8.10.14

Sewilla - miasto, które działa na wszystkie zmysły

Obiecałam Wam trochę słońca na blogu w tym tygodniu, więc słowa dotrzymuję! Ten wpis miał się pojawić już dawno temu, ale realizacja jego drugiej części (publikacja w przyszły poniedziałek!) okazała się o wieeeeele bardziej skomplikowana niż myślałam. Wydaje mi się jednak, że wyszła na tyle ciekawie, że warto było poczekać i przyjmiecie ją pozytywnie.
Dziś wstęp do tego, co Was czeka :) Kilka słów o Sewilli, garść skojarzeń i trochę obrazów. Byłam w tym fantastycznym mieście w marcu. 
Pogoda cudowna - ciepło w ciągu dnia, słońcena niebie, jedynie rano zdarzało się, że deszcz na chwilę przypominał o swoim istnieniu. Ale to bez znaczenia, gdy człowieka hipnotyzuje obłędny zapach kwitnących drzewek pomarańczowych.
Sewilla - miasto, które działa na każdy ze zmysłów. Zapach kwiatów, mieszał się z aromatem kawy i gorącego pieczywa, czasem wzmacniany był mocnymi perfumami starszej pani czy kadzidłami na stoliku pod kościołem. Smak potraw - kwaśnych oliwek, słonej szynki serrano, cierpkich owoców z targu i idealnie przyrządzonego arroz negro z grillowanym kalmarem na zawsze zostanie w mojej pamięci. Wszystko pyszne, znakomicie doprawione, wręcz idealne.
Dźwięki - stukot kopyt koni ciągnących bryczki, nerwowe piski klaksonu czy rozbrzmiewające  w barach flamenco. Do tego donośne, hiszpańskie głosy i ptaki śpiewające w koronach drzew. Dotyk... sztuczny materiał sukienek, miękkość kociej sierści czy chropowata faktura świeżych churros, które zostawiają na palcach tłuste wspomnienie oraz drobinki kryształowego cukru. 
Sewilla potrafi być wyrafinowana jak wino z pomarańczy i prosta, dla każdego jak tortilla z ziemniaków. Tryska kolorami, dobrą energią i bogactwem detali. Wszędzie coś zaskakującego.
Można włóczyć się po uliczkach albo wchodzić do każdego baru, by coś przekąsić i wypić.  Kraina tapas, rozmów przy barze i dobrej muzyki, także tej ulicznej.
Sewilla tętni życiem, aż pulsuje od emocji i pasji. Zachwyca, chociaż czasami potrafi wkurzyć, kiedy po raz 10-ty trafia się w to samo miejsce myśląc, że idzie się w przeciwnym kierunku. Umie też uspokoić.
 Ma w sobie ciszę małych patio, podwórek schowanych gdzieś za niepozornymi ścianami. Są chwile, gdy ukazuje swoje kolejne oblicza szybciej, niż można za tym nadążyć. Jedną z wielu niespodzianek było dla nas Corral del Conde i spędzone w nim leniwe, sobotnie popołudnie.
Na każdym murze, za każdym zakrętem znajdziecie coś, czemu warto się bliżej przyjrzeć, co  warto sfotografować (szczególnie dużo na ten temat może opowiedzieć Wam słodka Mo. :)). 
Sewilla to mieszanka wybuchowa, wobec której nie można przejść obojętnie. Zdradzę, ze im więcej czasu od powrotu mija, tym bardziej mi się podoba, tym lepszy mam jej obraz w pamięci, tym szczegóły i przebłyski wspomnień docierają do mnie z większą siłą. Byłam w Hiszpanii w  ciężkim dla mnie czasie, przemęczona fizycznie i zdewastowana emocjonalnie. Nie mogłam się nią cieszyć i zachwycać tak bardzo, jak na to zasługuje. Może kiedyś będzie okazja wrócić, by dać jej kolejną szansę, aby oniemieć od ilości bodźców, by wzruszać się i po prostu cieszyć.

c.d.n.

19 komentarzy:

  1. A ja dziś się obudziłam, wyjrzałam za okno i stwierdziłam, że słońca mi trzeba. No i jest :D dzięki za powiew optymizmu z rana :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne kolory, słonecznie. Tak lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sewilla rzeczywiście piękna. I byłaś w idealnym terminie. Połowa maja w tym roku zaskoczyla nas juz ponad 30 stopniowym upałem i miejscami zbyt goracym chodnikiem dla Luśkowych łap, więc następnym razem zdecydiwanie postawi na wczesną wiosnę :) I dzięki za słońce - przyda się dzisiaj! :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. arroz negro z grillowanym kalmarem-coś co bym z chęcią dziś na obiad zjadła:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniale, słonecznie, kolorowo.. chciałabym!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach Sevilla to nasza wielka niezobaczona, w tym roku znowu nie wyszlo ;)
    Ale co sie odwlecze to nie uciecze. I taaak, daj jeszcze jedna szanse Andaluzji!
    I wpis mi sie oczywiscie bardzo podoba, jak zwykle ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Narobiłaś mi smaka tymi opisami. Zapach pomarańczy, oliwki, szynka.... Musiało być smakowicie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tego by mi było trzeba. Wycieczki w takie ciepłe klimaty. Zwłaszcza teraz gdy tak zimno za oknem...

    OdpowiedzUsuń
  9. W Sewilli jest pięknie, przepięknie.. Cudowne, fantastyczne zdjęcia. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Życzę byś wróciła w radosnym nastroju, żeby cieszyć się każdym detalem, choć i ten pobyt pięknie oddałaś słowem i obrazem, więc podróż spełniła terapeutyczną funkcję ;)
    i sobie życzę, żebyśmy mogli tam kiedyś zawitać ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie byłam a jestem poruszona :)
    Zdjecia fantastyczne, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale że co? Że niby słodka Mo. tyle zdjęć robi? :). Czy że wszędzie zagląda? :). W sumie nieistotne bo zgadza się i jedno i drugie he he he. A słodką mnie już dawno nikt nie nazwał. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Cudowne zdjęcia i fenomenalny hiszpański klimat! A my już za 3 tygodnie lecimy na parę dni do Barcelony :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Przepięknie to napisałaś. :)
    Marzy mi się Sewilla, oj, marzy. Może za rok się uda? W tym roku znów byłam w Katalonii, ale coraz częściej spoglądam na mapie na Andaluzję. Jeśli uda się finansowo, to będę myśleć jak najlepiej wykorzystać tydzień wakacji w tym miejscu. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytam, oglądam, zachwycam się i jednocześnie zastanawiam, czy ta rzeczywistość jest realna...

    OdpowiedzUsuń

TOP