24.7.15

The M/S Christina, czyli błękitny rejs na Kastos i Kalamos

Gdy tylko zobaczyłam w Internecie łódkę M/S Christina wiedziałam, że chcę na niej usiąść i to najlepiej natychmiast. Piękna, stylowa, drewniana - robi ogromne wrażenie. Od razu napisałam maila z prośbą o informację, w jakie dni wypływa ona na rejs The Forgotten Islands. Odpowiedź przyszła szybko i udało nam się zarezerwować trzy miejsca. Dziś pokażę Wam relację z tego dnia.
Łódź wypływa z portu o 9.15, warto być jednak na miejscu znacznie wcześniej, by zająć dogodne miejsca. Pokład jest dość wąski, bo największą część zajmują miejsca do leżenia. Pamiętajcie, że prawie cały dzień spędza się na pełnym słońcu, należy się więc odpowiednio przygotować (kremy z filtrami, czapeczki, bluzki do narzucenia na siebie po kąpieli). Można na chwilę schować się pod pokładem, jest też niewielka zadaszona część dla rodzin z dziećmi (jest tam stół i ... kolorowanki).
Już po trzydziestu minutach rejsu, dopływając do groty Papanikolis na wyspie Meganisi czułam, że udar słoneczny jest blisko (a była to połowa czerwca). Turban z chusty okazał się niezbędny, podobnie jak ogromne ilości płynów. Kilka butelek miałyśmy ze sobą, na szczęście na pokładzie można kupić wodę z lodówki (0.5l / 0.50EUR), zimne cafe frappe (2.5EUR), lody i owocowe koktajle.
Przystanki na kąpiel są momentem, w którym człowiek czuje, że w końcu trafił do raju. Nie dość, że woda jest obłędnie czysta i turkusowa, to widoki dookoła zachwycające. Po około godzinie od wypłynięcia zatrzymaliśmy się przy malutkiej wyspie Formekula na poranne pływanie w morzu.
W czasie rejsu dostępny jest sprzęt do snurkowania, który można wypożyczyć bez dodatkowej opłaty.
Szczerze mówiąc myślałam, że będziemy tego dnia częściej schodzić na ląd. Okazało się, że będzie to możliwe tylko raz, na wyspie Kastos, w małej i urokliwej wiosce o tej samej nazwie.
Całą można przejść w ok. 35-40 minut, ale po kilku godzinach bujania się na falach i w słońcu marzyłyśmy wyłącznie o chłodnym wnętrzu jakiejś miłej kawiarni serwującej mrożoną kawę. 
    Wybrałyśmy klimatyczny bar zlokalizowany w starym wiatraku. Śliczne wnętrze i piękna okolica.
To jeden z wielu momentów tego wyjazdu zamknięty w sercu z adnotacją "Chwile Idealne".
Czas wolny minął szybko i trzeba było wracać na łódź. W czasie całej podróży Jane, żona kapitana i zarazem właściciela M/S Christina opowiadała nam mnóstwo ciekawych historii o mijanych miejscach.
W planach był również lunch, przygotowany w trakcie rejsu. Szczerze mówiąc nie liczyłam na nic wielkiego, zazwyczaj tego typu posiłki są skromne i byłam pozytywnie zaskoczona. Zaserwowano nam pulpeciki keftedakia, sałatkę z tuńczyka, ryż z warzywami, świeże warzywa, tzatziki, fetę, pyszny chleb, smaczne wino i napoje gazowane. Każdy mógł nakładać sobie to, na co miał ochotę.
 Poniżej: M/S Christina dumnie prezentująca się w malowniczym porcie w Kastos Village.
Upał był nieprawdopodobny, bryzy od morza niestety niewiele, więc kąpiele były jedynym wytchnieniem.
Wchodziłyśmy do wody, jakby ta była naszym drugim domem. Dookoła mnóstwo zieleni i małe rybki podpływające blisko z nadzieją, że załapią się na resztki chleba z lunchu. Uwielbiam wodę!
Na pokładzie było sporo dzieci, większą część rejsu spędzały pod daszkiem a w czasie przerw pływały z dorosłymi bez odrobiny lęku. Potem wracały do gier i kredek czekających na stoliku. Warto wiedzieć przed wypłynięciem, że w czasie rejsu nie ma postojów na plażach, do wody się schodzi bezpośrednio z łódki drabinką lub można zeskoczyć z pokładu. Osoby, które nie umieją pływać lub mają ograniczoną sprawność ruchową oraz małe dzieci mogą nie czuć się komfortowo. 
Miałam nadzieję na krótki spacer w jednej z niewielu wiosek na wyspie Kalamos, ale nie udało się.
   Szkoda. Przypuszczam, że mieliśmy już za mało czasu, bo niektóre kąpiele nieco się wydłużyły.
Zostało podziwianie z pokładu i robienie zdjęć. Takie uroki wczasów, nie da się zobaczyć wszystkiego.
Rejs był dobrze zorganizowany, obsługa sprawnie przemieszczała się po łódce i zawsze można było liczyć na ich pomoc. Nie zaskoczę Was pewnie jakoś szczególnie mówiąc, że wszyscy byli przemili, w sposób kompletnie nienarzucający się i bardzo naturalny. Za to będę kochała Lefkadę już zawsze.
Ostatnim przystankiem była prywatna wyspa Skorpios, będąca własnością rodziny Onassis. Ponieważ Athina Onassis nie może jej sprzedać (kwestie prawne), wynajęła ją za gigantyczne pieniądze rosyjskiemu miliarderowi. Dmitry Rybolovlev może korzystać z jej uroków przez... 99lat.
To był cudowny dzień i jeden z najpiękniejszych rejsów na jakich kiedykolwiek byłam. Kosztuje on 45EUR/1osobę. Tańszy był rejs Deep Blue, ale uważam, że w obydwóch przypadkach stosunek jakości (szczególnie trasy oraz jedzenia) do ceny jest w porządku.

17 komentarzy:

  1. Teraz ja chcę usiąść na tej łódce, już teraz! przepięknie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękne zdjęcia. Ten wszechobecny błękit... Twoja relacja jest tak sugestywna, że faktycznie chciało by się już zaraz natychmist znaleźć na tej łodzi i popłynąć w błękit;-)
    Pozdrawiam i życzę wspaniałego weekendu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pieknie, pieknie, cudnie!!!
    A jaki jest koszt takiego rejsu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 45EUR/1os z bufetem lunchowym. Deep Blue był tańszy (20EUR), ale uważam, że każdy miał dobry stosunek jakości do ceny
      http://cale-zycie-w-podrozy.blogspot.com/2015/06/deep-blue-czyli-rejs-do-najpieknieszych.html

      Usuń
    2. Calodzienny + lunch i tanie napoje - czemu nie! Szkoda tylko, ze nad lad nie pozchodziliscie. No ale za to mialas wiecej czas na i w wodzie :)

      Usuń
    3. Powiem Ci szczerze, że było tak gorąco, że i tak byśmy chyba nie miały siły chodzić. Nachodziłyśmy się na samej Lefkadzie, więc równowaga zachowana :)

      Usuń
  4. Ten błękit jest za piękny! Bo aż mnie boli, że w chwili obecnej siedzę w gorącym Wrocławiu i nie mam gdzie uciec :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale super sprawa! :) Wierzę, że byłaś zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam chorobę morską i nie mogę pływać łódkami, ale zdjęcia zachwycają!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniałe zdjęcia! Też ostatnio byłam na rejsie i relacje zdałam na blogu aczkolwiek był to rejs po jeziorze Er Hai w południowo-zachodnich Chinach;)

    OdpowiedzUsuń
  8. I nurkowanie, i rejs, i podziwianie pięknych widoków.
    No żyć, nie umierać! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytam post, oglądam Twoje zdjęcia z tym oszałamiającym błękitem a za oknem deszcz.
    Zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jejku jeju !!! Aż chce sie juz znowu gdzieś jechać jak patrzę na Twoje zdjecia !!! Jak klimatycznie, jest ładnie. Generalnie podoba mi sie wyglad Twoich kolazy, bardzo ciekawie wyglądają i przyciągają na dłużej oko. Zapraszam do mnie na bloga :-) opisuje wlasnie moja 1 wyprawę po Włoszech :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowna fotorelacja! :) Bardzo fajny blog, dodaje do ulubionych i będę tu zaglądać! Zapraszam do siebie, też mam kilka fajnych podróży na swoim koncie! http://italian-dreamsss.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń

TOP