15.1.15

W stronę Marrakeszu

Film "Hideous Kinky" (w Polsce znany jako "W stronę Marrakeszu") obejrzałam będąc nastolatką. Sama historia nie poruszyła mnie jednak tak bardzo jak przecudowne zdjęcia miasta i krajobrazów. To, co zobaczyłam, wydało mi się magiczne. Jak z innej bajki. Od kolorów zakręciło się w głowie...
Postanowiłam wtedy, że kiedyś odwiedzę Marrakesz. Do Maroka nie miałam jednak szczęścia: dwukrotnie wykupiony w biurze wyjazd nie doszedł do skutku (dlatego o tym, że lecę w grudniu poinformowałam Was w niemalże ostatniej chwili). Ponieważ był to wyjazd służbowy, nie mogłam robić wszystkiego, na co miałam ochotę,ale starałam się dostrzec i poczuć możliwie jak najwięcej.
Starałam się nie traktować poważnie prognozy pogody sugerującej, że przez cały dzień będzie lało. Niestety, sprawdziła się... Słońce pojawiło się łącznie na godzinę i to w sporych odstępach czasu. Ja byłam przygotowana, miałam odpowiednie sportowe buty i parasolkę, ale większość niestety zmokła.
Na pewno miało to wpływ na ogólne złe nastroje. Ciężko cieszyć się wizytą na gigantycznym bazarze, gdy pod nogami płynie rzeka a na głowę spadają gigantyczne krople lodowatej wody... Starałam się jednak nie tracić dobrego humoru i cieszyć się z wizyty w tym wyśnionym mieście, robić jakieś zdjęcia. Nie mam ich dużo, bo bałam się o aparat. O wiele więcej obrazów mam wciąż przed oczami.
Marrakesz jest dla mnie jednym z tych miejsc, o których nie da się tak po prostu opowiedzieć, gdyż odkrywa się je i chłonie wszystkimi zmysłami. Głośne rozmowy, zapach skórzanych toreb, widok wielkiej głowy barana na środku stołu, smak przypraw i soku z pomarańczy, miękkość  szala zgrabnie udającego kaszmir. Koty przemykające gdzieś z boku, piękne produkty, które  bym chętnie przywiozła do kraju. Chciałabym opowiedzieć Wam o Marrakeszu, ale muszę to wyznać - nie wiem o nim NIC. Jeden dzień to trochę jak mrugnięcie powieką. Ulotna chwila.
Trochę widziałam, ale nie udało mi się poczuć częścią tego miasta. Nie miałam szansy wtopić się w barwny tłum, wsłuchać się w jego codzienny rytm. Żałuję bardzo, bo zachwycało mnie wiele na każdym kroku. Było jak w marzeniach z dawnych lat. Jestem pewna, że kiedyś uda mi się odwiedzić Maroko po raz kolejny. I wtedy na pewno ruszę w stronę Marrakeszu...

13 komentarzy:

  1. Jakie kolory, przez te wlasnie kolory zawsze chcialam tam pojechac, ale jedyny raz kiedy juz prawie wszystko mialam zorganizowane, musialam ,ze wzgledu zdarzenia w rodzinie zostac w Polsce.
    Mimo tak krotkiego czasu udalo Ci sie pieknie obfotografowac marrakeszanskie klimaty! pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Codowny świat kolorów. Piękne zdjęcia.
    Marzę, by tam pojechać, ciagle mi jakoś nie po drodze. Ale planuję.:) Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mnie ciągnie do Maroka, choć raczej w najbliższym czasie się nie uda zorganizować. Dotychczasowe wypady spłukały mnie na dłuższy czas. Ale zawsze można się pozachwycać zdjęciami - mi się np. bardzo podobają te, na których widać, że padało. Mokre chodniki, odbijające obrazy i kolory, mają swój urok :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Maroko i ZEA są chyba jedynymi arabskimi krajami, do którego skłonna byłabym pojechać. Nie bardzo odpowiadają mi ludzie tam mieszkający i ogólnie ten klimacik. Dlatego jako jedna z nielicznych nie byłam w Egipcie i Tunezji i kompletnie mnie tam nie ciągnie. Ale Marrakesz zawsze mi się podobał, więc kto wie może kiedyś...
    Przyznam, że Twoje zdjęcie mnie do tego coraz bardziej przekonują:)

    OdpowiedzUsuń
  5. piękne te odcienie różu i czerwieni wszędzie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Pomimo tego, że Marrakesz to nie jest moje ulubione marokańskie miasto to i tak je uwielbiam. Zwłaszcza wieczorem kiedy zapadał zmrok a sceneria zamieniała się w cudowną mieszankę baśni i magii. Ci wszyscy zaklinacze węży, trubadurzy, wróżbici...Po medynie mogłabym spacerować bez końca aczkolwiek to ta w Fezie całkowicie skradła moje serce. Bardzo się cieszę, że w końcu dotarłaś do Maroka i mam nadzieję, że wrócisz tam jeszcze żeby odkryć ten kraj "po swojemu".

    OdpowiedzUsuń
  7. Mimo deszczu trochę marakeszańskiego klimatu chwyciłaś :) Jeśli nie udało Ci się być wieczorem na Jemaa el Fna, to wręcz MUSISZ wrócić! Moment, w którym zapada zmrok i otwierają się te wszystkie małe restauracjo-straganiki to chyba najlepsze, co oferuje to miasto. Klimat na placu jest wówczas niesamowity :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to świetnie! Czekam na posta z wrażeniami. Dla mnie wieczory na tym placu to czysta magia miejsca :)))

      Usuń
    2. Też czekam na opis wrażeń z placu Jemaa el Fna!

      Usuń
  8. Tak mi się właśnie kojarzy, pełen kolorów i różnorodności barw. Chciałabym odwiedzić. Choć na chwilę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Soczyście kolorowo :)
    Szkoda trochę, ze pogoda nie dopisała, ale wspomnienia pewnie i tak piękne :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdjęcia bardzo ładne, kolorowe i kuszące, ale bałabym się tam pojechać, nie wiem czemu;>

    OdpowiedzUsuń

TOP