17.11.14

Dlaczego powstał blog, co mi dał i jak się zmieniał?


Miałam zrobić sobie dwa dni bez komputera, ale nie wyszło. W sobotę wieczorem wróciłam do domu i stwierdziłam: muszę coś w końcu napisać. W weekend na Torwarze odbywały się targi turystyczne, na których udało mi się wysłuchać rozmowy z Anitą Demianowicz i Bartkiem Szaro na temat "Jak (nie)prowadzić bloga". Chętnie poznałam ich zdanie, przy okazji sama zaczęłam sobie zadawać różne pytania. Moja strona istnieje blisko pięć lat, to dobry moment na chwilę zastanowienia się - po co mi to było? Co blog mi dał, co daje teraz, a co może dać w przyszłości? Czy pisanie go sprawia mi jeszcze przyjemność czy jest już rutyną? Co zmieniło we mnie i w moich wyjazdach? 

Kiedy zaczynałam pisać, blogów podróżniczych było niewiele, dziś jest ich tak dużo, że przyznaję - zaczynam się gubić. Mam te ulubione, czytane od dawna, a co jakiś czas znajduję coś nowego, co mnie urzeknie i zainteresuje. Niektóre niestety przestałam czytać. Chciałabym dziś zebrać różne moje przemyślenia, bazując na wielu rozmowach z blogerami, mailach od Czytelników, dyskusjach na forach i w kuluarach różnych spotkań o tematyce podróżniczej. Będę pisała głównie o sobie, nie o innych. Ostatnio podnieciłam się stanowczo za mocno pewnymi akcjami, przeżywałam to i psułam sobie nerwy. Po drodze kilka osób przestało mnie lubić, ale pewnie miały trochę racji. Dziś już machnęłam na wszystko ręką, chociaż jeszcze niedawno byłam zdecydowana zamknąć bloga. Po raz pierwszy od kiedy go prowadzę, czułam, że dłużej już nie chcę, bo zrobiło się dookoła zbyt hałaśliwie i jakoś sztucznie. Podzieliłam się moją decyzją z kilkoma osobami, które niezbyt chciały słuchać co mówię. Kolega puknął się w czoło mówiąc "Zwariowałaś! Rób swoje, bo ja bardzo lubię to czytać, a Ty bardzo chcesz pisać, bo to lubisz!". Zatem pytanie - co z tym blogiem?


Kiedy powstał mój blog i dlaczego go założyłam? 

Blog powstał dla mnie, w przypływie nagłego impulsu, ponurą zimą 2010 roku. Wróciłam wówczas ze wspaniałego, kolejnego już pobytu w Portugalii i poczułam, że chciałabym zachować w pamięci wspomnienia, które rozmyłyby się zbyt szybko, a przy okazji dzielić je z ludźmi, którzy towarzyszyli mi w czasie wyjazdów. Na początku czytała go tylko moja Mama i kilkoro znajomych, którym w sekrecie o blogu powiedziałam (pisałam anonimowo). Nie pamiętam już nawet kiedy zaczęły się pojawiać osoby z "zewnątrz", ale było dla mnie dużym zaskoczeniem, że ktoś poświęca swój czas, by zapoznać się z nowym postem, wyrazić opinię, skomentować, wysłać do mnie wiadomość. To, co miało być zabawą okazało się dość poważną sprawą, gdy dostałam e-maila od samotnej matki, która podzieliła się ze mną historią swojego życia, ogromnym smutkiem, poczuciem bezsensu,a na  końcu napisała "dzięki pani, mogę raz na jakiś czas uciec ze świata w którym żyję, w zupełnie inny, pełen kolorów i radości. Jest pani tak autentyczna, że czuję, jakbym była kilka kroków za panią".To był pierwszy raz, gdy naprawdę się wzruszyłam. Wtedy z rozumiałam to, co na spotkaniu powiedziała też Anita: ludzie na blogach nie szukają tylko treści, ale szukają też drugiego, prawdziwego człowieka. Wtedy się ujawniłam. Wrzuciłam jakieś zdjęcie, podpisałam się imieniem i nazwiskiem, a nie samym "Ajka" jak dotychczas. Z perspektywy czasu myślę, że założyłam bloga zamiast pisać do szuflady dlatego, że w moim środowisku brakowało osób dzielących moją miłość do podróży i odczuwałam związaną z tym pustkę. Pracuję w branży turystycznej, mogłoby się wydawać, że otaczają mnie sami pasjonaci, ale tak nie jest. Dla większości moich współpracowników (było ich naprawdę sporo) wystarczające były dwa wyjazdy w roku na All Inclusive z jedną wycieczką fakultatywną, skupione na drinku z palemką i basenie. Nie neguję takiej formy spędzania wolnego czasu, ale faktem jest, że nie miałam o czym z nimi rozmawiać w temacie wyjazdów. Blog stał się więc pomostem pomiędzy mną, a ludźmi, którzy myślą podobnie.


Ludzie 

Tak, dzięki blogowi poznałam fantastycznych ludzi - zarówno osoby prowadzące własne strony, jak też Czytelników, którzy pisali do mnie, żeby podziękować za inspirację, poprosić o radę, wygadać się albo podzielić się czymś radosnym lub smutnym, jakbym była kimś godnym zaufania. Zrozumiałam wtedy, że po prostu muszę być sobą w tym co robię, być w porządku wobec czytających, nie wciskać kitu, nie oszukiwać. Chcę być wiarygodna, bo twarz naprawdę łatwo stracić. Niektóre osoby znam wyłącznie w świecie wirtualnym, ale z wieloma miałam okazję spotkać się na żywo. Ta interakcja jest dla mnie czymś bezcennym. Z częścią osób utrzymuję stały kontakt, spotykamy się na piknikach, umawiamy na testowanie nowych lokali, rozmawiamy o codzienności i podróżach. Łączą nas zainteresowania, otwartość na świat, podobne spojrzenie na życie. Wspieramy się, nie brakuje nam tematów do rozmów. To cudowne!

O czym pisałam kiedyś a o czym dziś? Co się zmieniło?

Od samego początku pisałam szczerze, tak prosto z serca. O podróżach, które są moją miłością, o miejscach, które mnie zachwyciły, ale też o tym, co mnie ucieszyło lub zaintrygowało. Dorastałam z blogiem, zmieniałam się. Przeżył kilka zmian mojej pracy i bezrobocie ;) Pewnego dnia poczułam, że życie przelatuje mi między palcami, w pośpiechu i braku skupienia. Zaczęłam chodzić na warsztaty z
zarządzania sobą w stresie i czasie, z szukania motywacji, rozwijania kreatywności. Potem sięgnęłam po książki - o uważności w życiu, o metodach małych kroków, o nawykach, które zmieniają nas w bardziej świadomych użytkowników ziemskiej przestrzeni. To wszystko w znaczący sposób wpłynęło także na moje wyjazdy. Dziś bardziej skupiam się na szczegółach, nie biegnę bez wytchnienia. Nie ograniczam się do przewodników, polegam też na własnej intuicji. Lubię iść przed siebie, gubić się, trafiać w miejsca, o których nie napisali w kolorowej publikacji. Często świadomie odpuszczam główne atrakcje miasta, idę tam, gdzie mnie stopy poniosą. Patrzę pod nogi, rozglądam się na boki i wysoko zadzieram głowę starając się dostrzec to, co tak wielu pomija. Wyłapuję detale, układam w głowie mapę odwiedzonych zakątków. Nie szkoda mi czasu na siedzenie na schodach tylko po to, aby wysłuchać ulicznego grajka, nie mam wówczas poczucia, że coś tracę. Zamykam oczy i jestem - tu i teraz, nic więcej się nie liczy.  Czasami idę do parku, obserwuję dorosłych i dzieci ganiające gołębie. Zwykłe scenki z codzienności. Zabytki stoją w tym samym miejscu od setek lat, a życie ulicy pulsuje w taki, a nie inny sposób tylko raz, ten moment nie powtórzy się nigdy więcej. Każde miasto ma swój specyficzny klimat, warto szukać tych charakterystycznych cech, które odróżniają je od innych. "Moje miejsca" nie zlewają się w pamięci w jedną całość, gdyż w każdym z nich udało mi się odnaleźć coś zupełnie wyjątkowego. Dziś ktoś spytał Anitę i Bartka, o czym to pisać, jak się człowiek znajdzie pośrodku niczego, nic się nie dzieje itd? Ja  myślę, że nawet po środku niczego może być fantastycznie, bo brak bodźców z zewnątrz pozwala się wyciszyć, zajrzeć w głąb siebie, przemyśleć pewne kwestie. Marek Kamiński z wędrówek po bardzo mroźnych, jednolitych krainach potrafi napisać fantastyczne książki o tym, co wtedy myślał i przeżywał.


Blisko czy daleko? Z walizką czy plecakiem? 

Mam zdrowe podejście do bloga. Wiem, ze w podobny sposób podróżują też miliony innych  ludzi, niejednokrotnie taniej /dokładniej /częściej /bardziej ekstremalnie. Po prostu robię to, co  sprawia mi przyjemność. Nie uważam się za lepszą od kogokolwiek ani też za gorszą, tylko dlatego, że zwiedzam Europę z walizką zamiast odległych państw z plecakiem. Nigdy nie godziłam się na podział na  „prawdziwych” podróżników i turystów. Dzielę ludzi na tych, którzy chcą coś w życiu przeżyć i tych, którzy z wyrazem obojętności na twarzy chcą przetrwać kolejny dzień i iść spać. Na tych, którzy idą swoją drogą, spełniają marzenia oraz tych, którzy boją się wyrwać z zaklętego kręgu nakazów, zakazów i społecznych  norm. Szanuję każdego, kto się spełnia, niezależnie od tego czy sprzedaje mikrofalówkę i samochód, żeby wyjechać w kilkuletnią podróż dookoła świata czy odkłada kieszonkowe, aby pojechać na tydzień np. na drugi koniec Polski. Ostatnio przeczytałam, że większość blogów jest płytka, że lepiej poświęcić czas na ambitne reportaże, poruszające historie. Serio? Ja uważam, że w życiu na wszystko jest miejsce. To, że lubię ambitne, niszowe kino nie zmienia faktu, że lubię też obejrzeć prostą, zabawną komedię o niczym. Wiele razy czułam, że ktoś subtelnie daje mi do zrozumienia, że mam niewiele do powiedzenia, bo nie byłam na końcu świata. Nie byłam i nieprędko będę, chociażby dlatego, że nie chcę oszczędzać cały rok, by wyjechać tylko raz, na dwa tygodnie (więcej wolnego nie dostanę). Mam się czuć z tym źle?

5 lat bez przerwy? Czy były chwile zwątpienia? 

Niewiele. Uwielbiam pisać, sprawia mi to wielką frajdę. Po tylu latach lubię też wracać już do starych wpisów, wspominać różne miejsca, spotkanych ludzi. Fajnie mieć to wszystko uporządkowane, nie musieć przeszukiwać niezliczonych folderów na dysku. To taka piękna pamiątka! Poświęciłam wiele godzin, dni, tygodni na przygotowanie blisko 400 postów, ale nie żałuję. Cieszę dziś nimi serce i oczy, są one w końcu częścią mojej historii. Miałam taki moment w życiu, chyba ze 3 lata temu, gdy nie miałam siły, by normalnie funkcjonować. Życie dało mi w kość, czułam się samotna, płakałam za biurkiem w pracy, wracałam do domu i leżałam na kanapie rycząc. Nie jadłam, nie chciało mi się nawet mówić. Jedynym, do czego byłam w stanie się zmobilizować było pisanie postów na blog, bo wiązało się to z ucieczką w  świat wspomnień, obrazów, a po drugiej stronie zawsze był ktoś, kto nie zadawał pytań, nie drążył tego, z czym było mi ciężko. Mój blog terapeuta :) Pierwsze chwile zwątpienia miałam ostatnio, ale mi przeszło.


Statystyki, lajki i zasięgi 

Uhuhuhu. Temat gorący jak blacha z ciasteczkami z piekarnika wyjęta. Uwielbiam, jak ktoś mi mówi, że skoro nie piszę na kartce i nie wkładam jej później do szuflady zamkniętej na kłódkę, to statystyki  muszą mieć dla mnie znaczenie. Mając 200 lajków na Facebooku mówiłam "wow, dużo". Mając ich 500 myślałam "wow, jak dużo". Mając ich 2200 mówię... "wow, dużo". Bo dla mnie to jest dużo. Nie mam ambicji bicia rekordów polubień, nie potrzebuję prosić, żeby ktoś mnie udostępniał, reklamował. Jeżeli komuś moje zdjęcia czy tekst się spodobają i puszczą to dalej lub dadzą mi znak "o, fajne!" to super. Jeśli nie, to też ok. Czytam czasami, że te lajki i statystyki to też po to, by połechtać nasze ego, żebyśmy się czuli doceniani. Trochę życia za mną i nauczyłam się, że czerpanie siły z zewnątrz jest złudne i potrafi  bardzo mocno rozczarować. Poza tym, bądźmy ze sobą szczerzy - blogów jest mnóstwo. Jest ich tak dużo, że niektóre trudno od siebie odróżnić. To, że lubię sobie pisać nie znaczy, że jestem skazana na sukces i wszystko mi się należy. Pamiętam, jak kupowałam rybę u słynnego Pana Sandacza, a jakaś pani w kolejce powiedziała, że chce rabat, bo prowadzi bloga. Jego mina była bezcenna. Moja też. Te lajki, statystyki, zasięgi... na pewno są ważne, jeśli ktoś chce na blogu zarabiać i ma pomysł jak to zrobić. Są strony, które pomimo, że trochę już komercyjne, to jednak zachowały autentyczność a ich autorzy są dobrzy w swoim fachu, dobrze się przy tym bawią i to przychodzi naturalnie. Bartek z Paragonu z Podróży powiedział, że w sumie nie wie jak to się stało, że oni robią swoje, a reszta się po prostu dzieje. A ja może naiwnie, ale mu wierzę, bo czytam ich od dawna. W każdym razie, nie każdy blog odniesie komercyjny sukces, nawet jeśli autor wykona potrójne salto. Zupełnie bez złośliwości, fakty są takie - nie każdy blog jest oryginalny, wnoszący coś zaskakującego, niestandardowego. Co nie znaczy oczywiście, że nie ma sensu ich prowadzić! Ja też nie jestem unikalna, więc patrzę na te lajki ze spokojem. Robię to, co mnie cieszy, w sposób, jaki odpowiada właśnie mi. Wiem, że wiele osób ma podobne podejście. Jeśli komuś pasuje estetyka "Całego Życia w Podróży", to, jak patrzę na świat, jak opisuję odwiedzane miejsca i mi "towarzyszy" - bardzo miło! Jeśli nie - jest ok, bo w sieci każdy znajdzie coś dla siebie! O komentarze (a raczej ich brak) martwię się wyłącznie wtedy, gdy robię z kimś wywiad i jestem przerażona, że mój rozmówca mógłby pomyśleć, że ludziom się on nie spodobał i będzie mu przykro. Zasięgi bardziej mnie bawią niż martwią, bo wierzę, że ktoś, kogo blog interesuje zajrzy tutaj i tak raz na jakiś czas, więc Facebook nie rządzi moim samopoczuciem. Mam o wiele mniej polubień niż mnóstwo znacznie młodszych blogów, ale jakie to ma znaczenie?


Zarabianie pieniędzy na blogu i współpraca 

Jakiś czas temu zadzwoniła do mnie znajoma z informacją, że rzuciła pracę i ma pomysł na życie - bloga. Ma tylko pytanie co zrobić, aby móc się z niego utrzymać. W sumie takie pytania słyszę często, czasem też dostaję maile w tej sprawie. Odpowiedź brzmi - nie wiem, mam w tym niewielkie doświadczenie. Wiadomo, że ideałem jest zarabiać na tym, co sprawia nam przyjemność i gratuluję każdemu, kto tak rozbujał bloga, że ma z tego pieniądze, satysfakcję i jeszcze grono zadowolonych Czytelników. Widzę, że niektórzy podejmują fajne, rozwojowe współprace dając przy tym coś swoim fanom. Według mnie jest to godne uznania. Nie jest za to niczego godne wciskanie ludziom każdego syfu za kilka stów, które można zarobić. Kiedyś jeden z blogerów napisał do mnie z propozycją, która mnie trochę ścięła z nóg - reklama, którą bym miała zamieścić była niedorzeczna i w mojej opinii obrażająca inteligencję ludzi, z którymi na moim blogu obcuję. Spytałam, czy mówi serio i ma zamiar to opublikować, a jego odpowiedź "w sumie nawet nie doczytałem treści, bo mam to zasadniczo w nosie, póki płacą" po raz kolejny ścięła mnie z nóg. Przez minione lata odrzuciłam mnóstwo propozycji współpracy, które by mi dały szybkie pieniądze, ale kłóciłyby się z poglądami czy rzutowały na moją wiarygodność. Dość długo analizowałam każdą z ofert, którym powiedziałam "tak". Zgodziłam się pojechać do hotelu i napisać o nim obiektywną opinię, ale nie zgodziłam się na publikację artykułu o dworku, którego nie widziałam, a właściciel wolał zapłacić kilka stów za artykuł niż mnie tam zaprosić - to trochę podejrzane, nie uważacie? Mogłam mieć na blogu reklamy kredytów, leku na biegunkę, a nawet festiwalu jedzenia bananów przez małpy na Borneo, ale nie miałam. Miałam za to kilka mniejszych współprac, tematycznie pasujących do bloga. Wszelkie korzyści płynące z bloga nie są złe, tak długo jak okazujemy szacunek sobie i Czytelnikom.


Dlaczego "Całe życie w podróży?"

No właśnie, skąd ten tytuł? Nie myślałam nad nim długo, był naturalną konsekwencją tego, co myślę. Uważam, że nasze życie jest podróżą, którą odbywamy każdego dnia, nawet nie ruszając się z domu. Mamy duży wpływ na to, kim jesteśmy dziś i kim możemy zostać w przyszłości. Mamy przywilej życia w kraju, który chociaż nieidealny, pozwala nam uczyć się i rozwijać. Sama droga jest dla mnie zawsze ważniejsza od celu, o czym pisałam już wielokrotnie. Nie mam na tę chwilę potrzeby rzucenia pracy, spakowania najpotrzebniejszych rzeczy i wyruszenia w kilkumiesięczną tułaczkę po świecie, bo lubię moje życie, a wyjazdy, zazwyczaj niezbyt długie są jego ważnym elementem, a nie przerywnikiem czy ucieczką. Jestem daleka od dorabiania ideologii, że krótko to bez sensu, bo niczego nie można się w ten sposób nauczyć. Ok, być może nie pozna się wszystkich tajemnic i prawdziwego oblicza miejsc, ale jeśli ktos chce, to wyniesie coś nowego nawet z kilkugodzinnego wypadu za miasto. Zobaczy np. interesującą roślinę, zwiedzi jakieś muzeum, porozmawia z ciekawym człowiekiem, spróbuje nieznanej mu dotąd potrawy, wysłucha historii, która pozwoli mu spojrzeć na świat z nieco innej perspektywy. Można przejść przez życie zamykając się na nowe, można miesiącami krążyć po jakiś kraju ledwo się ocierając o schematy, ale można czerpać dużą naukę z uważności, z umiejętności chłonięcia chwili wszystkim zmysłami. Staram się tak robić, co dostrzegła Anna Węgrzyn, redaktor naczelna portalu Zmiany w Życiu i zaprosiła mnie do wspólnej pracy nad "naprawianiem świata". To dla mnie o wiele większe wyróżnienie niż dziesiątki banerów, które mogłam przez te lata zamieścić na blogu tylko ze względu na niezłe statystyki. Świadomość, że ktoś czyta z uwagą moje wpisy, uważa je za ciekawe, wartościowe i inspirujące dodaje skrzydeł i motywuje do dalszej pracy.


I co dalej? 


Póki co nie będę bloga zawieszać, tylko robić swoje, nie rozglądając się na boki. Zastanawiałam się, jak mogę uczcić 5-lecie, miałam nawet kilka pomysłów, ale nie wypalą one z braku czasu. Coś pewnie w międzyczasie wymyślę. Postanowiłam w tym roku zrezygnować z podsumowania wyjazdów, jak też nie planuję żadnych na przyszły rok. Zobaczymy co życie przyniesie, otwieram się na niespodzianki :)))

78 komentarzy:

  1. Mogę napisać tylko jedno: bardzo masz zdrowe i słuszne podejście do prowadzenia bloga. Chwile zwątpienia, zmęczenie tematem chyba każdemu blogerowi przynajmniej raz się przytrafia, ale niech Tobie to do głowy już więcej nie przychodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aga, kryzysy blogowe tak jak życiowe - będą się zdarzać.
    A Ty jesteś sobą, i chwała Ci za to, i w życiu i tutaj.
    Nie wątpię, że zawsze będziesz żyć swoim życiem i wyciągać z niego esencję. O to chodzi, tak myślę :).
    Więc bądź, dostrzegaj małe rzeczy, smakuj życie i ciesz się nim.

    PS. Bardzo mi się podobają zastawienia zdjęć z kolorem przewodnim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Wpadłam na ten pomysł już w trakcie robienia kolaży :)

      Usuń
  3. Agnieszko, z przyjemnością przeczytałam Twój tekst i bardzo mi blisko do Twojego punktu widzenia! Chociaż sami bloga prowadzimy niedługo, to wkładamy całe serce w pisanie kolejnych postów. Idea na poczatku była prosta - pokazać, jak podróżujemy z psem i udowodnić, że wcale nie jest to takie trudne do ogarnięcia. W trakcie okazało się, że blogowanie (mimo niewatpliwej czasochłonnośći) to dla nas świetna odskocznia od codzienności i wspólne hobby. A do tego Michał odkrył w sobie smykałkę do projektowania stron internetowych i postanowił dokształcać się profesjonalnie w tym kierunku. Przykro mi czasem, gdy czytam jak inni blogerzy krytycznym okiem spoglądają na nowopowstałe blogi, wrzucajac wszystkie do jednego wora, kwitujac słowami, że wszyscy chcą się teraz się tylko wybić i zarobić pisząc pod publiczkę. Jasne, ze zarabianie na swojej pasji to ideał. I tak jak piszesz, są tacy, którzy będą do tego dążyć nawet nie wczytując sie w propozycje współpracy. Ale tacy znajdą się zarówno wśród szeregów 'starych' jak i 'nowych' piszących. Nie rozumiem potrzeby kategoryzowania. Nie podoba mi się - nie wracam, zamykam stronę. Fajnie się czyta - wracam po wiecej! Podobnie jeśli chodzi o kierunki podrózowania - całkowicie się z Tobą zgodzę, że każdy powinien podróżować tak, jak najbardziej lubi. Nie ma lepiej-gorzej. Jest po Twojemu. Miejsca zarówno w sieci, jak i na świecie jest wystaczająco dużo dla każdego. Dzięki za ten tekst, Agnieszko! I tak trzymaj, bo jesteś super :)
    P.s. szkoda mi tylko, że tak się rozminęłyśmy w tę sobotę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po 1 - kocham Waszego psa i z niecierpliwością czekam na więcej :) Można jeść Luśkę garściami :) Co do spotkania myślę, że będzie jeszcze niejedna okazja

      Po 2 - Jest naprawdę sporo nowych blogów, które są fajne, bo z pomysłem i motywem przewodnim, który je wyróżnia. Jednym z nich jest właśnie Wasz. Tak jak pisałam, zaczęłam czytać kilka nowych, a jednocześnie usunęłam kilka starszych, bo nie bardzo mi odpowiadał kierunek w jakim poszły

      Po 3 - jasne, że nie każdy chce się wybić, mam dużo blogowych znajomych, którzy pomimo prowadzenia swoich stron, zupełnie nie istnieją w tzw blogosferze, bo ich to nie interesuje. Ale są też tacy, którzy chcą, za wszelką cenę i dla mnie to słabe, aczkolwiek to ich sprawa.

      Usuń
    2. Agnieszko, właśnie zaświeciłaś słońce w mój szarobury poniedziałek :) Dzięki za miłe słowa! A co do reszty powiem krótko - racja! Ściskam! :))

      Usuń
  4. Hej Agnieszka, przeczytałam Twój wpis do końca, poproszę o obiecany order! :) A tak na serio..
    Bardzo mądrze piszesz, zwłaszcza podoba mi się fragment, gdy mówisz o podróży, jaką jest nasze życie. Można sporo wynieść z jednej rozmowy z nieznajomym czy kilkudniowego wypadu za miasto. Nie trzeba jechać na koniec świata. Cenię Cię za miłość do detali i pokazywanie nam, że nie trzeba mieć wszystkiego by być szczęśliwym.

    Życzę Ci, żeby momenty zwątpienia się nie pojawiały. Twój blog to jeden z niewielu, które czytam na bieżąco (praktycznie każdy wpis) i jakby moje życie wyglądało bez Całego Życia w Podróży? :)

    Ściskam!
    Nadia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musze go tylko zaprojektować i będę mailem rozsyłać ;) Dziękuję za komentarz, cieszę się, że masz podobne zdanie na temat tego, że nie tylko daleko = dobrze. No i że lubisz do mnie wpadać też się cieszę, bo ja do Ciebie również :)

      Usuń
  5. Zwątpienie zdarza się każdemu. Najważniejsze, aby sprawiało Ci to frajdę. Ja też mam chwile pytania o sens, kiedy widzę tą całą rywalizację wokoło. Mam wrażenie, że ludzie mnie nie czytają tylko wchodzą, aby zostawić musowy komentarz i liczą na odwzajemnienie. Nie obchodzi ich treść, ważny jest like. Do tego to ciągłe etykietowanie, rozważania o dobrych i złych blogach, o prawdziwie podróżniczych itd. Każdy żyje, jak mu pasuje i na ile ma możliwości, a reszta to tylko słowa. Co nie zmienia faktu, że robi się z tego podziały na tych wartościowych i ważnych blogerów oraz tych piszących o głupotach. Dla mnie to nieporozumienie. Dla każdego co innego jest wartością, co innego cieszy i interesuje, więc miejsca jest dużo. Ludzie i tak sięgną po to, co im w aktualnym momencie potrzebne. Tak samo, jak zawsze znajdzie się ktoś, kto widział więcej, był dalej i przez to zdegraduje twoje bycie podróżnikiem. Ja będę pisać, dopóki sprawia mi to radość, ponieważ jak wspomniałaś szukanie uznania na zewnątrz to bardzo ryzykowna sprawa. Ściskam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko w Tobie jest ta autentyczność, pasja, zaangażowanie. Czytam Cię od ponad 2 lat i zawsze od deski do deski. Podziwiam za tą pracę i czas, który poświęcasz na blogowanie, bo przecież wiem, że na co dzień pracujesz. Nie ma sensu porównywać się z innymi, tylko robić swoje jak najlepiej się umie. Podniosłaś mnie na duchu swoim spojrzeniem na blogowanie. Jak fajnie wiedzieć, że są jeszcze osoby, które mają tak rozsądne podejście do blogowania. Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Travelling Milady - wiem, o czym mówisz. Ja często mam wrażenie, że niektóre osoby lajkujące na Facebooku link do wpisu, nawet nie wchodzą na bloga i go nie czytają, bo jak poruszam temat o którym była mowa, to nie wiedzą o co chodzi. Komentarzy, które są tak naprawdę przekierowaniem do jakiejś komercyjnej firmy lub zaproszeniem do siebie jest bardzo dużo, więc w tym momencie jakie ma znaczenie ilość.... Co do tego jest ważne a co nieważne - ja mam zawsze w głowie fragment książki Jaśka Meli, w którym powiedział, że każdy ma swoje Kilimandżaro i że dla jednego sukcesem będzie zdobycie góry, dla kogoś innego odważenie się , aby wyjść z domu.

      Trajbajowa - dziękuję, to miłe co piszesz. Ja nie porównuję się z innymi, gdybym to robiła to bym dawno już zwariowała :)

      Usuń
    3. Świetny cytat, jednak Jasiek inspiruje. Mnie po prostu czasami zasmuca ten brak perspektywy u ludzi. Nikt nie chodzi w butach innych, ale zawsze ktoś Cię chętnie sprowadzi na ziemię w kwestii tego, że za mało robisz, za mało widziałaś, a Twoje życie jest bez sensu, ponieważ....Ciężko się z tym walczy.

      Usuń
  6. Dzieki za ten wpis Agnieszko i za szczerość. Czasami dobrze jest zrobic krok w tył, spojrzeć z dystansem na to, co jest nasza codziennością i niejako rutyną. Życzę Ci, żeby prowadzenie bloga dalej wnosiło do Twojego życia tyle pozytywów, a niespodzianki były miłym zaskoczeniem :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ! Na szczęście blog nie jest dla mnie rutyną, jak mam wenę piszę więcej, jak nie mam weny to nie piszę, bo zazwyczaj mam coś przygotowanego awaryjnie. Oby tak dalej :)

      Usuń
  7. achhh te turkusy z 5. zdjęcia!!! :)) Agnieszka, ale dlaczego w ogóle pomyślałaś o zawieszeniu bloga? czy to właśnie to zmęczenie, brak motywacji? Miesiąc bez wpisu każdemu blogerowi może się zdarzyć. Świetne jest to, że Całe życie w podróży nie jest tylko o podróżach, ale i o życiu, mądrze i ciekawie o życiu...Blog ma swój styl, jest marką (przepraszam za to komercyjne porównanie :)), do tego jest popularny (też bym chciała mieć tyle komentarzy pod każdym tekstem) i autentyczny, bardzo prawdziwy. Agnieszka, do przodu!!! z nowymi pomysłami albo bez, na pewno nawet po najdłuższej przerwie przyszedłby ten moment, że wróciłabyś do pisania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, różne powody tego zwątpienia były, wenę i motywację do pisania mam, ale zaczęłam przez chwilę tracić z oczu sens prowadzenia bloga i mojej obecności w blogosferze jakotakiej. Ale szybko się zdystansowałam, więc jest ok! Dzięki za miłe słowa

      Usuń
  8. Aga! Ja Ci zaraz zamknę! Pisz dziewczyno, opowiadaj, ucz, pokazuj. Zreszta sama wiesz jak jest, do Lizbony nas w końcu wysłałaś :)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Odpowiedzi
    1. Ja też. to coś, co masz unikalne i wakie "Twoje". To też ważne w kontekście tych rozważań, które rozumiem i generalnie sie zgadzam. Twoje podejście jest po prostu normalne. bez przechyleń w stronę narzekań i bez przechyleń w stronę przesadnych podniet. po prostu - w sam raz :)

      Usuń
  10. Uwielbiam Twój blog za niesamowity klimat. Jesteś wiarygodna i taka prawdziwa, pokazujesz, że da się za niewielkie pieniądze zwiedzić fajne zakątki. Twój blog jest jedynym blogiem podróżniczym, który czytam. Zawsze czekam na posty z niecierpliwością.
    To co dziś najlepiej się sprzedaje na blogach i jest najbardziej chodliwe to niestety prywatność. Im więcej jej się pokaże tym lepiej da się zarobić.

    OdpowiedzUsuń
  11. Myślę, że nie ma się co przejmować tym co inni mówią.
    Pisz dalej tak jak pisałaś, bo Twoje wpisy bardzo się przydają

    OdpowiedzUsuń
  12. "Trochę życia za mną i nauczyłam się, że czerpanie siły z zewnątrz jest złudne i potrafi
    bardzo mocno rozczarować." tak, tak, tak!
    i... pisz dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wow!!!
    Mogłabym się podpisać pod Twoim postem.
    Zgadzam się prawie z każdym punktem.
    1. Tak jak Ty dostaje często propozycje, ale często odmawiam.
    Nie chce by mój blog stał mi się obcy, nie mój.
    Nie po to go założyłam.
    Nie lubię pisać na temat czegoś i przede wszystkim być zmuszona do pisania o czymś.
    Czytając tego posta, odnalazlam siebie w wielu punktach.
    Sam zaczęłam pisać posta "Czym jest dla mnie blogowanie?"
    Dostałam takie pytanie już wiele razy. Zaczełam pisać i jakos nie mogę go skonczyć bo często zmieniam zdanie.
    Nie zle ci idzie na portalu "Zmiany w zyciu".
    2. Podróż.
    Na ten temat też mogłabym napisać wiele.
    Dla każdego jest czymś innym.
    Dla mnie podróż to nie tylko podróż do innego kraju, ale i codzienność, rzeczy, które nam się zdarzają codziennie.
    Nowe doświadczenia.
    3. Lubię czytać blogi. Pożeram.
    Niektore poznalam dzieki Tobie.
    Często trafiam na nowe fajne blogi, a niektóre są kopią starszych.
    Zależy jaki mam moment. Jaki humor.
    Często powracam do moich starych ulubionych.
    4. Komentarze.
    Jak zauważylaś nie zostawiam często komentarzy. Lubię czytać, a zostawiam komentarze wtedy tylko gdy mam coś do powiedzenia.
    Widac po tym, chyba bedzie najdluzszy od kiedy bloguje.
    Poruszyl mnie ten post, bo wiele w nim prawdy.
    Zostawianie komentarzy nie jest w mojej naturze.
    Uważam się za osobę autentyczną i nie mam ochoty zostawiać komentarze po to by ktoś pozniej wrócil na mój blog.
    W wiekszosci tak jest, czytajac blogi widac wiekszosc tych samych osob, komentarze podobne.
    Najbardziej śmieszą mnie osoby zazwyczaj blogerzy, gdy zostawiają komentarz pod każdym postem przez parę dni, widzą ze nie zostawiasz komentarzy na ich blogu. Przestają komentować.
    Zakładając bloga nie o to mi chodziło.
    Mnie cieszy fakt gdy widzę gdy ktos wraca bo lubi mnie czytać.
    Tu mnie niektórzy blogerzy "zjedzą".
    5. Zwątpienie każdemu się zdarza.
    Zycie nie byłoby super gdyby nie istniało zwatpienie.
    Ja akurat jestem w takim momencie. Nie jest to pierwszy raz.
    Dostaje list czy komentarz motywujący i zwątpienie przychodzi.
    Głowa do góry , przejdzie i taki okres.
    Pisz dalej, bo Twoj blog lubie czytac i jest przede wszystkim autentyczny!!!
    I duzo w nim zycia.
    Pozdrawiam serdecznie i zycze inspiracji.
    Wracaj do pisania, bo kiedys bedziesz zalowac.

    Pozdrawiam

    Kalejdoskop Renaty

    Przepraszam za brak polskich liter, dzis poniedzialek i moj komputer strajk.
    Znudzilo mi sie kopiowanie kazdej litery.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Renata, dziękuję za komentarz, faktycznie jeden z chyba pierwszych od Ciebie :) Ja też komentuję sporadycznie, ale już wiele razy coś gotowałam z Twoich przepisów i prawie z każdym się zapoznaję. Też zauważyłam tendencję o której mówisz w punkcie 4, o 1-2 komentarzach od kogoś, zazwyczaj z zaproszeniem do siebie a potem zniknięciu bez śladu. No cóż.

      Usuń
  14. Kobieto !!! zaczynam dzień od czytania Twoich wpisów
    byłabym mocno zawiedziona jakbyś tego zaprzestała.
    dzięki za to że jesteś ....
    Ania stylsport ndg

    OdpowiedzUsuń
  15. Agnieszko, Twoj blog jest JEDYNYM podrozniczym blogiem, ktory podczytuje :) Swietne zdjecia, autentycznosc i Ty!
    Mysle, ze zawsze dobrze spojrzec wstecz i wglab. Nasze zycie ciagle sie zmienia, wiec z pewnoscia Ty nie jestes juz ta sama osoba, ktora zaczynala przygode z blogiem. Wazne, abys czerpala radosc z tego, co robisz. Czasem bedziesz czula, ze chcesz napisac, a kiedy indziej przez 2 miesiace nie bedziesz miala ochoty. Daj sobie przyzwolenie na takie prowadzenie bloga. Wierni czytelnicy Cie nie opuszcza.
    Dziekuje raz jeszcze za wywiad i pozdrawiam Cie cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, że wszystko się zmienia, my się zmieniamy, okoliczności się zmieniają, inni ludzie się zmieniają... Ja nie mam problemów z weną dłuższych, teraz miałam raczej problemy natury etyczno - egzystencjalnej ;) I lekkie poczucie bezsensu pisania bloga. Ale już ok! Dziękuję!

      Usuń
  16. Dobry wpis. Uważam, że w wielu miejscach masz Agnieszko rację. Co do kuriozalnych czy po prostu dziwnych propozycji współpracy, bo takie już miałem to na pewno mogę zaliczyć prośbę umieszczenia reklamy cukierków a w zamian otrzymać... 2 kartony. Oczywiście się na to nie zgodziłem, co mój blog ma do cukierków? A inną propozycją, którą być może kojarzysz (po wpisie "Współpraca, której nie było" ) była nawet sensowna i rzeczowa i mógłbym pod tym się podpisać. Gdy jednak otrzymałem zastrzeżenie, że nie mogę napisać,iż wpis jest sponsorowany czy we współpracy to zrezygnowałem, bo nie mam zamiaru oszukiwać czy manipulować Czytelników. Co do braku motywacji przestoju to myślę, że każdy tak ma. Twój blog działa od lat pięciu, mój zaledwie a może i nie zaledwie dwóch. Jednak w tym roku, właśnie w listopadzie a dokładnie przełom października-listopada też miałem absolutny brak chęci do pisania. I pierwszym od dłuższego czasu opublikował się wpis o Łodzi. W sumie dobrze się go pisało więc myślę, że już zaskoczyłem. Jutro kolejna odsłona :) W ogóle mam wrażenie, że listopad to mało ciekawy czas na pisanie wpisów, tak czuję. Może to przez pogodę, krótsze dni ? Nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha cukierków :) Ja miałam coś w ten deseń z zupkami chińskimi, których nie jadam, oferowano mi ich cały kosz.... :) Pamiętam tę współpracę, której nie było. Ja też zawsze podaję informację o współpracy, jak też nie godzę się na zapis "pozytywna opinia". Zawsze jest moja wlasna :) A listopad ma w sobie faktycznie coś demotywującego, ja bym najchętniej spała

      Usuń
  17. Order poproszę:) p.s. ja ci dam zawieszać bloga! najlepsze inspiracje na podróże po Europie:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo bym chciała wytrzymać w swoim blogowaniu przez pięć lat, a po pięciu latach napisać to samo :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Cześć Agnieszko,

    Dzięki za ten wpis- jak zawsze u Ciebie szczery i prawdziwy, co jak widać wielu czytelników docenia. Bardzo lubię tutaj zaglądać i podobnie jak innym naprawdę brakowałoby mi Twojego bloga, gdybyś postanowiła go zamknąć. Podziwiam, że zajmujesz się tym już tak długo i tak regularnie, wciąż z radością i entuzjazmem, mimo nakładu pracy i czasu jaki w prowadzenie bloga trzeba włożyć. Cieszę się, że trafiłam kiedyś na tę stronę i jeszcze bardziej, że mogłam poznać Cię osobiście. Życzę wszystkiego dobrego i mam nadzieję na kolejne spotkanie „na żywo”!:)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia ja też się bardzo cieszę, że Cię poznałam i mam nadzieję, że uda nam się spotkać w przyszłym roku chociaż pewnie nie we Francji niestety (pieniądze...), ale jakbyś była w Polsce to może ja sie pofatyguję, jak będę mogła :)

      Usuń
  20. Bardzo mądry tekst, blog ma przynosić przede wszystkim frajdę blogującemu. Jasne, że przyjemnie jest przeczytać mądry komentarz, nawiązać nic sympatii z innymi blogerami, ale nic na siłę. A podróż?- "Wędrówką jedną życie jest człowieka..."

    OdpowiedzUsuń
  21. Ostatnio przed wyjazdem do Warszawy weszłam na Twojego bloga poczytać i pooglądać warszawskie posty.
    Dziękuję,bo wiedziałam,że koniecznie muszę iść na ul.Piwną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Piwna się spodobała :)

      Usuń
    2. Bardzo! Wogóle Warszawa mile mnie zaskoczyła :)

      Usuń
    3. Bardzo miło mi to słyszeć! Nie jest to najgorsze miasto świata wbrew obiegowej opinii :)

      Usuń
  22. Bardzo dobre podejście do życia i naszej podróżniczej rzeczywistości! Ja też się zastanawiam, o co chodzi z moim pisaniem. Nie zarabiam na to, bo mam pracę, której poświęcam się równie bardzo jak swojej pasji. Pisać lubię, ale lubię też jeśli pisanie opakowane jest w estetyczny sposób. I też czasami myślę, że fajnie byłoby wiedzieć, w jakim kierunku to idzie. Pozdrawiam! PS: pisz dalej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, postaram się pisać dalej i dość do tego w jakim kierunku idę :)

      Usuń
  23. "Nareszcie!", pomyslalam czytajac Twojego posta. Nareszcie cos autentycznego, poruszajacego i inspirujacego. Ja zaczelam moja przygode z blogiem raptem kilka miesiecy temu, rowniez jak Ty pod wplywem impulsu. Ciagle sie douczam i rozgladam w tym temacie i przejrzalam kilkadziesiat podobnych blogow szukajac czegos prawdziwego i inspirujacego. Tak bardzo sie ciesze, ze natknelam sie dzis na Twoja strone, jest chyba pierwsza, ktora tak naprawde chce "sledzic". Mysle, ze masz piekne i bogate wnetrze Agnieszko i to wlasnie przeklada sie na piekno i autentyzm twoich tekstow. Czytajac ten post, czulam sie jakbym rozmawiala z kims bardzo mi bliskim, usmiechalam sie kilkakrotnie, gdy w twoich slowach odkrywalam swoje wlasne przemyslenia i opinie. Dziekuje Ci, dziekuje, ze publikujesz i ze chcialas sie soba z nami podzielic. (przepraszam za brak polskich znakow)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo miło słyszeć takie słowa. Zajrzałam do Ciebie i widzę świąteczny Londyn.. Eh, zazdrość :)

      Usuń
    2. Serdecznie zapraszam, chetnie udziele noclegu, tak od serca:) prosze tylko dac znac! Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Dziękuję, to Ty tam mieszkasz na stałe? :)

      Usuń
    4. Jeszcze przez jakis czas tak, ale myslimy o powrocie do kraju, gdyz tesknota jest ogromna. Poki co, jeszcze tu jestesmy, wiec w razie czego, prosze wpadac :)

      Usuń
  24. Agnieszko! Cieszę się, ze sa jeszcze w wirtualnym świecie tak autentyczne i wspaniałe osoby jak TY! Zaglądam do ciebie zawsze, choć czasami trochę roztrzepanie i nieregularnie. Czytam i nie mam zamiaru przestać, choć przyznaje się bez bicia komentowanie idzie mi kiepsko ! Jestem za to żywym, prawdziwym czytelnikiem i nigdy nie mam zamiaru być martwym lajkiem. Bardzo mądry tekst, bardzo życiowy i prawdziwy!! Tak trzymać!

    OdpowiedzUsuń
  25. znam pana Sandacza i jego ryby :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Piekny post Agnieszko! Gratuluje 5latek, to kupa czasu. Szacun ode mnie, bo wiem ile czasu pochlania przygoowanie kazdego posta, zebranie informacji, obrobienie zdjec, potem odpowiedzi na pytania. Ale tak jak piszesz, jesli cos sie robi z serca to jakby sie tego nie zauwaza. Lata leca, a my sobie dalej piszemy :) Co do reklam mam identyczne podejscie, ja chyba nie umiem wciskac ludziom kitow, i jak cos sie kloci z moimi przekonaniami to nie umialabym ludzi do tego namawiac. Pisz kochana, dalej, ja lubie do ciebie zagladac! Pozdawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ja do Ciebie też lubię wpadać nacieszyć oczy światłem i kolorami :)

      Usuń
  27. Ja też niezbyt często zabieram głos w komentarzach, ale czytam od wczoraj ten post i komentarze pod nim i myślę sobie, że ja chyba właśnie dlatego nie chadzam na tego typu wykłady i prelekcje, żeby mi potem nikt nie mieszał w głowie i nie próbował wzbudzać we mnie poczucia winy, że mój blog jest gorszy, bo nie podróżuję po Dalekim Wschodzie czy Ameryce Południowej. Nie podróżuję i pewnie nie będę, bo po pierwsze dla czteroosobowej rodziny to trochę za duży koszt, po drugie nie chcę narażać dzieci na choroby egzotyczne i znalazłoby się jeszcze kilka powodów. Co więcej ja nawet omijam szerokim łukiem wpisy na blogach poświęcone egzotyce, bo mnie te klimaty nie bardzo kręcą. Wolę miasta niż piach, pustynię i niecywilizowane wioski (wiem, wiem w Azji miasta są bardzo ciekawe). Po Europie jeździmy całą rodziną samochodem, ale za każdym razem to są trzy lub cztery kraje. I nie czuję się z tego powodu wcale gorsza i Ty, Agnieszko, też nie powinnaś. Piszesz bardzo fajnie, inspirujesz ludzi, pokazujesz ciekawe miejsca w Europie. I tak trzymaj, a inni niech sobie mówią co chcą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za komentarz. Ja też nie czuję się gorsza :) Ale nie lubię takiego gadania i wsadzania ludzi w różne szufladki. Takie to niepotrzebne. Co do wykładów i prelekcji, to lubię bardzo i nie z nich tego typu wnioski i myśli wynoszę. Ja o dalekich kierunkach czytać lubię, kiedyś mam nadzieję także gdzieś daleko polecieć, ale jeśli nie... też będę żyć :) Pozdrowienia i róbmy swoje, tak jak nam pasuje :)

      Usuń
    2. Myślałam, że to ten wykład skłonił Cię do takich przemysleń... W sumie podobnie jest w każdej dziedzinie życia, nie tylko w blogosferze. Ludzie potrafią krytykować za strój, fryzurę czy poglądy. Uodporniłam się na to. Z dalekich kierunków może kiedyś wybiorę się na Kaukaz. A póki co w przyszłym roku pewnie znów Bałkany. Z Twoich inspiracji na pewno Tallin i Lublin! Tak więc jak widzisz jesteś potrzebna!

      Usuń
    3. Rozmowa z Anitą i Bartkiem skłoniła mnie jedynie do wpisu będącego podsumowaniem prawie 5-ciu lat prowadzenia bloga, bo była ciekawa i interesująca. Bloga Anity (Anita Demianowicz Blog) i Paragon z Podróży Bartka i Patryka czytam od dawna , lubię ich podejście do blogowania.

      Usuń
    4. Bloga Anity nie znałam. Zajrzałam i chyba będę do niej zaglądać częściej, bo dobrze się czyta, choć jak dla mnie trochę za mało miejsc w miejscach - anegdoty z podróży są ciekawe, ale jeśli stanowią przerywnik w opowieści o jakimś miejscu, a nie miejsce jest tłem dla historyjki, która mogła wydarzyć się gdziekolwiek, co nie zmienia faktu, że Anita ma lekkie pióro i te kilka wpisów, które dziś przeczytałam podobało mi się. Za to Paragon z Podróży to kompletnie nie moja bajka. Nie lubię ani wpisów poświęconych praktycznemu aspektowi podróży z cenami itp., ani wpisów w stylu "10 najśmieszniejszych nazw miejscowości". Nie świadczy to oczywiście, że blog nie jest ciekawy, zwłaszcza dla osób, które chcą korzystać z przetartych już szlaków i jestem jak najdalsza od krytykowania kogokolwiek.

      Usuń
    5. Ja akurat o cenach i inne praktyczne rzeczy piszę chętnie, nawet dla siebie samej - po jakimś czasie się zapomina adresy, nazwy itd. A jeśli komuś się przyda - to tym fajniej!

      Usuń
  28. Pierwsza myśl, która mi się nasunęła podczas czytania: Dziewczyno, po co Ci to laboratorium reportażu? Piszesz w bardzo fajnym stylu. Najważniejsze jest to, że jesteś sobą i nie udajesz nikogo innego, myślę, że czytelnicy to wyczuwają. Mam nadzieję, że ta myśl o zawieszeniu bloga, to tylko wynik chwilowego znużenia albo złego humoru. Szkoda by było, tyle czasu i serca w to włożyłaś. Mam małe doświadczenie jeśli chodzi o pisanie bloga, ale po różnego rodzaju rozkminkach doszłam do wniosku, że blog jest dla mnie, czyli dla autora. Piszę sobie i publikuję co mi się podoba. Innym ludziom to może się podobać lub nie, to nie istotne. Ważne żebym ja była zadowolona, a jeśli przy okazji komuś innemu tez się podoba, to będzie mi niezmiernie miło. Kiedy zaczynamy myśleć nad tym co inni o tym sądzą, a zwłaszcza przywiązywać uwagę do negatywnych wypowiedzi, to nic dobrego z tego nie będzie. Już Ci kiedyś pisałam, że kiedy postanowiłam założyć swojego bloga i zaczęłam przeszukiwać neta i trafiłam na Twojego bloga, to bardzo mnie zainspirował i dal odpowiedź na wiele pytań i wątpliwości. Za parę dni jadę do Szwecji i w związku z tym mój mąż zaczął przeżywać, co my tam będziemy jeść, bo ceny są z kosmosu, a ja mu opowiedziałam o Twoim wpisie nt. Sztokholmu i w miarę niedrogich (oczywiście jak na szwedzkie warunki) sposobach na wyżywienie tam i od razu był spokój:). A jeśli chodzi o momenty zwątpienia, to na pewno każdy je ma (ja miałam w październiku chyba ze 3 tygodnie). Wtedy najlepiej jest się wycofać, oderwać od tematu, oczyścić umysł i automatycznie wróci dobra energia, zapał i chęć do pisania:). Wspominasz też o rozwojowych książkach, które zaczęłaś czytać. Tez lubię taką literaturę i byłabym wdzięczna za podpowiedzenie 2-3 tytułów. Teraz taka jest taka pogoda książkowa:). Trzymam kciuki za to żeby wszelkiego rodzaju zwapienia trzymały się z daleka od Ciebie;).

    Miłego dzionka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, dziękuję za komentarz! Co do ksiażek, to tak na szybko mogę wymienić "Coaching, czyli restauracja osobowości" Macieja Bennewicza (i inne tege autora), "7 nawyków skutecznego działania" Stephena Coveya, książki Briana Tracy m.in. "Zjedz tę żabę" i "Maksimum Osiągnięć", a także np. "Jesteś cudem" Reginy Brett (o docenianiu małych rzeczy), "Filozofia Kaizen" (metoda małych kroków)

      Usuń
  29. Bardzo Ciebie cenię. Wszystkim się nie dogodzi, ale najważniejsze, że nie poddałaś się i dalej mamy przyjemność czytać tego wspaniałego bloga:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci Ewo, miło mi bardzo! Podpisane - Miłośniczka Jasia i Twoich kotów :)

      Usuń
  30. Oj tam, oj tam Aga, obie wiemy, że nie wytrzymałabyś długo bez bloga i pisania :). Ty lubisz pisać, my lubimy Cię czytać więc najważniejsze argumenty są po Twojej stronie :). A jeśli chodzi o kryzysy w blogowaniu mam naprawdę duże doświadczenie...szkoda tylko, że u mnie trwają zdecydowanie zbyt długo.

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja jestem pełna podziwu dla wytrwałości. Tak naprawdę niewiele jest blogów, które prowadzone są od tylu lat nieprzerwanie. Teraz jest ich mnóstwo ale prawda jest taka, że są to chwilowe zachcianki ich twórców i większość z nich przetrwa do pół roku. Prowadź swój blog dalej, dla wielu jest inspiracją i wiele osób przychodzi tutaj czytać Twoje posty.

    OdpowiedzUsuń
  32. Bardzo fajny i interesujący blog. Nie przestawaj pisać, bo jest naprawdę świetny. Zapraszam do siebie: http://www.tarnowskirap.pl

    OdpowiedzUsuń
  33. Super blog! Życzę dalszych podróży i ciekawych odkryć :) Zapraszam do siebie: www.thecolorsoftheworld.pl!

    OdpowiedzUsuń
  34. tak się zaczytałam we wpisie i komentarzach, że rozgotowałam makaron... na szczęście tylko trochę ;) tak naprawdę w życiu tak już jest, że najbardziej pamięta się megatywy. ale wiesz przecież, że jest wiele osób, które zaglàdają tu, bo piszesz świetny blog, dla mnie jest on inspiracją gdzie jeszcze pojechaç, co zobzaczyć. a przy tym cenię sobie ogromnie Twoją szczerość, autentycznośç, Twój własny styl po prostu no i piękne zdjęcia.. czasem długo mnie tu nie ma z braku czasu ale zawsze wracam i wtedy często czytam hurtem. no i wżyciu tak już jest, że w większej grupie znajdą się nieżyczliwi, którzy po prostu zazdroszczą. a przecież świat jest tak różny, że każdy znajdzie coś dla siebie, nikt nikogo nie zmusza, żeby być tu czy tam. tak samo, jak nie chodzi wcale o ilośç lajków, absurdem jest dla mnie, gdy ktoś ma pomad tysiàc znajomych tylko po to, żeby mieç ich więcej. uf, rozpisałam się, przepraszam za dziwne znaki, mój tel je sobie pisze jak chce. pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń

TOP