31.7.15

Sentymentalny spacer po Starych Bielanach

Tydzień temu obejrzałam film "Magic Mike XXL". Kompletnie mi się nie podobał, ale rozbawiła mnie jedna scena, w której jako tło muzyczne wykorzystano utwór Backstreet Boys "I want it that way". Po co o tym mówię? Bo właśnie wtedy, w ciemnej sali poczułam, że w końcu ten post musi się pojawić. Z tą piosenką związane są mocno moje nastoletnie wspomnienia. I poniekąd o tym dziś napiszę. O mojej młodości na cudownych, warszawskich Bielanach.
Za dwa miesiące skończę 30 lat. Nie wiem kiedy to się stało! Moje dotychczasowe życie dzielę tak naprawdę na dwa etapy: pierwszych piętnaście lat kojarzących mi się ze Starymi Bielanami oraz na wszystko, co było później. Robię się ostatnio sentymentalna i często wracam w tamte okolice. Nie mam na szczęście daleko, a dzielnica staje się coraz ciekawsza i jeszcze piękniejsza niż dotychczas. Za każdym razem odkrywam jakieś nowe miejsce (np. Roślina Cafe czy centrum kultury Dzika Historia).
Tyle wspomnień! Trochę mnie to dziwi, ale ze szkoły podstawowej pamiętam o wiele więcej niż z liceum. Dorastałam w latach 90-tych, które były genialne. Nie mieliśmy komputerów, a dopiero w ósmej klasie pojedyncze dzieciaki dostały od rodziców telefony komórkowe. Całe dnie szaleliśmy na zewnątrz.
"Moje Bielany" to ulice: Jana Kasprowicza, Bolesława Podczaszyńskiego, Marii Jasnorzewskiej, Efraima Schroegera, Hajoty, Lisowska, Antoniego Fontany, Aleja Zjednoczenia, Plac Konfederacji, Lipińska, Płatnicza, Kleczewska, Barcicka, Cegłowska. Znałam ich każde podwórko i każdy zaułek. W kościele Św. Zygmunta przystępowałam do I Komunii Świętej i bywałam często w kolejnych latach przy okazji organizacji wyjazdów na Ekumeniczne Spotkania Młodych o których kiedyś pisałam na blogu.
Kiedy myślę o sobie jako nastolatce i wspominam jak spędzałyśmy z koleżankami czas, wydaje mi się, że minęła cała epoka. Spotykałyśmy się w mieszkaniach pod nieobecność rodziców, by tańczyć układy zespołu TLC (byłam w tym tragiczna, za to wygrywałam mistrzostwa w grze w gumę oraz skakaniu na skakance), grałyśmy w koszykówkę, udawałyśmy Czarodziejki z Księżyca i szukałyśmy Wojowniczych Żółwi Ninja w studzienkach ściekowych. Brzmi trochę strasznie, a to nie koniec ;)
Bawiłyśmy się w Kapitana Planetę, czytałyśmy ukradkiem BRAVO a po lekcjach chodziłyśmy na bazar na ulicy Władysława Broniewskiego, gdzie można było kupić jego niemieckie wydania, w których zawsze było mnóstwo fajnych gadżetów związanych z naszymi idolami. Gusta muzyczne? W połowie szkoły podstawowej zakochałam się w The Kelly Family. Zbierałam kasety, wycinki z  gazet, spotykałam się z innymi fanami pod Empikiem na Marszałkowskiej. Tata kupił mi bilet na ich koncert. Gdy został odwołany, z rozpaczy weszłam do szafy i Mama nie mogła mnie znaleźć. Dla wielu są symbolem obciachu, ale ja się nie wstydzę. Dzięki nim zaczęłam uczyć się języka angielskiego i zapragnęłam pojechać do Irlandii po tym jak dostałam kasetę video "Crossroads". Można sobie kpić, ale jednak porywali tłumy, wywoływali emocje i byli pewnym fenomenem. Co ciekawe - nigdy nie podobali mi się mężczyźni z długimi włosami. Dzisiaj już nie zdarza się puszczać ich płyt, ale jeśli gdzieś usłyszę jakąś piosenkę to cieplej mi się robi na sercu.
W kolejnych latach rynkiem muzycznym zaczęły rządzić boysbandy. Nie pozostałam obojętna na urok pięciu chłopaków wyginających się w sztucznym deszczu (mam na myśli Backstreet Boys i ich "Quit playing games" jak się zapewne domyślacie). Jedna z koleżanek twierdziła, że zna Nicka Cartera a ja nie miałam powodów, aby nie wierzyć. Nawet to, że pisał do niej w języku polskim nie wydawało mi się dziwne. Zresztą i tak wolałam Briana Littrella. Tu przyznam się do słabości - gdy robi mi się smutno to odpalam sobie ich hity, a " I want it that Way" mam od czterech lat ustawione jako pierwszy budzik, bo wprawia mnie w dobry nastrój (pozdrowienia dla Justyny, która codziennie na Lefkadzie musiała tego słuchać! :) ). W telewizji królowały stacje MTV i VIVA, a dyskotekami na szkolnym korytarzu zawładnęły Mr. President, Fun Factory, La Bouche, Squeezer i Dj Bobo. Eurodance pełną gębą. To było coś!
Zimowymi popołudniami leżałyśmy na kanapach z miskami pełnymi popcornu oglądając seriale "Słoneczny patrol", "Przyjaciele", "Beverly Hills 90210", "Jezioro Marzeń" a czasami pisałyśmy własne scenariusze. Już wtedy zaczęłam interesować się filmami i kupowałam magazyn KINO. Ta miłość zaczęła się oczywiście od pierwszej wizyty w kinie na filmie "Titanic" i zachwytu nad urodą   Leonardo DiCaprio (do dziś zresztą bardzo go lubię, chociaż kompletnie mi się nie podoba).
Zbierałyśmy karteczki z notesików i segregatorów, a jakże! Miałam największą kolekcję ze wszystkich z wizerunkami postaci z Króla Lwa. Z wypiekami na twarzy wypełniałyśmy "Złote Myśli" kolegów i koleżanek, podglądając odpowiedzi innych. Niedawno zobaczyłam w sklepie zeszyt z tego typu pytaniami i się trochę wzruszyłam, ale wątpię, by w dobie Facebooka miało to jakiekolwiek zastosowanie. Pisałam też pamiętniki. Z tamtych czasów miałam zapisane trzy, baaaaardzo grube i jednym z największych błędów dorosłości było wyrzucenie ich na śmietnik.
Ze smutkiem patrzę na puste warszawskie podwórka. Przecież my praktycznie nie bywaliśmy w domu! Udawało się spotkać i umówić używając telefonu stacjonarnego albo karteczek rzucanych w czasie lekcji. Latem biegaliśmy do zmroku i na szczęście żadnemu dziecku krzywda się nie stała.
Z tamtymi czasami kojarzy mi się to, że nikt nie przejmował się tym, w co jest ubrany. Gdy patrzę na nasze klasowe zdjęcia, uśmiecham się od ucha do ucha. Na jednym mam błyszczące legginsy w kolorze fioletowym, w kolorowe geometryczne wzory a do nich czerwoną bluzę w jabłka i banany. Nie żyło się na pokaz, nikt nie śmiał się z biedniej ubranych rówieśników czy zniszczonych butów.
Skończyłam Szkołę Podstawową Nr 133 im. Stefana Czarnieckiego na ulicy Antoniego Fontany 3. W sąsiedztwie znajduje się Dom Dziecka im. Maryny Falskiej, mieszkało w nim mnóstwo moich znajomych z klasy. Mieliśmy fajnych nauczycieli, którzy zachęcali nas do dzielenia się z dziećmi, a przede wszystkim uczyli empatii. Wstrząsnęło mną niedawne samobójstwo Dominika z Bieżunia oraz późniejsza fala agresji w Internecie. Może idealizuję dawne czasy, ale dzieciaki były bardzo różne, zdarzały się jakieś małe złośliwości czy docinki, ale coś takiego nie mieści mi się w głowie.
Byliśmy szczęśliwym, ostatnim rocznikiem idącym starym trybem nauczania, czyli przyzwoite 8 lat w jednej szkole, z tymi samymi ludźmi. Razem dorastaliśmy i zmienialiśmy się. Zupełnie nie wyobrażam sobie zostać zabrana z tego środowiska po 6 latach, w najgorszym możliwym wieku.
Na wagary raczej nie chodziliśmy. Zdarzyło się to może kilka razy, w piękne, letnie dni. Szliśmy wówczas do Ogrodu Jordanowskiego przy ulicy Cegłowskiej, gdzie rozmawialiśmy o wszystkim i niczym. Byłam dosyć grzeczną dziewczynką, którą jednak rozpierała energia.
O ile gusta muzyczne zmieniały mi się szybko i zazwyczaj moi idole z ekranu byli blondynami, o tyle zupełnie poważnie zakochałam się w koledze, który był brunetem. Podobno również był mną zainteresowany, ale opowiadał o tym głównie kolegom, nie mnie. Nieśmiało kręciliśmy się dookoła siebie dłuższy czas, więc duże nadzieje pokładałam w balu ósmych klas. Zakończył się on jednak złamanym sercem. Finałowa piosenka, w głośnikach Nana "Lonely", a mnie do tańca porwał inny kolega, którego uczucia względem mojej osoby nie były dla nikogo tajemnicą. Niestety nie były odwzajemnione. Płakałam w jego ramionach, gdy Ten Drugi tańczył z moją przyjaciółką... Takie pierwsze życiowe dramaty, które wówczas wydawały mi się absolutnym Końcem Świata.
Bardzo żałuję, że już tam nie mieszkam. Wyprowadziłyśmy się z Mamą pod koniec szkoły podstawowej. Nie chciałam! Kochałam to miejsce, pomimo, że w pokojach było ciemno a zimą woda zamarzała w butelkach. Myślę, że nadejdzie dzień, gdy sprzedam mieszkanie, spakuję walizki i wrócę na Bielany. Niestety dzielnica, podobnie jak kiedyś Żoliborz, staje się teraz modna a ceny nieruchomości idą do góry. Najbardziej chciałabym zamieszkać na jednej z ostatnich ulic w Warszawie przy których wciąż stoją latarnie gazowe, ale to raczej nierealne marzenie. Chyba, że w końcu zacznę grać w Totolotka i uda mi się trafić szóstkę.
Na zdjęciu poniżej - mój stary blok i sklepy po drugiej stronie ul. Kasprowicza, ku mojemu ciągłemu zaskoczeniu wciąż te same. Obuwniczy, spożywczy i mały papierniczy, w którym kupowałam notesy, naklejki i prezenty urodzinowe dla przyjaciół. Miał być spacer po Bielanach, a wyszło... grzebanie w przeszłości. Myślałam o tym ostatnio i powiem Wam, że cieszę się, że dorastałam wtedy a nie teraz.
Poznałam smak wolności, trzepak był moim drugim domem, dzieciaki jadły słodycze i popijały je za słodką oranżadą w szklanej butelce. Jedynym sprzętem jaki miałam na własność był walkman, na którym słuchałam piosenek nagranych z radiowej listy przebojów. Nie było konkurowania kto ma więcej, bo wszyscy mieliśmy tyle samo, czyli niewiele. Nauczyciele mieli autorytet, dzieci się szanowały. Zamiast siedzieć przed komputerami, byliśmy w ciągłym ruchu, działo się setki rzeczy na godzinę. Może miałam szczęście, ale nie pamiętam przemocy, alkoholowego zamroczenia czy głupich pomysłów. Tych 15 lat temu byliśmy fajnymi, młodymi ludźmi, z głowami pełnymi marzeń.
Potem nasze drogi się rozeszły. Nie było spotkań po latach, zlotów klasowych. Czy bym chciała? Nie wiem, nie myślę o tym. Wszystko ma swój czas i miejsce, a później trzeba iść dalej. Za chwilę zacznie się następny etap. Kolejnych 15 lat. Ciekawe jakie będą i co będę mogła o nich napisać?

       Z czym kojarzą Wam się pierwsze lata Waszego życia? Kiedy i gdzie dorastaliście? :)

17 komentarzy:

  1. Aaaaa o matko Agnieszka padłam - Kelly Family :))) Ja teeeeż! :D :D I nawet pod Empikiem byłam kiedyś :) (Super sentymentalny wpis! Ale pamiętaj - najlepsze wciąż przed Tobą! Buziaki! )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha no widzisz, może nawet się pod tym Empikiem minęłyśmy :D

      Usuń
  2. A ja z kolei byłam jednym z pierwszych roczników, na którym eksperymentowano podziały na 6+3... Na szczęście gimnazjum i podstawówka były w jednym budynku, więc po pierwszej klasie gimnazjum ok.30% dzieciaków przepisywało się z klasy do klasy, by być ze starymi znajomymi :D Ale pierwszą komórkę też dostałam dopiero w liceum i w sumie wiele rzeczy wspominam podobnie ;) Tylko muzycznie wychowywałam się na Scorpionsach, Lady Pank i Perfect, sentyment też pozostał, ba, nawet do dzisiaj słucham!
    Na Bielanach mieszkałam przez rok studiów tylko, ale swoje "młodsze" lata spędziłam na moich lubelskim, tęczowym osiedlu (pisałam kiedyś o tym, dlaczego tęczowe: http://www.direction-sweden.blogspot.se/2015/04/weekend-in-my-rainbow-neighbourhood.html :D )
    A wczoraj odkryłam, że większość moich znajomych z tamtych lat już mężata i dzieciata... to się dopiero staro poczułam :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Hehehe ja o 10 lat wcześniej, na Warszawskim Bródnie:) wspomnienia podobne, mimo, że scenografia nieco inna:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fragmenty z szafą i listami od Nicka Cartera - hahahahahaa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, najlepsze! 'Z rozpaczy weszłam do szafy'

      Usuń
  5. Nie sądziłam, że między nami jest tylko rok różnicy (ja mam 29) :)
    Widzę, ze dorastałysmy w tych samych klimatach, mam na myśli Backstreet Boys, wyżej wymienione przez Ciebie seriale, karteczki, segregatory... Ach, to były czasy! :)))))
    Naprawdę super wraca sie do takich wspomnień! Dzięki :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wpis rewelacja uśmiech dookoła głowy!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś, podobnie jak ty wyrzuciłam pamiętnik pisany w czasach bardzo wczesnej młodości i do dziś tego odżałować nie mogę:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo lubię takie sentymentalne posty. Wiele Twoich wspomnień nakłada się z moimi. Uwielbiałam Backstreet boys (Nicka Cartera faworyzowałam;>), dzieciństwo spędziłam niemalże na ulicy - tak lubiłam spędzać czas na dworze ze znajomymi. Uwielbiałam też Spice girls, zdarzało mi się czytać Bravo, Popcorn czy Mega Star. Uwielbiałam plakaty ulubionych zespołów (wspomnianych powyżej zresztą). Na loda trzeba było sobie zapracować (obecnie z kolei za dużo jedzonka wokół). Czarodziejek z księżyca nigdy jakoś jednak nie lubiłam, nie mój klimat. Dzieciństwo miałam wspaniałe, ale gdybym miała cofnąć na kilka.godzin czas to wybrałabym okres 15-19 lat, pierwsze miłości, czas takiej nadziei jakiejś, wiary, że można góry przenosić, weekendy u siostry w mieszkaniu studenckim w Poznaniu, ale nawet komputer - niesamowity klimat gg, poznawanie nowych osób w ten sposób, zacieśnianie znajomości itd.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zycze Ci Agnieszko wygranej w Totka !
    Piekny post, polubilam Bielany, Hetnie bym sie zapisala na zajecia Hula !

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękny wpis, bardzo sentymentalny. A wiesz, że ja też bardziej pamiętam podstawówkę niż liceum...Może dlatego, że milej ją wspominam. Lady Pank, Perfect...ach wspomnienia...

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudny , sentymentalny wpis:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Warszawa miejscami jest naprawdę magiczna. :) Piękne wspomnienia, oby życie pisało kolejne niesamowite, klimatyczne historie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Doskonale wiem, o czym piszesz, bo moje dzieciństwo również przypadło na ten okres. Czytałam Bravo, Bravo Sport, Bravo Girl, Popcorn, Mega Star, słuchałam Spice Girls, Backstreet Boys, N'Sync, Kelly Family, uwielbiałam Słoneczny Patrol, Herkulesa, Xenę - Wojowniczką Księżniczkę, nie pogardziłam Żółwiami Ninja, Power Rangers... Miałam ogromną kolekcję kultowych karteczek i niemalże popłakałam się w kinie, kiedy ojciec Simby umarł. Pierwszą komórkę i komputer miałam dopiero w liceum. Za odkładane kieszonkowe nabyłam później pierwszą kasetę magnetofonową, a była to Nevermind Nirvany.
    I tak, jak piszesz - spędzało się mnóstwo czasu na podwórku, wymyślało swoje zabawy. Dzisiejsze dzieciaki są przyklejone do tabletów, komórek i laptopów. Taki znak czasu.

    Pozdrowienia ze słonecznej, ale wietrznej i kapryśnej Irlandii :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Z dzieciństwem często wiążą się piękne wspomnienia. U mnie, w niewielkiej miejscowości, królowały zabawy po sąsiedzku, wspólne budowanie baz w okolicznych laskach, skaknie w gumę, po prostu bieganie gdzie się da. Spokój, sielanka, beztroska....A dzisiaj: na ulicach pusto, w parkach pusto, na boiskach pusto, dzieciaki wpatrzone w smartfony i laptopy nie wylogowują się ani na chwilę, żeby pożyć i mieć wspomnienia....

    OdpowiedzUsuń
  15. Ślicznie i sentymentalnie opisane. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

TOP