23.6.14

Leniwa sobota w Corral del Conde w Sewilli

Znacie na pewno takie sytuacje z podróży. Idziecie wąską, zupełnie niepozorną uliczką, Dookoła identyczne, jasne ściany budynków. Nic szczególnego, więc na nic nie liczycie. Ktoś, kto zna to miasto mówi jednak, że tu "coś" jest. Patrzycie ze zdziwieniem jak naciska przycisk domofonu, otwiera pierwsze drzwi, a za nimi widać bramę, która się otwiera, a Wy czujecie się jak książkowa mała Mary, która znalazła wejście do Tajemniczego Ogrodu......
Tak było i tym razem. Pomimo, że Corral del Conde widziałam na blogu Ani już ponad miesiąc przed naszym przyjazdem do Sewilli, to i tak byłam bardzo zaskoczona - to chyba naturalna reakcja każdego, na przeniesienie się w inny świat, zaledwie po przekroczeniu drzwi. Prawie jak wejście do szafy i znalezienie się w Narnii (mam dziś jakoś dużo skojarzeń książkowych).
O historii Corral del Conde i duchu kradnącym tortille hiszpańskie mogliście już przeczytać u Ani, więc ja nie będę się powtarzać - kogo interesują szczegóły, niech wpadnie na blog Andaluzja.

       
Skupię się raczej na naszej wizycie w tym niezwykłym miejscu. Dotarłyśmy tam z moją koleżanką Justyną i Mo. z bloga trzymając się chmur na zaproszenie Ani i Jej koleżanki Marysi. Były też inne osoby, m.in. Emilia - mieszkająca w Sewilli Polka tańcząca flamenco. 
Przy fontannie na środku patio czekał na nas nakryty kolorowym obrusem stół, przy którym mieliśmy spędzić to leniwe popołudnie z kieliszkiem hiszpańskiego wina w dłoni.
Szczerze mówiąc liczyłam na nieco bardziej hiszpańskie dania niż pierogi ze szpinakiem, ale muszę przyznać, że były naprawdę smaczne. Do gustu przypadła mi jednak najbardziej... blanszowana marchewka w ziołach. Pychota! A także pasty z jasnych i ciemnych oliwek.
Ania upiekła też hiszpańskie mini chlebki, bardzo dobre. Nasze serca trochę płakały, bo obiecywała lody z kwiatów pomarańczy, ale niestety nie starczyło czasu na ich przygotowanie. Mam nadzieję, że kiedyś będzie szansa by ich spróbować, bo to nawet brzmi bajecznie. 
Może kilka słów więcej o samym Corral del Conde. Historia tego budynku jest raczej mało optymistyczna, bo dawniej ludzie żyli tu w ciężkich warunkach, stłoczeni niemiłosiernie. Teraz to przyjemne miejsce, z najmniejszymi mieszkankami jakie widziałam w życiu. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że w 100 miniaturowych pomieszczeniach mieszkało kiedyś 4000 osób.
To jeden z tych budynków, do mieszkania w którym trzeba po prostu lubić ludzi i ich towarzystwo. Czytałam niedawno, że w wielu krajach Europy coraz popularniejsze robią się domy wspólnotowe, w których każdy ma swoją przestrzeń + jest część wspólna (jadalnia, siłownia, plac zabaw, salon itd) w której spędza się dużą część czasu na gotowaniu, wspólnych posiłkach, rozmowach czy zabawie. 
 Jednym z mieszkańców Corral del Conde jest ten sympatyczny kociak :) 
Nie każdemu będzie odpowiadało to, że balkony są wspólne, swoje pranie wystawia się sąsiadom pod nos i pewnie każdy wie, co się u kogo dzieje. Ciężko przemknąć przez nikogo niezauważonym. I trzeba dbać o porządek, bo nie da się ukryć drobnych niedoskonałości ;)
Urzekły mnie wystawione przed mieszkanka stoliki, krzesła, kwiaty, doniczki. Całość jest klimatyczna i miła dla oka, ludzie się pozdrawiają i nie ma mowy o byciu anonimowym.
Takie miejsca są bardzo ciekawe z socjologicznego punktu widzenia i myślę, że potrzebne. Poniżej - wazon z obłędnie pachnącymi gałązkami kwitnącego drzewka pomarańczowego.
 I deser - pyszne, miniaturowe sama nie wiem co :))) Ale godne polecenia, haha :)
Corral del Conde można zwiedzać w środy między 10 a 14 lub wynająć tam pokój w czasie swojego pobytu w Sewilli. Może to być bardzo ciekawym i oryginalnym urozmaiceniem :)

17 komentarzy:

  1. Cudne miejsce :))) też "poznałam" je na blogu u słynnej Ani z Sevilli :)
    Bardzo ładne fotki zrobiłaś. Ah, jak ja marzę wciąż o Andaluzji...
    Miłego dnia Aguś!

    OdpowiedzUsuń
  2. Znów urzekające szczegóły :-) Piękny kwietnik 'marki samsung' :-P Tylko woda w tej fontannie na patio jakaś zielona ;-P

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem jak to możliwe, że niektóre zdjęcia mamy identyczne :). A te pyszne słodkie kulki miały w składzie alkohol i moim zdaniem to wpłynęło na obłędny smak :). Pasta z oliwek często gości u mnie na stole, łatwa w przygotowaniu i nawet ze zwykłym chrupkim pieczywem smakuje wyśmienicie! Fajne to był dzień, oj fajny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie dlatego, że nie była to zbyt duża przestrzeń ;) I tak patrzyłam co jest u Ciebie wybierając moje, żeby się nie powtórzyć bo kilka było zupełnie identycznych :)

      Usuń
  4. Niesamowite miejsce i urzekające datale :))
    Lody z kwiatów pomarańczy muszą być pyszne ,bo kwiaty pachnią przepięknie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dlatego wolę sama, bo wtedy możemy trafić na takie fantastyczne miejsca. Z wycieczką trafi się i zaliczy przewodnikowe cele....ale nie da sie wtopić w takie miejsca jak to fantastyczne miejsce...

    OdpowiedzUsuń
  6. Już jakiś czas temu czytałam u Ani z bloga Andaluzja o duchu Eduardo ;)
    To miejsce wygląda na magiczne, fascynujące, baśniowe (jak sama mówisz!), a na Twoich zdjęciach tylko znajdziemy tego dopełnienie :)
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Magiczne miejsce i dobrze ukryte przed swiatem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Rzeczywiście fascynujące miejsce !

    JK

    OdpowiedzUsuń
  9. Ladnie, ciekawie i smacznie - po prostu zachęcająco!

    OdpowiedzUsuń
  10. To jest magiczne miejsce. W centrum Sevilli taki azyl, który przenosi do innego świata.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem zauroczona. Uwielbiam takie miejsca. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Chłonę ten klimat jak gąbka i wchłaniam bezustannie. Nie wiem co, ale coś mnie urzekło bardziej w Portugalii, i tu tą atmosferę tez sie wyczuwa choć to Hiszpania. Piękne i foty i jak zawsze swietnie oddajesz słowami wrażenia.
    ps: Alfama -cudo.
    pozdrawiam ;))

    OdpowiedzUsuń

TOP