28.12.15

Jak przeżyć zimę? :)

Tytuł posta jest o tyle zabawny, że za oknem bardziej wiosna niż zima, przynajmniej na termometrze. Dla mnie jednak większym problemem jest brak światła i brak zieleni, mrozy tak bardzo mi nie przeszkadzają. Niemalże każdej zimy dopadał mnie dołek, chowałam się pod kocem z książką i filmem, narzekałam na los. W tym roku jest inaczej. Od września dużo zmieniłam w swojej codzienności - schudłam, stałam się aktywna, przestałam się przejmować głupotami i w efekcie tryskam energią o jakiej latem mogłam tylko pomarzyć. + 100 do motywacji, chęć dalszych zmian, rozwoju, podbijania świata. Na blogu kilka moich rad :)


WAKE UP, KICK ASS, REPEAT!
Przez wiele lat słuchałam o euforii biegacza, o endorfinach eksplodujących w trakcie uprawiania sportu, ale wkładałam te historie między inne miejskie legendy bo nie znosiłam się ruszać. Serio. Wygodne łóżko, miękki fotel, ciepły autobus - to było to! Po co się męczyć, po co się pocić? :) Lubiłam co prawda popływać będąc nad morzem i połazić po wąskich uliczkach europejskich miast, ale ciężko to nazwać aktywnością fizyczną. Tego lata wszystko się zmieniło. Uzależniłam się od długich marszów, od bieżni na siłowni, próbuję nawet polubić orbitrek, na którym czuję się jak człowiek-kukiełka. W Święta zamiast siedzieć przy stole wędrowałam po nadwiślańskich bulwarach i turlałam się podłodze na totalnie pustej siłowni w centrum Warszawy. Czasem biorę przewodnik i ruszam w miasto, tak po prostu. Zimowa, nieco szara stolica też miewa swoje zachwycające momenty.


JEDZ. NA ZDROWIE!
Z ciekawości - kiedy ostatnio badaliście krzywą cukrową i insulinową, hmm? Latem czułam się źle. Słabo. Po posiłku miałam zawroty głowy, zimne poty, drżenie rąk, kołatanie serca, dopadała mnie senność i straszne zmęczenie. Ewa, która kiedyś pisała o diecie opartej o niski indeks glikemiczny powiedziała "Aga, zrób badania". Zrobiłam i okazało się, że mam duże wahania cukru i insuliny we krwi. Trafiłam na super lekarkę, która zamiast przepisywać leki spytała czy jestem skłonna zmienić na zawsze nawyki żywieniowe wiedząc, co mi szkodzi. Bałam się. Czy można bowiem żyć bez słodyczy? Pierwsze cztery tygodnie to był koszmar. Potem, gdy odkryłam, że czuję się fantastycznie, poszło już lekko. Z menu wyleciały ziemniaki, ryż, białe makarony, niepełnoziarniste pieczywo, kukurydza, gotowana marchew, buraki, soki (także naturalne), słodycze i sztuczne substancje słodzące w każdej postaci. Zostały warzywa, owoce, dziki ryż, kasze, płatki owsiane, mąka gryczana i orkiszowa, warzywa strączkowe, orzechy, pestki słonecznika i dyni, jagody goi, mleka roślinne, ale też kefir, jajka i ryby. Pięć małych posiłków dziennie co 3h gwarantuje mi świetny nastrój i dobre samopoczucie. Gdy czasami się złamię i sięgnę po cukierka, od razu czuję się "zamulona" i już wiem, że nie było warto. Wartościowe jedzenie w połączeniu ze sportem ma tak ogromny wpływ na nasze życie, że nawet bym nie przypuszczała.


    SŁUCHAJ MUZYKI, KTÓRA SPRAWIA, ŻE NIE MOŻESZ USIEDZIEĆ W MIEJSCU



Do tej pory zimową porą słuchałam głównie "Siesty" Marcina Kydryńskiego. Muzyka piękna, ale mocno wyciszająca. W tym roku nie chcę się wyciszać, chcę tańczyć, biegać, skakać, robić. Ma się dziać! Dużo, głośno, wesoło. Znowu.. gdyby rok temu ktoś mi powiedział, że będę słuchała takich wykonawców jak Ella Eyre, Avicii, Rudimental czy James Newman to bym się tylko uśmiechnęła pod nosem mówiąc "Yhm, jasne". Ehhh, życie lubi mnie jednak zaskakiwać :)


UCZ SIĘ. ROZWIJAJ. ODKRYWAJ NOWE.
Zima to idealny czas, żeby nauczyć się czegoś nowego. Tańce towarzyskie? Kurs gotowania? Warsztaty coachingowe? Decoupage? Tworzenie fotoksiążek z podróży? Nauka profesjonalnego makijażu? Czemu nie! Pomysłów jest tak wiele! a zimą wybrałam się na kurs języka angielskiego na Maltę, złapałam bakcyla i po latach wróciłam do nauki w zaciszu wojego mieszkania. To był genialny czas, który dał mi mnóstwo satysfakcji, radości i silnej motywcji do dalszych zmian.


OTACZAJ SIĘ KOLORAMI
Wraz ze zmianami związanymi z ruchem, odżywianiem i nową energią pojawiła się kolejna, dla mnie dość zaskakująca rzecz. W mojej szafie królowały granaty i szarości, kolory ciemne, spokojne. Sama nie wiem kiedy, ale nagle zaczęłam sięgać po mocne, energetyczne, optymistyczne barwy w dodatkach i ubraniach. Jest MOC!


 PODRÓŻUJ, JEŚLI TYLKO MASZ TAKĄ MOŻLIWOŚĆ
W Polsce nie jest w tym roku jakoś szczególnie zimno, ale jednak brakuje kolorów na ulicy, światła i przede wszystkim zieleni. Bardzo za tym wszystkim tęsknię. Nawet tygodniowy wypad gdzieś na południe Europy może dać solidnego kopa i pozwoli naładować baterie. Podróż nie kończy się wraz z powrotem do domu, zostają nam wspomnienia i zdjęcia, przy których można ogrzewać się w te słabsze i smutniejsze dni. Malta, SycyliaMadera, Andaluzja i inne miejsca na Was czekają! Poszukajcie biletów, spakujcie walizki i w drogę, z uśmiechem!


WEŹ SPRAWY W SWOJE RĘCE!
Nowy rok przed nami. Noworoczne postanowienia, wszystko od "jutra". Oczywiście warto marzyć i planować, ale często mam wrażenie, że więcej czasu i energii tracimy na mówienie niż realne działanie zbliżające nas chociaż o krok do osiągnięcia celu. Jeśli czegoś naprawdę chcecie, działajcie już teraz. Nie można też liczyć, że "COŚ się (samo) zmieni", bo "If You change nothing, nothing will change". Takie to proste a takie prawdziwe! Zaczyna się od prostych zmian i świadomych decyzji, a idą za nimi kolejne, większe. Kluczowy jest ten moment, gdy przestaje się uciekać przed odpowiedzialnością i bierze życie we własne ręce. W Nowym Roku chcę Wam też życzyć umiejętności znalezienia równowagi pomiędzy obowiązkami, pasjami a czasem wyłącznie dla siebie, żeby odpocząć, zregenerować siły, podjąć większe wyzwania. Ja moje zmiany dopiero zaczynam, ale idę jak burza :)

30 komentarzy:

  1. Tak trzymaj Aga! :)
    Chyba wczoraj składałam życzenia, ale nie zaszkodzi jeszcze raz, najlepszego w Nowym Roku.

    OdpowiedzUsuń
  2. wysyłasz oryginalny wpis na priv? ten też jest świetny, ale ciekawość mnie zżera co było w tamtym. bardzo Cię podziwiam i zazdroszczę, że więłaś się w garść ( o ile to tak można nazwać) Tą energię widać na Twoim fan page'u i na blogu a przede wszystkim na zdjęciach ;-) Ba, nawet ostatnio jak zobaczyłam Twoje zdjęcie znad Wisły to miałam taką myśl, że schudłaś ;-) Wiem po sobie, że kiedy się ruszam to o wiele lepiej się czuję, psychicznie i fizycznie. Ale wiem również, że łatwo się zasiedzieć....Ale najważniejsze pytanie - od czego się to wszystko zaczęło?Od tej diety czy od postanowienia, że się poruszasz?Jaki był impuls? Oczywiście, jeśli masz ochotę to zdradzić... Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Impulsem był weekend w Dębkach pod koniec wakacji. Po 1 czułam się już bardzo źle i przed wyjazdem zrobiłam zalecone przez Ewę badania, wiedziałam, że muszę inaczej zacząć się odżywiać, ale nie miałam siły na nic. Po 2 spędziłam czas wśród bardzo aktywnych ludzi i zrobiło mi się wstyd, że jestem leniem. Wróciłam, popłakałam, otrzepałam się i ruszyłam pełną parą od razu z ruchem i zmianami w odżywianiu. Wszystko inne jest następstwem tamtej decyzji :)

      Usuń
  3. a ja np. czytałam wczorajszy wpis i miałam nawet skomentować dziś, przede wszystkim super skok na wadze i to wcale nie jest wolne tempo:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo pozytywnie! Niech ta passa trwa :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bomba energii z Ciebie! Nawet nie wiesz, jak się cieszę. Życzę Ci, aby ten stan stał się tak permanentny, jak swego czasu zimowe przygnębienie. Moim zdaniem sport bardzo nakręca do życia, podróże również. Ja mam zasadę, że nie bawię się w noworoczne postanowienia. Nigdy mnie to nie przekonywało. jak chcę zmian to rzucam wszystko i je wprowadzam w życie. Tak jak z wyjazdem na Maltę:) Uściski

    OdpowiedzUsuń
  6. Serdecznie Ci gratuluję, mam podobne problemy bo niestety w Japonii przytyłam 8 kg i nijak (a naprawdę staram się) zrzucic choć 5, no choc 3 kg i nic z tego. Nie jadam dużo słodyczy, sporo się ruszam i nie wiem co za czort... no ale jak wróce do domu to sie zabiorę za siebie, ale zazdroszczę wszystkim, którym się udało jak Tobie i trzymam kciuki za powodzenie i dalszą walkę z samą sobą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może warto zrobić badania? Może Ci szkodzi gluten? Może proste węglowodany (i to wcale niekoniecznie słodycze czy fastfoody)?

      Usuń
  7. Najważniejsze co napiałaś to wedlog mnie "Kluczowy jest ten moment, gdy przestaje się uciekać przed odpowiedzialnością i bierze życie we własne ręce." gratki! najlepszego w nowym roku

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja myślę, że 11 kg w dość krótkim czasie jest powodem do dumy.ja mam do zrzucenia 5 kg, ale zgodnie z tradycją dopada mnie wisielczy humor pod koniec roku i trochę go zajadam. Szczęśliwego Nowego Roku i dalszych sukcesów:-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny tekst!!! Dzięki!!! Żebyśmy wszyscy mieli tyle motywacji i samozaparcia jak Ty!!! Wszystkiego najlepszego w Nowym 2016 Roku :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratulacje !!! Ja od liceum ważę tyle samo (za wyjątkie +20 kg w każdej ciąży), ale ograniczyłam cukier dziewczynom, bo młodsza bardzo chorowała i efekt jest zaskakujący. Jedzą słodycze, ale raczej te domowe i w weekend. Dopiero po kilku miesiącach usłyszałam , że cukier zabija odporność...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a się wczoraj dowiedziałam, że dziecku, które nie rośnie wprowadzono zamiast hormonów, które nie działały dietę całkowicie bezcukrową, bo cukier hamuje wzrost! Myślę, że wiele jeszcze o cukrze nie wiemy a na pewno nie ma nam nic dobrego do przekazania...

      Usuń
  11. Uwielbiam takie optymistyczne posty. Gratulacje!
    Od lipca chodzę regularnie na yogę fit. 45 minut 4 razy w tygodniu ma zbawienny wpływ na moje ciało i kręgosłup.
    Kocham kolory i mam szafę pełną kolorowych ubrań. Czarny noszę tylko w pracy.
    Życzę Ci Agnieszko wszystkiego najlepszego w Nowym Roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Tobie też najlepszego w Nowym Roku! :)) Bądźmy sprawne i kolorowe!

      Usuń
  12. Aga, zawsze byłaś jak pozytywna kula śnieżna, ale teraz to już strach się bać co wymyślisz :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Gratuluję, bo to wszystko na pewno nie było takie proste.
    Też ubolewam nad brakiem słońca i kolorów mimo, że jest ciepło.
    Oj tak powinnam sobie wziąć do serca to o czym piszesz - mniej słodyczy, więcej ruchu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Gdy wiemy, dokąd zmierzamy, to nie jest trudno :)

      Usuń
  14. Gratuluje. Swietne, ciesze sie razem z Toba! Zauwazylam na zdjeciach, ze sie zmienilas. Niestety bieganie nie dla mnie, probowalam i wiem ze nie. Pochodzic, to co innego, moga to byc kilometry cale :) Powrocic do nauki jezyka zawsze warto, satysfakcja z tego ogromna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie biegam, nie mogę ze względu na plecy, ale maszeruję po bieżni :)

      Usuń
  15. Piękna zmiana! Oby tak dalej! Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Też postanowiłam wziąć się za siebie i mam nadzieję, że nie będzie to zapał słomiany. Pozdrawiam:
    A przy okazji pytanie: w jaki sposób można dołączyć do witryny podróżomaniaków?
    Moja wiedza informatyczna jest na poziomie zerowym:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Trafiłam dziś dopiero na Twojego bloga, a ostatni wpis jest tak motywujący, że z całą pewnością tutaj pozostanę. Podobnie jak Ty: kiedyś się wyciszałam, dziś nabrałam energii i absolutnie wierzę, że jeśli nic nie zmienię sama... to nic się nie zmieni w moim życiu. Trzymam kciuki za Ciebie i wierzę, że będziesz trzymała pozytywną formę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i życzę Ci wszystkiego, co najlepsze!

      Usuń
  18. Też zamierzam znów biegać, bo po operacji odeszło to niestety na cały rok na bok i przestać kochać chipsy i czekoladę :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Super zachęcający post, by w końcu coś ze sobą zrobić :) Bardzo fajne ujęcia, jak z reklamy :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

TOP