28.12.15

Jak przeżyć zimę? :)

Tytuł posta jest o tyle zabawny, że za oknem bardziej wiosna niż zima, przynajmniej na termometrze. Dla mnie jednak większym problemem jest brak światła i brak zieleni, mrozy tak bardzo mi nie przeszkadzają. Niemalże każdej zimy dopadał mnie dołek, chowałam się pod kocem z książką i filmem, narzekałam na los. W tym roku jest inaczej. Od września dużo zmieniłam w swojej codzienności - schudłam, stałam się aktywna, przestałam się przejmować głupotami i w efekcie tryskam energią o jakiej latem mogłam tylko pomarzyć. + 100 do motywacji, chęć dalszych zmian, rozwoju, podbijania świata. Na blogu kilka moich rad :)

19.12.15

Malta i moje idealne poranki w Sliemie

Na początku grudnia opublikowałam na blogu wpis o moich wrażeniach z pobytu na kursie języka angielskiego w szkole Maltalingua na Malcie. Zaczęliście pytać czy miałam w czasie nauki również jakiś czas tylko dla siebie i jak wyglądał rozkład dnia. Na to drugie pytanie odpowiem Wam za jakiś czas, a dziś chciałabym opowiedzieć na pierwsze. Tak, miałam czas dla siebie. Codziennie rano.
Jeszcze przed wyjazdem założyłam sobie, że będę wstawała bardzo wcześnie, żeby móc pospacerować i porobić zdjęcia. Dotrzymałam słowa i jestem z tego powodu bardzo zadowolona.
Szczerze mówiąc, teraz po powrocie tych poranków brakuje mi chyba najbardziej. Wpadłam w tak idealny rytm, że powrót do warszawskiej rzeczywistości był trudny i przepłaciłam go wieczornym łkaniem w poduszkę.
Na Malcie codziennie budziłam się o 6.15, praktycznie na 3 minuty przed budzikiem. Brałam  szybki prysznic, włączałam BBC, szykowałam posiłki do zabrania ze sobą na zajęcia. O 7.30 zaczynało się w hotelu śniadanie, starałam się być na czas. 
Drugiego dnia poznałam miłego, starszego pana z Wielkiej Brytanii i często spotykaliśmy się przy wspólnym stoliku, wymienialiśmy drobne uprzejmości, życząc sobie na koniec dobrego dnia :) Wracałam do pokoju po aparat i szłam w miasto. Mój hotel miał idealne położenie - przy promenadzie, dokładnie między Sliemą a St. Julians. 
Każdego dnia starałam się przejść przynajmniej 4-5 km, co ze względu na robienie zdjęć zajmowało mi równo godzinę. Czasami szłam promenadą wzdłuż morza, innym razem błądziłam po uliczkach Sliemy obserwując jak miasto budzi się do życia i wyłapując kolorowe detale.
Czasami odwiedzałam koty w parku albo podziwiałam panoramę Valletty z portu. Niekiedy zmieniałam kierunek zwiedzania i spacerowałam po zakątkach St. Julians.
Spacery rejestrowałam na Endomondo, żeby sprawdzać gdzie udało mi się dotrzeć, a jakie miejsca ominęłam. To bardzo pomocne szczególnie przy gąszczu podobnych do siebie, pastelowych uliczek Sliemy. Takie poranki są genialne, dają mnóstwo siły od samego rana i nastrajają pozytywnie (wiosną też tak chodziłam po Warszawie).
We wtorek buszowałam po dość odległych od szkoły okolicach. Fotografowałam drzwi, okna, kołatki i ozdoby. Była 8.20, gdy zobaczyłam ładny budynek. Ustawiłam się przed drzwiami, wycelowałam w nie obiektyw... a one się otworzyły i stanął w nich mój nauczyciel Jonathan! Nie wiem, które z nas było bardziej zaskoczone! Musiał pomyśleć, że jestem jakąś obłąkaną fanką :)
Naprawdę pokochałam tę poranną aktywność i podziwianie okolicy. Na Malcie szybko poczułam się jak w domu, miałam wrażenie, że jestem u siebie.
Myślę sobie, że gdyby podobnie był zorganizowany każdy dzień mojego roku, byłabym szczęśliwym i zrelaksowanym człowiekiem. Do tego potrzeba jednak też tego ciepła i słońca, które Malta oferuje w pakiecie, 
Gdybym pracowała w miejscu tak ciepłym i pełnym pozytywnych wibracji chyba bym oszalała z radości. Na wyjeździe nie przestawałam się uśmiechać i wróciłam bardzo spokojna.
Bardzo bym chciała kiedyś powtórzyć taki wyjazd, ale na dłużej, najchętniej na miesiąc. To byłby wspaniały czas, na pewno.

10.12.15

Maltalingua - relacja z pobytu na kursie języka angielskiego

Pamiętacie wakacyjny wpis "Język angielski na Malcie? Czemu nie!"? Jak wiecie, na współprace na blogu decyduję się tylko wtedy, gdy mam jakąś wewnętrzną pewność, że dana kampania jest spójna z tym, co chcę Wam przekazywać od ponad pięciu lat istnienia strony. Wizja nauki języka na pięknej wyspie wydała mi się ciekawa, nie chciałam jednak napisać "Tak, rekomenduję!", bo w szkole nie byłam. Zaproponowałam Marcie wywiad, w którym opowiedziała jak zaczęła pracę w St. Julian's i odpowiedziała na pytania, które uznałam, że mogą być kluczowe dla przyszłych uczniów, którzy nie mają pojęcia jak to wszystko wygląda.

Post został dobrze przyjęty, a my zamiast zakończyć współpracę, wciąż miałyśmy kontakt. Pomyślałam, że może warto byłoby wybrać się na tygodniowy kurs i poznać się osobiście? Postanowiłam lecieć na przełomie listopada i grudnia, bo wiedziałam, że w Polsce będzie już szaro, zimno i wiecznie ciemno, a na Malcie jest wówczas bardzo wiosennie, zielono i pięknie. Szkoła posiada apartamenty, w których można wynająć pokój lub daje możliwość zamieszkania u rodziny, ja jednak tym razem zdecydowałam się nocować w hotelu, aby połączyć naukę z pełnym relaksem w czasie wolnym. W tym temacie jest pełna dowolność i decyzja należy do kursantów. Wybrałam hotel położony przy samej promenadzie, kilka kroków od zatoki, ok. 10 minut spacerem od szkoły w cudnych okolicznościach przyrody.
Maltalingua English Language School położona jest w St. Julians, najpopularniejszej miejscowości, która kusi ogromem atrakcji zarówno w nocy jak i w ciągu dnia. W pobliżu są różne bary, restauracje, mały port. Promenada łączy miasto z sąsiednią Sliemą, o której kiedyś już pisałam. Można spacerować, bawić się, dobrze zjeść. Lokalizacja szkoły jest fantastyczna - w sercu miasta, ale zarazem przy spokojnej ulicy, bliziutko dużego marketu i małej kawiarni, w której co rano wpadałam na uczniów spragnionych mocnej kawy. Dookoła piękne budynki, przeurocze zakątki, koty przebiegające drogę. Nie będę Wam pisała o tym, że w szkole jest WiFi, sala komputerowa, biblioteka z książkami i płytami, a sale lekcyjne są wygodne i klimatyzowane, bo te informacje znajdziecie na stronie Maltalingua. Powiem tylko, że ze wszystkim co jest tam zawarte się zgadzam i mogę poręczyć za wiarygodność. Na stronie napisano, że w szkole panuje miła atmosfera, ale pewnie zaskoczę Was mówiąc, że w piątek płakałam żegnając się z ludźmi, pomimo, że byłam tam tylko tydzień. Wyczytacie z niej, że budynek ma dogodną lokalizację, ale nie macie pojęcia, jak piękna droga do niej prowadzi, jak błyszczy się o poranku woda w Spinola Bay i jak przyjemnie się obserwuje miasto, gdy budzi się do życia. Niezależnie, gdzie się mieszka, warto wstać 30 min wcześniej, pójść do pustego parku na spotkanie z kotami albo szybką powtórkę szkolnego materiału. To daje mnóstwo energii na kolejne godziny.
Pierwszego dnia zaczęliśmy od testu sprawdzającego wiedzę i krótkiej prezentacji szkoły, po czym wywieszono listy informujące o składzie grup na poszczególnych poziomach. Zamarłam, gdy ujrzałam  woje nazwisko na poziomie C1 (advanced), gdyż spodziewałam się najwyżej B1 (intermediate), bałam się, że sobie nie poradzę. Dziś uważam, że lepiej nie mogłam trafić! Ze strony dowiecie się, jakie nauczyciele mają certyfikaty, ale tylko ja Wam powiem, że są przede wszystkim cudownymi ludźmi, pracującymi z pasją.

Moja grupa, oprócz mnie, składała się z 6 osób (Ana z Mołdawii, Lara z Włoch, Martin z Bułgarii, Peter ze Słowacji, Soukaina z Maroka oraz Uxune z Hiszpanii). Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że znaczna część uczniów przyjeżdża na 3 miesiące, a nawet więcej! Większość osób była już od dawna, ale od razu poczułam się wśród nich swobodnie. W ramach zaproszenia miałam zagwarantowany kurs podstawowy, tj. 20h w tygodniu, ale po pierwszych zajęciach spytałam, czy mogę dopłacić do kursu rozszerzonego o 10h.
Dawno nie chodziłam na zajęcia z języka obcego, ale te które mam gdzieś w pamięci, były nudnawe. Książka, ćwiczenia, powtórzenia. Tutaj wielkie wrażenie zrobiła na mnie kreatywność nauczycieli, ich zaangażowanie i radość, jaką daje im praca. Czuć, że kochają to, co robią, a to się udziela. Mając WIFI w szkole, a nie mając w hotelu, nie chciało mi się nawet sięgać po telefon, tak mnie wciągała każda lekcja.  Poziom był faktycznie wysoki, ale czułam, że to dla mnie szansa i wyzwanie. I to jest kolejna rzecz, któramnie zaskoczyła pozytywnie - osoba decydująca o tym, w jakiej będę grupie, mogła na podstawie testu  wpisać poziom B2, bo tak mi wyszło. Jednak po krótkiej rozmowie dopisała "Would benefit from challenges provided in a higher class". Podoba mi się takie indywidualne podejście i duża wiara w czyjeś możliwości.

Każdego dnia miałam zajęcia z trzema osobami. Bardzo różne charaktery, różne podejście do pracy z nami, ale zawsze pełen profesjonalizm. Zarówno praca z książką, jak też mnóstwo "dodatków" takich jak piosenki, filmy, dodatkowe teksty i tematy, testy psychologiczne czy zagadki. Wyzwania, przede wszystkim. Ogromnym zaskoczeniem były dla mnie poruszane tematy. Od rozkręcania nowatorskiego biznesu, przez dyskryminację ze względu na płeć lub pochodzenie, rola wspomnień i doświadczeń, presja społeczna czy relacje międzyludzkie. Słuchanie, mówienie, czytanie, gramatyka, nowe słownictwo. Bardzo szybki i wymagający tryb nauki, który ja uważam za bardzo skuteczny. Każde zajęcia mijały tak szybko, że wręcz odczuwałam żal patrząc na zegarek.
Szkoła już pierwszego dnia zadbała o to, żebyśmy mogli się poznać - po lekcjach, o 15 odbyło się spotkanie zapoznawcze "starych" z "nowymi", połączone z degustacją wina i maltańskich przekąsek. Na dachu szkoły znajduje się mały bar prowadzony przez bardzo pozytywnego człowieka (ceny przyjazne!), basen, taras ze stołami. Jest to miejsce, w którym koncentruje się życie towarzyskie w czasie przerw. Dość szybko można poznać innych uczniów, bo w większości są to bardzo otwarci ludzie w różnym wieku, pochodzący z różnych środowisk. Myślę, że to jest wielka zaleta takich kursów - poza nauką języka, jest szansa na ciekawe dyskusje, na czerpanie z doświadczeń i kultury innych narodów oraz na spędzenie czasu w bardzo miłym towarzystwie.

W każdym tygodniu szkoła oferuje różne "zajęcia pozalekcyjne". Jedne są płatne, inne nie. Może to być wspólne wyjście do klubu na naukę salsy, zwiedzanie Gozo, paintball, spacer z przewodnikiem, rejs do Blue Grotto. Program się zmienia, co jest ważne szczególnie dla osób, które są długo. Ja się zdecydowałam na zwiedzanie Trzech Miast z przewodnikiem (10EUR w tym transfer). Było ciekawie, wróciłam zadowolona. To był nasz drugi dzień i już dało się wyczuć, że tworzą się małe podgrupy. Dużo czasu spędzałam z Larą i Peterem z mojej grupy oraz Beatą z Polski, z czasem dołączyło dwóch Niemców, dwóch Francuzów, Noemi z Hiszpanii i kolejne osoby. Larę pokochałam od razu, przegadałyśmy długie godziny na plaży po dużej ilości wina i wierzę, że jest to znajomość na długie lata. Z Beatą również mam nadzieję spotkać się we Wrocławiu.
Na popołudniowych zajęciach mieliśmy ciekawą dyskusję o oczekiwaniach, o tym, czy warto się na coś nastawiać, na coś liczyć, o tym, jak boli rozczarowanie, gdy nasza wizja czegoś się nie potwierdza. Powiedziałam wówczas o tym, że przyjeżdżając do szkoły naprawdę po raz pierwszy od dawna oddałam się w ręce ślepego losu, nic nie planowałam, w pełni otworzyłam się na nowe przeżycia. Powiem Wam, że to był jeden z moich najlepszych wyjazdów ostatnich lat, z wielu powodów. Po pierwsze, nauczyłam się dużo więcej niż się spodziewałam. Po drugie, rozgadałam się po angielsku, a miałam z tym duży problem. Po trzecie podarowano mi dużo wiary w mój potencjał, dużo wspierających słów. Po czwarte, śmiałam się jak szalona od rana do późnej nocy lub wczesnych poranków (w zależności od dnia :)). Po piąte poznałam wspaniałe osoby, a po szóste ułożyłam sobie idealny plan dnia, gwarantujący wiele wrażeń (opowiem Wam o tym w kolejnym wpisie).
Zapomniałam już, jak bardzo mi się Malta podobała. Jest bezpiecznym, przyjemnym miejscem do życia. Uwielbiam jej różnorodność, kulturowy mix, że jest "jakaś", wyrazista, ciekawa. Niczego tam nie brakuje, wszystko jest na wyciągnięcie ręki. To był bardzo dobry czas i zazdroszczę tym, którzy zostali na dłużej. Poczułam, że czas na zmiany. Wiele inspirujących osób pokazało mi, że nie można marnować czasu i jeśli coś nie daje mi spełnienia, powinnam to zmienić. Zobaczymy co przyniesie czas, ale czuję, że coś fajnego :) 
 .
Special thanks to:

Marta, who invited me to Maltalingua school 

Danielle, our morning teacher, for being so friendly and involved

      Jonathan, our creative and amazing teacher, who gave me a lot of self-confidence in english

      Katrin, our afternoon teacher, who is conscious, requiring and soooo supporting

Lara, my dear, Ti voglio bene and I miss You so much every day! 

People I met there - it was fantastic time with all of You guys!

7.12.15

Wygraj fotokalendarz - świąteczny prezent Last Minute!

WYNIKI KONKURSU 

    Dwa kody na fotokalendarze wędrują do:

Marleny Kawczyńskiej 
K-K Bello 

TOP