12.11.15

Tylko krowa nie zmienia zdania

Rozmawiałam ostatnio ze znajomym, który zauważył, że "niewiele wyjeżdżałam w tym roku". Był już którąś z rzędu osobą, która poruszyła ten temat. Faktycznie, przy kilkunastu podróżach z roku 2014, cztery wyjazdy tygodniowe plus trzy weekendowe wyglądają blado. Zaśmiałam się mówiąc, że to nie jest chyba konkurs na ilość podróży, a jego odpowiedź nieco zbiła mnie z tropu - "Pamiętam jak się na blogu tłumaczyłaś jakim cudem tak często wyjeżdżasz, jakie to ważne dla ciebie. Szczerze - ściemniałaś?" 

Kurcze, co to w ogóle za pytanie! Wpis powstał blisko dwa lata temu i pisałam wtedy to, co czuję. Czy jeśli Aleksander wyzna miłość Magdalenie na okładce "Vivy", a za trzy lata się rozwiodą to uznamy, że wtedy kłamał? 

Przez ten czas dużo się zmieniło w moim życiu, a przede wszystkim w mojej głowie. Ba, ostatnie miesiące to jest dopiero rewolucja! Skończyłam trzydzieści lat i na pewne rzeczy patrzę już w zupełnie inny sposób.

Przez długie lata poświęcałam dla podróży bardzo dużo, oszczędzałam na czym się tylko dało, byłam wręcz mistrzem planowania codziennych wydatków, zdobywania niezbędnych funduszy. Kochałam to, cieszyłam się, że mogę spełniać marzenia. Fajne uczucie, takie motywujące. Nie przeszkadzało mi, że przecieka kran, że mam brzydkie zasłonki, że ciągle brakuje kasy na nagłe wydatki i codzienne przyjemności. Tłumaczyłam sobie, iż za miesiąc, dwa lub trzy spotka mnie za to nagroda - kupię bilet i polecę przed siebie. Co z tego, że znów nie będzie mnie na urodzinach znajomej, znów odwołam spotkanie, nie starczy mi czasu na wyjście do teatru, zabraknie pieniędzy na to czy tamto. Mało spałam, nieregularnie jadłam, miałam bardzo mało wolnych dni.

Wiecie, mówię o takich, co się śpi do 10, je nieśpieszne śniadanie, a potem czas przelatuje swobodnie przez palce. Musiałam się śpieszyć, tylko wtedy czułam, że żyję. Nie pojechałam jeszcze w jedno miejsce, a już kupowałam nowe bilety. To była moja pasja i nie żałuję żadnego wyjazdu. Ale... tylko krowa nie zmienia zdania i priorytetów.

Wczoraj powiedziałam do mojej znajomej "Wiesz, bo mi się już nie chce jeździć..." Spojrzała na mnie zaskoczona. Tak, dorosłam do takiego momentu, że chcę zwolnić i w końcu coś zmienić. Przed długi czas podróże były najważniejsze, ale dziś liczę się dla siebie Ja: moje zdrowie, pewna wygoda życia i komfort psychiczny.

Już na początku roku powiedziałam, że chcę mocno ograniczyć wyjazdy weekendowe, szczególnie te zagraniczne, gdyż generują one największe koszty. Postawiłam na wyjazdy tygodniowe, co około trzy miesiące, by być  częściej w domu, nadrobić różne zaległości, nie tylko towarzyskie. Byłam w Irlandii, na Lefkadzie, w Nowym Jorku i jeszcze wybieram się na Maltę pod koniec listopada. 

Zaczęłam wydawać pieniądze na rzeczy, które niedawno wydawały mi się totalnie pozbawione sensu - na fryzjera, manicure, sokowirówkę, wysokiej jakości produkty spożywcze i kosmetyki. Nigdy nie lubiłam gromadzić przedmiotów, ale chciałam niektóre wymienić na nowe. Ktoś napisał na Facebooku, że przecież wspomnienia są bezcenne, że nikt mi ich nie odbierze itd. Jasne, ale życie jest tu i teraz, nie chcę żyć tylko migawkami z przeszłości, jeśli czuję, że coś mnie omija na miejscu. Uznałam też, że chcę się zająć kilkoma zaniedbanymi sferami życia, ale przede wszystkim zaczęłam mieć Nowe Marzenia, nie tylko podróżnicze.

Życie ma etapy. Dziś ważne jest jedno, jutro coś zupełnie innego. Zmieniamy się, dojrzewamy, uczymy się (chyba na tym polega dorosłość?). Chcę od życia czegoś więcej niż do tej pory, co nie znaczy, że przestanę wyjeżdżać. Jasne, że nie. Wiem jednak, że chciałabym, aby wyjazdy wyglądały inaczej. Chcę się rozwijać, uczyć nowych rzeczy i bardziej wychodzić poza strefę komfortu. W NYC robiłam mniej zdjęć, skupiałam się na chwilach. Coraz mniej myślę o tym, gdzie bym chciała pojechać, a coraz częściej co bym chciała tam robić. To mnie teraz nakręca! Odkrywanie nowego, pokonywanie słabości.

Dużo mi w tej kwestii dała konferencja na której byłam dwa miesiące temu i o której już pisałam na blogu. Dzięki niej poukładałam sobie różne myśli i stałam się znacznie odważniejsza. Przestałam bać się zmian i przyznałam przed sobą, że pewne etapy się już skończyły bezpowrotnie i trzeba zacząć pisać nowe scenariusze. Dla wielu moich znajomych wciąż wyjazdy są najważniejsze i ja to rozumiem. Wszystko ma swój czas. Co przeżyłam w podróży, to moje, na zawsze. Miejsca, ludzie, smaki, zapachy, widoki. Wspomnienia, wiele absolutnie bezcennych. Zaległych materiałów na bloga mam na jeszcze bardzo długo. Widzicie, że publikuję mniej, ale teraz już tylko wtedy, gdy naprawdę mam na to ochotę, nie mam poczucia, że coś muszę albo powinnam. Spędzam przy komputerze o wiele mniej czasu niż jeszcze w wakacje, celebruję rytuały lub wypracowuję nowe nawyki. Jest super, jestem z siebie dumna i daje mi to dużo siły. Miałam wrażenie, że stoję w miejscu, bez pomysłu, co z tym zrobić. Zaczęłam słuchać - siebie i innych. Weekend nad morzem okazał się decydujący. Wszystko się rozjaśniło. Droga jest daleka i wieloetapowa, ale czuję, że znów łapię flow, które mnie w pewnym momencie opuściło.

Nie, mój drogi Kolego, nie ściemniałam mówiąc, że podróże są najważniejsze i warte każdej minuty, każdego grosza. Nie ściemniałam mówiąc, że Justin Bieber jest słaby, mimo, że dziś słysząc jego "Sorry" mam ochotę wszystko rzucić i iść potańczyć. Bo wszystko się zmienia, płynie. No i my się zmieniamy, w sumie każdego dnia. Naprawdę tego nie wiesz?

28 komentarzy:

  1. Brawo! :) Cudny i baaaardzo prawdziwy wpis :) A zdanie, że częściej myślisz nie gdzie jechać ale co byś chciała tam robić mnie totalnie urzekło, powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej Aga brawo za świetny post! Ja Ciebie rozumiem w 100% :) Swój blog podróżniczy i fotograficzny zamknęła 5 lat temu bo.... zmieniły się priorytety:) najważniejsza podróżą jest nasze życie:) Odkrywanie, smakowanie życia, siebie:) O tych podróżach też z chęcią poczytam :) Pozdrawiam Joanna

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz racje życie ma swoje etapy.
    Bo żyć należy wg własnego rytmu, pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadza się życie ma różne etapy. Ja odczuwam ze poprzez wyjazdy wzbogacam swoje wnętrze ale nie robię bo nie lubię weekendówek jak gdzieś jedziemy to na tydzień - to zazwyczaj wystarcza na miasto, można wybrać co chce się zwiedzić można swobodnie posnuć się ulicami i to jest super wiec ja się zgadzam ze wyjazd na tydzień to dobry pomysł.
    Kochana latka lecą - ja jestem starsza od ciebie o parę miesięcy w tym roku tez stuknęła mi 30 - i wiesz co myślałam ze to koniec świata ale nie teraz jest super czas masz doświadczenie, już nie jesteś nastolatka masz w miarę ukształtowana pozycje zawodowa i to jest super uważam ze w tym wieku stajemy się bardziej pewni siebie bardziej dojrzali a mimo to wciąż młodzi bo wiek to nie data w dowodzie tylko to na ile się czujesz :) Trzymam kciuki żeby Twoje obecne priorytety jak najbardziej były spełniane a podróżowanie nadal przecież masz w sercu tylko już bardziej racjonalnie do tego podchodzisz :) Bardzo lubię Twojego bloga :) Powodzenia Marysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, super wpis! Wszędzie gonitwa, żeby więcej, szybciej a tu nagle ktoś mówi stop, chcę wolniej. Ciężko jest czasem przyznać, że już nam się nie chce czegoś, bo zastanawiamy się, co pomyślą inni i dopiero w pewnym wieku, przestaje mieć to znaczenie. Dlatego uważam, że 30+ to najlepszy czas!

      Usuń
    2. Tez myślę, że 30+ to super czas!

      Marysia - dziękuję!

      Usuń
  5. Nie widzę w tym nic dziwnego, taka jest kolej rzeczy, a ludzie zawsze się czegoś przyczepią. Jak już chcesz zwolnić, to wtedy udawałaś, a jakbyś nie zwolniła to zapewne niedługo usłyszałabyś, że to niepoważne takie życie. Rób co chcesz i co czujesz, ludźmi się nie przejmuj, mówi Ci to bardziej w latach doświadczona koleżanka;))) Za chwilę okaże się, że podróże sprawiają Ci jeszcze większą przyjemność, bo poprzeplatane są też innymi sprawami i tymi ważnymi i mniej ważnymi:) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się zupełnie nie przejmuję! ;) Ale jakoś mnie naszło, żeby o tym napisać :)
      Masz rację, z ludźmi to czego byś nie zrobiła, zawsze będzie źle :)

      Usuń
  6. Jej! Jakie to prawdziwe! Teraz sama jestem na etapie "za podróż oddałabym wszystko" ale co będzie w przyszłości nie wiem i nie mogę zapewnić, że za kilka lat priorytety się nie zmienią, a ja nie zyskam nowych celów. Życie jest przewrotne. I to chyba jest w nim piękne! Najważniejsze to nie robić niczego wbrew sobie! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. naturalny etap w rozwoju :) 30-stka jakby na to nie patrzeć, zwłaszcza dla kobiet wiąże się z chwilą refleksji dokąd zmierzamy i czy ktoś za nami nadąży:) ja w tym plus minus wieku zaczęłam swój proces rezygnacji z życia klubowego i wróciłam do życia sportowego
    ale ale, przecież i tak jesteś w podróżach o wiele częściej niż zwykły śmiertelnik:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się nie porównywać do innych :) Jak na moje możliwości dawne w tym roku faktycznie wyjeżdżałam mniej, chociaż myślę, że optymalnie żeby coś zobaczyc, odpocząć i mieć kasę na obrzydliwy makaron w Boccone ;)

      Usuń
  8. Świetny wpis! Odkąd zaczęłam studia mam bardzo podobnie. Zaczęło się od wyjazdu, który trzeba było odwołać, bo zaplanowane kolokwium, potem poszły kolejne wyjazdy. Po jakimś czasie przestałam nawet zaglądać na strony z tanimi biletami. Wyjazdy przestały mieć dla mnie kluczowe znaczenie (choć w klasie maturalnej były moim głównym celem i motorem napędowym). Dzisiaj nie planuję, nie odkładam pieniędzy na bilety lotnicze ani wyjazdy. Staram się żyć każdym dniem i nauczyłam się nie żałować pieniędzy wydanych na wszystko inne, co kiedyś dla mnie było pierdołami. Ostatnio bez wyrzutów sumienia poszłam do kina na długo oczekiwany przeze mnie film Listy do M 2, czy byłam na zajęciach fitness. Zamiast planować milion wyjazdów na ferie myślę o wolontariacie w karetce, bo wiem, że to pomoże mi się nauczyć potrzebnych rzeczy. Kurcze, nawet zaczęło mi sprawiać radość kupowanie prezentów innym, choć nigdy tego nie lubiłam. Nie wiem czy dojrzewam, czy to już starzenie się, ale wiem, że w ciągu ostatniego roku bardzo zmieniły mi się priorytety i chyba póki co całkiem mi z tym dobrze ;) Więc brnijmy ku lepszemu, ku takiemu, co daje nam szczęście tu i teraz ;) Tego sobie i Tobie życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Niesamowite, jak się wszystko zmienia i to często w krótkim czasie! Wolontariat w karetce brzmi bardzo poważnie - super decyzja!

      Usuń
  9. Ja prócz wyjazdów kocham moj dom i tak się miotam dodatek do domu czy do skarbonki na wyjazd :) A ten ktoś to niezły czepiacz bo 4 tygodniowe i 3 wekendy to i tak szał jak dla mnie. Ten rok uznałam za udany bo wyjechałam raz do Grecji na tydzień i raz do Pragi na jeden dzień hihih :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pewnie się zdziwisz, jak napiszę: dobra robota! I właśnie dlatego tłumy za Tobą zawsze pójdą, jesteś szczera, autentyczna i piszesz dokładnie to, co czujesz, bez ściemy i lukrowania. Ja jestem na etapie, jak tu zebrać kasę na tę podróż, a to na tamtą, i już też czuje się tym zmęczona. Odkładam wszystko, co mogę, zostawiając sobie jedynie na niezbędne wydatki. Ostatnio kupiłam bilet na koncert Dianne Reeves i sobie uzmysłowiłam, że teraz nie będę mogła pójść do opery na Mikołaja z przyjaciółką, a umawiałyśmy się już kilka miesięcy temu, tylko kurde, czemu nie kupiłyśmy biletów? Jak ja jej powiem, że już nie mam pieniędzy, bo leżą na koncie oszczędnościowym i nie mogę ich wyciągnąć? Tak, ja też zaczęłam zastanawiać się nad swoim życiem, książka "Najgorszy człowiek na świecie" Halber też mi mocno otworzyła oczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa, doceniam! Tak to jest jak się nie ma worka pieniędzy i trzeba wybierać... cięzkie są te decyzje

      Usuń
  11. Wspaniały, szczery wpis :) Podziwiam Twoją autentyczność i Twoje podejście do blogowania - to nie ma być praca tylko przyjemność. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Agnieszko, pięknie to napisałaś.Czuję dokładnie to samo.Między nami znaczna różnica.Ty zaczynasz życie a ja powoli wchodzę na ostatnią prostą .Żal mi , że wielu rzeczy już nie potrafię. Że niestety,jestem coraz starsza Że rozpadam się po kawałku. Że urodziłam się za wcześnie i marzenia o dalekich podróżach już nie zdążę zrealizować.Czy wszystko pozostanie tak samo, gdy mnie już nie będzie? Chyba tak ale tak bym chciała jeszcze spełnić NOWE MARZENIE. Zamieszkać w Grecji, na jednej z jej wysp.Serdeczności dla Ciebie zostawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. myślę że dojrzałaś do tego żeby być z kimś, miec rodzinę , dzieci, po prostu zyc dla kogoś a nie tylko dla siebie...taki wiek , to normalne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może tak, tylko jeszcze muszę wymyślić z kim moge żyć :))

      Usuń
  14. Trafiłam dopiero dziś na Twojego bloga. Sama podróżuję sporo, choć zawsze poświęcałam więcej czasu na inne zainteresowania. Kolejny rok będzie pod znakiem zwiedzania i przekazywania innym dużej dozy tolerancji. Ale tak jak piszesz... życie to fazy i każdy drepcze swoje ścieżki :) z chęcią bardziej przyjrzę się Twoim podróżom :)

    OdpowiedzUsuń

TOP