21.6.16

Wszystkie twarze Malty

Moja Malta to nie tylko miejsca. To przede wszystkim ludzie, których los rzucił w tym samym czasie na tę małą wyspę na Morzu Śródziemnym. Ludzie z różnych stron świata - z Polski, Europy, Ameryki Południowej i Azji. Ludzie o różnych zainteresowaniach, poglądach i charakterach, na różnych etapach życia. Z jednymi polubiłam się od pierwszego wejrzenia, z innymi nie nadawaliśmy na tych samych falach. Część pojawiła się tylko na chwilę, ale niektórzy na wiele tygodni lub nawet miesięcy. Dzisiejszy wpis jest inny niż wszystkie dotychczasowe. Te najważniejsze spotkania. Dużo czytania, zupełnie nic do oglądania. Ciekawa jestem czy ktoś podejmie to wyzwanie?


DUSZA TOWARZYSTWA

Są ludzie, którzy wchodzą do pokoju i od razu przykuwają uwagę wszystkich, a ich uśmiech rozjaśnia każdą ciemność. Jakby nagle ktoś zapalił światło albo fajerwerki rozbłysły na nocnym niebie. Taki był on. Love at first sight. Z grudniowego spotkania pamiętam dopasowany szary sweter, piegi i delikatne rumieńce na jasnych policzkach oraz to, z jak wielką uwagą potrafił słuchać. Zawsze ciekawy drugiego człowieka i jego historii. Nie bał się bezpośrednich, czasem niebezpiecznych pytań, bo nie ma dla niego tematów tabu. Jeden z tych, w których towarzystwie długie godziny wydają się sekundami i odczuwa się żal, gdy wspólnie spędzony czas dobiega końca. Otwarty na ludzi i robiący wszystko, aby czuli się swobodnie w jego obecności. Niewiele znam osób, które potrafią bezinteresownie dać innym tyle motywacji, wiary w siebie i odwagi do spełniania marzeń. Inteligentny, zabawny i z dużą dozą dystansu do samego siebie. Żegnaliśmy się kilka razy, ale nigdy na zawsze. Kiedyś go jeszcze spotkam, jestem tego pewna.

MŁODY GNIEWNY

Siedział w klubie obok M. Włosy na żel, przestraszone spojrzenie i nieco za ciasna biała koszulka. Przedstawiłam się, ale tylko odmruknął coś pod nosem. Okazało się, że po angielsku mówi słabo, ale bardzo chce się nauczyć. I że będziemy mieszkać razem. "Be my teacher", rzucił z zalotnym uśmiechem pierwszego dnia. Popołudnia spędzał z książką lub aplikacją do nauki słówek, której dźwięk doprowadzał mnie do szału. Uwielbiał mnie wkurzać, a gdy byłam o krok od tłuczenia talerzy, robił minę diabła, która rozbawiała mnie do łez. Byłam dumna, gdy po pięciu miesiącach pokazał mi dyplom ukończenia kursu na poziomie Advanced. Wiedziałam, że osiągnął swój cel, że spełni marzenia o pracy w innym kraju i że nigdy więcej go nie zobaczę ani nie usłyszę. "It was good and crazy time with you, but you know my situation..." napisał na WhatsApp ostatniej nocy. Yes, I know. Nie czuję żalu, bo to był zwariowany czas. "Just one moment in time", który ma z góry określoną datę ważności.


DZIEWCZYNA PIRATA

Wybrałyśmy miejsca w tej samej ławce, jakby podświadomie czując, że tak powinno być. Miała kasztanowe włosy i oczy w kształcie migdałów. Zawsze wpatrzona w swój zeszyt, notowała wszystko zielonym ołówkiem. Spokojna i pełna uroku. Siedziałyśmy na plaży z butelką czerwonego wina w chłodną noc, twardy żwir właził nam pod krótkie sukienki i rozmawiałyśmy o rzeczach, o których zazwyczaj nie mówi się nowo poznanym osobom. Długo, szczerze, z dużym kredytem zaufania. Wyjeżdżając nazajutrz wiedziałam, że będę za nią tęsknić. Pisała codzienne relacje z Malty, a kiedy ja na wyspę wróciłam, pisałam do niej. Co słychać w szkole, gdzie jadę, kto przyjechał, a kto wyjeżdża. Kopała mnie w tyłek na odległość, gdy miałam gorsze dni i wysyłała tulipany o poranku, życząc dobrego dnia. To jedno z najlepszych maltańskich spotkań i głeboko wierzę, że ta znajomość przetrwa. Chcę ją zobaczyć i uścisnąć, oby jak najszybciej.

SZALONY KAPELUSZNIK

Bałam się go. Był trochę mroczny i patrzył na mnie jakby przez mgłę. Nie unikałam go, ale też nie szukałam szczególnie jego towarzystwa. Mówili, że nie rozmawia z nikim po angielsku, bo nie umie albo mu się nie chce - ciężko było zgadnąć, co mu w duszy gra. Zaczepił mnie kiedyś w Paceville, siedząc przy barze z kolorowym drinkiem. Nie wiem kiedy minęły dwie godziny konwersacji mieszanką języka migowego, angielskiego i hiszpańskiego. Od tego dnia zawsze był już gdzieś w pobliżu. Miał szaleństwo w oczach, słuchał w kółko tej samej piosenki i przygotowywał dziwne posiłki, tańcząc przy tym i śpiewając. Śmiał się głośno, aby po chwili wpaść w smutną zadumę. Przytulał mnie bez powodu i było to zupełnie naturalne. Dostałam od niego najbardziej dziwaczny pożegnalny prezent, jaki można sobie wyobrazić. Co jakiś czas wysyła mi uśmiech lub krótkie "Te extraño hermana". Nie trzeba nic więcej.

PAN PERFEKCYJNY

Weszłam do szkoły i od razu ich zobaczyłam. Wysoki blondyn i niewysoka blondynka. Są takie momenty, gdy od razu się czuje, że warto zagadać. Polubiłam go. Co chwila odbierał telefony z pracy i bardzo dużo mówił. Mieszał angielski z niemieckim w najśmieszniejszy możliwy sposób albo mylił słowa i mały sklep na lekkim wzniesieniu z pełną powagą nazywał supermarketem w górach. Był punktualny i nie mógł zrozumieć, czemu zawsze się spóźniam o trzy minuty. Słowny, rzetelny i dokładny jak szwajcarski zegarek. Wyjeżdżając obiecał "I will try to come back, I promise". Prawie się udało, ale po drodze spóźnił się na samolot, agent źle przebukował mu kolejny bilet, a w pociągu, którym wracał załamany z lotniska, znaleziono zwłoki. Tego było za wiele dla kogoś, kto ma zaplanowaną każdą minutę życia. Zniknął na długie tygodnie. Do dziś pojawia się, a potem znów go nie ma. Nie czekam, ale cieszę się, gdy wraca, bo zawsze poprawia mi humor.

NA ROZSTAJU DRÓG

Siedziałyśmy w porcie, gapiąc się bez słowa na kolorowe łódki. Słońce odbijało się od turkusowej tafli wody, a nasze śmietankowe lody topiły się w zastraszającym tempie. Często chodziłyśmy tam w czasie długiej przerwy, to był nasz mały azyl. Malta mocno zachwiała jej życiem, kazała przemyśleć przyszłość związku z mężczyzną, który został w domu. Pojawił się ten trzeci. Dawno nie widziałam takich spojrzeń i tak silnych uczuć gotujących się w dwójce ludzi, którzy chcą więcej, ale wiedzą, że nie mogą. Myślałam jednak, że to się może udać. Ona chyba też. Kupiła bilet, miała lecieć do niego za kilka tygodni. "I don't think it's a good idea, I'm so sorry...", napisał po krótkim czasie. Miała tak smutne oczy, że prawie potrafiłam poczuć jej ból. Dobrze się jednak stało, bo zrozumiała, jak bardzo była ślepa. Ten, który czekał, okazał się niezastąpiony i są dziś szczęśliwi jak nigdy przedtem.

EROTOMAN-GAWĘDZIARZ

Sięgał mi do ramienia, był znacznie starszy i nosił idealnie wyprasowane, błękitne koszule. Gładkie, w kratkę albo paseczki. Nie lubił Malty, uważał, że jest strasznie brzydka. W przeciwieństwie do jego wyspy, która jest idealna. Nie mam porównania, ale kiedyś będę miała, bo urodził się w jednym z miejsc z mojej Listy Marzeń. Lubiłam, gdy mówił o wszystkim, co kocha tam najbardziej, zawsze z lekkim drżeniem głosu. Tęsknił za pracą i rodziną. Miał okropne poczucie humoru i mnóstwo nieprzyzwoitych myśli. Męczył mnie niewybrednymi komentarzami i zuchwałymi pytaniami, ale był ciepłym człowiekiem o dobrym sercu. W dniu wyjazdu czekał na mnie pod mieszkaniem do ostatniej chwili, chcąc się pożegnać. A ja? Zapomniałam przyjść, bo byłam myślami daleko, przy kimś, kto nie był tego wart. Bardzo żałuję.


CHŁOPAK Z FENKUŁEM

Wydawał się wyniosły i zarozumiały, ale zyskiwał przy bliższym poznaniu. Okazał się zdolny, kreatywny i naprawdę wyjątkowy. Po godzinie miałam wrażenie, że znamy się od lat, po trzech tygodniach zaczęłam podejrzewać, że jest kuzynem, o którym rodzina zapomniała mi wspomnieć. Obcy ludzie mówili "You've found your soulmate". Wydawało się, że to początek dobrej znajomości, może nawet przyjaźni. Pożegnanie wyglądało jak scena z kiepskiego melodramatu - dużo emocji, obietnic i pięknych słów. Zapomniał o wszystkim po 72h, co na długo zachwiało moją wewnętrzną równowagą. Trochę nie rozumiem, a trochę jest mi już wszystko jedno. Nie myślę o nim, chociaż życzę mu jak najlepiej. Tylko czasami, gdy zobaczę w sklepie fenkuła, którego uczył mnie kroić w piórka, serce potrafi mi zabić jakby odrobinę szybciej.

ZAGUBIONA

Weszłam do mieszkania, które tak dobrze znałam. Stanęłam w drzwiach i zatopiłam się w myślach. Bywałam tam w grudniu, lutym i marcu. W maju też wróciłam, po raz ostatni. Część osób znałam, ale większość była dla mnie zupełnie obca. Nie miałam nastroju na imprezy, ale chciałam zapomieć o tym, co mnie spotkało dzień wcześniej i o ludziach, z którymi przyszło mi mieszkać. Wiedziałam już, że to koniec mojej maltańskiej przygody i marzyłam tylko o powrocie do Polski. Z zamyślenia wyrwała mnie ona, mówiąc "Hello" i wyciągając rękę w geście powitania. Była nieduża i wyglądała tak dziecinnie, że zaczęłam się zastanawiać czy ma już skończone 16 lat. Miała niewiele więcej, ale jej życiorysem można obdarować kilka osób, a i dla niej wciąż by wiele zostało. Odpowiedzialna i bardzo dojrzała. Rozmowy z nią otworzyły mi oczy i pokazały, jak wiele w życiu mam. Myślę, że nie pojawiła się przypadkowo. Trudno nam było się rozstać. 

OCZY BEZ DNA

Miał najpiękniejsze oczy, jakie kiedykolwiek widziałam. Czarne, głębokie i przeszywające na wylot. Spojrzenie, które topiło każdy lód. Niewiele kobiet umiało mu się oprzeć. Miałam wrażenie, że poszłyby za nim w ogień, gdyby tylko o to poprosił. Było ich tak dużo, że nawet nie ma sensu liczyć. Nie byłam pewna, czy mnie to razi czy w jakiś sposób fascynuje. Jedno jest pewne - Casanova mógłby się wiele od niego nauczyć. Mijaliśmy się, bo brakowało wspólnych punktów zaczepienia. Większość osób postrzegała go wyłącznie przez pryzmat tego, jak się prowadził. Kiedy poleciało na mnie kilka kilogramów szkła, roztrzaskując w sekundę cholerną umywalkę i wszystkie marzenia, był jedyną osobą, która spytała "How can I help you? I'm here, if you need anything". Zaskoczyło mnie to i uświadomiło, jak łatwo oceniamy ludzi po pozorach.

OPIEKUNKA

Była dla mnie trochę jak zastępcza mama na obczyźnie - w podobnym wieku, troskliwa i łagodna. Trochę roztrzepana, ciągle gubiła klucz od szafki i okulary. Opowiadała o swoim starym życiu, które zostawiła, aby zamieszkać na Malcie - o własnych koniach, domu na wsi, wadach i zaletach angielskiej zimy. Stale pytała jak mi idzie szukanie pracy, podsuwała różne pomysły i co poniedziałek wręczała lokalną gazetę z ogłoszeniami. Elegancka, ciepła, zawsze uśmiechnięta i bardzo pozytywna. Kobieta spełniona prywatnie i zawodowo. I co ważne, umiejąca doceniać małe rzeczy. Prawie codziennie powtarzała, że kiedy idzie rano do pracy i patrzy na zatokę oblaną słońcem, czuje się wielką szczęściarą. Dobra dusza, których wciąż za mało dookoła.

INNY NIŻ WSZYSCY

Dwadzieścia lat. Większość jego rówieśników, których poznałam na wyspie, było dziećmi. Pieniądze rodziców, imprezy i dbanie wyłącznie o własną wygodę. On był inny. Mądry i zorganizowany. Rozmawialiśmy dużo - na przerwach, przy piwie lub w czasie lunchu. Jego podejście do wielu spraw wprawiało mnie w osłupienie. Gdy odpowiedział na pytanie "Czym jest dla ciebie miłość?", nie umiałam ukryć wzruszenia. Zakochał się tam w skromnej dziewczynie z małego miasteczka. Też była zainteresowana, chociaż trochę nieśmiała. Jego szacunek dla niej, jej rodziców i ich konserwatywnych zasad bardzo mi imponował. Mówiąc o niej, nieświadomie łapał się za ucho, co było niezwykle słodkie. Czasem mam ochotę napisać i spytać, czy wciąż czeka, aż ona skończy szkołę, czy rozmawiał już z jej tatą i czy mają jakieś wspólne plany, ale chyba boję się odpowiedzi.

FACET PO PRZEJŚCIACH

Przez dwa tygodnie byliśmy w grupie sami. Tylko ja i on. Dorosły mężczyzna z kraju, w którym przez ostatnie lata wydarzyło się dużo złego. On i jego najbliżsi musieli uciekać, szukać spokoju w Europie. Znaleźli. Fantastycznie było nam razem. Był bystry i dobrze wykształcony. Kłóciliśmy się na zajęciach półżartem, doprowadzając wzajemnie do szału, a nauczycieli do śmiechu. Zadawał miliony pytań i miał dokładnie przeciwne zdanie na każdy temat niż ja. Różnice kulturowe wychodziły na każdym kroku, ale zachwycał mnie sposób, w jaki opowiadał o swojej żonie i prześlicznych dzieciach. Odpowiedzialny facet z ogromnymi pokładami miłości i zrozumienia dla swoich czterech kobiet. Miałam mu wysłać zdjęcia, ale nie wzięłam kontaktu. Miał wrócić za dwa lub trzy tygodnie, ale nie wrócił. Szkoda. Jego pogodna twarz zostanie na zawsze w mojej pamięci.

TA, KTÓRA ODNALAZŁA DROGĘ

Przyjechała na Maltę szukać siebie. Piękna południowa uroda i kręcone włosy, które (ku mojej rozpaczy) z uporem prostowała. Każdy dzień zaczynała od herbatników maczanych w herbacie, którą parzyła w miseczce, nigdy w kubku. Chciała tam zostać i znaleźć pracę. Zdeterminowana i ambitna. Codziennie po zajęciach roznosiła CV, chodziła na rozmowy kwalfikacyjne i z każdej wracała coraz bardziej przybita. W ostatnim tygodniu połykała łzy razem z herbatą, udając, że się trzyma. "I'm a loser" - powiedziała cicho, gdy siedziałyśmy w kawiarni. Wybuchnęła płaczem, a ja wiedziałam co czuje, bo byłam w tej samej sytuacji. Wróciła do domu, kupiła bilet do Portugalii, spakowała plecak i ruszyła do Santiago de Compostela. "I was thinking about you during Camino, you must try this kind of experience. Just think about it" - napisała wczoraj, nie wiedząc nawet, od jak dawna mam to gdzieś w tyle głowy.

----------------------

Tak było. Czytam to teraz i myślę sobie, że dużo relacji z podróży to same roześmiane twarze i pasmo niekończącego się szczęścia. Nie wiem ile w tym prawdy, ale moja Malta to były chwile dobre i złe. Momenty zwątpienia, zawiedzione nadzieje i pozytywne niespodzianki, ważne spotkania i wspomnienia, które nigdy mnie nie opuszczą. Płakałam częściej niż kiedykolwiek wcześniej i śmiałam się więcej niż kiedykolwiek później. Ludzie, których poznałam są najważniejszym elementem tej historii, nauczyli mnie dużo o świecie i o mnie samej. Poza tymi opisanymi powyżej, mogłabym mówić jeszcze długo o innych, a każdy wniósł w moje życie coś nowego. Byłam tam szczęśliwa, a szczęście niejedno ma imię.

21 komentarzy:

  1. Przeczytalam z duzym zainteresowaniem, bardzo ciekawa galeria osob i swietnie opisanych. Malta, jak widac, dala Ci bardzo duzo ,bedziesz ja wspominala cale zycie. A Camino de Santiago zrob! Oprocz ciekawej drogi pod kazdym wzgledem, spotkasz niezwyklych ludzi w czasie wedrowki. Ja spotkalam przedstawicieli 42 narodowosci!
    I dziekuje Ci za polecenie mi Litwy, wrocilam bardzo zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wypad na Litwę się udał! A co do Camino... jest na Liście Marzeń już od dawna i pewnie coraz bliżej, nawet jakby to miała być wersja minimum.

      Usuń
  2. Pisałaś wczoraj o Ani z Zielonego Wzgórza, przywołując dobre wspomnienia adziś ja Tobie powiem, że uważam, iż masz niezwykły dar do opisywania rzeczywistości i dostrzegania rzeczy, na które mało kto zwraca uwagę (jak ta herbata w miseczce a nie kubku czy niebieskie koszule). Nie zmarnuj tego, bo czytam bloga od dawna, ale dziś czytałam na wdechu. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow nie tylko pięknie opisujesz miejsca ale i ludzi :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pospisuję się pod tym komentarzem w 100%

      Usuń
  4. Bardzo ciekawy post :) Naprawdę fantastycznie opisałaś typy osób, które można spotkać w podróży. Ja mam to szczęście, że najczęściej spotykam dusze towarzystwa i podróże mijają mi bardzo miło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może u mnie było inaczej, bo chociaż dla mnie to była podróż (w sensie - nie byłam w domu), to jednak to było zwykłe, stacjonarne życie ;)

      Usuń
  5. Wow, naprawdę rewelacyjnie się czyta! Chcemy więcej!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiadomo, Malta. Widzę, że stworzyłaś całą plejadę gwiazd.I jak ich charakterystycznie ponazywałaś. Niektórych miałam okazję poznać, więc Twoje opisy oddają więcej, niż rysopis. Malta to już legenda. Ci ludzie, to miejsce, te emocje - serce wyrwane żywcem i obłęd od nadmiaru wrażeń. Nigdy nie zapomnę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tobie to ja nawet nie muszę nic tłumaczyć... :)

      Usuń
    2. I chociażby po to warto było lecieć:) Buziaki.

      Usuń
  7. Ja też przeczytałam na raz, jak dobry wstęp do dobrej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Super post Aga! To prawda, ze podroż to na pierwszym miejscu ludzie! W ogole fajny pomysl i forma posta :) Mozesz czesciej takie pisac :) Usciski!

    OdpowiedzUsuń
  9. pięknie napisane. ciekawi mnie niezmiernie, co ta Malta w sobie ma, że aż tylu ludzie chce się tam przenieść. wyspa jest super, ale jak dla mnie na chwilę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mówią, że miesca i wspomnienia tworzą napotkani na naszej drodze ludzie i ten wpis to jak najbardziej potwierdza. Fajna opowieść o ludziach, których tak wiele różni a jednak łączy. Gratuluję zmysłu obserwacji :) Pozdrawiam. D.

    OdpowiedzUsuń
  11. Podróże to nie tylko miejsca, ale też ludzie. Uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo ciekawie piszesz, jak zobaczyłam ten ogromn tekstu to nie sądziłam, że dojdę do końca a pożarłam całość w minutę

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetnie się ciebie czyta!

    OdpowiedzUsuń
  14. Przeczytałam całość, poznałaś wspaniałych ludzi, nawet jeśli większości nigdy nie zobaczysz to naprawdę warto zatrzymać ich w pamięci:)

    OdpowiedzUsuń

TOP