28.12.16

TOP 5 roku 2016

To był najlepszy rok w moim dotychczasowym życiu. Tym, którzy obiecywali, że po 30-tych urodzinach będzie najfajniej, muszę przyznać rację. Już w chwilę po zdmuchnięciu świeczek czułam, że idzie nowe. W styczniu tego roku byłam już tego pewna. To nie był rok samych sukcesów. To był rok walki ze sobą, wychodzenia ze strefy komfortu, wzlotów i upadków, wielu wylanych łez i pięknych niespodzianek na ich otarcie. Ten rok na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Dawno nie robiłam podsumowań, ale dziś chcę, aby móc do niego kiedyś wrócić.

NAJLEPSZE W 2016 

ODWAGA żeby ruszyć za głosem serca. Od zawsze miałam marzenia, które spychałam gdzieś głęboko i próbowałam je uciszyć, nie pozwolić im dojść do głosu. Bo nie powinnam, bo mam inne zobowiązania, bo co powiedzą bliscy. Siedziałam więc wepchnięta w niewygodne ramy cudzych oczekiwań, fantazjując o innym i jak mi się wydawało - lepszym życiu. Nadszedł jednak dzień, w którym powiedziałam "Dość! Mam prawo żyć po swojemu, błądzić i próbować". Od decyzji do czynu droga jest krótka, a wiatr w żagle wpada tak szybko, że człowiek gotowy za burtę wypaść z wrażenia... Wyprzedałam pół mieszkania, spakowałam 1 dużą walizkę, pożegnałam się z dotychczasową pracą, kupiłam bilet w 1 stronę na Maltę i poleciałam.

MALTA była czasem niezwykłym. Szkoła życia, jakiej nie dała mi żadna szkoła ;) Lekcja samodzielności, radzenia sobie ze strachem, odnajdywania się w niekomfortowych warunkach codziennego obcowania ze skrajnie różnymi ludźmi z różnych krańców świata. Malta jest wyjątkowa i już zawsze będę ją kochać. Poza niespełnionymi pragnieniami zamieszkania tam i znalezienia pracy, rozbitą umywalką i ogromem rozczarowań różnego typu, ta mała wyspa na Morzu Śródziemnym dała mi kilkanaście ważnych spotkań oraz mnóstwo istotnych wniosków na temat tego jak chcę, a jak nie chcę żyć i w jakie relacje warto się zaangażować, a w jakie nie. 

SPÓJNOŚĆ była moim problemem. A raczej jej brak. Zazdrościłam ludziom, u których wszystko było spójne - to, co mówią, robią, jak wyglądają i jak żyją. Przez wiele lat godziłam się na rozwiązania, które mi nie pasowały, wykonywałam pracę, która kłóciła się z moimi poglądami, spędzałam czas z ludźmi, z którymi w sumie nie miałam ochoty (z przyzwyczajenia lub bo wypadało). Goniłam za czymś, nie wiedząc za bardzo za czym i nie mogłam znaleźć spokoju i satysfakcji. Ten rok pomógł mi wyznaczyć priorytety, ścieżki i wizję przyszłości.

MIŁOŚĆ przyszła nieoczekiwanie. Przez kilka lat się mijaliśmy, żeby w końcu na siebie trafić w najbardziej niepozornych okolicznościach, jakie można sobie wymyślić. Bywałam na wsi u koleżanki raz do roku. To jedyny dzień, w którym nie chciało mi się umalować ani uczesać, siedziałam na tarasie z filiżanką kawy, wtedy na rowerze podjechał on i po 7h już widzieliśmy. Niedługo minie 6 miesięcy. Nie wiem czy w nadchodzącym roku uda nam się razem gdzieś wyjechać, ale dzięki niemu już wiem, że DOM to mieszkanie, w którym ktoś czeka.

PRACA po wielu latach w końcu zmieniona! Cóż mogę dodać. Kto mnie zna, wie doskonale, jak bardzo nie chciałam sprzedawać wakacji All Inclusive, jak bardzo mnie to nudziło, męczyło i irytowało, jak nie mogłam się pogodzić z tym, że moją pasję do poznawania świata zabijają codzienne rozmowy o wielkości basenów, ilości posiłków i odległości hotelu od morza. Moja praca wciąż ma związek ze zwiedzaniem, ale przy tym też z edukacją i moim ukochanym Londynem. Codziennie uczę się czegoś nowego. W końcu.

A CO WAŻNEGO SPOTKAŁO W TYM ROKU WAS?

19.12.16

O której jeść kolację, czyli o urokach wieczornych posiłków

To nie będzie wpis o dietach. Wręcz przeciwnie. Oczywiście wiem, że po 20 nie powinno się jeść ciężkich posiłków i w Polsce staram się tego trzymać. Na południu Europy jest jednak inaczej. Wyjeżdżam do Hiszpanii, Portugalii czy Włoch i automatycznie zmieniam tryb życia - lekkie śniadanie, szybki lunch i solidna kolacja, często trwająca godzinę lub znacznie dłużej. Jeśli do tego odbywa się w miłym towarzystwie, to naprawdę mogłaby nie mieć końca.

11.12.16

Jak wygląda tydzień kursu językowego na Malcie?

Minął ponad rok od kiedy wróciłam z kursu językowego na Malcie (relację opublikowałam tutaj). Jak większość z Was wie, spodobało mi się na tyle, że wróciłam w styczniu na kilka miesięcy. Często piszecie do mnie z pytaniami praktycznymi - jak wygląda sama nauka i lekcje, program tygodniowy, ile jest czasu wolnego itd. Ostatnio odpisywałam Annie i pomyślałam, że warto zrobić osobny wpis na ten temat. Jeśli chcecie lecieć na Maltę, żeby się uczyć* - przeczytajcie koniecznie!

4.12.16

"Nocny pociąg do Lizbony" - książka na zimę

Ciemne, zimowe wieczory nie są takie złe. Można usiąść na kanapie, obłożyć się miękkimi poduszkami i owinąć ciepłym kocem. Na stoliku postawić wielki kubek herbaty z cytryną i mały talerzyk z domowym piernikiem. Zapalić lampkę i poczuć pod palcami szeleszczące kartki ciekawej książki. Czytaliście "Nocny pociąg do Lizbony" Pascala Merciera? Jeśli nie, to warto to nadrobić jeszcze w tym roku!

29.11.16

Bigilla - maltańska pasta do pieczywa

Jeden z moich ulubionych smaków z Malty. Kupowałam tę pastę prawie codziennie, gdyż bez problemu można ją dostać w większości supermarketów. Początkowo myślałam, że zrobiona jest z fasoli maślanej, która na wyspie jest popularna. Oryginalne przepisy podają fasolę Ful Ta-Girba (nie wiem niestety co to jest) lub suszony bób. Nie jest on popularny w Polsce, ale udało mi się kupić paczkę w sklepie ze zdrową żywnością. Na Malcie bigilla jest serwowana z serem i oliwkami do pieczywa lub z krakersami galletti.

17.11.16

30 prezentów pod choinkę w folkowym stylu

Już druga połowa listopada. Za chwilę na ulicach rozbłysną kolorowe dekoracje, ruszą jarmarki bożonarodzeniowe, z radia sączyć się będą dźwięki nieśmiertelnego hitu zespołu Wham! (nigdy mi się nie znudzi), w telewizji puszczą film o Kevinie, co był sam w domu, a sklepy i ich klientów opanuje świąteczna gorączka. Przeglądałam ostatnio Internet poszukując inspiracji. Promuje się podarunki z różnych krańców świata, a mi w oko wpadły polskie motywy folkowe. Są idealną odpowiedzią na szarość za oknem, zachwycają eksplozją barw i swojskim klimatem. Zapraszam Was na przegląd tego, co spodobało mi się najbardziej. Ps. Wpis NIE jest sponsorowany!

11.11.16

Za co lubię Paryż?

Śnił mi się ostatnio Paryż. Spacerowałam jakąś dobrze mi znaną ulicą i nagle zaczął padać deszcz. Próbowałam się schować pod dachem w jednym z podwórek, ale czarna, ozdobna brama była zamknięta. Pobiegłam dalej, weszłam do sklepu, który wyglądał na starą księgarnię i ... obudziłam się. Zaskoczył mnie ten sen, bo niewiele o tym mieście myślę. Byłam kilka razy, podobało mi się, ale mojego serca nie porwało. Jest jednak kilka powodów, dla których naprawdę Paryż lubię. Dziś o tym na blogu.

7.11.16

Październikowe inspiracje

Kiedy w 2010 roku zaczynałam prowadzić bloga, planowałam pisać wyłącznie relacje z wyjazdów. Przez ostatnie trzy lata blog stał się bardziej osobisty - więcej mówię o sobie, o moich życiowych wyborach i decyzjach, sukcesach oraz porażkach. Kiedyś pisałam też o polecanych filmach i książkach, prezentowałam różne przepisy, na Facebooku wciąż udostępniam interesujące mnie linki. Ostatnio podróżuję mniej, ale nadal chcę pisać i dzielić z Wami tym, co lubię.

1.11.16

Konkurs dla dziewczyn! Wyjątkowe spotkanie w Warszawie

Znacie Anitę Demianowicz? Przypuszczam, że większość z Was słyszała o Jej projekcie TRAMPki - Spotkania Podróżujących Kobiet. Anita od lat podróżuje po całym świecie, prowadzi bloga, robi wspaniałe zdjęcia, a niedawno wydała pierwszą książkę (którą mam w domu i na pewno o niej napiszę). W listopadzie planuje kameralne spotkanie z 12 dziewczynami, które szukają inspiracji i motywacji, aby wyruszyć w wymarzoną podróż. Co to za wydarzenie i czemu akurat ja o nim piszę? Dowiecie się poniżej.

27.10.16

Jesiennie porządki w szafie i życiu

Moim zdaniem robienie generalnych porządków ma w sobie terapeutyczną moc. Zaczyna się skromnie - od uporządkowania przestrzeni wokół siebie, a kończy zwykle na oczyszczeniu głowy z nadmiaru myśli i ciała ze wszystkich złych emocji. Nieład dookoła jest czymś, co mnie zawsze przytłacza i dołuje. W bałaganie staję się nerwowa, chaotyczna i gorzej zorganizowana. Każdej jesieni daję sobie zatem kilka dni, aby zmienić coś w mieszkaniu, a w konsekwencji zazwyczaj... zmieniam coś w życiu.

21.10.16

Najładniejsze parki i ogrody w Warszawie

W czerwcu postanowiłam zobaczyć wszystkie parki, ogrody i tereny zieleni w Warszawie, aby wybrać te według mnie najładniejsze. Zamiast umawiać się na kawę czy obiad, odwiedzałam ze znajomymi parki w Śródmieściu, na Żoliborzu, na Pradze, na Mokotowie, na Woli i w innych zakątkach miasta, robiłam zdjęcia i wybierałam te najpiękniejsze. Jesienią kolory parków są już inne, ale wciąż warto się do nich wybrać. Wpis powstawał bardzo długo, ale w końcu jest. Zapraszam Was na wspólne odkrywanie zielonego oblicza stolicy.

5.10.16

Kazimierz Dolny jesienią - jaki jest?

Kazimierz Dolny jesienią Kazimierz Dolny uliczka
Kazimierz Dolny od lat znany jest jako popularny kierunek weekendowych i jednodniowych wypadów mieszkańców Lublina i Warszawy. Sama byłam tam wiele razy, praktycznie o każdej porze roku. Relacje na blogu pojawiły się już we wpisach "Sielski i pełen słońca weekend" oraz "Kazimierz Dolny zimą - czy warto?". Ostatnio dość często bywam w okolicy i miałam okazję podziwiać miasteczko jesienią. Jakie wówczas jest?

26.9.16

31 lat później

Urodziłam się 26 września. Czyż to nie doskonały czas, żeby przyjść na świat? Wczesna jesień, zazwyczaj ta najpiękniejsza. Wciąż jest ciepło i słonecznie, drzewa są jeszcze pełne liści, które powoli zmieniają kolor z zielonych na żółte, czerwone, brązowe. Za chwile będą już one tylko wspomnieniem. Znów nadejdzie znienawidzona przeze mnie Epoka Smutku, znana powszechnie jako "zima", ale teraz na zewnątrz jest doskonale i chcę się tym cieszyć jak najdłużej. Urodziny to zawsze czas przemyśleń, różnych wniosków, marzeń o przyszłości. Ja tymczasem dziś uciekam myślami w przeszłość i wspominam swoje dzieciństwo.

16.9.16

Bergamo - Brescia - Wenecja, czyli moje włoskie dolce vita

Tegoroczne wakacje były bardzo pracowite. Już w czerwcu wiedziałam, że będzie ciężko i że pod koniec sierpnia będę zupełnie bez sił. Nie było łatwo wstawać co rano z łóżka, jechać do sezonowej pracy i wracać w środku nocy z uśmiechem. W ramach motywacji postanowiłam kupić bilety lotnicze na jakiś krótki wyjazd na początku września. Ostatnim dniem pracy był 31.08, a ja już 01.09 o świcie byłam na lotnisku, czekając na samolot do Bergamo. 4 dni we Włoszech to mało, ale zarazem wystarczająco długo, aby odwiedzić kilka pięknych miejsc, zjeść coś smacznego i co najważniejsze - spotkać osoby, za którymi tęskniłam.

31.8.16

12 miesięcy zmian. Co mi dały?

Dzisiejszy dzień, 31 sierpnia jest dla mnie bardzo symboliczny. Dokładnie rok temu, ostatniego dnia wakacji, leżałam na łóżku patrząc w sufit. W głowie miałam tysiące myśli, a gdy zadzwoniła do mnie koleżanka, wybuchnęłam płaczem. Był to poniedziałek, a poprzedzajcy go weekend spędziłam nad morzem, ze znajomymi znajomych. Nigdy wcześniej nie czułam się tak samotna wśród ludzi jak wtedy. Byli sympatyczni, ale miałam wrażenie, że tam nie pasuję, nie umiem znaleźć sobie miejsca, nie udało mi się w życiu zbudować nic stałego przez ciągłe podróże, pośpiech i wiecznie napięty grafik.  (pisałam o tym we wpisie Wyrzuć telefon i aparat, a odpowiedzi przyjdą same). Zaczęłam myśleć o moim życiu, zbliżającej się 30-stce i poczułam, że jeśli natychmiast czegoś nie zmienię, to oszaleję.

21.8.16

Targ w Marsaxlokk i kulinarne wspomnienia

Marsaxlokk łódki w porcie
Są takie dni, gdy tęsknię za Maltą. Trudno wyrzucić z pamięci spędzone tam miesiące, zresztą nawet nie będę próbowała. Tym, czego bardzo mi brakuje, są spacery z Marsascala do Marsaxlokk, połączone z zakupami na targu. Wiele osób uważa to miejsce za komercyjne i nieciekawe. Zapraszam Was dziś na relację z niedzielnego marketu w Marsaxlokk, postaram się Was przekonać, że jest godny uwagi!

11.8.16

Ogród w Wilanowie letnią porą

Wilanów był dla mnie zawsze nieco nieokrytym lądem. Mieszkam dość daleko, po przeciwnej stronie Warszawy i byłam tam może raz lub dwa. Zupełnie nieoczekiwanie los rzucił mnie w te okolice na wakacje - pracuję w biurze położonym 15 minut rowerem od Muzeum Pałacu Jana III Sobieskiego.

3.8.16

Czy istnieje życie po Malcie?

Czytałam ostatnio przed snem magazyn Lente. Jeden, zupełnie niepozorny artykuł ozdobiony burymi zdjęciami, ujął mnie szczególnie. Tak bliski mojemu sercu, że miałam wrażenie, iż czytam o sobie. Autorka opowiadała w nim o czasie, który spędziła kiedyś w Neapolu. A może raczej o tym, jak zaczęła odbierać swoje rodzinne miasto wtedy, gdy z niego wróciła.

21.7.16

Rodzaje kaw w Portugalii - jak zamówić odpowiednią?

Portugalska kawa galao
Portugalia to wymarzone miejsce dla miłośników dobrego jedzenia. Na blogu pojawiło się kilka wpisów o kuchni portugalskiej, ale ciągle czegoś mi brakowało. Musicie bowiem wiedzieć, że to kraj słynący nie tylko z ryb, pysznych babeczek z Belem, doskonałego wina, ale też... kawy. To właśnie kawa jest w Portugalii najważniejszym akcentem poranka. W tym zakątku nad Atlantykiem każdy kawosz poczuje się jak w raju! Dziś przewodnik po rodzajach kaw, jakie spotkacie w Portugalii.

15.7.16

Ankieta Całe Życie w Podróży - co dalej?

Bardzo dziękuję Wam za udział w ankiecie. Wszystkie odpowiedzi są dla mnie bardzo cenne i na pewno wezmę je pod uwagę. Liczyłam na 30-50 ankiet (wersja optymistyczna), dostałam 108 w zaledwie 3 dni. Chciałabym podzielić się z Wami wynikami. Miałam świadomość, że pojawią się zarówno miłe, jak też niemiłe rzeczy, ale odpowiedzi wielokrotnie mnie zaskoczyły i wzruszyły. Informacje dotyczące metryczki oraz tego, kim jesteście zachowam dla siebie, ale dziękuję za to, że podzieliliście się ze mną swoimi zainteresowaniami. Jesteście gotowi?

13.7.16

Jarmark Jagielloński w Sandomierzu - relacja

Sandomierz Jarmark Jagielloński relacja
To położone na siedmiu wzgórzach, pełne uroku miasto chciałam odwiedzić od dawna. W końcu udało się w minioną niedzielę. Termin wybrałam nieprzypadkowo - w weekend odbywał się tam Jarmark Jagielloński. Chciałam go porównać z tym, który widziałam kiedyś w Lublinie a poza tym, zawsze jest fajniej jak coś się dzieje. Zapraszam na relację!
Sandomierz Jarmark Jagielloński relacja
Z czym kojarzy mi się Sandomierz? Oczywiście z serialem "Ojciec Mateusz". W dobie popularności "Gry o tron" to pewnie obciach przyznać, że zdarza mi się włączyć przygody księdza-detektywa jeżdżącego wszędzie na rowerze i zbawiającego świat, ale wspaniale mi się przy nim gotuje i prasuje, więc czasami leci w tle. Bardziej jednak słucham z oddali niż oglądam, więc samego miasta nie widuję w nim wiele.
Sandomierz Jarmark Jagielloński relacja
Sandomierz serialem żyje, to na pewno. W Internecie można znaleźć mapy "Śladami Ojca Mateusza", na miejscu można kupić pamiątki (pocztówki, breloczki, kubki, koszulki a nawet słodycze) z jego wizerunkiem czy książki kucharskie Natalii Borowik, która na ekranie gotuje i opiekuje się plebanią. Ja aż taką fanką nie jestem, ale widziałam sporo osób podążających tymi szlakami.
Sandomierz Jarmark Jagielloński relacja
Śmieję się czasami, że przestępczość i poziom grzechów wszelakich musiał w tym mieście sięgnąć bardzo niebezpiecznego progu - ciągle ktoś zostaje pobity / porwany / zamordowany lub okradziony. Tragedia goni tragedię, a to takie miłe i niepozorne miejsce ;) Opuśćmy jednak serialową fikcję i przejdźmy do konkretów.
Sandomierz Jarmark Jagielloński relacja
Kilka osób pytało mnie na facebooku, jak tam dojechałam. Od niedawna z Warszawy do Sandomierza jeździ czerwony autobus z białym bocianem, przez Radom i Ostrowiec Świętokrzyski. Podróż trwa 3.40h, co jest miłą odmianą po PKS-ie, który jechał 5.50h. Bilet kupiłam w promocji za 16zł, na miejsce dojechałam o 12.40 i miałam czas do 18.20. Autobusy stają w dzielnicy domków jednorodzinnych, około 10 minut spacerem od Rynku.
Sandomierz Jarmark Jagielloński relacja
Pierwsze wrażenie - świetne oznakowanie. Od razu czekały na mnie tabliczki informujące, gdzie dojdę skręcając w daną ulicę. Spacer do Rynku jest relaksujący - okolica jest cicha, mijałam piękne domy z pełnymi kwiatów ogródkami.
Cydr Sandomierski
Kiedy doszłam w okolice Bramy Opatowskiej, zamarzyłam o wizycie w toalecie. Podeszłam do ogromnej mapy miasta z nadzieją, że jakąś tam znajdę i wtedy podszedł do mnie przewodnik. Myślałam, że chce zaoferować swoje usługi wspólnego zwiedzania, ale okazało się, że pełni bezpłatny dyżur dla turystów. Kolejna pozytywna niespodzianka. Od razu wskazał mi najbliższą toaletę (zaledwie 100 m dalej), w której spotkałam się z niezwykle miłą obsługą (może dziwnie to brzmi w kontekście szaletów miejskich, ale jak ktoś z uśmiechem podaje mi kawałek papierowego ręcznika życząc miłego dnia, to od razu robi się przyjemniej).
Sandomierz Jarmark Jagielloński relacja
Po tym oto pozytywnym akcencie mogłam wyruszyć w miasto, aby ponownie napełnić pęcherz. Na dobry początek zdecydowałam się na bezalkoholowy Cydr Sandomierski (6zł) sprzedawany na jednym ze straganów. Był jak dla mnie trochę za mało wyrazisty w smaku, ale smaczny. Później kupiłam lodowaty, domowy podpiwek (4zł za 400 ml) i to był strzał w dziesiątkę! Przepyszny.
Sandomierz Jarmark Jagielloński relacja
Rynek w Sandomierzu jest bardzo czysty i dopieszczony. Jarmark oznacza mnóstwo ludzi przez cały dzień, a praktycznie nie widziałam śmieci leżących na ulicy (pomimo przepełnionych koszy). Budynki są zadbane, a na zwiedzających czeka bardzo duży wybór lokali gastronomicznych (różnego typu). Rekordy biją lodziarnie - takiej ilości na m2 nie widziałam nawet we Włoszech! Są też małe cukiernie, restauracje, knajpy z piwem. Koleżanka polecała mi jedno miejsce z pierogami, ale niestety ok. 16 nie było już prawie żadnych.
Sandomierz Jarmark Jagielloński relacja
Jarmark nie był bardzo duży, ale fajnie zorganizowany. Duży wybór przysmaków z różnych regionów Polski i nie tylko (góralskie sery, wędliny z Mazur, kiełbasy i smalec z Litwy, miody z lokalnych pasiek, przyprawy, grecka chałwa), do tego rękodzieło, biżuteria z krzemieniem pasiastym (kamień szlachetny wydobywany w tych okolicach) wiklinowe koszyki i inne szpargały. Ceny raczej przystępne. W wielu miejscach można też kupić krówki sandomierskie o idealnej konsystencji.
Ponieważ jestem bardzo zmęczona rytmem wakacyjnej pracy (czas wolny to dla mnie teraz pojęcie abstrakcyjne), postanowiłam, że nie będę biegać z wywieszonym językiem po całym mieście w swój jedyny wolny dzień w tygodniu i odpuszczę Góry Pieprzowe (chociaż z pewnym żalem).
Wybrałam się do Starego Portu i nad rzekę. Z tego miejsca odpływają statki, które zabierają pasażerów w rejs po Wiśle. 30-minutowy kosztuje 13zł (dzieci 9zł), a godzinny 25zł (dzieci 18zł).
Prosto stamtąd udałam się do lessowego Wąwozu Królowej Jadwigi. Ma on 500m długości i w najwyższych miejscach 10m wysokości. Jest zielony i przyjemnie chłodny, szczególnie w upalny dzień. Podejście pod górę jest łatwe, nie sprawia żadnych trudności nawet dzieciom.
Schodząc następnie w dół ulicą Staromiejską, doszłam do Klasztoru Ojców Dominikanów przy którym znajduje się malownicza winnica Św. Jakuba i kawiarenka "Dominikańskie smaki" serwująca m.in. kawę, lody, ciasta, żurek i bigos. Kilka kroków stąd położony jest Zamek Królewski i bazylika katedralna Narodzenia NMP (warto wejść do środka, bardzo piękne wnętrze).
Spacerowałam okolicznymi uliczkami, spędziłam też dużo czasu na samym Rynku, oglądając występy śpiewu i tańca (odganiając przy tym gigantyczne, latające mrówki!). Szukając informacji, gdzie mogę coś zjeść, znalazłam opis Starej Piekarni i postanowiłam się do niej wybrać. Miejsce ma niesamowity klimat, możecie zobaczyć zdjęcia tutaj. Finalnie kupiłam tylko chleb żytni (przepyszny!), ale jeśli ktoś lubi cięższe smaki (gulasz, zupa mięsna, zalewajka, żur) i nietuzinkowy wystrój, na pewno będzie zadowolony.
Na miejscu spędziłam 5h, raczej na luzie. Nie miałam siły ustawiać się w bardzo długiej kolejce do punktu widokowego na szczycie Bramy Opatowskiej a podziemne piwnice nie są w moim guście. Włóczyłam się tu i tak, opalałam i korzystałam z cudownego zraszacza ustawionego koło budynku Poczty Polskiej. To był bardzo przyjemny dzień, cieszę się, że się zmobilizowałam, żeby rano wstać, zamiast odsypiać zmęczenie. Zdrzemnęłam się po drodze i naładowałam baterie na kolejny tydzień.

7.7.16

Ogród różany w Parku Skaryszewskim

Warszawa jest fantastyczna i zaskakuje mnie coraz bardziej. To miasto zmienia się w takim tempie, że trudno za nim nadążyć. Mieszkam tu ponad 30 lat, a ciągle mam wrażenie, że za mało ją znam, szczególnie po praskiej stronie Wisły. W minioną niedzielę, po raz chyba drugi w życiu wybrałam się do Parku Skaryszewskiego. Zachwycałam się londyńskim Regent's Park i jego różanym ogrodem, a nie miałam pojęcia, że równie piękny mam dosłownie na wyciągnięcie ręki! Cudze chwalicie...

3.7.16

Ile poświęcisz dla dobrego ujęcia?

Nie planowałam tego posta. Miałam w głowie luźne przemyślenia, czasem omawiałam je w wąskim gronie znajomych, ale dzisiaj coś we mnie pękło. Przeczytałam rano informację o pewnym incydencie, który miał miejsce w Lizbonie i postanowiłam o tym napisać. O co chodzi? O wypadki i nieprzyjemne zdarzenia związane z ... robieniem zdjęć typu selfie i kręceniem filmów. Ich ilość rośnie w zastraszającym tempie a ja za każdym razem jestem coraz bardziej zdumiona. Czy naprawdę dla dobrego ujęcia jesteśmy w stanie zrobić wszystko, nie licząc się z nikim i niczym?

29.6.16

Zdjęcia - papierowe wspomnienia

Rozmawiałam ostatnio ze znajomymi o tym, czy warto wywoływać zdjęcia z podróży i czy ktoś jeszcze to robi. Kiedyś było inaczej - ilość fotografii z wakacji uzależniona była od ilości posiadanych klisz do aparatu (np. ja w czasie 2-tygodniowego pobytu na Costa Brava i w Barcelonie w 2002 roku zużyłam dwie 36-zdjęciowe). Trzeba było przemyśleć ujęcie wiedząc, że nie będzie szansy go powtórzyć. Teraz jest łatwej, ale ma to swoje konsekwencje.

26.6.16

To będzie dobre lato!

Szczęśliwi wszyscy, dla których w piątek zaczęły się wakacje! Obserwowałam w metrze i autobusie podekscytowane dzieci i zadowolonych nastolatków ze świadectwami pod pachą. Uśmiechnięci, wyluzowani - oceny wystawione, kolejny rok szkolny za nimi. Można planować, marzyć i śnić, cieszyć się swobodą i urokami lata. Wzbudziło to we mnie trochę wspomnień z dawnych czasów.

21.6.16

Wszystkie twarze Malty

Moja Malta to nie tylko miejsca. To przede wszystkim ludzie, których los rzucił w tym samym czasie na tę małą wyspę na Morzu Śródziemnym. Ludzie z różnych stron świata - z Polski, Europy, Ameryki Południowej i Azji. Ludzie o różnych zainteresowaniach, poglądach i charakterach, na różnych etapach życia. Z jednymi polubiłam się od pierwszego wejrzenia, z innymi nie nadawaliśmy na tych samych falach. Część pojawiła się tylko na chwilę, ale niektórzy na wiele tygodni lub nawet miesięcy. Dzisiejszy wpis jest inny niż wszystkie dotychczasowe. Te najważniejsze spotkania. Dużo czytania, zupełnie nic do oglądania. Ciekawa jestem czy ktoś podejmie to wyzwanie?

17.6.16

Jednodniowe wycieczki z Lizbony - do 100km

Jednodniowe wycieczki z Lizbony
Ten wpis chodził mi po głowie od dawna. Nie zliczę ile e-maili z pytaniem "Co zobaczyć w okolicach Lizbony?" dostałam od Was w ciągu ostatnich 6 lat. Wysyłałam Wam długą listę linków z bloga plus dodatkowe sugestie, a tydzień temu zadałam sobie pytanie "Po co? Przecież można całą tę wiedzę zebrać w jednym miejscu". Tak zrobiłam. Postanowiłam skupić się dziś na miejscach położonych max. 100 km od Lizbony. Miasta do zwiedzania, zabytki, plaże i piękne krajobrazy. To co, zaczynamy?

12.6.16

Portugalska Sesimbra - malownicze, rybackie miasteczko

Sesimbra Portugalia plaża
Lubię miasta - duże, gwarne, tętniące życiem. Uwielbiam ich rytm, dźwięki, zapachy. Lubię obserwować ludzi, którzy się gdzieś śpieszą, nieco zagubieni w nadmiarze obowiązków. Są jednak takie chwile, gdy potrzebuję spokoju. Ciszy. Ucieczki od tego zgiełku. Wyludnione w czasie popołudniowej przerwy, urocze miasteczka południa Europy są wtedy niezastąpione. Dziś zapraszam Was w podróż nieco sentymentalną do Sesimbry - miejscowości, którą czasem odwiedzam, gdy zmęczy mnie dłuższy pobyt w Lizbonie.

5.6.16

Tradycyjne maltańskie ciastka kwarezimal - przepis

Kwarezimal ciastko maltańskie
Kwarezimal, czyli tradycyjne słodycze jadłam na Malcie po raz pierwszy w marcu. Zaciekawił mnie ich wygląd, poprosiłam sprzedawcę, aby opowiedział mi coś więcej. Okazało się, że to lokalny przysmak, który sprzedawany jest wyłącznie w okresie Wielkiego Postu. Te maltańskie ciastka są ciężkie, korzenne i mocno migdałowe. Nie zawierają tłuszczu ani nabiału, pachną miodem i cynamonem. Uwaga! Uzależniają.

1.6.16

Malta informacje praktyczne + co warto zobaczyć

Malta informacje praktyczne
Ten wpis po raz pierwszy pojawił się cztery lata temu. Wiele informacji było już nieaktualnych, a ja mieszkając w tym roku na wyspie przez kilka miesięcy poznałam ją znacznie lepiej. Postanowiłam więc go zaktualizować. Poniżej najważniejsze informacje, ze szczególnym naciskiem na to, jaką miejscowość na Malcie wybraćponieważ dużo osób mnie o to pyta. Jest też dużo na temat transportu, jedzenia i cen. Mam nadzieję, że wpis będzie przydatny i rozwieje wszelkie wątpliwości. 

29.5.16

Czy EKUZ wystarczy na zagraniczny wyjazd?

Bardzo często rozmawiam ze znajomymi o ubezpieczeniach turystycznych. Dużo osób ma wątpliwości, czy są one niezbędne, skoro można za darmo wziąć z NFZ Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ). Dziś spróbuję wytłumaczyć czym się różnią te dwie formy zabezpieczenia się przed wypadkami w czasie urlopu.

23.5.16

Amsterdam - miasto rowerów

Amsterdam kanały
Od mojej krótkiej wizyty w stolicy Holandii minął już ponad rok, a ja na blogu nie było jeszcze żadnej relacji. Nadrobimy to dziś, bo zdjęcia idealnie komponują się z wiosenną aurą, która nas otacza. Zaczniemy od jej rowerowego, bardzo pozytywnego i barwnego oblicza. 

19.5.16

Koniec maltańskiej przygody

Początek końca mojej Maltańskiej Przygody odcinek III nastąpił tak szybko, że nie miałam już nawet odwagi Wam tego komunikować. Kiedy? Pierwszego dnia pobytu. Cofnijmy się jednak trochę w czasie... Kilka tygodni temu gościłam dawno niewidzianą znajomą. Spytała "O co chodzi z tą Maltą? Czemu tam?". Odpowiedziałam "Wiesz co, sama już nie wiem, może to było chwilowe zaćmienie?". Znamy to uczucie, prawda? Szczególnie intensywne, gdy się zakochamy. Na początku jest czyste szaleństwo, motyle w brzuchu i totalny brak możliwości logicznego myślenia. Grudniowy wyjazd był naprawdęmwyjątkowy. Poznałam wspaniałych ludzi, zachwyciłam się wiosenną pogodą w środku zimy i możliwościami, jakie daje ta mała wyspa. Wróciłam styczniu. na trzy miesiące. Ten ostatni wyjazd był bardzo intensywny, dużo zmienił w moim życiu.

5.5.16

Zagubione notatki i ... powrót na Maltę

Cały weekend majowy sprzątałam. W ramach generalnych porządków postanowiłam m.in. wynieść do biblioteki trochę niepotrzebnych książek. Znalazłam w nich pocztówki, zakładki, a nawet różne notatki. Jedna kartka była sporym zaskoczeniem. Nie pamiętam kiedy to napisałam ani po co. Nie kojarzę hostelu z takimi zdjęciami na ścianie... Może planowałam napisać opowiadanie? Nie wiem.
TOP