Maderze. Pycha :)

      Usuń
  7. Byłam tylko raz, ale podzielam Twój zachwyt. Życzę Ci abyś mogła jak najszybciej znów się tam pojawić

    OdpowiedzUsuń
  8. Już się tak nie zapieraj że nie wrócisz. Nigdy nie wiadomo, a z Tobą to już zupełnie :))) Się nie smutaj bo za chwilę znów gdzieś wyskoczysz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahha masz rację :) Ze mną to nigdy nic nie wiadomo ;)

      Usuń
  9. Nie smutkuj. Niedawno mnie też dopadła tęsknota za Portugalią. Rada na to przyszła kilka dni później, w postaci prezentu - Porto Red Crown, dojrzewającego 20 lat w dębowej beczce :) Pyszności. Nie sposób sie nie uśmiechnąć, czując ten smak na języku :) Ja wiem, że to nie to samo, co ponowna podróż do Portugalii ale też pomaga. Ponadto, nie ma co się zarzekać - nigdy, nigdy. Jedyne akceptowalne "nigdy", to "nigdy nic nie wiadomo" :)
    M.
    PS Piekne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za Porto nie przepadam, bardziej by mnie ucieszyło młode vinho verde ;) "Nigdy nic nie wiadomo" - cudne hasło :))

      Usuń
    2. Również nie lubię Porto ani Madeira, są zbyt ciężkie jak dla mnie.

      Usuń
  10. A widzisz, ja po vinho verde... cóż mogę powiedzieć.... za młode, za skoczne. Trochę mnie sponiewierało. Wolę ciężkie, mocne smaki. Właśnie takie dębowe :)
    Dobrze, przyznaję, że z winem nie trafiłam ale, jakby co, zawsze można sobie zrobić te słynne ciasteczka z Belem. Ja mam, co prawda, dwie lewe ręcę do kuchni ale gdybym nie miała tego porto, to kto wie, czy nie posunęłabym się do gotowania! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Lizbona musi być fajna. Podczas mojego pobytu w Barcelonie planuję polecieć do Porto. Czy się uda, nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja mysle, ze dlogo nie wytrzymasz i sama sobie okazje stworzysz, zeby tam pojechac jeszcze w tym roku chocby na pare dni:))
    Tyle o tej Lizbonie opowiadasz, ze zaczynam powaznie rozwazac jakis weekend tamze. Ale to juz chyba na wiosne, bo jesien mi sie calkiem zaczyna zapelniac pod wzgledem wyjazdowym (no a lato juz zaplanowane).

    W Lizbonie bylam kilka dobrych lat temu tylko przez jeden dzien sluzbowo obejrzec wyczarterowany przez mojego owczesnego pracodawce statek pasazerski. To bylo w srodku tygodnia i oczywiscie szef mi nie dal ani dnia urlopu, zeby mogla sobie zostac i poogladac. Narazil mi sie wtedy:))

    Pozdrawiam cie serdecznie, a jak chcesz to zajrzyj do mnie obejrzec jak jest w Santillana del Mar, to post z dzisiejszego poranka.
    I USMIECH , a nie chlipanie, do usmiechnietych swiat nalezy. Moze juz tam jest jakas promocja na samolot do Lizbony a ty przez zachlipanie jej nie widzisz :)))

    Trzymaj sie
    Nika

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja także przebieram nogami, bo już w niedzielę będę w Lizbonie. Romantyczna podróż "poślubna" po (..)5 latach. My także we własnym zakresie ale potem południe Portugalii - Algawre. Czekam i liczę godziny.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja też bym zatęskniła, choć do Lizbony właściwie nigdy mnie nie ciągnęło. Ceramiki, pies na ulicy, piękne tabliczki z nazwami i numerami ulic - ależ to wszystko ma klimat :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja z kolei tęsknię za Rzymem, gdzie byłam 2 lata temu przed tydzień. A Lizbonę mam w planach, niestety dalszych.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie mów, że na pewno tam nie wrócisz w tym roku. Cuda się zdarzają. I trzeba mieć nadzieję. A ja będę trzymać kciuki, żeby jak najszybciej udało Ci się znów odwiedzić tę ukochaną Lizbonę.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo ładnie. Pewnie powtórzę się, ale chciałabym odwiedzić to miejsce:)

    OdpowiedzUsuń

TOP