10.4.15

Czy warto pisać artykuły za darmo?

 

Ponad miesiąc temu otrzymałam maila od miłej Pani, z propozycją napisania artykułu o podróżach dla nowego, ogólnopolskiego, bezpłatnego magazynu, dystrybuowanego w salonach Spa, kawiarniach itd. Zazwyczaj nie zgadzam się na pisanie tekstów komercyjnych bez wynagrodzenia, ale owa Pani wydała mi się serdeczna, pełna pasji, z dużą wiarą w magazyn, który dopiero się rozkręca. Uznałam, że każda ze stron na tym zyska: oni materiał do kolejnego numeru, a ja do ręki gazetę, którą będę mogła dać w formie niespodzianki moim Dziadkom. Artykuł miał się znaleźć w gazecie i na stronie www magazynu.

Pamiętając różne przygody z lat minionych, na piśmie zadałam dwa pytania - czy będę mogła zatwierdzić ostateczną wersję tekstu i czy mogę liczyć na egzemplarze dla rodziny. Dostałam pisemne zapewnie, że oczywiście tak. 11 marca wysłałam tekst i zdjęcia (kilkanaście, z dopiskiem, żeby coś wybrali), dostałam podziękowanie, czekałam na autoryzację, ale zapadła cisza.

Z ciekawości weszłam dwa dni temu na stronę i ku mojemu zaskoczeniu odkryłam, że artykuł pojawił się już dość dawno temu. Poprosiłam, w lekkich nerwach, o wyjaśnienie, bo wyszło z tego ponad 15 stron i wykorzystano wszystkie przesłane zdjęcia.

Dowiedziałam się, że o layoutcie zadecydował redaktor naczelny, bo nie było żadnych zmian w treści. Nie byłam zachwycona oprawą wizualną, ale trudno. Spytałam, kiedy otrzymam obiecane egzemplarze. "Nawiązując do egzemplarzy. Oczywiście, zostaną do Pani wysłane. Naturalnie :)"

Zapytałam, gdzie mogę ten magazyn znaleźć - konkretnie, z adresami. Redaktor naczelny napisał, że niestety nie może mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ on sam nie wie, gdzie go szukać :)

Upewnił się też, czy jestem świadoma, że powinnam być wdzięczna, że dostałam 15 stron reklamy "mojej skromnej osoby" i że jestem "tylko autorem", więc nie mam prawa wiedzieć jakimi regułami rządzi się rynek wydawniczy. Być może nie wiem, ale jak ktoś mi coś obiecuje, to sprawa jest jasna. Ręce mi jednak opadły, gdy jako odpowiedź na moje pytanie o egzemplarze naczelny odpowiedział: "Zdecydowałem, że nie będziemy wysyłać magazynu do autorów tekstu, to niekorzystne finansowo"

Naczelny zasugerował, że mogę pobiegać sobie po dworcach, fryzjerach, itd. (ale wciąż on nie ma pojęcia, gdzie w ogóle dystrybucja się odbywa), to może uda misię znaleźć, a jeśli nie, to nie ma problemu, bo... dziewczyny wyślą mi ten artykuł mailem, w pdf.


Jak mam być szczera, zatkało mnie. Nie zależy mi na rozgłosie, o czym zresztą doskonale wiecie. Piszę, bo sprawia mi to radość i czasem z tego tytułu spotykają mnie jakieś drobne przyjemności. Tekst został zdjęty ze strony, nie wyraziłam chęci dalszego promowania "mojej skromnej osoby". Nie chodzi nawet o sam artykuł, a o formę rozmowy ze mną i odmówienie przekazania mi gazety. Bardzo nie lubię jak ktoś robi ze mnie idiotkę. Nie lubię też biznesów budowanych w ten sposób. Jestem zresztą pewna, że papierowa wersja tej gazety w ogóle nie istnieje i to była wielka ściema.

Po co o tym piszę?

Wiem, że powinnam mieć umowę i nie zgodzić się na pisanie bez wynagrodzenia. Przez ostatnich 5 lat podobnych propozycji dostałam dziesiątki. Odmawiałam, gdy była to działalność komercyjna. Piszę ku przestrodze, gdyż wielu z Was prowadzi blogi, jesteśmy tylko ludźmi i można na nas wpłynąć wysoką kulturą osobistą, przyjaznym językiem, obietnicami bez pokrycia. Każdy z nas może naiwnie  pomyśleć, że fajnie zobaczyć swój artykuł w gazecie i się zgodzić na taką współpracę. Czy warto? Rozmawiałam o tym z kilkoma osobami i miały niestety na swoim koncie podobne doświadczenia.

W piątek koleżanka powiedziała "Aga, na kursach i szkoleniach zawsze mi mówią, że niestety nikt nie szanuje pracy, którą wykonujemy za darmo". No chyba, że to wolontariat w słusznej sprawie.

Apeluję zatem:  Szanujmy siebie, swój czas i swoją pracę! Nie bądźmy jeleniami, których szukają.

36 komentarzy:

  1. Agnieszka,
    To jakaś koszmarna pomyłka i nieporozumienie. Po pierwsze za każde użyte zdjęcie powinni Ci zapłacić. Powinnaś z tym wydawnictwem podpisać umowę licencji na określone pola eksploatacji i okres czasu. Takich rzeczy nie robi się za darmo. Nawet na stocku za byle jaki zdjęcie trzeba zapłacić kilkadziesiąt złotych!
    Po drugie powinnaś otrzymać honorarium stosowne do tematyki i objętości tekstu.
    Według mnie niestety takie rzeczy wychodzą jak nie masz umowy w ręku i robisz coś po dobroci. Taka jest smutna prawda. Nie ma co liczyć na ludzką uczciwość. Jest praca, to i jest wynagrodzenie wypłacane na podstawie umowy.

    Serdeczności
    E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutna prawda jest taka, że ja jestem głupia :) Bo wierzę ludziom, bo wierzę w fajne projekty i jestem w stanie komuś pomóc, gdy zaczyna, coś rozkręca. Zrobili z moich materiałów artykuł na 15 stron, z użyciem wszystkich zdjęć które im wybrałam (myślałam, że artykuł będzie miał 3 strony i kilka zdjęć do nich) i jeszcze słyszę, że to JA mam być im wdzięczna. Na szczęście, uczę się na własnych błedach.

      Usuń
    2. No ale przeciez jest umowa ustna (mailowa). Tylko ze co z tego? Bedziesz sie po sadach z nimi ciagac? Gdyby nie zaplacili honorarium, moglabys tego wymagac, a tak, czego wymagac? Przyzwoitosci? Rozumu? Uczciwosci? SZukaj wiatru w polu...

      Usuń
    3. No niestety, nie rob komus dobrze, to nie bedzie ci zle...
      A jesli chodzi o dziadkow, zrob moze skonstruowalabys dla nich ksiazeczke z najlepszymi tekstami? Wydrukowac na grubym papierze, ladnie pozpinac, zdjecia moze wydrukowac porzadnie i powklejac? Troche roboty jest (ale nie wiecej niz pisanie takiego artykulu), a radocha bedzie?

      Usuń
    4. Dziadkom zaniosłam laptopa i pokazałam na żywo w końcu :)

      Usuń
  2. Hieny czyhają wszędzie... Jeszcze będą na studiach dziennikarskich spotkałam się z darmową ofertą pracy: napisz, napracuj się, a w nagrodę będziesz dumna, że ktoś zechciał to opublikować.
    Nie daj się więcej Agnieszko, unikaj jak możesz.... najpierw umowa, potem praca, a potem kasa.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale Cie zrobili... Przykro sie takie rzeczy czyta, tym bardziej ze tyle stron to nie jest jakieś tam kilka słów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do głowy mi nie przyszło, że będzie aż tak długi. Spodziewam się max 5-6stron z takiej ilości tekstu

      Usuń
  4. Beznadziejna historia...
    Ludzie to maja tupet, nie wiem ile by ich kosztowalo wyslanie ci nawet 5 egzemplarzy, ale pewnie niewiele. Nie warto wspolpracowac z takimi osobami...

    OdpowiedzUsuń
  5. Skur...........ele.
    Nic dodać nic ująć. "Chytra baba z Radomia" po raz kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nieprzyjemna sytuacja, przerażający jest taki brak szacunku dla pracy drugiego człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przykre :|. Zdecydowanie nic takiego nie powinno się wydarzyć.

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajnie, że piszesz o tym, bo rzeczywiście jest to jakieś ostrzeżenie.
    ("Redaktor naczelny napisał, że niestety nie może mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ on sam nie wie, gdzie go szukać :)") - no cóż jaki "redaktor" taka jakość !
    Swoją drogą to zwykłe oszustwo, które należałoby ścigać z urzędu. Nie chodzi tu o niewysłane bezpłatne egz. (choć to też narusza umowę), a o bezprawną publikację nieautoryzowanych materiałów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście "redaktor z wieloletnim doświadczeniem" uważa że ja i prawnik nie mamy racji, bo wyrażając chęć współpracy z nimi i wysyłając materiały wyraziłam zgodę na wszystko co się stało później (pomimo ustaleń o autoryzacji)

      Usuń
  9. AGA szczerze podziwiam wysoki poziom kultury i spokój którym okrasilas ten wpis bo mi na usta cisną się wyłącznie przekleństwa!!! Jak można być takim dziadem?? Żenada!

    OdpowiedzUsuń
  10. Porażka. Mam wrażenie, że wielu takich cwaniaków tkwi w przekonaniu, że blogerka to taka głupsza odmiana człowieka i można się z nią obchodzić byle jak. Ale pamiętajmy, że wszystko wraca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne słowa "Porażka. Mam wrażenie, że wielu takich cwaniaków tkwi w przekonaniu, że blogerka to taka głupsza odmiana człowieka i można się z nią obchodzić byle jak. " :)

      Usuń
  11. Przerażające jest to, że niektórzy (a szczególnie osoby, które uważają się za redaktorów, dziennikarzy itp.) nie ogarniają, ile czasu potrzeba na stworzenie artykułu, wybranie i obróbkę zdjęć itp.! Ja od dłuższego czasu nie bawię się już kompletnie w tego typu współprace. Uważam zwyczajnie, że szkoda czasu...

    OdpowiedzUsuń
  12. Najdziwniejsze ze tych egzemplarzy autorskich tez pożałowali!

    OdpowiedzUsuń
  13. Obrzydliwość, która powinna być napiętnowana i nagłośniona. Sugeruję kontakt z mediami, z UOKiK i najlepiej prawnikiem. Mailowo została zawarta umowa, z której się nie wywiązano, zachodzi podejrzenie wyłudzenia dla uzyskania korzyści majątkowych. I jeszcze podejście "powinna być Pani nam wdzięczna" - straszne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykre, szczególnie że nie rozmawiamy o wielkich pieniądzach a o kilku numerach gazety..

      Usuń
  14. Strasznie żenująca historia, naprawdę tak jak piszą wszyscy powyżej - ręce opadają

    OdpowiedzUsuń
  15. Niestety nasze zaufanie coraz częściej jest wystawiane na próbę, a potem się wszyscy dziwią, że ludzie sobie nie ufają. Ja miałam w pewnym stopniu podobną sytuację z HRS. Przemiła Pani wysyłała do mnie maila z prośbą, abym wzięła udział w konkursie"Bitwa Narodów". Konkurs polegał na zachęceniu odwiedzenia wybranego miasta w Europie. Oczywiście Polak wybierał miasto z Polski i każdy Europejczyk ze swojego kraju. Można było wygrać wycieczkę dla dwóch osób. Tak mnie MIŁA PANI namawiała, że w końcu napisałam. Umieściłam tekst na blogu i wysłałam do Pani. Od tej pory maile przestały przychodzić. Po trzech tygodniach odezwałam się sama z pytaniem, czy coś więcej może mi napisać, gdzie mogę śledzić ten konkurs i od tej pory nic. Cisza jak po śmierci organisty;) a minęło już prawie 10 miesięcy. Naciągacze i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  16. Dobrze, że opisałaś swoja przygodę, będzie ku przestrodze. Bardzo mi Ciebie żal, mogli Ci chociaż jeden egzemplarz pisma przesłać... szkoda gadać, potraktowali Cię okropnie, ale dostałaś taka lekcję, że więcej mam nadzieję, nikomu nie zaufasz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie czy ta gazeta w ogóle istnieje, skoro aż tak migają się od wysyłki...

      Usuń
  17. Naprawdę jestem zdziwiona, tym bardziej, że wiemy, że nie należysz do głupich czy naiwnych! Szkoda czasu i nerwów na takich ludzi, mam nadzieję, że ich biznes długo nie pociągnie! Pozdrowienia, Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie życzę im źle. Życzę jedynie, by inaczej zaczęli traktować ludzi,

      Usuń
  18. Bardzo mądrze, że pisałaś wprost z pytaniami na maila, aby mieć jasne odpowiedzi. Ale jak sama widzisz teraz takie maile na nic się nie przydadzą. Nie mam doświadczenia jeśli chodzi o takie sprawy, ale na przyszłość na pewno poprosiłbym o symboliczną opłatę via Paypal lub coś w ten deseń....wystarczyłoby 5zł, aby uwiarygodnić tamtą osobę....Sądzę, że wiele osób zostało już przez nich oszukanych - tylko tak działają....Nielogiczne powinno już być, ze nie płacą za takie rzeczy, ale wysyłają w zamian podziękowania i kilka wydań: podliczmy to: wysyłka pocztą 5,40zł + upominek ~5zł + czas jaki trzeba poświęcić aby to zrobić....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż zrobić. Mogę mieć pretensje tylko do siebie za to, że wciąż ufam ludziom, niestety jednak coraz mniej.

      Usuń
  19. No niesamowite... Ta gazeta napisała też do mnie i ja też zrobiłam dla nich artykuł - oczywiście za darmo. Wysłałam - cisza. Po dwóch tygodniach zobaczyłam Twój artykuł na ich stronie i zapytałam czy w ogóle dostali ode mnie materiał i czy będzie opublikowany, tak jak obiecali. Dostałam odpowiedź że mają go, ale nie wiedzą kiedy i czy będą drukować bo "jest dużo chętnych do współpracy"... Szczerze to jak zobaczyłam Twój artykuł (i tych, którzy wcześniej dla nich pisali) to mi szczęka opadła bo był po prostu... brzydki :( Brzydko złożony, okropne fonty i grafiki, gdybym wiedziała że te artykuły będą miały taką paskudną oprawę to w życiu bym się nie zgodziła :( Dodatkowo od sprawy już mijają dwa miesiąca i nigdzie nie ma mojego materiału...
    Tak samo jak Ty, chciałam mieć jakąś publikację w gazecie, poświęciłam czas itd. Szczerze to nigdy dla nikogo (nawet znanej gazety) nie napiszę za darmo, jak małe pismo tak traktuje moją pracę to dziękuję bardzo :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aleksandra, może to i lepiej, że go nie opublikowali... Oszczędzisz sobie trochę nerwów, zupełnie bezsensowych i niepotrzebnych. Nie chcesz wiedzieć nawet, gdzie była moja szczęka, gdy zobaczyłam "mój" artykuł... Ciśnienie miałam takie, że aż mi w głowie zaczęło pulsować. Ważne jest w tym to, ze mamy jakąś nauczkę a przyszłość i jesteśmy bogatsze o wiedzę.

      Usuń

TOP