23.7.14

"Wszędzie mnie pełno, trudno za mną nadążyć. Za to kocham moje życie!"

   
Na blog Irminy trafiłam kilka lat temu, kiedy wzięła ona udział w sesji do magazynu on-line Lawendowy Dom. Naturalna, uśmiechnięta, bez kompleksów. Pozowała w kolorowych, kobiecych spódnicach własnego autorstwa. Zaczęłam odwiedzać ją częściej, obserwować różne zmiany w jej życiu. W cyklu "Inspiracje" pokazuję osoby, którym się po prostu chce. Szukające swojej drogi, rozwijające się, mające pasje, realizujące swoje marzenia. Irmina jest z pewnością jedną z nich. W czasach, gdy promuje się szafiarki znane z tego, że są znane  i ładnie wyglądają na tzw. "ściankach" promujących różne firmy, Irmina jest dla mnie odmianą. Ambitna, kreatywna, tworząca własną markę Irminastyle, stawiająca na wykształcenie i licząca na siebie, a nie na to, że ktoś jej coś załatwi. A przym tym sympatyczna i bardzo pozytywna.

   Kiedy zaczęłaś interesować się szyciem i samodzielnie projektować ubrania?

Maszyna do szycia gościła w moim domu od zawsze, ponieważ mama szyła bardzo często. Robiła też na drutach, dziergała na szydełku, ozdabiała ubrania, wymyślała dodatki. Ja od dziecka lubiłam bawić się maszyną, ale też np. rysować i tworzyć coś z niczego. Na poważnie zainteresowałam się szyciem dopiero 6,5 roku temu, w III klasie liceum, gdy zaczęłam szukać sukienki na studniówkę. Kreacje dostępne w sklepach wydawały mi się pospolite, podobne do siebie. Podczas sprzątania znalazłam w szafie piękny, ciemnozłoty materiał, który zainspirował mnie do samodzielnego uszycia czegoś wyjątkowego. Wzorowałam się na sukni Kate Hudson z filmu "Jak stracić chłopaka w 10 dni" - długiej, złotej, satynowej. Byłam uparta i się udało! Co prawda sposób jej odszycia wołał o pomstę do nieba i dziś na pewno nie pokazałabym się w niej publicznie, ale wtedy byłam z siebie dumna i świetnie się w niej czułam. Pokochałam szycie, zaszczepiła się we mnie chęć tworzenia ubrań, która jest we mnie do dziś. To moja pasja.

       
 Lubię Twoje stylizacje. Często są kolorowe, podkreślające sylwetkę i kobiecość. Powiedz proszę w skrócie, co w modzie lubisz, czym się inspirujesz?

Moda to dla mnie sposób wyrażania siebie, własnej kreatywności. Dzięki niej jesteśmy w stanie pokazać kim jesteśmy, jeszcze zanim nawiążemy rozmowę. Nie biorę jej jednak zbyt dosłownie. Lubię podkreślać swoje atuty, ale często chodzę w luźnych swetrach i butach sportowych, stawiając na wygodę. Mam wąską talię, ale też dużo krągłości, co muszę brać pod uwagę podczas ubierania się. Wiem, jakie kroje są dla mnie najlepsze, a jakich strojów muszę unikać, pomimo, że mi się podobają. Wielkim plusem szycia jest to, że mogę stworzyć dowolny strój pasujący do mojej figury. Ubrania w sklepach mają uniwersalne kroje, nie na każdym dobrze leżą. Moda jest dla mnie niewyczerpanym źródłem inspiracji, daje przy tym dużo przyjemności. Obserwuję modę uliczną, a także tą prezentowaną na wybiegach, do tego uruchamiam swoją wyobraźnię i tak rodzą się pomysły. Najczęściej jednak siadam po prostu przy maszynie z konkretnym materiałem i na bieżąco wymyślam dany projekt.

Pokazujesz też Czytelnikom jak łatwo przerobić stare ubrania, jak zrobić biżuterię, ozdobną bieliznę. Cieszysz się, gdy ktoś napisze, że skorzystał z Twojego pomysłu?

Lubię prowadzić blog i dzielić się swoim doświadczeniem. Jest to część mojego świata, ważny element codzienności. Jeśli ktoś się zainspiruje, jest mi oczywiście bardzo miło.

       Wiele dziewczyn pokazujących modę staje się celebrytkami. Ty robisz swoje...

Blog nie jest dla mnie platformą reklamową. Nie zależy mi na dużej popularności ani na rozgłosie. Po sześciu latach prowadzenia blog czuję się zawstydzona, gdy ktoś rozpozna mnie na ulicy. Blog jest dla mnie formą ekspresji, pasją, motywacją do dalszego działania. Nie jest celem samym w sobie, nie lansuję się, nie szukam też zarobku za wszelką cenę.

        
Brałaś udział w kilku pokazach, szykowałaś stroje na potrzeby sesji zdjęciowych oraz sprzedajesz niektóre ze swoich projektów. Czy wiążesz swoją przyszłość z szyciem?

W tej chwili szycie jest jedynie moim hobby, szyję głównie dla siebie. Kto wie, może w  przyszłości założę firmę odzieżową, ale na tę chwilę nie skupiam się na tym, bo spełniam inne swoje marzenia. Nie planuję długoterminowo, większość moich decyzji jest raczej spontaniczna. Podejmuję szybkie i nagłe decyzje. Może będę miała firmę a może ruszę w świat, będę podróżować, może opuszczę Polskę. Nikt nie wie, co jest mi pisane :)

Zostałaś wyróżniona przez brytyjski magazyn Vogue, który umieścił Twoją stylizację w TOP 10 miesiąca. To musi chyba być coś bardzo mobilizującego?

Wysłałam zdjęcie bez większego zastanowienia, więc byłam mocno zaskoczona tym wyróżnieniem, tym bardziej, że głównym elementem stylizacji był płaszcz zakupiony w second handzie za 16zł! Takie sytuacje są miłe, ale nie przyjmuję pochwał do siebie, bo najważniejsze jest dla mnie moje własne zdanie i świadomość, co mi się podoba.

W Internecie, poza przychylnymi ludźmi, są też tacy, którzy potrzebują się wyżyć, dać upust swoim frustracjom i zwyczajnie "dokopać" komuś. Kilka razy czytałam bardzo agresywne i nieprzyjemne opinie u Ciebie, było mi aż głupio. Zapunktowałaś tym, że nie usunęłaś cichaczem tych niezbyt pochlebnych opinii na temat niektórych stylizacji, jak zwykły czynić niektóre osoby spotykających się ze słowami krytyki.

Prowadzę bloga od 2008 roku i szczerze mówiąc, z obraźliwą krytyką zetknęłam się dopiero kilkanaście miesięcy temu. Na początku się przejmowałam, denerwowało mnie to, ale potem zaczęłam się z tego śmiać. Zawsze jakieś urozmaicenie, nie może być ciągle idealnie ;) A poważnie, śmieszy mnie, jak wiele osób nie ma co zrobić ze swoim wolnym czasem i wykorzystują go na obrażanie innych i "hejtowanie" jako Anonimowi. Jeśli mi się coś nie podoba, nie oglądam tego i nie komentuję. Nikt nie jest nieomylny i perfekcyjny, więc po co wytykać innym błędy, sprawiać przykrość?

       
To taki trochę obraz dzisiejszych czasów. Rzucić w kogoś błotem, żeby samemu poczuć się lepiej. Ja uważam, że całe życie się uczymy, pewne rzeczy wychodzą raz lepiej, raz gorzej, ale ważne jest, aby nie stać w miejscu, coś robić. Jesteś pracowita - studiujesz, udzielasz się aktywnie na uczelni, pracujesz, prowadzisz blog, projektujesz, szyjesz, chodzisz regularnie na siłownię i jeszcze uczysz się portugalskiego i przygotowujesz do jesiennego wyjazdu na Erasmusa do Porto..

Oprócz tego dosyć często wyjeżdżam i staram się zawsze znaleźć czas dla moich przyjaciół :) Jeśli pojawia się jakieś ciekawe wyzwanie, z chęcią je podejmuję, np. byłam przewodniczącą komisji wyborczej podczas wyborów do Europarlamentu, wolontariuszką w straży studenckiej podczas Juwenaliów w Poznaniu. Wszędzie mnie pełno, trudno za mną nadążyć. Za to uwielbiam moje życie, kocham zbierać doświadczenia. Ostatnio brakowało mi na wszystko czasu, więc zrezygnowałam z pracy. W Portugalii będę prowadziła kompletnie inny tryb życia, będę tęsknić za domem i maszyną do szycia, ale szybko dostosowuję się do nowych sytuacji i na pewno sobie poradzę. W tej chwili Erasmus jest dla mnie najważniejszą misją!

Wcześniej na Twoim blogu nie było zbyt wielu podróży, aż do momentu, gdy poleciałaś z bratem do Hong Kongu. Sama na wyjazd zapracowałaś i widać,  że sprawił Ci dużą frajdę. Od tego czasu wyczuwam, że podróże chodzą Ci po głowie coraz częściej, na co dowodem jest chociażby opublikowana niedawno lista 'Places to visit before I die". Co jest w podróżach tak pociągającego? :)

Podróże są fantastyczną okazją do przeżycia niesamowitych chwil, do pokonania własnego strachu, spełnienia marzeń. Ciekawią mnie obce kultury, klimat innych krajów. Są szansą na zmierzenie się ze sobą, zbieranie nowych doświadczeń. Żyje się tylko raz. Nie chcę żałować niczego na starość, chcę przeżywać nowe przygody. Podróż do Hong Kongu uświadomiła mi, że miejsca, które oglądamy w telewizji czy  Internecie, są tak naprawdę na wyciągnięcie ręki, nie trzeba mieć góry pieniędzy. Lista o której wspominasz, to mój plan na czas bliżej nieokreślony, na tę chwilę moim celem jest 5 miesięcy w Porto i zwiedzenie Półwyspu Iberyjskiego. Za rok chciałabym odwiedzić Dubaj i mój upragniony Londyn! Może zacznę odwiedzać wszystkich poznanych na Erasmusie znajomych? Trzymajcie kciuki, aby się udało!

Ja trzymam mocno, Czytelnicy na pewno też! Wszystkiego dobrego !!!

8 komentarzy:

  1. Świetny wywiad. Fajnie, że udało jej się znaleźć własne hobby, i że nie tylko do niego się ogranicza, bo szuka wciąż nowego. Oby tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałm o tym blogu, ale wywiad naprawdę fajny, więc zajrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawa, kolorowa rozmowa :) Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy wywiad, jego bohaterka jest rzeczywiście inspirującą osobą. Przeczytałam z przyjemnością!

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawy wywiad :)

    Jestem pewna, że się uda:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super Irmina, oby tak dalej!

    OdpowiedzUsuń
  7. super!! bardzo lubie ten cykl, bardzo!!

    OdpowiedzUsuń

TOP