2.2.15

Edynburg - popołudnie w Leith i na Portobello Beach

Leith jest dzielnicą położoną w północnej części Edynburga, nad zatoką Firth of Forth. Dawniej było to oddzielne, bardzo aktywne miasto portowe, które z czasem zaczęło mocno podupadać, zapanowała bieda, problemem stały się uzależnienia i ogólnie zrobiło się niezbyt  bezpiecznie i przyjemnie. Zresztą, dobrze wiemy, z jakim klimatem kojarzą się okolice portów...
Z tego co czytałam przed wyjazdem do Szkocji, w ostatnich latach dzielnica podobno przeżywa rozkwit i swoje radosne 5 minut. Jest oryginalnie, alternatywnie, przypływają statki wycieczkowe, drzwiami i oknami przybywają turyści chcący zwiedzić słynny jacht Britannia (należący dawniej do królowej Elżbiety II). Statek jest raczej niewielki, wstęp kosztuje 14£ a na pokład wchodzi się z... górnego piętra nowoczesnego centrum handlowego Ocean Terminal Shopping Centre. To, co fotografuje Pan powyżej to okropne w mojej opinii budynki aparthotelu Harbour Apartments.
O dzielnicy dowiedziałam się w sumie przypadkiem, z filmu "Sunshine on Leith". Nie jest to jakieś wybitne dzieło, raczej relaksujący filmik ze skoczną muzyką. Obejrzałam go  przede wszystkim dla cudownych zdjęć i zachwycających panoram Edynburga, bo treść nie należy do szczególnie fascynujących. Uznałam też, że chciałabym odwiedzić to słynne Leith.
Dojechałyśmy tam w kilkanaście minut autobusem numer 10 z okolic ulicy Princess Street. Już na przystanku zauważyłam, że większość oczekujących mówi po polsku. W sklepie natomiast zobaczyłam 3 półki polskich produktów, co rozwiązało zagadnę. Portal VisitScotland sugeruje, że to "dzielnica jak żadna inna, z niezwykłym charakterem, tętniąca życiem, różnorodna kulturowo". 
Ekhm. Pierwszym co zobaczyłyśmy, były bardzo ponure budynki, niemalże puste ulice (było dość późne popołudnie, ok. 16:30-17), więc można by rzec, że godziny szczytu, dużo śmieci i brudu, co nie jest raczej charakterystyczną cechą miasta. Najpierw poszłyśmy zobaczyć z zewnątrz królewski statek, który okazał się jeszcze mniejszy niż sądziłam (nie mam zdjęcia) i na krótki spacer po porcie.
Na brzegu rzeki Water of Leith spotkałyśmy zdecydowanie więcej ludzi. Są tu bardzo drogie restauracje serwujące owoce morza, cumują większe łódki , całość raczej przyjemna dla oka. Spędziłyśmy w Leith 2h i to za mało, aby oceniać, ale poza jednym miejscem, nas nie zachwyciło. 
Bezpośrednio z Leith postanowiłyśmy udać się jeszcze na plażę Portobello Beach, gdyż w niecałe pół godziny można się tam dostać autobusem. Przyjechałyśmy wieczorem, słońce było coraz niżej.
Portobello także było kiedyś niezależnym miasteczkiem, teraz jest dzielnicą i plażowym kurortem Edynburga. Tam również spotkałyśmy wielu Polaków oraz licznych turystów i miejscowe rodziny.
Miejsce ma swój klimat, duże wrażenie robią piękne domy położone przy promenadzie. Na parterach wielu z nich znajdują się bary, restauracje, sklepiki, kawiarnie, wystawione są stoliki. 
Sama plaża jest dość szeroka, długa, ze zbitym, ciemnym piaskiem. Dla mnie przyjemna.  Cudowne, świeże powietrze, całkiem dużo muszelek. Mieszkańcy Edynburga mają wręcz  za dobrze - piękne miasto z rzeką i wspaniałą trasą spacerową Water of Leith a do tego tak blisko morze! Nie ma sprawiedliwości. Wyjść z pracy i pojechać na plażę..... Ehh, marzenia...
Śmieszne jest w życiu to, że nie doceniamy tego co mamy, mocno nam to powszednieje. Gdy rozmawiam ze znajomymi mieszkającymi nad morzem mówią, że nie bywają na plaży, a znów ci z południa Polski, że nie chodzą po górach z braku czasu a często też z braku chęci. Szkoda.  
Na zdjęciu poniżej - zachęta do głosowania w referendum, chociaż było już po wynikach, w których Szkocja powiedziała NIE, ku wielkiej rozpaczy wielu mieszkańców większych miast. 
Obserwowałam mewy, wdychałam głęboko powietrze ciesząc się kojącym zapachem wody. Z przyjemnością obserwowałam ganiające się dzieci i kontrasty - z jednej strony kąpiący się   mieszkańcy, z drugiej szczelnie opatuleni turyści z Azji. Mi w sumie też było raczej chłodnawo.
To był bardzo długi dzień, bo rano zwiedzałyśmy zachodni Edynburg, a później Ogród Botaniczny. Żadne z odwiedzonych miejsc nie jest must see przy krótkim pobycie, ale będąc dużej - czemu nie?

17 komentarzy:

  1. Czy się lubi takie miejsca czy nie, to trzeba przyznać, że mają swój niepowtarzalny charakter

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładnie,niestandardowo, takiego oblicza Edynburga nie znam

    OdpowiedzUsuń
  3. Kamieniczki nad rzeką - cudowne jak w Gdańsku, z Twojej relacji, miasto mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Klimatyczne miejsce, aż chce się tam spacerować:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na zdjęcia okolica prezentuje się naprawdę nieźle. Czuć taki spokój.

    OdpowiedzUsuń
  6. W dzielnicy Leith byłam dwukrotnie. Raz nawet po zmierzchu. Było pusto i wydawało się być raczej spokojnie. Dzielnica jest taka sobie, na tle innych wypada dość blado. Mam piękne zdjęcia po zmroku. Kiedyś je na pewno pokażę ;)

    ps. W tym rejonie wynajmuje mieszkania sporo Polaków, podejrzewam, że chodzi o niższe ceny. Stąd tyle polskich sklepów po drodze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też mi się podoba pomysł posiadania plaży koło pracy:). Chce mi się gdzieś wyjechać:(.

    OdpowiedzUsuń
  8. ciekawa fotorelacja z ciekawego miejsca (kolebki golfa). Dobry blog - zapraszam do jego bezpłatnej promocji na mojej platformie - bo jest tego wart. Najciekawsze posty udostępniamy również na naszym profilu na facebooku.

    OdpowiedzUsuń
  9. Interesująca fotorelacja. Słyszałam sporo o Edynburgu, ale od strony polskiej emigracji w celach zarobkowych, więc wiem, że miasto godne odwiedzenia.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawe miejsce:)
    Myślę, że u ludzi mieszkających nad morzem czy w górach działa mechanizm znudzenia czy rutyny. Turyści przyjeżdżają, wędrują, a życie 'górali' toczy się dalej. Tak jak z atrakcjami w miastach: raz na jakiś czas mieszkańcy się gdzieś wybiorą, ale co za dużo to niezdrowo;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Też marzymy, by tam końcu dotrzeć. Świetne ujęcia.

    OdpowiedzUsuń

TOP