4.8.14

Weekend w Łodzi. Niedziela.

Niedziela przywitała nas jeszcze większym upałem niż sobota, chociaż nie sądziłam, że to jest możliwe (biorąc pod uwagę prognozy, które pokazywały 24*C i ulewy a było ponad 34*C i pełne słońce). Ale mając wybór i tak wolę gorąc od burzy. Pierwszym punktem na naszym planie zwiedzania był Księży Młyn, dawny ogromny zespół fabryk włókienniczych.
Dawne pomieszczenia mieszkalne dla pracowników fabryk, ze szkołą, szpitalem, sklepem itd. tworzą dziś osiedle mieszkalne, aktualnie mocno wspierane pieniędzmi z projektów unijnych, co pozwala na gruntowną rewitalizację tych terenów. Trafiłyśmy na mini-wycieczkę po obiekcie, w czasie której zapoznano nas z planami przebudowy i pokazano odnowione już mieszkania.
Dostałyśmy też pamiątkowe koszulki z hasłem "Łódź buduje". Pokręciłyśmy się trochę między budynkami, przywitałyśmy ze wszystkimi kotami siedzącymi w oknach, chwilkę odpoczęłyśmy pod rozłożystym drzewem i przeszłyśmy do loftów po drugiej stronie ulicy.
Przez chwilę stałam zawstydzona przed gigantycznymi, ceglanymi zabudowaniami, nie  wiedząc, czy wypada wejść do środka. Zapytałyśmy więc ochroniarzy czy wstęp jest   legalny i nas wpuścili. Przyznaję, że dawna fabryka Karola Scheiblera robi wrażenie, w mojej opinii takie na bezgłośne "wow". Czułam się baaardzo mała widząc to wszystko.
Kiedyś było tu kilka młynów, w tym jeden należący do plebana (stąd nazwa - Księży Młyn), potem pierwsza tkalnia, po niej duży pożar, aż w końcu pojawił się Karol Scheibler, który nie żałował pieniędzy na odbudowę i dalszą rozbudowę terenów fabrycznych. Powstało prawdziwe miasto w mieście, w którym było wszystko, czego potrzeba do życia. Poza famułami, które  odwiedziłyśmy na początku (część mieszkalna), znajduje się tu także budynek straży pożarnej,szpital, szkoła, zieloniutki  park ze stawem. Zachwycają duże okna i ciekawe wykończenie.
Postanowiono wykorzystać modę na lofty i stworzono stylowe mieszkania, pięknie wkomponowane w postindustrialne otoczenie. Całość wygląda fantastycznie, ale dla  mnie jest za mało przytulnie :) To jednak mocno surowa architektura. Jeśli jednak ktoś chciałby tam zamieszkać, to na stronie www inwestycji można znaleźć mnóstwo ofert.
Część budynków nie jest jeszcze wyremontowanych, co tworzy fajny klimat.
Po sąsiedzku znajduje się Muzeum Pałac Herbsta - neorenesansowa willa, która została zbudowana dla córki Scheiblera oraz syna Edwarda Herbsta, który był dyrektorem fabryki.
Z okazji urodzin Łodzi wstęp był za darmo, więc weszłyśmy, pomimo, że nie miałyśmy tego w planach. Wnętrze jest bardzo zdobne i bogate, ale nie do końca w naszym stylu. Bardzo dużo wszystkiego - eleganckie pomieszczenia, obrazy, rzeźby, wielkie, kryształowe żyrandole.
Bardziej urzekł nas ogród, będący cudowną ucieczką od południowego, palącego słońca. Chyba niewiele osób wiedziało o darmowym wejściu, bo oprócz nas nie było wielu turystów.
W jednym z budynków działa Galeria Sztuki Dawnej, ale zrezygnowałyśmy z jej zwiedzania.
To był moment, gdy zaczęłam fantazjować wyłącznie o zraszaczach ustawionych na ulicy Piotrkowskiej i kawie mrożonej. Jak tylko je dopadłam, chlupałam się w wodzie z 15 min.
Mokre i zadowolone udałyśmy się OFF Piotrkowska, nazywanego "Najmodniejszym miejscem w Łodzi". Jestem skłonna w to uwierzyć, bo prezentuje się świetnie. Znów mamy dawną fabrykę, tym razem Ramischa, elegancko odpicowaną i trafiającą w gusta pewnej grupy społecznej. Znam takie klimaty z Warszawy, bo wystrój poszczególnych lokali jest tak podobny, że aż się zlewają.
To faktycznie typowe miejsce "modne", w dobrym i złym znaczeniu tego słowa.
W dobrym, bo jest przyjemnie, budynki fajnie komponują się z nowoczesnymi wnętrzami, ale z drugiej strony mam wrażenie, że "to wszystko już było". No może poza barem serwującym insekty. Przynajmniej z założenia i nazwy, bo na tę chwilę chrupiących owadów tam nie dostaniemy.
Ogólnie jest miło, pozycje w menu poszczególnych knajp wyglądają zachęcająco, a ceny nie powodują nerwowego drżenia portfela. Kupiłam smaczny chleb z oliwkami i rozmarynem.
W sobotę odbywał się na terenie OFF mały targ ze slow food, miałam okazję spróbować pysznego soku naturalnie tłoczonego, z małej tłoczni Vero w Dmosinie. Pyszne i niedrogie.
Fajnie wyglądały widoczne na dole "Bez - krówka lody rzemieślnicze", ale nie próbowałam.
W ciągu dnia zajęte były jedynie pojedyncze stoliki, nie wie czy to kwestia godziny czy upału.
Z tego co mówiła mi Karolina, OFF zaczyna żyć dopiero późnym wieczorem i tętni życiem do nocy.
W rankingu portalu boredpanda.com przedstawiającym najciekawsze murale pojawiły się łódzkie łasice z budynku przy ul. Nowomiejskiej. Nie wiedziałam, że są tak ważne, więc niechcący ucięłam jedną z nich - tę na dole, leżącą na górze czegoś co wygląda jak orzechy.
Po ostatnim spacerze po ulicy Piotrkowskiej, trzeba było powoli kierować się w kierunku obiadu a potem dworca Kaliska. Weekend minął bardzo szybko i będę go dobrze wspominała. Dziękuję za zaproszenie i ciepłe przyjęcie Karolinie a Monice za towarzystwo. Łódź jest ciekawym miastem na weekendowy wypad i będę się tego trzymała. Sama na pewno wrócę tam kiedyś raz jeszcze.

11 komentarzy:

  1. hahhahaa "Nie wiedziałam, że są tak ważne (łasice), więc niechcący ucięłam jedną z nich" hahaha mistrzostwo!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze, byłam w Łodzi dwa razy (na koncercie) i ani razu nie widziałam Piotrowskiej! Wstyd! Jak tylko wrócę kiedyś do Europy to będę musiała ponadrabiać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. te bary insektowe kompletnie mnie nie przekonują...

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam stare fabryki, które na nowo odżywają! To właśnie Łódź najbardziej mi się z tym kojarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Po Twoich zdjęciach jestem zauroczona Łodzią. Przypomina Poznań. Świetnie, że aktywnie działają w mieście i inwestują, aby nabrało blasku. Ponieważ powszechne skojarzenia z tym miastem są raczej kiepskie to jest to nie lada wyzwanie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak już pisałam, uwielbiam OFF Piotrkowską. Z punktu widzenia osoby mieszkającej w Łodzi, mogę potwierdzić, że zrobili z tego miejsca coś wspaniałego, klimatycznego i przyciągającego zwiedzających. Kilka lat temu miejsce szpeciły wyłącznie brudne budy z chińskimi sajgonkami, do tego marnej jakości ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miasto wygląda na stale rozwijające się. Fajnie, że remontują te stare fabryki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Byłam kilka lat temu w Łodzi. Ciekawie uchwyciłaś klimat miasta. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo klimatyczne ujęcia. Chciałabym zobaczyć to miasto, bo odwiedziłam je jedynie przejazdem, ale czuję, że ambiwalentne uczucia we mnie może wzbudzić. Wydaje się być miastem dużych kontrastów (choć wiadomo, w każdym miejscu takowe występują).

    OdpowiedzUsuń

TOP