5.11.14

Sztokholm. Hala targowa Östermalms Saluhall

Kiedy zobaczyłam to miejsce na blogu Przepisy z Podróży od razu wpisałam je na listę MUST SEE w czasie wizyty w Sztokholmie. Kocham wszelkie hale targowe, bo kryją w sobie mnóstwo tajemnic, pysznego jedzenia, wspaniałych zapachów i genialnych smaków. Zapraszam Was na relację z tego miejsca.
Każda z odwiedzonych przeze mnie hal była inna, charakterystyczna dla danego miasta. Podobnie było w tym przypadku. Sama hala jest nieduża i raczej kameralna, wystarczy na nią jakieś 30 minut. Ładny, ceglasty budynek, pięknie zaaranżowany w środku. Osobne stoiska oferują różne przysmaki, takie jak przekąski ze wschodu (Beirut Cafe Deli), warzywa i owoce, ciasta i wszelkie owoce morza. Zdjęcia robiłam telefonem, bo strasznie głupio mi było wyciągać aparat w tak klimatycznym miejscu.
Pierwsze spostrzeżenie? Nic tu nie pachnie! Nie wiem z czego to wynika, ale miałyśmy w tym mieście takie myśli kilkakrotnie, niby powinien być jakiś charakterystyczny aromat, ale nie ma. Pod dachem blisko siebie: ryby świeże i wędzone, wędliny, dojrzałe sery, grzyby, a zapachów brak! I dobre to i niedobre mówiąc szczerze, bo nic nie śmierdzi, ale też nic nie urzeka nosa :)
Drugie spostrzeżenie? Niesamowita dbałość o czystość, wręcz sterylność. Nigdy nigdzie nie spotkałam się z takim ładem (może dlatego, że dotąd odwiedzałam głównie targi na południu Europy). Przyzwyczajona jestem do pełnego luzu, ryb wesoło rzuconych na lód, wiszących dookoła szynek, leżących jeden na drugim serów, ogólnego miksu wszystkiego ze wszystkim.
A tutaj? Każdy produkt leżący oddzielnie, w bezpiecznej odległości. Prawie każdy ser czy wędlina zawinięte w folię. Wszystkie produkty świeże ułożone równiutko w lodówkach. Żadnego bałaganu. Nic nie dzieje się chyba w Szwecji przypadkiem. Wszystko przemyślane.
Hala sprawia wrażenie luksusowej, klienci często się pozdrawiali, więc zakładam, że są stałymi bywalcami. Ceny - zawrotne, przynajmniej dla mnie. Pokazywałam Wam już kosztorys wyjazdu, więc dodam, że za 180 zł które wydałam w 2.5 dnia na jedzenie, tutaj bym kupiła zaledwie jedną kanapkę z krewetkami i warzywami, niewielką porcję sałatki oraz jakieś bardziej fikuśne ciastko.
Przyznam, że zaszalałyśmy i poszłyśmy na kawę z cynamonowym kannebular do Robert's Coffee znajdującego się na terenie obiektu. Za dwie bardzo małe kawy z mlekiem z dwiema słodkimi bułkami zapłaciłyśmy blisko 140 SEK, czyli jakieś 70 PLN, więc był to nasz największy wydatek w czasie całego weekendu. Smakowało poprawnie, ale szczerze mówiąc bardziej smakowała mi ciepła bułeczka w spożywczaku na Starówce, za 10 SEK (ok 5 PLN).
Jeśli będziecie w okolicy, warto do hali zajrzeć. Jeśli nie na zakupy, to przynajmniej żeby nacieszyć oczy różnymi smakołykami. Byłyśmy tam w sobotę tuż po otwarciu i było pusto, po godzinie było już sporo klientów. Wszystkie informacje jak się tam dostać znajdziecie na oficjalnej stronie internetowej.

    Lubicie takie miejsca? Jaka hala spożywcza lub targowisko podobało Wam się najbardziej?

30 komentarzy:

  1. Tę halę odkryłam przypadkiem, nawet nie wiedząc, że tam jest - spacerując po okolicy odkryłam, że mieszkam zaledwie dwa przystanki od niej :). Również bardzo lubię wszelkiego rodzaju hale z jedzeniem (albo po prostu bardzo lubię jedzenie :D), ale w tej odniosłam podobne wrażenie jak Ty - naprawdę drogo. Dużo bardziej podobała mi się (również w Sztokholmie) hala w centrum miasta, Hotorgshallen. Mimo że w centrum, to dało się najeść za rozsądną cenę :). Troszeczkę wrażeń z tej drugiej hali opisałam tutaj: http://going-with-aiesec.blogspot.se/2014/10/hotorgshallen-tastes-of-world.html . A moim numerem jeden jest chyba póki co wciąż Budapeszt :) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, dzięki za link, jutro poczytam! Ja akurat w Budapeszcie w hali czułam się wyjątkowo mało swobodnie, o czym też pisałam kiedyś. Ostatnio bardzo spodobała mi się malutka, ale bardzo fajna hala w Sewilli. Było tam wszystko czego trzeba i miła atmosfera :)

      Usuń
  2. O kurczę, że też zupełnie nie wiedziałam o istnieniu tej hali! A szkoda, bo piękna!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze, pewnie warto zobaczyc, ale wole takie targi, gdzie czujesz sie swodobnie, nie boisz sie, ze potluczesz drogocenne jajko (jak ze zlota, bo tyle kosztuje ;)), gdzie czujesz zapachy, bo przeciez jedzenie pachnie i gdzie nie boisz sie wyciagnac aparatu ;)
    Ta odwiedzilabym na pewno bedac w okolicy, ale raczej tak jak odwiedza sie ekskluzywne delikatesy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę tak to traktowałyśmy :) Zdecydowanie wolę klimat południowy, ten nieład właśnie, produkty wychodzące mi na przeciw i do mnie machające :) Ta sterylność tutaj powodowała pewien dystans, szczególnie fakt, że wszystko było popakowane próżniowo. Wyobrażasz sobie w Hiszpanii na targu szynki jamón w całości pozamykane w ... lodówkach ? :) Co kraj to obyczaj ;)

      Usuń
    2. No wlasnie nie moge sobie wyobrazic ;) I nie lubie wchodzic na targ jak do swiatyni :))) Ale jak powiedzialas: co kraj, to obyczaj :)

      Usuń
  4. Agnieszko, bardzo mi miło, że moja relacja zainspirowała Cię do odwiedzenia Östermalms Saluhall :)
    Chętnie sama bym tam wróciła chociaż zgadzam się, że raczej nie jest to miejsce na zakupy (z uwagi na ceny ;), ale jest czym nacieszyć oczy. Podobnie jest z Mathallen w Oslo, którą również polecam!
    Ogólnie jak wiesz ja też uwielbiam tego typu miejsca, a im mniej są "turystyczne" i im bardziej skromne tym bardziej mi się podobają - na przykład hala w Budapeszcie wydała mi się pod tym względem całkiem "naturalnym" miejscem, ale już La Boqueria w Barcelonie mimo, że ogólnie robi wrażenie wielkością i asortymentem, to jednak tłumy turystów działają na mnie zniechęcająco ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się La Boqueria podobała, ale masz rację, jest mało "prawdziwa". Dla oka jednak miła :)

      Usuń
  5. Skandynawska sterylność & ład:) ale i tak z chęcią bym obejrzała, nawet te gotowe sałatki wyglądają niezwykle kusząco, choć ceny zapewne muszą odstraszać turystów z naszej części Europy:(

    OdpowiedzUsuń
  6. Byłem tam rok temu, piękne europejskie, skandynawskie miasto.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czy lubie? Uwielbiam! Bez zapachu bo pewnie klima podkręcona na maxa plus tak jak piszesz wszystko osobno - takie przepisy po prostu. A za kanelbullar to przeplacilas ojjj konkretnie. 140 sek to nawet dla Szweda byłoby przesadnie za dużo.

    OdpowiedzUsuń
  8. Również lubię i uczęszczam jak jest okazja. Kurczę, żałuję bo do sztokholmskiej hali nie dotarłem.Nawet nie przechodziłem koło niej. W przeciwnym razie, zajrzałbym.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jej, pewnie gdybym była w Sztokholmie, to zajrzałabym do tego miejsca..! Te potrawy wyglądają obłędnie, produkty pachną z ekranu komputera, po prostu mmmm.... :))))

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja ostatnio trafiłam do hali... we Wrocławiu! Królowały co prawda wieńce i znicze, ale sama hala warta odwiedzenia. Krakowska się nie umywa.

    A teraz Agnieszko z innej beczki: o Liebster Blog Award już na pewno słyszałaś, bo i na blogu w komentarzach widziałam nominację. Dziś ode mnie nominacja dla Ciebie, niezmiernie jestem ciekawa, jak spędziłabyś tydzień na każdym z kontynentów! :). Jeśli zechcesz wziąć udział w zabawie, po szczegóły zapraszam tu: http://zapiskizeswiata.blogspot.com.es/2014/11/liebster-blog-award.html :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natalia, dziękuję, jejku mam ze 3 zaległe nominacje, będę musiała przysiąść i chyba odpowiedzieć na wszystko ;) Wrocławska hala gościła u mnie na blogu i zgadzam się - jest fajna!

      Usuń
  11. Kupiłam właśnie tanie bilety do Kopehagi na koniec kwietnia :-) I już planuję co by tu zwiedzić. I wiesz, w sumie zainspirował mnie Twój blog, choć widzę, że Kopenhaga wciąż na liście marzeń :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak i pewnie w najbliższym czasie nie dotrę do niej, ale co się odwlecze... :)

      Usuń
  12. Ale oczy można nacieszyć przynajmniej spacerując po takiej hali.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wspaniale, szkoda, ze tak nie dotarłam

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny klimat. Mimo, że kawa może nie wywołała nie wiadomo jak dużego entuzjazmu to i ja chciałabym znaleźć się w takiej kawiarence:)

    OdpowiedzUsuń
  15. ile wspaniałości! obawiam się, że mogłabym tam coś kupić :D

    OdpowiedzUsuń
  16. O matko! Ile smakołyków... Musisz mi wybaczyć, że dłużej podziwiałam zdjęcia niż czytałam tekst... :))

    OdpowiedzUsuń
  17. Ale smakołyki, aż ślinka leci. Najbardziej podobają mi się te zestawy sałatkowe. Na koniec listopada muszę wybrać się do Szwecji (bilet już zarezerwowany) i teraz czuję się bardzo zachęcona;). Chciałam tez poinformować o zmianie nazwy mojego kochanego bloga, teraz jest Lifestyle By Ania:).

    Życzę miłego weekendu, ciekawe gdzie Cię tym razem poniosło;)

    Ania

    OdpowiedzUsuń

TOP