6.8.14

Jak podróżuję, czyli kilka pytań... do mnie


Jakiś czas temu napisała do mnie Gabriella, studentka II roku dziennikarstwa, która na zajęcia miała przygotować reportaż o ciekawej osobie i uznała, że skromna ja jestem odpowiednią kandydatką i podobno bywam inspirująca :) To naprawdę miłe. Dostałam zestaw pytań. Nie dane mi było przeczytać finalnej wersji artykułu, ale uznałam, że mogę podzielić się z Wami odpowiedziami. Dodałam też pytania, które pojawiają się w mailach. Poznajcie mnie lepiej! 

Jak zaczęła się pani historia, pasja do podróży? 



Pamiętam, że jako dziecko obejrzałam w kinie "Króla Lwa" i zobaczyłam świat, którego nie znałam. Puste przestrzenie, wodospady, rzeki, niezwykłe drzewa, rośliny i zwierzęta. Zrozumiałam, że nie wszystko wygląda jak miasto w którym mieszkam. Byłam zszokowana i zachwycona. Zresztą do dziś widząc pierwszą scenę tej niezwykłej bajki - wschód słońca nad sawanną, mam gęsią skórkę. W szkole uczą nas o wydobyciu węgla i wietrzeniu skał, a nikt nie mówi o pięknie, które czeka, gdy odważymy się wyjść z domu i ruszyć przed siebie. Nikt nie wspomina o różnicach kulturowych, zapierających dech widokach i wspaniałych budowlach. Wszystko musimy odkryć sami. Staram się realizować podróżnicze Marzenia. Nie mam niestety dużych możliwości finansowych, więc robię to powoli, ale konsekwentnie.

 Jak długo pani podróżuje? 

Samodzielnie i świadomie zaczęłam wyjeżdżać 8 lat temu. Na początku głównie z biurami podróży, a na miejscu zwiedzałam na własną rękę, ale szybko uznałam, że nie odpowiada mi taka forma. Wolę być w pełni niezależna i mieć wpływ na każdy etap podróży, więc organizuję je sama od początku do końca.

 Jaka jest przewaga takiej formy podróżowania? 

Przede wszystkim - sprawia mi to przyjemność! Gotowy pakiet nie jest dla mnie wyzwaniem. Uwielbiam za to przeglądać wyszukiwarki biletów, polować na promocje i tę adrenalinę - załapię się na bilet w super cenie czy nie?! Samodzielnie szukanie miejsc noclegowych daje dużo możliwości, hoteli jest o wiele więcej niż w katalogach, do tego dochodzą hostele, pensjonaty, obiekty urządzanie w zamkach i pałacach a nawet szansa na wynajęcie domu lub pokoju od osoby prywatnej. Trzeba być bardziej samodzielnym i otwartym na ludzi, bo na każdym etapie ma się z nimi kontakt - kupując bilet na autobus, łapiąc taksówkę, kwaterując się w tanim obiekcie w którym nikt nie zna angielskiego czy zamawiając jedzenie w małych knajpkach. Mam większą elastyczność terminów, ale przede wszystkim świetnie się bawię już na etapie przygotowań! Biura też są potrzebne, ale ja wolę sama.

     Jaka była pani najpiękniejsza podróż. Z tych, co zostają w sercu na zawsze? 

Pierwszy wyjazd do Portugalii (w której byłam już wieeele razy). Zima, długa podróż autokarem (ponad 70 h z postojem we Francji!) z fantastycznymi towarzyszami. W Polsce mróz a w Lizbonie ciepłe słońce o poranku, uśmiechnięci ludzie, niezwykła gościnność, z którą nie spotkałam się nigdy wcześniej. Minęło 10 lat a ja ciągle pamiętam szczegóły - zapach cynamonowo - jabłkowejherbaty, kolor sukienki witającej mnie Portugalki, pierwszy posiłek u goszczącej mnie rodziny. Po tak wielu latach moje serce wciąż drży na wspomnienie tych cudownych kilku dni. Chwile idealne.

Czy w podróży zdarzyła się pani kiedyś sytuacja nagła lub problemowa? 

Tak, kilka razy. Zdarzało się, że przyjeżdżałam do hotelu i zastawałam w środku nocy zamknięte drzwi lub okazywało się, że nikt nie wie o mojej rezerwacji, kiedyś zgubiłam się w nocy w jednej z mało znanych dzielnic Porto, ostatniego dnia pobytu na Malcie mało brakowało, a jechałabym do szpitala, bo przyjaciółka dostała uczulenia na krewetki i zaczęła się dusić na środku ulicy, a raz na lotnisku pękły mi na pół okulary bez których niewiele widzę :) Najgorsze zdarzenie przeżyłam jednak w tym roku w Brukseli, gdy towarzysząca mi osoba została okradziona w metrze. Byłyśmy w drodze na lotnisko, a poza pieniędzmi i kartą płatniczą zginął też dowód osobisty. Nie mogłyśmy wrócić do kraju, przepadł nam bilet powrotny, nie miałyśmy noclegu, jeden telefon się rozładował, drugi nie miał roamingu. W kieszeni końcówka gotówki a w kalendarzu niedziela, godzina 18.00.... Sytuacja podbramkowa. Obydwie powinnyśmy w poniedziałek stawić się do pracy. To była jedna z tych chwil, gdy trzeba opanować panikę i działać. Udało mi się wrzucić informację na Facebooka. Muszę przyznać, że odzew Czytelników przerósł moje najśmielsze oczekiwania - pojawiła się nagła lawina dobrych słów, propozycji pomocy. Obce osoby chciały zapewnić mi nocleg, pożyczyć duże sumy pieniędzy. Nie jestem płaczliwa, ale oczy mi się mocno wtedy zeszkliły. Niby padłyśmy ofiarą zła, którego na świecie dużo, ale w ogólnym rozrachunku wyszłam z tego silniejsza, bo wszystko, co działo się później przywróciło mi wiarę w ludzi. Tak już jest, że z tego co złe, może zrodzić się dobre.

Czym jest dla pani blog? 

Szansą na zachowanie ulotnych wspomnień, obrazów, chwil. Lubię pisać, zawsze lubiłam i jest mi miło, że ktoś chce mnie czytać. Dzięki blogowi poznaję ciekawych ludzi, biorę udział w projektach, które byłyby poza moim zasięgiem. Najwięcej radości sprawiają mi jednak e-maile od osób, które piszą, że dzięki blogowi kupiły pierwszy bilet i odważyły się wyruszyć w podróż. Czasami bliską, czasem trochę dalszą, ale najważniejsze jest, że przełamały się, zrobiły pierwszy krok, uwierzyły, że wszystko jest w zasięgu ich możliwości, także finansowych. To dla mnie nagroda oraz motywacja do dalszego działania.

 Na blogu widziałam pani Listę Marzeń Podróżniczych - które będzie realizowane teraz?

Mam nadzieję, że jeszcze w wakacje uda mi się wykreślić wizytę w Sztokholmie i nieśpieszny poranek z cynamonową bułeczką! Bilety kupione, notatki zrobione, zostało tylko odliczanie dni...

 Utrzymuje pani kontakt z ludźmi poznanymi w podróży? 

Z niektórymi tak, z innymi nie. Ze spotkaniami w podróży często jest tak, że TO dzieje się tu i teraz, w najlepszym możliwym momencie. Jest kilka chwil magii, a potem każdy idzie w swoją stronę, ale na zawsze zostają one w pamięci. Miałam kilka takich spotkań - czasem to rozmowa w autobusie lub w samolocie, spotkanie w hostelu, innym razem przegadana noc na lotnisku z kimś dopiero poznanym. Czasem lubię wracać myślami do tych spotkań, ale nie żałuję, że nie było ciągu dalszego. Są również osoby, z którymi mam kontakt do dziś, czasem się odwiedzamy, piszemy. Dużo wartościowych ludzi poznałam też dzięki blogowi, czyli poniekąd dzięki podróżom. Z większością mam stały kontakt.

Bardzo dużo pisze pani o Portugalii. Za co tak bardzo kocha pani to miejsce? 

Częściowo na to pytanie już odpowiedziałam w pytaniu o najpiękniejszej podróży. Tamten wyjazd rozbudził we mnie gorące uczucie do tego niewielkiego kraju nad Atlantykiem. Pomimo wielu powrotów, zawsze spotykają mnie tam wyłącznie pozytywne sytuacje (np. w październiku zeszłego roku mojej Mamie w jednej z uliczek Alfamy wypadł portfel. Dookoła nie było nikogo a nagle pojawił się chłopak ze zgubą w ręku po czym dosłownie rozpłynął się w powietrzu). Trudno opisać to wszystko słowami, dużo emocji siedzi w środku. Kiedyś płakałam czytając w gazetach artykuły o Portugalii, dziś jestem już bardziej stabilna :) Kocham ten kraj za jego mieszkańców, za pyszną kuchnię, klimat, muzykę, język, plaże, azulejos, historię i dziesiątki zakątków, do którychchcę  wracać bez końca. Przy każdym powrocie czuję się zakochana na nowo, jeszcze mocniej.

Czy miała pani jakąś nietrafioną podróż, miejsce, które okazało się rozczarowaniem? 

Każde miejsce ma w sobie COŚ, chociaż czasami zalety nie są tak oczywiste :) Są miejsca, które podobały mi się o wiele mniej niż inne (np. grecka wyspa Korfu), ale to wszystko kwestia gustu. Jeden lubi ogórki a drugi ogrodnika córki, jak mawia moja Babcia :) Nie mogę jednak powiedzieć, że wyjazd był nietrafiony, bo oczywiście były też ładne miejsca i fajne chwile, ale serce jakoś nie zabiło mocniej. Czasami jest tak, że od pierwszej chwili czuję się w jakimś mieście jak w domu, a czasami nie, ale zawsze staram się szukać tych dobrych, a nie złych stron. Za pierwszym razem nie podobał mi się Londyn. Czułam się przytłoczona, trochę przerażona (pewnie też poniekąd dlatego, że miałam pod opieką poważnie chorego chłopca i jego rodzinę). Po kilku latach udało mi się wrócić, a dziś to jedna z moich ukochanych europejskich stolic i wracam tam, gdy tylko pojawi się okazja.

 Oprócz zdjęć i wspomnień zbiera pani jakieś nietypowe pamiątki z podróży? 

Nie lubię sklepów z tradycyjnymi pamiątkami. Jestem minimalistką, nie zbieram przedmiotów uważanych powszechnie za dekoracyjne. Z podróży przywożę głównie rzeczy praktyczne, coś, czego będę mogła używać na co dzień (ceramika, podstawki z korka, czasami ubrania, szale) i te przydatne w kuchni - zioła, przyprawy, tradycyjne produkty, nalewki itd. Od czasu do czasu kupuję też pocztówki, które wieszam na tablicy korkowej. Największą pamiątką są zdjęcia i wspomnienia.

Wiele osób uważa, że "prawdziwa podróż" to ta z plecakiem, gdzieś daleko.... 

Pytanie kto może oceniać co jest "prawdziwe" a co nie i co to właściwie znaczy? Owszem, dość często czuję, że ktoś próbuje dać mi do zrozumienia, że moje "podróże" to żadne "podróże". Nie uważam się za wyrocznię, super specjalistę w temacie podróżowania. Uważam się natomiast za kogoś, kto ma pasję, robi to, co kocha, co sprawia mu przyjemność. Zamiast siedzieć i marudzić próbuję łapać chwile, uciekać od monotonii, przełamywać schematy. Nie straszna mi długa podróż autokarem, spanie w małym pokoju bez okna, jedzenie soczewicy z puszki na Placu Concorde, ale czasami lubię usiąść wygodnie w samolocie, zabrać walizkę zamiast plecaka i pójść do restauracji.

Panuje moda na podróże tak tanie, że najlepiej darmowe.... 

Hmm, coś w tym jest. Często spotykam się ostatnio z postawą "ruszę w świat z 10$ i udowodnię, że się da, bo ktoś mnie nakarmi, ktoś przenocuje, ktoś przewiezie". Cóż. To zupełnie nieznane mi podejście. Faktycznie, zdarzy się w drodze, że ktoś okaże bezinteresowną pomoc albo gościnę, ale nigdy na to nie liczę i nie traktuję jak czegoś, co mi się należy. Nie wyobrażam sobie zjawienia się w czymś domu bez podarunku, gdy ktoś mnie zaprasza do swojego domu jest dla mnie naturalne, że w zamian zapłacę za jego obiad w restauracji czy przygotujemy coś wspólnie z zakupów, które zrobię. Wychowałam się w rodzinie, w której gościnność była wizytówką. Na odwiedzających czekam z posiłkiem, pełną lodówką, zapasem czasu, który będę mogła gościowi poświęcić. Nie chciałabym jednak czuć się jak darmowy hostel, dlatego też staram się, aby inni tak się nie czuli. Umówmy się, bez pieniędzy pewnie się da, ale też nie dajmy się zwariować. Wolę zobaczyć mniej, ale poczuć klimat miejsca, np. przez próbowanie lokalnej kuchni zamiast kabanosów.

Czy znalazła już pani swoje miejsce na zmieni do którego chce pani wrócić?

Poza Portugalią chciałabym wrócić do Irlandii i na Sycylię. Dobrze się tam czułam. Mam niezbyt praktyczną tendencję do wracania w miejsca, które polubię. Gdyby nie to, pewnie moja lista miejsc odwiedzonych byłaby 3 razy dłuższa. Ale jakie to ma znaczenie? Czy liczy się ilość odhaczonych na liście punktów czy chwile, które zostają w nas na zawsze? Kiedy mi tęskno do niektórych krajów czy ludzi, po prostu wsiadam w samolot i lecę. Jestem w tych kwestiach trochę sentymentalna, to prawda.

A może WY chcielibyście coś wiedzieć, ale dotąd wstydziliście się zapytać? ;)

26 komentarzy:

  1. Bardzo inspirujący wywiad. Ja zawsze podróżuję sama...z biurami podróży. Brak mi odwagi, żeby podróżować na własną rękę. Czy nie myślałaś kiedykolwiek o odwiedzeniu innych kontynentów?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam i zrobię to jak tylko wykreślę listę europejską :)

      Usuń
    2. Koleżanka widzę konsekwentnie :) Fajna rozmowa!

      Usuń
    3. Póki mogę częściej a na krócej to po prostu korzystam :)

      Usuń
  2. Ciekawy wywiad a i na blogu jakos inaczej:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe odpowiedzi, lubię czasami poczytać takie teksty okołopodróżowe.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też wolę sama wyjeżdżać niż z biurem. Czasem trzeba się namęczyć, by wszystko dobrze rozplanować, czy znaleźć dobry i tani hotel, ale ile przy tym frajdy!

    PS WizzAir dziś ogłosił,ze zaczyna latać z Warszawki do Lizbony od kwietnia 2015 :) Jeszcze nie byłam w Portugalii, ale jak jest już bezpośrednie połączenie, to muszę się wybrać!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Aguś przeczytałam jednych tchem :) Swietny wywiad, i tez nie moge przebolec tego, ze na geografi wbijaja taka niepotrzebna wiedze do glowy zamiast pokazywac mlodym ludziom jak piekny jest swiat...

    P.S. Dziekuje za mile slowa na moim blogu :)
    Buziaki zostawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Geografia w szkołach to nieporozumienie... :)

      Usuń
    2. I tu nie do końca się zgodzę. Moja koleżanka na geografii owszem musi realizować program, ale pokazuje świat, kulturę, religię innych narodów, przynosi zdjęcia, slajdy ze swoich prywatnych zbiorów, 3 - 4 razy w roku odwiedza gimnazjum podróżnik - jest to piękna żywa lekcja geografii. Pan zwiedził już prawie cały świat... To zależy od nauczyciela i szkoły...
      A z innej beczki, miło dowiedzieć się, jak organizujesz swoje podróże. My różnie, z biurem, sami.
      Oszczędzamy na kamper...
      Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
    3. Wspaniale, że Twoja koleżanka jest taką pasjonatką zawodu, ale myślę, że nie zdarza się to często. Moja geografia na każdym poziomie nauki to były nudy absolutne, większość moich znajomych ma podobne doświadczenia

      Usuń
    4. To faktycznie smutne, znam 4 takie pasjonatki w moim mieście...

      Usuń
    5. Ja miałam podobnie. Pomimo tego, że zdawałam maturę z geografii okazała się ona niestety przedmiotem bardzo nudnym. 'Król lew' był w dzieciństwie moją ulubioną bajką:)

      Usuń
  6. Fajnie, że istnieją tacy inspirujący ludzie. Wtedy nawet największy domator ma ochotę się wyrwać w świat!:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tytuł bloga adekwatny do stylu życia piszącej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. "Mam niezbyt praktyczną tendencję do wracania w miejsca, które polubię." Może niezbyt to praktyczne, ale ile radości sprawia wracanie do takich "oswojonych" miejsc!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla mnie od dawna jets Pani inspiracją i od dawna też czytuję Pani bloga.
    Co do pamiątek - uważam dokładnie to samo - największymi pamiatkami z podróży sa wspomnienia i zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Super pomysł z tym dialogiem. Warto czasem dla siebie odpowiadać na takie pytania:)

    OdpowiedzUsuń

TOP