20.8.14

Mieć czy być?


Ostatnio koleżanka udostępniła na Facebooku tekst, który naprawdę mnie urzekł. Takie to zwyczajne, a tak olśniewające w swojej prostocie, że aż ciężko uwierzyć. O tym czy w życiu lepiej mieć czy być. O czasie, który tracimy za dążeniem do posiadania. Zobaczcie sami!

"Znany amerykański doradca inwestycyjny siedział na przybrzeżnej skałce w małej 
 meksykańskiej wiosce, gdy do brzegu przybiła skromna łódka z rybakiem. W łódce 
 leżało kilka wielkich tuńczyków. Amerykanin, podziwiając ryby, spytał Meksykanina: 
- Jak długo je łowiłeś? 
– Tylko kilka chwil. 
– Dlaczego nie łowiłeś dłużej – złapałbyś więcej ryb? 
– Te, które mam całkiem wystarczą na potrzeby mojej rodziny. 
– Na co więc poświęcasz resztę czasu? 
– Śpię długo, trochę połowię, pobawię się z dziećmi, spędzę sjestę z moją żoną, 
  wieczorem wyskoczę do wioski, gdzie siorbię wino i gram na gitarze z moimi 
amigos. Pędzę wypełnione zajęciami i szczęśliwe życie. 
- Jestem absolwentem Harvardu i mogę ci pomóc. Powinieneś spędzać więcej czasu na 
łowieniu, wtedy będziesz mógł kupić większą łódź, dzięki niej będziesz łowił więcej i 
będziesz mógł kupić kilka łodzi. W końcu dorobisz się całej flotylli. Zamiast sprzedawać
 ryby za bezcen hurtownikowi, będziesz mógł je dostarczać bezpośrednio do sklepów, potem 
założysz własną sieć sklepów. Będziesz kontrolował połowy, przetwórstwo, dystrybucję.
 Będziesz mógł opuścić tę małą wioskę, przeprowadzić się do Mexico City, później do Los
 Angeles, a nawet do Nowego Jorku, skąd będziesz zarządzał swoim rosnącym biznesem. 
- Jak długo to wszystko będzie trwało? 
– 15, może 20 lat. 
– I co wtedy? 
- Wtedy stanie się to, co najprzyjemniejsze. W odpowiednim momencie będziesz 
mógł sprzedać swoją firmę na giełdzie i stać się strasznie bogatym, zarobisz miliony!
- Miliony? I co dalej? 
- Wtedy będziesz mógł iść na emeryturę, przeprowadzić się do małej wioski na 
 meksykańskim wybrzeżu, spać długo, trochę łowić, bawić się z dziećmi, spędzać 
 sjestę ze swoją żoną, wieczorem wyskoczyć do wioski, gdzie będziesz siorbał 
wino i grał na gitarze ze swoimi amigos... "

Czy nie w takich czasach żyjemy? Więcej, szybciej, wydajniej. W imię czego? Pieniędzy. Wiele osób w tę pułapkę wpadło a wielu niedługo w nią wpadnie. Znam dzieci, które mają wszystkie gadżety świata, ale  nie mogą liczyć na uwagę ze strony rodziców. Znam rodziców, którzy cały rok tak ciężko i długo pracują, że jadąc na wakacje chcą tylko hotel z opiekunką, która zajmie się ich dziećmi, by oni mogli wypocząć. Znam ludzi, którzy żyjąc pod tym samym dachem, nic o sobie nie wiedzą, bo siedzą po godzinach, by zadowolić pracodawcę, a potem  kupić większy telewizor, lepszy samochód. Mijają się w ciągu dnia, by spotkać się wieczorem przed 36-calowym ekranem i patrzeć w niego bez słowa. Mam również dalszych znajomych, z gromadką dzieci. Mama nie pracuje, ale nie zrezygnowała ze swoich pasji, zawsze umie na to znaleźć chwilę w zabieganym dniu. Ojciec, który pracuje ciężko, ale na tyle blisko domu, by od  razu wrócić do rodziny . Dzieci, dbające o siebie nawzajem, pełne szacunku, grzeczne, dobrze wychowane, a przy tym pewne siebie i znające swoją wartość. Każde z nich ma jakiś talent - plastyczny, muzyczny, sportowy. Ich dom pełen jest pucharów, dyplomów, gości, śmiechu. Zawsze pachnie obiadem i ciastem z owocami. Jest głośno, ale jakoś tak bez pośpiechu.

Dopóki miałam na rachunki i podstawowe wydatki, nigdy nie pędziłam za pieniędzmi. Bez żalu rezygnowałam po kilku miesiącach z prac, które dając mi zarobek, zabierały mi to, co w życiu jest najcenniejsze - czas. Rozmawiałam niedawno z koleżanką, która po urodzeniu dziecka nie chce wracać do Warszawy, do bloków, anonimowego życia i śpieszących się  tłumów. Kiedyś super aktywna, dziś cieszy ją proste życie - grill w ogrodzie, własne maliny z krzaka, fakt, że syn oddycha świeżym powietrzem i może huśtać się na huśtawce wiszącej na drzewie. Że ugotują obiad, upieką chleb i zjedzą go razem. Bo zwyczajnie mają CZAS.

Wiem, że każdy ma swoją drogę, że świat stanąłby w miejscu, jakby wszyscy łowili ryby dla przyjemności a potem pili wino z amigos, ale czasem czuję, że to coś dla mnie. Zwykłe życie bez spiny, pośpiechu, z cieszeniem się chwilą, obecnością innych ludzi. Niby nic a tak dużo.

21 komentarzy:

  1. Najlepiej znaleźć złoty środek. Ale jakie to trudne...

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie napisane. Na wszystko przychodzi kiedyś czas. Ważne, aby po drodze się nie pogubić :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wynajmujemy z mezem maly pokoj w starej kamienicy, zeby bylo taniej, zeby pieniedze przeznaczyc na podroze. Czasem zastanawiam sie czy nie lepiej byloby nie jezdzic a pieniedze przeznaczyc na rzeczy, ktore inni w naszym wieku uznaja za konieczne i tak poprostu potrzebne. Przedwczoraj wrocilismy z wyprawy motorem do Anglii odwiedzajac przy tej okazji dawno niewidzianych przyjaciol. Pilismy razem piwko, podziwialismy piekne klify, bawilismy sie z ich psem i rozmawialismy do nocy. Wczoraj juz w naszej malenkiej kawalerce po nogach przeleciala mi mysz po podlodze. Troche przez smiech powiedzialam do meza ze przydaloby juz sie normalne zycie, z pieknym mieszkaniem w komfortowaych warunkach, ze juz czas chyba sie ogranac i stawic czola powaznym sprawom. Potem na dobranoc pomyslalam, ze tego co przezylam, ile zobaczylam nikt mi nie odbierze i to bede pamietac i opowiadac wnukom na starosc. Moze to jest wlasnie normalne zycie? dzieki za dzisiejszy tekst:))))

    OdpowiedzUsuń
  4. u mnie w domu z mezem nie potrzebujemy luksusów to co mamy w zupelnosci nam starcza, nie potrzebujemy lepszego auta wazne ze ten dojedzie tam gdzie musi, nie musismy wymieniac sofy co roku, czy tv... ale mamy cos czego nie maja inni, wspolne zycie, wspolne posilki, spacery, podroze i zamilowanie do nurkowania...

    pozdrawiam i zapraszam

    http://divetravellife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Sama prawda.
    Zawsze chce mi się śmiać, kiedy słyszę, że postęp techniczny jest po to by ułatwić nam życie i żeby praca nie zabierała nam tyle czasu. Nie mówię, że rozwój jest zły. Ale nie wolno z tym przesadzać. Bo prawda jest taka, że dzisiaj, chociaż mamy telefony komórkowe, które możemy używać w każdym zakątku świata, e-maile, które zastąpiły tradycyjną pocztę, Internet umożliwiający szybki dostęp do informacji, wielofunkcyjne urządzenia mobilne, szybkie samochody, no i te wszystkie inne rzeczy, które sprawiają, że mamy niby więcej czasu, bo maszyna wykonuje za nas większą część pracy, ludzie i tak ciągle się spieszą i powtarzają, że brak im czasu. A kiedyś... Życie było wolniejsze. Ja może tego nie pamiętam, ale wiem jak żyła moja prababka. Spokojnie, powoli. Dzięki temu zawsze była uśmiechnięta i pełna energii.
    Przykro się patrzy na świat, który bez wytchnienia pragnie piąć się w górę. W końcu spadnie na samo dno.
    Nie jestem pesymistką, w żadnym wypadku. Ale patrzę na tę rzeczywistość i ona mnie po prostu przeraża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak jest, w pracy mam czasem wrażenie, że więcej czasu tracę na uzupełnianie danych w systemach, które mają mi pomóc (1 rezerwacja wyjazdu z ubezpieczeniem = 4 systemy), że przez ten czas mogłabym sprzedać coś komuś :) Kiedyś był tylko segregator i fax i wszyscy żyli ;) Postęp jest ważny, jasne, ale szukajmy złotego środka jak napisała Aga Zielińska.

      Usuń
  6. ciekawa przypowiastka .. znałem ją w troszkę w innej wersji ... niestety je realistyczna wersja jest taka, że to morze gdzie rybak łowił ryby jest już moco przetrzebione z rybek, które on mógłby tak z łodki złowić .. przetrzebione przez duże łodzie rybackie takie jak z przypowiastki .. niestety rybak nie może już utrzymać swojej rodziny ani grać sobie na gitarze w sielance i albo jakoś ściągnie turystów do siebie i w ten sposób zarobi albo niestety musi emigrować do dużego miasta gdzie jest praca :^)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne masz rację, ale chwili zadumy nad tempem życia nigdy nie zaszkodzi..

      Usuń
  7. To kiedy przeprowadzasz się do małej meksykańskiej wioski? Chętnie wpadnę w odwiedziny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cóż, każdy ma swoje Kilimandżaro i każdy ma swoją meksykańską wioskę

      Usuń
  8. Rzeczywiscie urzekajacy tekst. Najwazniejsze, to uswiadoic sobie co jest dla nas dobre, niby tak niewiele a tak wiele jednoczesnie. Osobiscie mam wrazenie, ze to wiedza dla wtajemniczonych:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba do mnie zaglądałaś - http://virgo1982.blogspot.com/2014/07/przypowiastka.html ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, śmiesznie :) Nie, nie widziałam tego wcześniej na blogu, tylko na Facebooku

      Usuń
  10. Czytając historię, przypomniał mi się kawałek, który w 2001 roku nagrał Łona :) Ta historia musi mieć wiele, wiele lat :)

    https://www.youtube.com/watch?v=tHu1Tn8rpM0

    OdpowiedzUsuń
  11. :))) Ty wiesz co, byś tu do Szwecji pasowała! zamienił stryjek siekierkę na kijek... Pracowałam po 12 godzin dziennie, kochałam swoją pracę i spełniałam się, kasa marna ale jakoś się kręciło. Odstawiłam to na rzecz O. zostawiłam cały ten zabiegany świat żeby dzisiaj chodzić boso po trawie, doglądać marchewek w ogrodzie i mieć czas. Pewnie, czasem zatęsknię za szaleństwem i bieganiną, za to nie tęsknię zupełnie za nerwicowym nocnym bezdechem i kołataniem serca. Minęło jak ręką odjął.

    Nie wiem czy jest złoty środek, jakaś metoda żeby mieć ciasto i zjeść ciastko... ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem :) Niestety. I nie wiem za bardzo co ze sobą zrobić.

      Usuń
  12. Oj, bardzo piękna historia.
    Lubię mieć czas, mam wakacje, za chwilę wracam do pracy, na szczęście nie wymagającej zbyt dużo czasu.. i oby tak zostało. Żeby był czas na wszystko, choć ciągle go jakoś mało:)

    Dobrze wiedzieć czego się chce, czy tego kolejnego telewizora, czy patrzenia w oczy..

    OdpowiedzUsuń

TOP