21.10.15

Nowy Jork - luźne myśli po powrocie

Bilety do Nowego Jorku kupiłam w styczniu. Miał to być długo wyczekiwany prezent na 30-te urodziny. Aż trudno mi uwierzyć, że już po wszystkim! Tyle tygodni planowania, przygotowań, czytania przewodników, blogów, książek. Miałam zarys programu, wizję, ale też pewność, że w razie czego będę modyfikowała plany na bieżąco. Tak było. Nowy Jork okazał się po części taki, jakim go sobie wyobrażałam, ale bywał też całkiem inny niż obraz, który miałam w głowie po tak wielu obejrzanych zdjęciach i filmach. Dziś garść subiektywnych, pierwszych myśli z tego wyjazdu.


NOWY JORK - OCZEKIWANIA A RZECZYWISTOŚĆ


Zrobiłam błąd rozmawiając przed wyjazdem z wieloma osobami, które już w NYC były. Czemu? Bo leciałam przerażona! Ileż to ja się nasłuchałam! O strasznie wysokich cenach, o tym, że budżet nam nie pozwoli nic zjeść na mieście, bo byle posiłek w byle barze kosztuje 30$/1os, a poza tym jedzenie jest okropne, tłuste, niesmaczne. Ze względów zdrowotnych mam od niedawna duże ograniczenia w menu, chciałam przynajmniej 3 posiłki dziennie przygotowywać sama, a wiele osób mówiło, że w centrum nie ma sklepów, że będzie ciężko, bo jak są to małe, bardzo drogie, z podstawowym asortymentem. Metro drogie, tłoczne, super często jeździ, ale za to tak trudno się nim poruszać, bo tyle linii, bo każda jedzie w innym kierunku, bo źle oznakowane itd. Na pewno się zgubię, bo to takie w i e l k i e miasto, o ile w ogóle będę miała szansę się zgubić, gdyż mogą mnie zatrzymać na granicy, po tym, jak odczekam ze 2-3h w kolejce do miłego pana, który ma do mnie mnóstwo pytań i od którego zależy mój urlop. Jeśli się uda, to później spędzę 2h w metrze, by dojechać na Manhattan - to jedyna tania opcja, więc do hostelu dojadę skonana. A właśnie, hostel. Ten na pewno będzie słaby, brudny i nędzny, skoro kosztuje mniej niż 100$/pokój/noc i to tylko kilka kroków od Empire State Building a nie gdzieś nad Central Parkiem...


Po co ja tego słuchałam? Nie spałam całą noc poprzedzającą wyjazd, zupełnie niepotrzebnie. Lot z przesiadką w Londynie minął nam sprawnie, na lotnisku czekałyśmy 15 minut do okienka. Nie padło ani jedno pytanie, pan się na nas spojrzał i podstemplował paszporty życząc miłego pobytu. W 10 minut byłyśmy na przesiadkowej stacji Jamaica, skąd złapałyśmy pociąg na stację Penn Station. Trasa ma tylko 2 przystanki, więc jedzie ok. 20 min, a przejazd kosztował nas 1.7$ drożej niż długa podróż metrem. Po krótkim spacerze przyjemną i bezpieczną ulicą 42 byłyśmy w New York Budget Inn - jednym z najmilszych, najczystszych i najwygodniejszych hosteli w jakich kiedykolwiek spałam. Sklepy znalazłyśmy od razu, a wybór produktów ogromny. Bez problemu kupiłam płatki z niską zawartością cukru, naturalne jogurty, niesłodzone mleko migdałowe, świeże owoce, smaczne sery, a nawet dobrej jakości chleb z ziarnami. Ceny? Tanio nie jest, ale za jedzenie na śniadania i kolacje na 7 dni zapłaciłyśmy 70$ i to nie wybierając produktów najtańszych, a te o raczej dobrym składzie. W knajpach też jadłyśmy i to nie raz, ale o tym w jednym z kolejnych podpunktów. Komunikację ogarnęłam w jeden dzień, dwa lub trzy razy źle zeszłam do metra lub pomyliłam pociąg lokalny z ekspresowym, ale poza tym było w porządku. Nie zgubiłam się ani razu, bo umiem korzystać z mapy, zresztą Manhattan jest tak "logiczny", że w połowie pobytu nie była już ona potrzeba. Pierwszy raz leciałam poza Europę, może stąd te nerwy (szczególnie mając na uwadze naszą przygodę z kradzieżą dokumentów w Brukseli), ale okazało się, że Nowy Jork to miasto na każdą kieszeń, dla każdego, a przy tym pełne życzliwych, pomocnych ludzi, którzy nie okazują zniecierpliwienia. MetroCard na 7 dni kosztuje 32$ i zwraca się dość szybko, jeśli ktoś chce zobaczyć bardzo dużo. Nam też się zwróciło, ale dopiero 4 dnia, bo chodziłyśmy ponad 20km dziennie, a dojeżdżałyśmy tylko do bardziej odległych od siebie dzielnic miasta (dodam, że jeden przejazd kosztuje 2.75$).


JEDZENIE W NOWYM JORKU


Jeśli liczycie na rady jak najeść się tanio, to niestety Was rozczaruję. Czasy, gdy mogłam zabić głód bułką z bananem, drożdżówką lub makaronem minęły bezpowrotnie. Powiem tylko, że według mnie można przeżyć na każdym budżecie, chociaż nie będzie on nigdy super niski. Jest dużo knajp z pizzą kosztującą 0.99$ za kawałek, można jeść tanie bajgle, precle, hot dogi, falafela (1.5-4$). Są też liczne sklepy, gdzie można zrobić zakupy i przygotować coś na własną rękę. Ja założyłam, że 3 posiłki z 5 chcę mieć przygotowane przez siebie, zgodnie z wytycznymi a 2 razy dziennie pozwolę sobie na jakieś szaleństwo. Zależy mi bardzo na jakości jedzenia, więc przyjęłyśmy budżet ze średniej półki, tj. około 90$ dziennie na 2 osoby (wliczając zakupy w sklepach oraz posiłki "na mieście"). Wiem, że teraz będę wydawała na jedzenie więcej, także jednocześnie będę musiała ograniczyć ilość wyjazdów. Skoro miałam "grzeszyć" i jeść rzeczy, których nie mogę, to uznałam, że wykorzystam sprawdzone przez kogoś adresy. Ponieważ ufam gustowi Uli z The Adamant Wanderer, wybrałam kilka miejsc z jej Subiektywnego przewodnika po NYC m.in. Clinton St. Baking Company, Cafe Mogador, Pizzę Motorino, Mamoun's Falafel, Juice Press, Cafe Habana, Taim, The Lobster Place w Chelsea Market. Byłyśmy bardzo zadowolone za każdym razem. Odwiedzałyśmy też znaną nam z Polski Aroma Espresso Bar z rewelacyjnymi sałatami oraz nasze włoskie odkrycie, ale o tym później. Bez problemu mieściłyśmy się w tym budżecie każdego dnia, wiele dań brałyśmy na pół, bo porcje są duże. Ceny? Kawa z mlekiem 2.5-4$, herbata 2-3$, świeży sok z pomarańczy 5-6$, smoothie 350ml ok. 8$, bajgle suche 1.5$, z dodatkami 5-7$ (jadłyśmy boski z tuńczykiem i selerem naciowym), falafel 3.5-7$, dania w powyższych knajpach 12-20$, ale spokojnie najadałyśmy się jedną porcją we dwie. Wiele osób straszyło mnie, że jedzenie w NYC jest tłuste / paskudne / słodkie / słone / ciężkie. Nie wiem gdzie oni jedli, ale my zupełnie nie miałyśmy takich odczuć.


ULUBIONE MIEJSCA W NOWYM JORKU

Zakochałam się w dzielnicach Greenwich Village z okolicami Washington Square Park oraz w East VillageGdybym miała więcej czasu to bym się włóczyła po nich bez końca, odkrywając każdy zakątek. Na Bleeker Street trafiłyśmy na cudowne miejsce - Pasticceria Rocco to rodzinna, włoska kawiarnia z długą historią. Od pierwszej minuty wiedziałyśmy, że będziemy tam wracać. Włoska kawa, domowe wypieki, pyszne serniki, a także śniadania i lunche w kameralnej atmosferze. Skromne wnętrze, serdeczna obsługa, mało turystów. Takie klimaty wręcz uwielbiam i pamiętam z każdej podróży do Włoch. Byłyśmy tam kilka razy i wróciłabym znowu.



NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIA NOWEGO JORKU


Zdecydowanie dzielnice Little Italy i Chinatown. Komercyjne, głośne, brudne i kompletnie nie w moim guście dzielnice.



WIELKIE ZASKOCZENIE


Południowy Williamsburg, dzielnica zamieszkana przez ortodoksyjnych Żydów. Nie spodziewałam się, że ten krótki spacer zrobi na mnie tak duże wrażenie. Inny świat, jakbym była na planie filmu. Czas się zatrzymał. Cisza, brak reklam, żadnych bodźców z zewnątrz. Dzieci nie płaczą, psy nie szczekają. Kobiety w skromnych ubraniach robią zakupy spożywcze lub pchają wózki, mężczyźni w tradycyjnych strojach przemykają szybko po pustych ulicach, nagle znikając za rogiem. Nie miałam odwagi robić zdjęć, nie wiem dlaczego. Wiele osób mówiło, że nie czuli się mile widziani. Ja natomiast czułam się tam niewidzialna. Brak kontaktu wzrokowego, skupienie i powaga na twarzach, zamyślenie. Są blisko, ale myślami daleko, nie dostrzegając nic z otoczenia.


NIEDOSYT


Za mało czasu! Myślę, że mając do dyspozycji 10 pełnych dni, byłabym w pełni zadowolona, bo zabrakło mi godzin na zgłębianie Brooklynu, na odwiedzenie któregokolwiek muzeum, leniwy odpoczynek w parkach, siedzenie na ławce i obserwowanie ludzi. Nie śpieszyłyśmy się, przez co świadomie zobaczyłyśmy mniej. W czasie mojego wyjazdu odbyła się premiera książki "Humans of New York: Stories". Uwielbiam ten projekt! Książkę kupiłam, ale przegapiłam informację, że w księgarni na Union Square odbyło się spotkanie z autorem.



LUŹNE MYŚLI 


  •   Mam wrażenie, że większość Nowojorczyków ma psy i prześcigają się, kto ma ładniejszego,
  •   Duża kawa, którą widziałam co rano w co drugiej dłoni ma chyba pojemność ponad 500ml,
  •   Widziałam na ulicach dużo ludzkiej życzliwości i łagodności, co było szalenie miłą odmianą,
  •   W większości sklepów i knajpek leci tak głośna muzyka, że można ogłuchnąć,
  •   Nie rozumiem, czemu tak wiele osób nie rozumie dlaczego nie ciekawi nas Statua Wolności?

        
  • Wielka różnorodność tego miasta, w każdym niemalże aspekcie, zachwyciła mnie totalnie,
  • Dawno nie widziałam w jednym miejscu tak wielu nieprawdopodobnie pięknych ludzi,
  • Pulsującą energię Nowego Jorku czuć na każdym kroku i jest naprawdę niesamowita!
  • Miałam większe problemy ze zrozumieniem angielskiego niż w UK co mnie zmartwiło.

38 komentarzy:

  1. Agnieszko,
    Bardzo ciekawe spostrzeżenia po wyjeździe. Sama też od kilku lat zastanawiam się nad takim wypadek, ale póki co jakoś do Ameryki mnie tak bardzo nie ciągnie jak do Azji.
    W każdym razie czekam na więcej wpisów z wyjazdu!

    Serdeczności
    E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie jakoś Azja nie ciągnie w ogóle, więc z przyjemnością czytam o niej także u Ciebie!

      Usuń
  2. Mnie przerażałaby długość lotu ;), cieszę się, że przywiozłaś tyle miłych spostrzeżeń i pokazałaś NY w pozytywnych i zielonych barwach ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też przerażała, dlatego wybrałam lot z przesiadką. Do Londynu zleciało szybko, potem 7h do Nowego Jorku minęło naprawdę w porządku. Jak latałam czarterami na Wyspy Kanaryjskie (5-5.5h) to nie mogłam wysiedzieć, ale tu jednak są inne samoloty. 66 rzędów, szersze korytarze, można połazić, postać, są ekrany, więc oglądasz filmy i czas leci.

      Usuń
  3. Dużo psiaków jest? To coś dla nas :) Kolejny argument za wycieczką, która od dawna jest moim marzeniem. Czekam na kolejne spotkanie, żeby posłuchać na własne uszy nowojorskich opowieści! Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duuużo i są w każdym parku takie zamknięte place zabaw dla psów, szaleją one tam że hoho :)

      Usuń
  4. Patrząc na ceny, mam wrażenie, że Warszawa jest droższa :) szczególnie w hipsterskich bajglach, gofrach itp. Spędziłam w Stanach rok. Mogę go podsumować, że nauczyłam się tam uśmiechać. Życzliwość obcych ludzi - do siebie w supermarkecie, w szkole, na ulicy, w sklepie - jest wszechobecna. Oczywiście, zdarzają się wyjątki, ale takie ogólne wyniosłam wrażenie z kraju.
    Super tekst. Mnie marzy się powrót do Nowego Jorku - bo nic z niego z mojej podróży, która odbyła się 20 lat temu nie pamiętam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że wyjątki są zawsze, ale ogólnie kultura naprawdę wysoka.

      Usuń
    2. To trochę załamujące, bo w Polsce jest odwrotnie, coraz więcej chamstwa na każdym kroku.

      Usuń
    3. No niestety, coraz więcej pyskowania i złośliwości obserwuję w tak zwykłych sytuacjach jak kolejka w sklepie czy komunikacja miejska, że aż smutek bierze. Nie wiem skąd tyle agresji w ludziach :(

      Usuń
  5. Super relacja! To musiała być niesamowita przygoda, będę śledziła kolejne wpisy, bo od zawsze chciałam zobaczyć NY. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Marzę o Stanach, ale bardziej o Kalifornii i Arizonie niż NY. Martwi mnie jednak procedura wizowa, tyle już słyszałam na ten temat... Może coś napiszesz? Post w stylu nie taka ambasada straszna jak ją malują, byłby budujący.

    PS Spacer po tej żydowskiej dzielnicy musiał być super sprawą, zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma się czego bać, naprawdę. Ja procedurę wizową wspominam miło. Wypełnienie wniosku on-line zajęło mi niecałe 30 minut, potem dokonałam wpłaty na specjalne konto i musiałam zaczekać kilka dni aż się zaksięgują pieniądze. Wówczas on-line umówiłam spotkanie w Ambasadzie, na wtorek o 8.30. Byłam kilkanaście minut wcześniej, odstałam chwilę w kolejce, weszłam do Ambasady. Prześwietlono moją torbę i mnie :) , oddałam potwierdzenie umówienia spotkania i pobrałam numerek taki jak na poczcie. Czekałam około 15 minut na swoją kolej. Miła pani w okienku spytała czym się zajmuję w życiu i czemu chcę lecieć do USA, więc zgodnie z prawdą powiedziałam, że pracuję w biurze podróży i marzy mi się NYC na 30-te urodziny. Pani się uśmiechnęła i spytała jak to możliwe, że pracując w biurze jeszcze tam nie byłam i zatwierdziła wydanie mi promesy wizowej. Zostawiłam paszport, przyjechał do mnie kurierem jakoś po tygodniu, już z wizą. Na lotnisku w NYC nie byłyśmy pytanie o nic. Całość sprawna i bezproblemowa. W krótkim czasie wielu moich znajomych to załatwiało, nikt nie miał problemu, wszystkie pracujące osoby dostały.

      Usuń
    2. Wow, to super! To może nie będzie tak źle? W przyszłym roku pewnie złożę wniosek o wizę, to się przekonam :)

      Usuń
    3. U nas procedura wizowa też przebiegła dość sprawnie i podobnie jak u Agnieszki :)
      Załatwialiśmy wizę w Krakowie.

      Usuń
  7. Kapitalna podróż. Ach, cieszę się, że tak fenomenalnie uczciłaś swoje 30-te urodziny. Zapamiętasz do końca życia. Ja tymczasem idę szukać kupca na nerkę to może kiedyś odłożę na taki wyjazd:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też nie mogę uwierzyć że już wróciłaś. Bo pamiętam jak całkiem niedawno tak się cieszyłam na ten Twój Nowy Jork jak bym to ja sama leciała :). Mniej więcej już wiemy jak było i jakie wrażenia - teraz czekam na detale. Dużo!

    OdpowiedzUsuń
  9. NY jest świetny, mieszkałam tam kilka miesięcy bo byłam na kontrakcie i miejsce jest naprawdę czadowe:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ogromnie się cieszę, że wizyta w NYC udała się Wam tak doskonale. Czekam aż opowiesz mi więcej, na żywo :).

    OdpowiedzUsuń
  11. Dla mnie było to wielkie przeżycie emocjonalne, jako chłopaka zakochanego (w sumie do dziś) w superbohaterach, wielu komiksach i kilku wytworach amerykanskiej popkultury. Dlatego nic mnie nie zawiodło, bo pochłaniałem kazda godzine :)
    ciesze sie też z Twoich odczuć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uratowałeś mnie przed załamaniem nerwowym przed wyjazdem mówiąc, że sklepy jednak są ;)
      Mi się łza w oku zakręciła na widok panoramy Manhattanu z Brooklynu, mówiąc szczerze.

      Usuń
  12. Bardzo ciekawa relacja i spostrzeżenia. Takie normalne, bo te z przewodników nie do końca do mnie przemawiają: wydają się nieco naciągane i stereotypowe. Podobnie jak takie głupie gadanie właśnie: a to jedzenie tłuste itd. Bo czemu ma ono służyć - zniechęceniu do wyjazdu, podkreśleniu, że było się tak daleko czy o co chodzi.
    Duże kawy lubię tak więc pojemność 500 ml+ jak dla mnie bomba:)
    Do takiej włoskiej kawiarni z chęcią bym zajrzała i uraczyła się sernikiem;)
    Czekam na kolejne refleksje i fotorelacje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to kawę max espresso ze 100ml mleka, więc dla mnie to jakiś kosmos te ich kawy, znacznie większe niż nasze duże w sieciówkach. Zresztą, tam wszystko jest większe, nawet smoothie średnie brałyśmy na pół :)

      Usuń
    2. Ja tam lubię duże porcje. Najważniejsze, że brzuszek zaspokojony i zadowolony;>

      Usuń
  13. No właśnie i tak jest ze wszystkim, jak się człowiek tego wszystkiego naczyta to tylko blady strach na niego pada, a potem okazuje się, że niepotrzebnie. No właśnie już od znajomych słyszałam, że to tanio w Stanach i Kanadzie to kwestia sporna...

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetne spostrzeżenia :) Kilka podpunktów to aż mężowi przeczytałam ;)
    Te kawy to najświętsza prawda :) Fajnie, że jesteś pozytywnie zaskoczona jedzeniem i cenami - dobrze wiedzieć :)
    My dość dobrze porozumiewaliśmy się w amerykańskim angielskim, ale nie mam porównania, bo w UK nie byłam...
    Pozdraiwam i czekam na więcej postów z NY! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. O kurczę, też chciałabym zobaczyć NYC...
    Mimo wszystko ;)
    Może kiedyś się uda i sama przygotuję taki wpis ze spostrzeżeniami :).

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo fajnie się Ciebie czyta :)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  17. bardzo przyjemny post, dzięki któremu spojrzałam na NY trochę łagodniej, bo podobnie, jak i Ty się nasłuchałam różnych historii i wcale nie miałam ochoty się tam wybierać, no a teraz kto wie, kto wie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zazdroszczę tego wyjazdu, marzy mi się podróż do Nowego Jorku :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Oj, zazdroszczę Nowego Jorku, marzy mi się też taka wyprawa. Mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości się urzeczywistni. :)
    Co do słuchania zdania innych - tak to właśnie jest, myślę, że nie można sobie wyrabiać opinii o jakimś mieście, póki się go samemu nie odwiedzi, nie pozna i nie poczuje klimatu. Mam bardzo podobne odczucia po mojej ostatniej wizycie w Madrycie - wcale nie taki drogi, ani nie taki nieprzyjazny jak się wcześniej nasłuchałam.
    Dobrze jest słuchać rad i wskazówek, ale jednak opinię można sobie wyrobić tylko i wyłącznie na podstawie własnych doświadczeń.

    OdpowiedzUsuń
  20. W wakacje wylatuję do Nowego Jorku na praktyki :) Twoje spostrzeżenia bardzo mi się przydadzą Ja też na razie od większości znajomych słyszę tylko o tym, że to miasto jest wielkie, brudne, niebezpieczne i na pewno zgubię się od razu po wyjściu z samolotu ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Czytałam z wielkim zainteresowaniem, bo NY to moje marzenie. Zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Jestem tutaj pierwszy raz ale post o NY tak mnie zauroczył, że będę odwiedzać Cie częściej! :) czekam na kolejne posty, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Hmm ... no zazdroszczę ;) Suuuuuper wyjazd. Ciekawa jestem czy tylko Nowy Jork czy coś więcej - będę czekała na kolejne wpisy. Świetne zdjęcia - jak z filmów amerykańskich :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Bardzo Ci zazdroszczę Nowego Jorku. To jedno z moich największych marzeń! <3

    OdpowiedzUsuń
  25. Super przeczytać takie luźne przemyślenia, takie na spokojnie i z dystansu. Bardzo zazdroszczę Nowego Jorku :)

    OdpowiedzUsuń

TOP