4.12.16

"Nocny pociąg do Lizbony" - książka na zimę

Ciemne, zimowe wieczory nie są takie złe. Można usiąść na kanapie, obłożyć się miękkimi poduszkami i owinąć ciepłym kocem. Na stoliku postawić wielki kubek herbaty z cytryną i mały talerzyk z domowym piernikiem. Zapalić lampkę i poczuć pod palcami szeleszczące kartki ciekawej książki. Czytaliście "Nocny pociąg do Lizbony" Pascala Merciera? Jeśli nie, to warto to nadrobić jeszcze w tym roku!

To opowieść o nauczycielu z Berna, którego życie zmieniło się po tajemniczym i przypadkowym spotkaniu na moście. W jednej chwili „wstał i wyszedł” zostawiając za sobą świat, który dotąd znał. Stanął przed nieznanym, ale podświadomie upragnionym – Lizboną, będącą łącznikiem między nim, a tajemniczym autorem pewnej książki znalezionej w antykwariacie. Czyta się miło, szczególnie jeśli zna się stolicę Portugalii. Razem z bohaterem przemieszczamy się starym, trzęsącym tramwajem między Bairro Alto, a Alfamą. Odwiedzamy niebieski dom, księgarnię przy placu Rossio i aptekę w pobliżu Baixa Chiado. Wdychamy zapach tytoniu w klubie szachowym przy Rua de Saudade., a czasami płyniemy promem na drugi brzeg Tagu, do Cacilhas, w odwiedziny do pewnego staruszka. W chwilę po zmierzchu odprowadzamy go wąskimi, lśniącymi od deszczu uliczkami aż do niewielkiego hotelu niedaleko Avenida da Liberdade.

Wiele razy czytając tę książkę przymykałam oczy i odwiedzałam w myślach miejsca, które są mi w Lizbonie szczególnie bliskie. Chciałam móc mu je wskazać, chciałam, żeby je odkrył. Bohatera pasjonuje historia „Złotnika Słów” – Amadeu de Prado, a mnie fascynuje historia każdego drobiazgu, na który trafiam w tym mieście. Tęsknię już za zapachem Lizbony. Za mgłą unoszącą się rano nad rzeką. Za czerwonymi dachami sypiących się domów. Za kolorowym praniem powiewającym na wietrze. Za gołębiami na Rossio. Za językiem, który tak mnie zachwyca. Za zaniedbaną i dziwnie opuszczoną Rua da Prata. Za szybką kawą o poranku i za smakiem gorących budyniowych babeczek ze szczyptą cynamonu.

W 2013 roku książka doczekała się ekranizacji (w roli głównej wystąpił Jeremy Irons), ale wersja papierowa podobała mi się znacznie bardziej. Czytaliście? 

9 komentarzy:

  1. Ja oglądałam film, ale średnio mi się podobał szczerze mówiąc

    OdpowiedzUsuń
  2. Już od jakiegoś czasu próbuję zabrać się za tę książkę, ale wciąż coś stoi na przeszkodzie.

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie słyszałam o tej książce i chciałam potwierdzenia czy warto przeczytać! Widzę, że warto! Ostatnio znów zabieram się za czytanie, więc dobrze jest mieć sprawdzoną pozycję na liście książek do przeczytania :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytam chętnie, bo Lizbona jest na mojej liście do odwiedzenia. Ach wiem jak to jest czytać książkę,o miejscu, które się odwiedziło.:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam książki umiejscowione w jakimś mieście, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Jasne :) Podobaly mi sie zarowno ksiazka jak i film. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka na prawdę warta uwagi :) Wciąga niesamowicie. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń

TOP