1.7.14

Bruksela - stolica czekolady

Ten wpis obiecywałam Wam już w lutym, ale musiałam zaczekać aż zupełnie opadną emocje związane z  kradzieżą dokumentów za granicą i będę mogła spojrzeć na stolicę Belgii łagodniejszym okiem. Dziś czuję się już tylko bogatsza o to doświadczenie i nie mam żalu. Możemy więc porozmawiać o słodkim obliczu  Brukseli.
O czym konkretnie? O wystawach sklepów i to bardzo szczególnych - sprzedających produkty z belgijskiej czekolady, uważanej za jedną z najlepszych na świecie. Muszę przyznać, że robią one ogromne wrażenie.
Większość sklepów jest tak elegancka, gustowna i luksusowa, że można pomyśleć, że w środku sprzedają drogą biżuterię a nie słodycze. Niejednokrotnie sprzedawcy ubrani są w garnitury i krawaty, jakby  sprzedawali cenne klejnoty tylko dla wybranych. Czyste szyby, piękne i efektowne dekoracje.
Lubię czekoladę, ale nie aż tak, by zapłacić za nią tyle, ile w takich "czekobutikach" kosztuje. Niejednokrotnie ręcznie robione praliny kosztują ponad 100 EUR/1 kg. Kiedy buszowałam w jednym ze sklepów i skusiłam się przynajmniej na świeże truskawki z czekoladową nutą (5EUR), uważając, że jest to pewnego rodzaju szaleństwo, Pan przede mną zapłacił ... 270 EUR za kilka dużych bombonierek. Byłam pod naprawdę duuużym wrażeniem i rozgrzeszyłam się w myślach. 
Są oczywiście też sklepy mniej wystawne, sprzedające bardzo dobrej jakości czekoladę   produkowaną masowo, której zapewne niczego nie brakuje, chociaż muszę przyznać, że bardziej smakowała mi szwajcarska czekolada otrzymana kiedyś od Kasi na Rozdrożach.
Spróbowałam czekoladę belgijską w ilościach symbolicznych, uważam, że samo patrzenie na te małe, czekoladowe działa sztuki może być równie fascynujące jak sama konsumpcja :)
Pomimo, że Wielkanoc miała nadejść dopiero za 7 tygodni, firmy w pełni dostosowały swoją ofertę do konkretnych wymogów rynku. Były więc kurczaczki, króliczki i jajeczka. 
W sklepach z czekoladą można kupić pralinki na wagę lub na sztuki, całe tabliczki czekolady, gotowe bombonierki, blaszane pudełka z czekoladkami lub ciasteczkami z czekoladą, a także czekoladowe lizaki, czekoladę na gorąco i wiele, wiele innych czekoladowych ciekawostek.
Wybór jest ogromny, sklepy są wszędzie, więc decyzja zakupowa zależy od możliwości portfela.
Sprzedawcy pięknie ozdobią i spakują czekoladki na prezenty dla rodziny i znajomych z finezją nie mniejszą niż ta z którą Rowan Atkinson pakował łańcuszek w "Love Actually".
 Kto się nie oprze i nie zje ich wcześniej, ma szansę bardzo zaskoczyć swoich najbliższych.
 Poniżej witryna sklepu z nie-mam-pojęcia czym, ale zawsze patrzyłam na nią z zachwytem.
Jak mam być szczera, dla mnie Bruksela to jednak przede wszystkim gofry belgijskie, chyba najlepsze na świecie. Można je kupić z niekończącą się ilością dodatków, ale wg mnie są tak pyszne, że bita śmietana, polewy, owoce, posypki itp. po prostu psują ich smak. Wersja sucha (lub z odrobiną cukru pudru) kosztuje 1-1.5 EUR i jest najlepszym deserem jaki można sobie wymarzyć. Pachnący, sycący i gorący, a przy tym na niemal każdą kieszeń. Niezależnie od  tego, jakie słodkości Wam smakują najbardziej, nie da się ukryć, że to miasto jest słodkie,  chociaż dla mnie we wspomnieniach trochę słodko-gorzkie. Może to i lepiej, bo w końcu w  życiu potrzebna jest równowaga a taki nadmiar słodyczy może łatwo zemdlić, czyż nie? :) 

26 komentarzy:

  1. Też byłam zachwycona tymi wystawami, ale szczerze mówiąc sama belgijska czekolada jakoś nie do końca mi podeszła :) wole wedlowską :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tez wole wedlowska, chociaz musze przyznac ze zadziwia ich kreatywnosc w tym wzgledzie. W Brukseli jest czym sie zachwycac, mam tam kolezanke z mojej wioseczki andyjskiej, ktora tak jak ja potrzebowala odskoczni od wariactwa politycznego naszej drugiej ojczyzny, zaprasza , zaprasza, moze jeszcze raz tam pojade. Poza tym podobno Belgia slynie ciastami, a ja tylko widzialam i probowalam tylko gofry...smaczne to prawda ale bardzo drogie...ale twoj post spowodowal, ze slinka mi leci..pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam okazję być w Brukseli i na prawdę piękne miasto. I rzeczywiście, czekolada jest wszędzie. Jak dla mnie była przepyszna.

    OdpowiedzUsuń
  4. To dla mnie raj na ziemi! Uskładam jeszcze trochę kasy i koniecznie muszę się wybrać. Dla takiego czekoladoholika ten post to istna męka psychiczna ;D Siedzieć przed komputerem, patrzeć, a nie móc skosztować.. Litości, ja przed śniadaniem jeszcze jestem ;) Wspaniałe te wystawy, na pewno nie powstrzymałabym się i kupiła jakieś tańsze praliny. Raczej rodzina nie miałaby czekoladowej niespodzianki...

    OdpowiedzUsuń
  5. mi smakuje i belgijska i szwajcarska, niestety nasza polska wg mnie coraz gorsza:(

    OdpowiedzUsuń
  6. ta wystawa niewiadomoco - to ciasteczka arabskie - różnkolorowe ogromnie skłodkie ulepki z ddatkiem orzeszków
    aktualnie można takie wypieki znaleźć w każdej dzielnicy - właśnie zaczął się ramadan i poszczący ludzie po zmierzchu muszą w jakiś sposób nadrobić braki cukru :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Planujemy Brukselę latem, samochodem. Może się uda... Czy lepiej jednak samolotem? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat jak kto woli, jak komu taniej / wygodniej itd...

      Usuń
  8. Ojjeejju :) ile słodkości! ale jak znam siebie, bardzo dobrze odnalazłabym się w tak słodkiej krainie :)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Te witryny wyglądają naprawdę niesamowicie! Ja jako miłośniczka czekolady pewnie nie przeszłabym obojętnie :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie również pewnie by skusiły. Choć są w euro, więc może nie...

    OdpowiedzUsuń
  11. No i cały wysiłek związany z odchudzaniem pójdzie na marne. Takie cuda !

    OdpowiedzUsuń
  12. Ceny belgijskich czekolad zwalają mnie z nóg. Właściwie to nie wiem dlaczego, bo rozumiałabym to gdyby może miały jakieś życiodajne moce. Ponieważ moje życie pozbawione jest cukru to wyobrażam sobie, że wystarczyłaby mi obecnie jedna kostka albo pralinka, aby poczuć się jak na cukrowym haju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyśl tylko jaki fajny bilet lotniczy można mieć za 100EUR!!! :-) a nawet kilka

      Usuń
  13. Ale zrobiłaś mi smaka! :) Dałabym się pokroić dzisiaj za belgijską czekoladę i praliny!!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam to miasto, miedzy innymi za to, ze jest tam wszystko co lubię: jest blisko, ładnie, smacznie i ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wystawy są imponujące, ale smak zapewne jeszcze lepszy ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bruksela ma swoje uroki;) ciekawy post
    Zapraszam do mnie www.naturalnemetody.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Wspamiałe wystawy, czekolada pewnie musiała być przepyszna. Piękne ujęcia pralinek :)
    Zapraszam do mnie www.malyswiatpodrozy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Uwielbiam czekoladę tak bardzo, że patrząc na te zdjęcia dostałam ślinotoku ;) Bardzo bym chciała spróbować też belgijskich gofrów, żeby mieć porównanie chociażby z norweskimi chociaż jestem przekonana, że nie ma czego porównywać i belgijskie są jedyne w swoim rodzaju :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Uwielbiam czekoladę. Chyba nie potrafiłabym się opanować i wchodziłabym do każdego sklepiku. Wystawy wyglądają bajkowo. Szkoda tylko, że to takie drogie...

    OdpowiedzUsuń
  20. Uwielbiam belgijskie gofry! Czekolady spróbowałam niewiele, właśnie ze względu na dość wysokie ceny - w smaku również mnie nie zachwyciła, za to podziwiałam kunszt wykonania niektórych cudeniek. Za to piwo... Piwo wspominam najlepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie byłam niestety, ale takie sklepy mają niezwykły klimat. Pięknie:)

    OdpowiedzUsuń

TOP