11.3.15

Czy warto pojechać na Kaziuki Wileńskie?

O Kaziukach Wileńskich myślałam już od kilku lat, ale nigdy nie pasował mi termin. Kiedy na początku roku dostałam od Ecolines propozycję kolejnej wspólnej podróży, nie wahałam się ani chwili. Weekend 7-8 marca miałam wolny, decyzja zapadła szybko.
Nazwa jarmarku wywodzi się od imienia patrona Litwy, Św. Kazimierza, kanonizowanego w 1602 roku. Odbywa się on od 400 lat i przyciąga prawdziwe tłumy. Powiadają, że jest to największe i najbarwniejsze święto miasta, a może nawet całego kraju. Robi wrażenie!
Wyjechałyśmy z Warszawy w piątek o 22, więc tuż po 7 w sobotę byłyśmy już w Wilnie. Nieśpieszna kawa z croissantem w McDonald's (tylko to miejsce jest otwarte tak wcześnie), zmiana ubrań na czyste i około 8.30 mogłyśmy już wyruszyć w kierunku Ostrej Bramy.
Spodziewałam się uśpionych ulic, więc zaskoczyło mnie, że były już rozstawiane stoiska na jarmarku. Odbywa się on na starówce, w kilku lokalizacjach: na placu Ratuszowym, ulicy Zamkowej, w okolicach katedry i na głównej ulicy śródmieścia - Alei Giedymina.
Po godzinie 10, sprzedawcy byli już gotowi a pierwsze grupy turystów i miejscowych nieśmiało podchodziły oglądać oferowane towary. Muszę przyznać, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona jakością produktów sprzedawanych na Kaziukach, a przede wszystkim ogromnym wyborem wszystkiego. Byłam na kilku europejskich jarmarkach bożonarodzeniowych mając wrażenie, ze każdy sprzedaje to samo, z jakością bywało różnie, ceny niestety przyprawiały o silny zawrót głowy. W Wilnie było jednak inaczej.
Nie wiem jak to się stało, ale przeoczyłam fakt, że Litwa 01.01.2015 wprowadziła Euro. Trochę bałam się, że będzie dużo drożej niż wcześniej, na szczęście różnice w cenach podstawowych produktów spożywczych i ceny w znanych mi knajpach nie podskoczyły jakoś gwałtownie. Chociaż w sklepach podane są ceny w litach i w euro, nie mogłam już zapłacić za nic w litewskiej walucie, która została mi z zeszłorocznego weekendu w Kownie.
Co można było kupić na straganach? Dosłownie wszystko! Naturalne mydełka i kosmetyki, wyroby drewniane (meble, figurki, artykuły kuchenne), ceramikę (miski, dzbanki, kubki itp), wiklinowe koszyki, wspaniałe narzuty i koce, skarpety i czapki z wełny, piszczałki, zabawki.
Były stoiska z antykami, kukiełkami, wielkanocnymi palemkami, z ręcznie szytymi strojami. Nie zabrakło jedzenia! Kupiłam przepyszny miód, fantastyczne cery, ukochany chleb litewski. Można było kupić pierniki, obwarzanki wiszące na sznurkach, chleby z bakaliami, sękacze, sezamki.
Dla chętnych ekologiczne wędliny, kiełbasy i litewska słonina (moja babcia wysoko ją ceni). Widziałam mnóstwo budek z wędzonymi rybami, świetnie przyprawionymi, aromatycznymi. Wiele osób wystawiało własnej roboty przetwory (dżemy, chrzan, pasty, buraczki w słoiku). Na każdym kroku dostępny był kwas chlebowy, który bardzo polubiłam w minionym roku.
Poza handlem, czas umilali uliczni grajkowie, zespoły. Pogoda - ładna, przedwiosenna, trochę słońca i wiatru, ale można już było spokojnie usiąść na ławce z herbatą w kubku. Podobno odbywały się różne pokazy teatralne, przemarsze i koncerty, ale musiałyśmy być w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie, bo wygląda na to, że nas te atrakcje ominęły.
Od południa do wieczora na jarmarkach był tłum. Ludzie młodzi, starsi, całe rodziny, dzieci biegające od stoiska do stoiska namawiające rodziców na coraz to nowe zakupy.
Byłyśmy w stanie spędzić na jarmarkach nie dłużej niż godzinę bez przerwy. Potem uciekałyśmy w boczne uliczki, puste, dające chwilę wytchnienia. Miałyśmy Literatų gatvę wyłącznie dla siebie!
W niedzielę kupiłyśmy różne drobiazgi do zabrania do Polski i o 15.15 stawiłyśmy się na dworcu. Byłam zaskoczona, że w autobusie miałyśmy po dwa miejsca dla siebie! Jeździłam z Ecolines już kilka razy i za każdym razem było bardzo wygodnie: dużo miejsca na nogi, rozsuwane fotele, w telewizorku kilkanaście filmów do wyboru, nowe menu z kanapkami i daniami na ciepło. Podróż jak zwykle upłynęła komfortowo. Weekend minął bardzo szybko, aż szkoda było wracać do domu.

16 komentarzy:

  1. jak zwykle - piękna relacja z pięknej podróży:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie tak sobie wyskoczyć na wycieczkę weekendową. A tu jeszcze dodatkowo można zrobić zapasy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne klimaty i te przysmaki....mniam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też jakoś przegapiłam to euro na Litwie. Trochę się cieszę, że nie wiedziałam, bo taki jarmark to klęska żywiołowa na koncie w banku;) Ale jak tylko będzie okazja to sobie nie daruję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że ceny były bardzo przyzwoite w mojej opinii. Za słoik bajecznego miodu (750g) zapłaciłam 4EUR, za ser z czosnkiem taki ok 200g 2EUR, za kawałek chleba litewskiego który mi starczy na tydzień 1.20EUR, za obwarzanki do pracy 0.60EUR, za spore opakowanie sezamków z pestkami jakieś 1.4EUR, za kwas chlebowy 1EUR, ten warkocz serowy kosztował 2EUR, ale był naprawdę długi i gruby. W porównaniu z jarmarkami w Niemczech, ceny extra!

      Usuń
  5. W ubiegłym roku po raz pierwszy jadłam litewską słoninę. Myślałam, że nigdy nie tknę czegoś takiego a tymczasem bardzo mi smakowała! Niekiedy nie trzeba kierować się stereotypami, wyobrażeniami, tylko po prostu doświadczać:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aż mi ślinka poleciała na widok tych precli, mniam

    OdpowiedzUsuń
  7. Na dzień kobiet miałem zabrać tam moją narzeczoną. Wybór padł jednak na góry. Czytam Twojego posta, przeglądam zdjęcia i już wiem gdzie spędzimy najbliższy wolny weekend :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam zamiar wkrótce skorzystac z Polskiego Busa, słyszałam raczej pozytywne opinie, a Ty mi coś podpowiesz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wg mnie polski bus ma do wilna slabe godziny. Plus ich nowe pojazdy sa ciasne i na długą trase ja sue nie skusze

      Usuń
  9. Też tam byliśmy w zeszłym roku , i też tą linią autobusową ---bardzo nam się podobało !

    OdpowiedzUsuń
  10. ostatnio mniej sie mowi o kaziukach a szkoda
    tradycja i kultura jest bezcenna

    OdpowiedzUsuń
  11. podobno bajecznie jest w niedziele palmowa?

    OdpowiedzUsuń

TOP