13.10.14

Jak zostać tancerką flamenco?

Emilię poznałam w czasie wiosennego pobytu w Sewilli, na obiedzie w Corral del Conde. Zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie - ciepłej i sympatycznej dziewczyny, która wie, czego chce od życia i umie o to walczyć. Prawie pół życia tańczy flamenco i większość decyzji, jakie podejmowała przez ostatnie lata, ma bezpośredni związek z tą pasją. Przygotowania do tej rozmowy zaczęły już w lipcu, a w trakcie jej powstawania zrozumiałam, że niewiele dotąd o bohaterce wiedziałam. Jej droga nie była łatwa, sukcesy przeplatały się z porażkami, ale Ona wychodziła z tego silniejsza. Podziwiam siłę, z jaką realizuje marzenia i fakt, że wszystko, co osiągnęła, zawdzięcza sobie. Zapraszam na spotkanie z Emilią Dowgiało, tancerką flamenco.

Kiedy zainteresowałaś się tańcem? Czy od początku było to flamenco? 

Tańczę od kiedy pamiętam. Od zawsze było dla mnie naturalne, że po szkole szłam "na tańce". Zaczęłam od baletu u Ewy Miedzińskiej. Pierwszą lekcję przepłakałam, bo bałam się zostać sama, ale czterolatce można to wybaczyć :) Spodobało mi się jednak i tańczę do dziś. Zadebiutowałam w zerówce w roli motylka na deskach Teatru Współczesnego we Wrocławiu. Po sześciu latach baletu przyszedł czas na siedem lat tańca nowoczesnego pod okiem Jacka Gębury, dzięki czemu mogłam wystąpić na różnych scenach i spróbować sił w wielu rodzajach tańca, od Krakowiaka po break dance. W końcu udało mi się znaleźć to, w czym czuję się najlepiej, czyli flamenco.

Co takiego ma w sobie flamenco, że po tylu latach poczułaś nagle, że "to jest to"?

No właśnie! Wciąż się zastanawiam. Czasami pytam sama siebie "Dlaczego akurat to? Czy nie było lepiej pracować na uczelni we Wrocławiu?". Zaczęło się bardzo niewinnie - będąc dzieckiem obejrzałam spektakl tańca irlandzkiego Riverdance, który ciocia przywiozła mi ze Szkocji na kasecie video. Pod koniec był występ flamenco z Maríą Pagés. Pomyślałam, że to piękne, choć trudne... po czym odpaliłam "Gumisie" i zapomniałam o sprawie. Po raz kolejny flamenco pojawiło się w moim życiu pod postacią przystojnego nauczyciela z Hiszpanii podczas Biennale Tańca Współczesnego w Poznaniu. Miałam wówczas okazję obejrzeć po raz pierwszy lekcję tego tańca. Kilka tygodni później
koleżanka spytała nagle, czy mam ochotę iść z nią na zajęcia... Pewnie zmotywowało mnie głównie wspomnienie o urodzie Hiszpana (śmiech!). Poszłam z ciekawości. I tak zaczęła się moja historia.


Zaczęłaś od nauki flamenco w Polsce.

Uczyłam się najpierw u Grażyny Adamczyk-Lidtke, która wpoiła mi miłość do flamenco i jego ojczyzny. Później zachwyciłam się pięknym ruchem Justyny Jarek i w klasie maturalnej byłam jednocześnie w aż trzech zespołach tanecznych - dwóch flamenco i tańca nowoczesnego, brałam udział w wielu pokazach.

    Kiedy poczułaś, że to więcej niż hobby i że chcesz się zająć tańcem flamenco na poważnie? 

Bardzo szybko. Już po roku nauki wiedziałam, że w przyszłości chcę uczyć się w Hiszpanii, ale od marzeń do ich realizacji jest daleka droga! Koleżanka przetłumaczyła mi na hiszpański list, który wysłałam pocztą do kilkudziesięciu szkół tańca znalezionych w Internecie. Dostałam odpowiedzi od kilku z nich, ale ceny przekraczały moje możliwości. Zaczęłam więc studia na filologii hiszpańskiej, wciąż uczyłam się tańca i występowałam m.in. w Domu Kultury czy na festynach osiedlowych. Po roku pojechałam autostopem do Sewilli, kupić pierwsze porządne buty. W okolicach Walencji skradziono mi torebkę z pieniędzmi i dokumentami, ale nie zniechęciłam się i dotarłam na południe.


    Skąd ja znam takie przygody... Podziwiam jednak wytrwałość w dążeniu do celu!

Heh, wtedy nie przeszkadzały mi nawet spacery w czterdziestostopniowym upale, ani spanie w namiocie, który szybko zmieniał się w saunę. Zobaczyłam w końcu wyśnioną Andaluzję, miałam wymarzone buty oraz kilka chust dla zespołu w Domu Kultury. Byłam tylko mocno zaskoczona, że Hiszpanie nie tańczyli na ulicach i na patiach, a flamenco prawie wcale nie widziałam (śmiech). Po drugim roku studiów znów uderzyłam za Pireneje, droga była jednak kręta i prowadziła przez zmywanie stolików w Edynburgu, ale tym razem było mnie już stać na kilka koncertów i większe zakupy. Po trzecim roku znowu Hiszpania - Szlak Don Kichota oraz Droga Świętego Jakuba.

A kiedy udało Ci się w końcu zacząć uczyć flamenco w Hiszpanii?

Na czwartym roku studiów wyjechałam na Erasmusa do Granady i zostałam tam dwa lata. Na pierwszej lekcji tańca w jaskini na Sacromonte usłyszałam "Fajnie się ruszasz, masz koordynację, ale jakoś dziwnie tańczysz" i... zostałam wysłana do grupy początkującej! Było to zaskoczenie i niezła hańba dla wrocławskiej tancerki z grupy zaawansowanej, występującej już tu i ówdzie :) Dumę schowałam jednak do kieszeni i ponad miesiąc odtańcowywałam swoją pokutę. Potem to już sama przyjemność, nie mniejsza niż widok na Alhambrę po wyjściu z zajęć, czyli "amerykańska kariera" i awans do grupy zaawansowanej. Miałam też zajęcia z wiedzy o flamenco na uczelni, co zaowocowało wyborem problematyki mojej pracy magisterskiej Tematyka tekstów bulerías (jest to jeden z gatunków flamenco), a potem na cztery lata wróciłam do rodzinnego Wrocławia.


Wykładałaś w Wyższej Szkole Filologicznej, założyłaś swój zespół taneczny i... 

... pewnej deszczowej, smutnej soboty, wiosną 2011 roku, stojąc w korku w drodze na zajęcia ze studentami postanowiłam - jadę na rok tańczyć do Sewilli! Od razu powiadomiłam wszystkich o swojej decyzji. Otworzyłam przewód doktorski, sprecyzowałam swoje plany i jak postanowiłam, tak zrobiłam. Pewna siebie stawiłam się na pierwszej lekcji w Fundación de Arte Flamenco  Cristina Heeren w Sewilli, nie spodziewając się nawet, że czeka mnie kolejna lekcja pokory: mogę wprawdzie zostać w grupie zaawansowanej, ale obstawiając tyły, nadrabiając braki i ciężko pracując, to może kiedyś coś ze mnie będzie. Ćwiczyłam jak szalona, jeździłam na rowerze po 20 kilometrów dziennie, tańczyłam sześć godzin i dwie kolejne w domu. Wytrzymałam w mieszkaniu zmienną temperaturę (15*C zimą, 35*C latem), pracując nad doktoratem, ucząc się. Przez prawie dwa miesiące tańczyłam w miejscowym barze flamenco i zdobyłam stypendium na kolejny rok!

  Czyli jak mawia mój dziadek "bez pracy nie ma kołaczy" :) Nic samo nie przychodzi.

Było ciężko. Pojechałam latem do domu, ważąc tylko 49 kg i czując się jak samochód po tuningu (śmiech). Wiedziałam, że było warto, bo dużo się nauczyłam. Byłam z siebie szalenie zadowolona, więc zdziwiłam się, gdy jesienią w Sewilli usłyszałam, że "nie jest źle, ale wiele jeszcze Ci brakuje". Wszystko od nowa. Mój dzień wyglądał tak: pobudka, rower, szkoła, dom, kolacja, doktorat, sen, pobudka, rower, szkoła... Zajęcia od 9 do 19.30. Zrozumiałam, że czeka mnie dużo nauki.

        
Ale mimo wszystko byłaś zdumiona, słysząc na trzecim roku, że wciąż niewiele umiesz?

No właśnie! Doszły nam też nowe zajęcia - kastaniety i śpiew. Nie wiem jakim cudem udało mi się dokończyć i obronić doktorat. Działo się dużo, miałam okazję wystąpić w kilku fajnych miejscach.

O czym pisałaś pracę doktorską? 

Wybrałam sobie nowatorski temat, zupełnie nieprzebadany w Polsce i tylko trochę ruszony w Hiszpanii - O flamenco polskim piórem... Kulturowe realia i słowne bariery. Innymi słowy, jest to obraz flamenco u Polskich podróżników, którzy odwiedzili Andaluzję przed 1936 rokiem, skontrastowany z rzeczywistym stanem rzeczy. Lektura tekstów źródłowych była długa, żmudna i  czasochłonna. Gdy zaczęłam badać genezę i historię flamenco, zaczęły się schody... ale wytrwałam!

Dużo wyrzeczeń kosztowało Cię spełnianie własnych marzeń? 

Tak, dosłownie i w przenośni. Takie trzy lata to inwestycja finansowa, ale to nic w porównaniu z wysiłkiem fizycznym i emocjonalnym. Ćwiczysz do upadłego, a ciągle czujesz i słyszysz, że nie umiesz zbyt wiele. W Sewilli od początku czułam się dobrze, miałam znajomych, znałam język, rozumiałam kulturę i zwyczaje. W pierwszym roku miałam dużo chęci i zapału, kolejne lata nieco obniżyły moją samoocenę taneczną. Wcześniej tańcząc w MDK czułam się profesjonalistką ;)

Twoje życie w Sewilli teraz a po przyjeździe. Jakie widzisz różnice?

Dziś mogę robić rzeczy, o jakich trzy lata temu nie marzyłam. Występuję już tu regularnie, czasem daję lekcje tańca. Jestem bardziej świadoma siebie, umiem wybrać najlepsze dla mnie zajęcia, wiem dużo więcej o historii, improwizacji, stylach. Dużo bardziej rozumiem flamenco. Nie boję się występować z muzykami, których poznaję kwadrans przed występem. Mam też więcej pokory.

         Nie boisz się porównań z Hiszpankami, tego, że ktoś uzna, że "to trzeba mieć we krwi"?

Zawsze staram się zatańczyć najlepiej jak umiem i zazwyczaj spotykam się z pozytywnym, bardzo życzliwym przyjęciem, czasem nawet pochwałą. Mam świadomość tego, że część "znawców" nie zaakceptuje Polki tańczącej flamenco. Nie wiedzą oni zazwyczaj o wielkiej roli obcokrajowców (widzów i artystów) w procesie powstawania sztuki flamenco. Co ciekawe, na wielu scenach w Sewilli można dziś zobaczyć tancerki zza granicy, a na kilku trudno spotkać rodowite Hiszpanki.
         
Kiedy Cię poznałam, byłaś bardzo spokojna, delikatna i kobieca. Zdziwiłam się nawet
             trochę słysząc, że tańczysz... Flamenco kojarzy mi się z silną, pewną siebie, ekspresyjną, 
              pełną ognia kobietą. Taka jesteś na scenie. Czujesz czasami, że masz dwa różne oblicza? :)

A może nawet więcej? Poważna "pani naukowiec", tancerka flamenco z czerwonymi ustami, zwykła dziewczyna niosąca zakupy ze sklepu ;) A poważnie, to nie czuję się inna osobą. To nie prawda, że flamenco jest zawsze szalone i ogniste. Może być również melancholijne i delikatne. Najważniejsze, by znaleźć swój własny styl i nikogo nie udawać. Ja nie jestem andaluzyjską Cyganką, mój styl jest delikatny i elegancki, chociaż miewam czasami ostrzejsze momenty.

Tańczysz w Sewilli, prowadzisz zajęcia w Polsce. Jakie masz plany?

Zdecydowałam się zostać na czwarty rok w Sewilli (a może dłużej?). Do Polski przyjeżdżam na wykłady, warsztaty i koncerty. Startuję z blogiem po polsku www.taniecflamenco.pl, na który serdecznie zapraszam. W Hiszpanii tańczę, występuję, rozwijam się. Zajęć i pomysłów mi nie brakuje! Czuję, że właśnie to chcę w życiu robić, więc idę przed siebie i spełniam marzenia!

Powodzenia w dalszej ich realizacji i do zobaczenia, może w Sewilli? 

15 komentarzy:

  1. Baaardzo ciekawy wywiad i niesamowita dziewczyna - tylko brać przykład!

    OdpowiedzUsuń
  2. Interesujący wywiad. Po raz kolejny, można sobie uświadomić kilka rzeczy. Przede wszystkim tego, jak ważna jest konsekwencja w dążeniu do celu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Swietnie, ze osoby, ktore nie boja sie zyc swoim marzen. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam tę serię i czekam na więcej! Bardzo ciekawe osoby

    OdpowiedzUsuń
  5. Najważniejsze to realizować siebie i być szczęśliwym:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawy wywiad pokazujący i niesamowitą pasję w dążeniu do spełniania marzeń !

    OdpowiedzUsuń
  7. Brawo dla Pani Emilii, wielki szacunek i podziw za to, że dogoniła marzenia, osiągnęła cel, który mnie wydawałby się nieosiągalny i na progu zrezygnowałabym z niego...

    Bardzo ciekawy wywiad, za który bardzo dziekuję :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję wszystkim Wam za miłe słowa a Tobie, Agnieszko, za propozycję wywiadu oraz dopięcie całości na ostatni guzik! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Radością i wyróżnieniem jest dla mnie, że miałaś chęć i cierpliwość, by przez tyle miesięcy znosić swój "Zły Cień" ;) Dzięki!

      Usuń
    2. :-) Cała przyjemność po mojej stronie. Taki "Cień" jest to bardzo użyteczna instytucja, dziękuję!

      Usuń
  9. Kolejny super ciekawy wywiad, budujący. Powiem, że cieszę sie, że rozmawiasz głównie z kobietami, to udowadnia ile jest w nas siły i zacięcia

    OdpowiedzUsuń
  10. ciekawa odmiana tańca, lubię popatrzeć na tancerzy od czasu do czasu, jednak nie jest to typ tańca, którego chciałabym się uczyć

    OdpowiedzUsuń
  11. Swietny wywiad i naprawde Emilka ma piekny delikatny styl i bardzo elegancki .Ja mieszkam dlugo w Andaluzji , widzialam mnostwo przez te lata tancerek flamenco ale oczarowala mnie nasza rodaczka wystepujaca na scenie .Oprocz naprawde swietnej artystki to bardzo kochana i zawsze chcetna do pomocy wszystkim dziewczyna :) Madre :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wspaniale jest mieć hobby, które jest nieodłącznym elementem życia. Tylko brać przykład z Emilii.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo ciekawy wywiad:) Miło czyta się o ludziach z taka pasja :)

    OdpowiedzUsuń

TOP