30.1.14

Lizbona - dlaczego warto ją odwiedzić? 9 powodów!

     
Lizbona, moje ukochanie miasto na krańcu Europy. Zachwycające, smaczne, serdeczne. Pełne życia, kolorów i dobrej energii. Tęsknię za nim każdego dnia. Tak często ktoś pyta "Co Ty widzisz Aga w tej Lizbonie? Czym się różni od innych miast?". Dziś przedstawię Wam 9 powdów, dla których uważam, że warto odwiedzić stolicę Portugalii.

27.1.14

"Nie chciałabym spędzić młodości żyjąc wyłącznie marzeniami!"

 
Jakiś czas temu na pewnym forum rozpoczęła się rozmowa o tym, czy warto patronować wyprawie, której uczestnik zamierza przejechać Europę za darmo, bez grosza przy duszy, licząc na "hojność spotkanych ludzi", którzy zapewnią mu spanie, jedzenie, transport itd. Mi ten pomysł się nie spodobał, ponieważ uważam, że bardziej godne patronatu i promocji są osoby, które mają ograniczone finanse a i tak ruszają w podróż, ale licząc wyłącznie na siebie. Tak jak bohaterka mojej dzisiejszej rozmowy, którą obserwowałam w ciszy juz przez dłuższy czas i uznałam, że chciałabym, abyście także poznali Annę, autorkę bloga Nadia vs. the World zdobywającą świat.

23.1.14

Pewnego razu w Dublinie

Jeśli ktoś liczył na ciekawe i długie opowieści z Dublina, pewnie się rozczaruje. Byłam w tym mieście krótko i zdążyłam przeżyć pogodowe załamanie nerwowe.

20.1.14

Wilno - raj dla wielbicieli detali

Kochani wielbiciele detali i z pozoru mało istotnych ozdóbek, możecie już zacząć szukać tanich biletów do Wilna*, bo mogę Wam obiecać, że będziecie zachwyceni!

16.1.14

Szkocja - popołudnie w Melrose

Wspominałam już, że miałam w Szkocji małego pecha, ponieważ późnym wieczorem przed wycieczką nad Loch Ness zepsuł się busik i została ona odwołana. Wpadłam w rozpacz, bo chciałam tego dnia koniecznie gdzieś pojechać. Gdy wróciłam do hostelu ok. 22:30 współlokatorki spały już w najlepsze, więc z komórką i WIFI utknęłam w toalecie ;)

13.1.14

"Jakim cudem tak często wyjeżdżasz?"


"Dobrze musisz zarabiać, skoro tyle jeździsz", "No nie możesz narzekać na pracę, skoro ciągle wyjeżdżasz", "Dziwne, bo mnie ledwo stać na jeden wyjazd w roku", "Znowu jedziesz? To chyba lekka przesada".

Często słyszę takie słowa od bliższych i dalszych znajomych. Nie odbieram tego jako złośliwość, zwykle w ten sposób okazywane jest zdumienie. Chciałabym Wam dziś pokazać, że nie trzeba mieć worka pieniędzy, aby móc podróżować. Zarabiam poniżej średniej krajowej, nie mam zobowiązań typu duży kredyt czy dziecko, utrzymuję się sama. W takiej sytuacji jak ja jest dużo osób które tak bardzo się dziwią i piszę to z myślą o nich. Żyję w pełnej świadomości, że wielu ludzi zarabia nawet znacznie mniej utrzymując całe rodziny i na pewno jest im ciężko. Nie zamierzam nikomu również wmawiać, że mając 1500 zł, studiując, wynajmując pokój w Warszawie zwiedzi się pół świata (chociaż przypuszczam, że wiele zależy od pomysłowości i też znalazłabym takie przykłady).

Ten wpis jest dedykowany Państwu Kowalskim, takim z przeciętną pensją, za którą ciężko "zaszaleć", mając wiadome koszty stałe każdego miesiąca. Muszą się oni zastanowić, jak rozplanować wydatki, aby starczyło na to, co muszą i na to, o czym marzą. W podobnej sytuacji jest wielu moich znajomych, tylko nieliczni zarabiają na tyle dobrze, aby móc pozwolić sobie na wszystko. Reszta musi podejmować decyzje, dokładnie jak ja.

Wszystko w życiu jest kwestią priorytetów, a co za tym idzie -  ekonomicznych wyborów.

Obserwuję znajomych i co widzę? Kredyt na samochód mieszkając w dużym mieście i praktycznie się z niego nie ruszając (benzyna, przeglądy, ubezpieczenie), samotne lunche na mieście, bo nie chce im się ugotować w domu, co rano kawa w sieciówce (przepłacona co najmniej 10-krotnie), w piątek wyjście do klubu, w weekend do multipleksu na film z colą i popcornem. Koleżanki (głównie) mają słabość do kupowania ciuchów, w których widzę je raz w życiu albo w ogóle, gdyż szybko lądują na dnie szafy. "Dobra przecena" mówią, niosąc do kasy rzecz, która zupełnie nie pasuje do ich stylu lub zwyczajnie nie jest im potrzebna. Tu 10 zł, tam 30 zł, gdzieś po drodze jeszcze 50 zł i nagle się okazuje, że cała pensja zniknęła z konta. Niektórzy lubią mieć markowe gadżety, nowe modele czegośtam. Robią zakupy w supermarketach, które są bardzo pozorną szansą na oszczędność, bo zazwyczaj kupuje się dwa razy więcej niż to konieczne i finalnie wydaje się dużo więcej.

I mój ulubiony temat - papierosy. Paczka 15 zł x 4 razy w tygodniu x ok. 50 tygodni = 3000 zł. Dokładnie tyle w 2013 roku kosztowały łącznie moje wyjazdy do: Irlandii, Budapesztu, Wilna, Londynu i trzy weekendy w Polsce.

Uważam, że każdy ma prawo wydawać swoje pieniądze na co ma ochotę i dopóki mu jest z tym dobrze, to super! Nie komentuję, nie robię uwag i generalnie mnie to nie interesuje. Zaczynam się denerwować dopiero, gdy ktoś zaczyna mnie rozliczać z wydatków na podróże. Ja szanuję, że ktoś ma potrzebę kupowania wszystkiego o czym napisałam powyżej oraz wielu innych rzeczy. Z podróżami jest tak, że jakoś ludzi kłują w oczy. Nikt nikogo nie pyta skąd miał kasę na samochód czy dobrej klasy zegarek. Kupowane rzeczy są łatwiejsze do przełknięcia dla osób trzecich. Z tym, że przedmioty dziś są, a jutro możemy je stracić. Dlatego w życiu stawiam na przeżycia, emocje, nowe spotkania, radość płynącą z poznawania świata. To jest bezcenne i nigdy nikt mi tego nie zabierze. 

 Trzeba zadać sobie pytanie - co dla mnie jest w życiu najważniejsze, co mnie cieszy? 

Dla mnie priorytetem na tę chwilę są podróże. Przy moich zarobkach jest to wybór - raz w roku daleko albo kilka razy w roku blisko. Dopóki praca pozwala mi na częste, krótkie urlopy, korzystam z tego i wszystkie swoje wydatki podporządkowuję temu, żeby móc wyjeżdżać. Nie piję, nie palę, nie mam TV, nie płacę za kablówkę, korzystam z komunikacji miejskiej, książki biorę z bibliotek, a jak przeczytam jakąś super, którą muszę mieć, proszę o nią Mikołaja albo kupuję używaną w Internecie za ułamek ceny. Poluję na tanie dni w kinach studyjnych, gdzie mam trzy seanse w cenie jednego multipleksie. Kawę piję rano w domu, na mieście jadam tylko z okazji spotkań z większą grupą znajomych, a z mniejszą umawiam wspólne gotowanie albo na piknik przy fontannach. Nie kupuję nigdy na zapas jedzenia czy kosmetyków, a ubrania kiedy są mi naprawdę potrzebne.

Nie chodzę po sklepach z ciuchami, aby sobie poprawić nastrój - najlepiej mi go poprawia szukanie biletów! Do kina chodzę często, czasem na koncert czy do teatru. Jedzenie kupuję w małych sklepach, aby nie kusiły mnie promocje. Warzywa i owoce - na bazarku koło pracy, bo mają produkty z pierwszej ręki, bez marży pośredników. Do metalowej skarbonki wrzucam każdą monetę 5 zł, którą wydadzą mi w sklepie - to z jednej strony mała kwota, a z drugiej bardzo łatwo wydać ją na coś zbędnego jak batonik czy puszka picia. Jeśli coś dorobię, zaoszczędzę lub dostanę to wpłacam na specjalne konto, do którego nie mam karty, więc stojąc w długiej kolejce w banku muszę się trzy razy zastanowić nim te pieniądze wypłacę i wydam. Może Wam się wydawać, że to są "żadne oszczędności", ale to nie prawda. W skali roku są to bardzo konkretne pieniądze, które wielu osobom przelatują między palcami.

Do tego muszę dodać, w jaki właściwie sposób podróżuję. Jakbym kupowała wycieczki z biura podróży, pewnie pojechałabym gdzieś raz do roku. Np. objazdówka po Szkocji w jednym z dużych biur kosztuje ponad 4 tys. złotych + wydatki na miejscu, a jadąc na własną rękę na 5 dni zamknęłam się w 1300 złotych, a zobaczyłam naprawdę sporo. Podróżowanie na własną rękę wymaga większego nakładu pracy: trzeba poszukać biletów, tanich noclegów, możliwości taniego przejazdu na miejscu itd. Ja to bardzo lubię, samo planowanie sprawia mi wielką frajdę. Pomysły na tanie podróże są na wyciągnięcie ręki, wystarczy po nie sięgnąć. Na wyjazdach śpię tanio - dopóki jest czysto, naprawdę nie potrzebuję więcej. Łazienka na korytarzu nie jest dla mnie problemem. Nie spędzam w pokoju dużo czasu, korzystam tylko z łóżka i prysznica. Wszystko się da, trzeba tylko chcieć, szukać, pytać. W podróży nie żałuję pieniędzy na lokalne smaki, nigdy bym nie pojechała na wakacje All Inclusive, aby opychać się hotelowym jedzeniem. Wolę wyjść z hotelu do mieszkańców, poznawać kulturę i kuchnię.

Prowadząc tego bloga, staram się Wam pokazywać, że naprawdę można zwiedzać przynajmniej Europę mając ograniczone środki. Podobne wpisy pojawiły się już na kilku blogach, myślę, że warto tam zajrzeć:

Gdziewyjechać.pl "Kiedy? Skąd? No jak? Weź spadaj!"
The Adamant Wanderer "Skąd masz kasę na podróże?"
Carrear Break "Jak sfinansować podróż"

Jak widać, nikt z nas nie ma magicznego konta dolarowego, cichych sponsorów, nie napadamy na banki ani nie dorabiamy na boku w podejrzanych branżach. Łączy nas jedno: mamy jasny cel, wspólne pasje i priorytety, dzięki którym nie odczuwamy żalu rezygnując z wielu rzeczy na co dzień. Nic na półce nie wygląda tak ładnie jak zdjęcia z podróży. Żadna rzecz nie wywoła takich emocji jak odwiedzone miejsca, spróbowane dania, poznani w podróży ludzie. Nie ma dla mnie ani jednego przedmiotu, dla którego warto byłoby żyć. A dla podróży chce mi się wstawać codziennie. Na tym świecie jesteśmy tylko na gościnnych występach, nikt nie wie, ile czasu tu spędzi, dlatego ja chcę wykorzystać te chwile najlepiej jak tylko potrafię. Kolekcjonować momenty, a nie przedmioty.

9.1.14

Co warto zjeść w Portugalii? odc. 2

Czas zdradzić Wam oficjalnie, dlaczego nie chciałabym i nie mogłabym mieszkać w Portugalii, którą kocham i ciągle do niej wracam. Uwielbiam widoki, zapachy i .. smaki.   I ponad wszelką wątpliwość, gdybym tam zamieszkała, bardzo szybko przestałabym się mieścić w drzwi, nawet te podwójne do metra. Każdy wyjazd to wielki Festiwal Jedzenia.

7.1.14

Jarmark Jagielloński w Lublinie - relacja

Na moją pierwszą wizytę w Lublinie termin wybrałam nieprzypadkowo. W jeden z sierpniowych weekendów odbywał się tam Jarmark Jagielloński, który chciałam zobaczyć. Czy było warto, jakie są moje wrażenia i czego możecie się po nim spodziewać - dziś na blogu.

5.1.14

Vila Nova de Gaia - miasto z widokiem na Porto

Porto jest niesamowicie malowniczym, przepięknie położonym miastem. Spacerową promenadę przy rzece pokazywałam już we wpisie Ribeira do Porto w pochmurny dzień. Dziś chciałabym wspomnieć o położonej na drugim brzegu Douro miejscowości Vila Nova de Gaia.

2.1.14

Londyn - Notting Hill w dzień roboczy

Lubicie film "Notting Hill"? U mnie w rodzinie uwielbiają go wszyscy, od mamy, przez tatę, dziadków aż po mnie. Jak ma się pojawić w telewizji, telefonicznie i sms-owo przekazywana jest między nami informacja. Ta zabawna, lekka i bardzo przyjemna historia skradła moje serce za pierwszym azem. I nie ukrywam, że od tamtej chwili marzyłam, aby zobaczyć Portobello Road w Londynie.
TOP