28.8.14

Porto. Kolory w deszczu.

Dziś chciałabym pokazać Wam subtelne, pastelowe oblicze miasta Porto oraz odrobinę mrocznego oceanu w czasie sztormu. Nie mam szczęścia do pogody, prawie każda moja wizyta na północy Portugalii wymaga stałego użytkowania parasolki, ale pogody się nie wybiera. Deszcz ma też swoje zalety i dziś o nim opowiem.
Gdy byłam w Porto po raz pierwszy chodziłam po mieście głównie z większą grupą znajomych, ale przy drugiej wizycie spędzałam całe dnie sama, czekając aż António u którego mieszkałam skończy pracę.
Nie miałam żadnego planu na zwiedzanie. Główne atrakcje i tak mieliśmy odwiedzać razem, więc mogłam po prostu iść przed siebie, gubić się, pytać o drogę (albo i nie), nie śpieszyć się. Chłonąć atmosferę, podziwiać, robić nieplanowane przystanki.
Chodziłam tu i tam, uliczkami w górę, a potem w dół. Czasem wąskimi i pustymi, a czasem rozbrzmiewającymi śmiechem grających w piłkę dzieciaków. Obserwowałam zwyczajne, spokojne życie ulicy.
Często ktoś mnie pyta czy bardziej podobała mi się Lizbona czy Porto. Nie ma na to pytanie poprawnej odpowiedzi. To są zupełnie inne miasta, niewiele do siebie podobne. Im więcej czasu się spędza w każdym z nich, tym wyraźniej wyczuwa się różnicę. Nie chodzi tylko o architekturę, położenie czy zabytki. W Porto jest inaczej, ludzie są inni, trochę inaczej się też żyje. 
Porto ma dla mnie nieco inną energię i chociaż moje serce zostało w Lizbonie na zawsze, to na północ Portugalii wracam z chęcią.
Przez blisko tydzień padało codziennie, niebo było smutne i pochmurne, a niektóre ulewy wydawały się nie mieć końca. 
Nie ma jednak co dramatyzować, bo tak naprawdę lubię deszcz za to, że wyostrza kolory, podkreśla intensywność zieleni i kwiatów.
To dzięki niemu wszystko rozkwita, a zima przechodzi w wiosnę. Lubię też zapach mokrego powietrza i mokrej ziemi. Do odrobinę mrocznego Porto, deszczowa aura pasuje doskonale.
Snułam się z parasolką w groszki między budynkami, chowałam się w kawiarniach, aby wypić filiżankę kawy i zagryźć ją croissantem portugalskim - ciężkim, żółtym, pysznym i sycącym.
Lubię Porto. Lubię ludzi, których tam poznałam. Lubię nawet ten deszcz, który mnie zawsze prześladuje. Ale może tak ma być? Może "Moje Porto" ma być mokre, kolorowe, lekko zamglone? Nie tak optymistyczne, słoneczne jak zalana skąpana w ciepłym świetle Lizbona? Dzięki temu każde z tych miast kojarzy mi się inaczej, wspomnienia są różne. 
Takie drobiazgi jak deszcz czy sztorm nie mogą przecież zepsuć humoru na urlopie. Zawsze staram się dobrze zagospodarować czas, przygotować na ewentualne niedogodności, znaleźć ciekawe zadaszone miejsca, które warto zwiedzić - muzea, ciekawe sklepy (w przypadku Porto jest np. jedna z najbardziej niesamowitych księgarni na świecie Livraria Lello & Irmão) czy restauracje.
W plenerze też może być dobrze. Kolorowa parasolka w dłoń i nawet długie spacery nie są mi straszne. W Porto mieszkałam jakieś 50 minut piechotą od wybrzeża. Niezbyt blisko, ale czasu miałam bardzo dużo.
Uwielbiam zapach Atlantyku. Jest specyficzny, świeży i rześki. Czasami siadam, patrzę na linię horyzontu i po prostu głęboko oddycham.
I to, jak w przeciągu jednego dnia potrafi nawet kilka razy zmieniać kolor, od bieli wzburzonych fal, przez odcienie szarości aż po ciemny granat.
Tego dnia spacerowałam sama. Woda była niespokojna, a deszcz pojawiał się i znikał. Pomimo tego, mijałam wielu ludzi spacerujących promenadą. Większość się śmiała. Albo przynajmniej uśmiechała. Nie widziałam ponuraków. A może nie chciałam widzieć? Czasem mam wrażenie, że w dobrych momentach życia podświadomie widzę tylko to, co sprawia, że jest mi jeszcze lepiej i radośniej. 

23 komentarze:

  1. Niestety, jeszcze nie byłam ani w Lizbonie ani w Porto. Wspaniałe zdjęcia. Widać, że wiążą się one ze wspomnieniami :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pieknie. Mialam szczescie byc w bardzo slonecznym i goracym Porto, ale deszczowe Porto, kto wie czy nie spodobaloby mi sie bardziej?

    OdpowiedzUsuń
  3. 8 lat temu (ależ to dawno temu było) spędziłam w Porto dwa intensywne, wspaniałe tygodnie w połowie września. Z piękną słoneczną pogodą, a jeśli był jakiś deszcz, to musiałam wymazać go z pamięci ;) Mam wielki sentyment do tego miejsca. Przy wyjeździe zarzekałam się, że na pewno jeszcze wrócę. Obietnicę muszę w końcu spełnić :)

    OdpowiedzUsuń
  4. podziwiam Cię za to zwiedzanie w pojedynkę, chyba nigdy nigdzie sama nie byłam celem zwiedzania, a musi być to fajne doświadczenie

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale pięknie, zazdroszczę! :)

    Zapraszam także do siebie: http://shawsy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam właśnie wspomnienia słoneczne, wesołe. Ale byłam bardzo krótko więc chętnie bym tam wróciła.

    OdpowiedzUsuń
  7. Do Lizbonki bardziej mnie ciągnie, ale Porto też chętnie zobaczę!

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne kolory, nawet w deszczu. Na Porto też przyjdzie pora, a tymczasem planuję wyjazd do Lizbony, więc wracam do Twoich lizbońskich wspomnień :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo podoba mi się Twoje optymistyczne podejście. Deszcz nie straszny kiedy w sercu słońce!

    OdpowiedzUsuń
  10. Nareszcie Portugalia...i te piękne drzwi :)
    Słyszałam, że Porto jest piękne, chciałabym się kiedyś tam wybrać. Lizbona była moim wielkim marzeniem, niestety byłam tam tylko przez parę godzin i obiecałam sobie, że jeszcze kiedyś wrócę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeśli uda mi się polecieć w grudniu do Barcelony, to mam taki dziki plan, żeby na jeden dzień wyskoczyć właśnie do Porto. Ryanair ma całkiem dobre i w miarę tanie połączenia z tym miastem :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękne kafelkowe Porto. Klimatyczne zdjęcia:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękne zdjęcia oddające charakter miejscowości. Byłam w Portugalii w zeszłym roku i oczarowało mnie Algarve. Sama podróżuję, zapraszam:

    klaudiakopiasz.blogspot.com
    kkopiaszrecommendations.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Niestety jeszcze nie byłam w Porto, ani nawet w Portugalii:(, ale Twoje artykuły bardzo mnie zachęciły do odwiedzenia tego miejsca. Czytając o nich mam wrażenie, że Portugalia nie jest jeszcze tak skomercjalizowana jak wiele innych atrakcyjnych miejsc turystycznych w Europie. Zgadzam się, że deszcz może mieć pozytywne strony:). W Szczecinie tak często pada, że jak mamy np. 3 tygodniową przerwę, to się dziwnie czuję i tęsknię za deszczem. Deszcz przynosi życie, zapachy i tak jak napisałaś wyostrza kolory:).

    Życzę miłego i inspirującego weekendu, a przy okazji zapraszam na moją stronę, której przedwczoraj zmieniłam nazwę

    http://lifestyle-plan-by-ann.blogspot.com/

    Ania

    OdpowiedzUsuń
  15. Podobają mi się te detale, ładnie i nastrojowo pokazałaś Porto,

    jak zwykle nęcisz :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zazwyczaj jak gdzieś się wybiorę to pada :)

    Duzo słońca zycze w kolejnych podróżach :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Znam Porto deszczowe i sloneczne, i to deszczowe i to sloneczne ma niezykle duzo uroku, Porto jest piekne i zaprasza do spacerow, zawsze cos nowegp sie wypatrzy! Lizbone tez zanma, i chyba jednak wole Porto, choc w lizbonie za kazdym razem zakochuje sie wiecej...

    OdpowiedzUsuń
  18. A mi zawsze Porto kojarzy się ze słońcem... No i winem oczywiście! :)
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak ja uwielbiam takie uliczki i domy z niebieskimi drzwiami. Dla mnie to kwintesencja miejsca, czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Byłam w Lizbonie, było fantastycznie i obiecałam sobie że wróce. Teraz wybieram się do Porto lub Faro, ktoś ma jakieś porównanie? Albo może coś doradzić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam tu i tu, ale absolutnie nie da się tych miejsc porównać, kompletne przeciwieństwa

      Usuń

TOP