9.11.15

Sewilla. Ulotne wspomnienia

Bardzo pozytywnie wspominam kilka dni spędzonych w Sewilli wiosną zeszłego roku. Na blogu pojawiły się już wpisy, mam nadzieję, że pamiętacie, ale wciąż mam jeszcze dużo zdjęć.
Co ciekawe, w ostatnim poście z 8 października 2014 pisałam, że będzie ciąg dalszy tamtej opowieści, ale powiem Wam szczerze - nie mam pojęcia o co wówczas mogło mi chodzić! ;) 
Lecąc na Costa del Sol nie planowałyśmy jechać do Sewilli, ale po otrzymaniu zaproszenia od Ani zdecydowałyśmy się jednak ją odwiedzić. Muszę przyznać, że liczyłam, iż spędzimy więcej czasu razem i nie przygotowałam się za bardzo do zwiedzania. Ania miała dużo obowiązków, więc planowałyśmy na szybko, przez co nie pamiętam za bardzo gdzie co właściwie było, dzielnice mi się trochę zlewają w pamięci a na zdjęcia patrzę nie umiejąc odnieść ich do żadnej konkretnej okolicy.
W takich chwilach zawsze myślę o wycieczkach objazdowych z biur podróży. W ciągu np. 11 dni można zobaczyć Barcelonę, Walencję, Granadę, Kordobę, Sewillę, Madryt, Fatimę, Porto, Nazare, Lizbonę, Burgos i inne miasta. No właśnie - zobaczyć, bo ile z tego można właściwie zapamiętać?
Jest mi naprawdę głupio, że Sewilla to tylko ulotne kadry w mojej głowie. Zapach kwitnących drzewek pomarańczowych, smak słodkich churros, mocnego wina i owoców morza w poleconych przez Anię knajpkach. Uliczki, w których się gubiłyśmy i kilka razy ominęłyśmy bardzo ważne miejsca.
Sewilla z moich wspomnień to dźwięki flamenco oraz szansa na poznanie bardzo zdolnej i ambitnej Emilii, z którą miałam okazję kiedyś przeprowadzić wywiad - czytaliście? Jeśli nie, to koniecznie!
Dla mnie to drugie, zaraz po Lizbonie, miasto światła, oszałamiające kolorami oraz ich nasyceniem i wielką różnorodnością. Zachwycające na każdym kroku, pełne niespodzianek, szalenie intrygujące.
Ten dziwny obiekt na zdjęciach powyżej to Metropol Parasol, ciekawa drewniana konstrukcja. Z tego co czytam w Internecie, wielu osobom przypomina ona grzyby lub parasole? Nam skojarzyła się od razu z gofrem. Łączy się z tym zabawna historia, o której pisała już Monika - zwiedzałyśmy z mapą, ale i tak często się gubiłyśmy w różnych zakątkach Sewilli. Finał był taki, że nieważne jak długo byśmy szły, ani w którą stronę, zawsze finalnie wychodziłyśmy na placu, przy którym on stoi.
Za każdym razem śmiałyśmy się przez łzy, że "wszystkie drogi prowadzą do gofra". Podobno nie jest zbyt lubiany przez miejscowych, sama musiałam się dłużej zastanowić, co na jego temat sądzę. Na pewno wyróżnia się na tle innych miejsc i zabytków, prezentuje inny styl, ale ma coś w sobie. Ja akurat lubię odważne budowle, akcenty przełamujące jakiś schemat, nadające miastu charakteru.
Weszłyśmy na dach, który jest tarasem widokowym i bez końca podziwiałyśmy piękną panoramę Sewilli z jej białymi domami, kościołami, pastelowymi wykończeniami. Pomimo gorąca, było warto.
Nie spodziewałam się w marcu aż takiego ciepła i nie do końca byłam odpowiednio spakowana. Nieco za ciepłe ciuchy i źle dobrane buty - na efekt nie trzeba było długo czekać, już pierwszego dnia starłam stopy aż do krwi i ledwo chodziłam, więc nawet skromny dach był dużym wyzwaniem.
Błąkając się bez celu w niezbyt dalekich okolicach "gofra", znalazłyśmy przypadkiem restaurację Al Aljibe w której postanowiłyśmy zostać na lunch. Był to jeden z najlepszych posiłków w czasie naszego pobytu w Hiszpanii. Ja zamówiłam arroz negro (ryż z atramentem mątwy) z grillowanymi kalmarami, a dziewczyny dorsza smażonego i pierś z kurczaka z jakimś fikuśnym sosem. Jedzenie było przepyszne i oryginalnie podane. Do tego słodkie wino i popołudnie idealne gwarantowane!
Im dłużej o Sewilli myślę, tym chętniej bym do niej wróciła na dłużej. To jedno z tych miast, które chwytają za serce. Pełne pasji, żywej namiętności. Łączące elegancję z prostotą. Świetliste, barwne, uwodzące detalami, pozwalające gubić się i odnajdywać ukryte place, podwórka, fontanny.
Tętniące życiem do późnych godzin nocnych, głośne, ale dające szansę ucieczki od zgiełku, ukrycia się wśród zieleni i śpiewających ptaków, zamówienia aromatycznej kawy i spędzenia czasu w maleńkiej, chłodnej kawiarni. Miasto tysiąca możliwości, którego nie można zapomnieć.

10 komentarzy:

  1. Sewilla jest piękna :) Mam nadzieję odwiedze kiedyś. Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  2. ale ładne te kolorowe wyroby artystyczne mają!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo chciałabym zobaczyć Sewillę i mam nadzieję, że kiedyś mi się uda. Oglądałam już setki zdjęć i to miasto zawsze mnie urzeka. Matko jedyna, gdybym w 11 dni miała przepędzić przez tyle miast to chyba z przyjemności pozostałoby już tylko wspomnienie...
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba nikt nigdy mnie tak do Sevilli nie zachęcił :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jedno z moich hiszpańskich marzeń, zdecydowanie większe niż Madryt, trochę mniejsze od Gran Canarii. Jak patrzę na wycieczki objazdowe z biurami, to się pukam w głowę: można wiele miejsc odhaczyć, ale co tak naprawdę zobaczyć? Jest naprawdę mało dobrze zaplanowanych wycieczek :(

    OdpowiedzUsuń
  6. baaardzo zachęcająco ! jakie piękne kafle na początkowych fotografiach a "gofer" dla mnie bomba, szczególnie jego górna, spacerowa część ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kilka razy byłam w okolicach Sewilli, ale nigdy nie miałam czasu obejrzeć dokładnie miasta. Muszę zaplanować jakąś wyprawę ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. "Gofr" może będzie miał taki wymiar jak wieża Eiffla. Też jej nie chcieli, a teraz jest symbolem Paryża, a nawet Francji. Może i do "gofra" ludzie się przekonają.

    OdpowiedzUsuń
  9. Sewilla jest fantastyczna! Miałam okazję być w tym pięknym mieście kilka razy, ale na pewno wrócę tam jeszcze nie raz:)

    OdpowiedzUsuń

TOP