19.12.16

O której jeść kolację, czyli o urokach wieczornych posiłków

To nie będzie wpis o dietach. Wręcz przeciwnie. Oczywiście wiem, że po 20 nie powinno się jeść ciężkich posiłków i w Polsce staram się tego trzymać. Na południu Europy jest jednak inaczej. Wyjeżdżam do Hiszpanii, Portugalii czy Włoch i automatycznie zmieniam tryb życia - lekkie śniadanie, szybki lunch i solidna kolacja, często trwająca godzinę lub znacznie dłużej. Jeśli do tego odbywa się w miłym towarzystwie, to naprawdę mogłaby nie mieć końca.

Wieczorne jedzenie ma w sobie magię. Tak - magię, bo nie chodzi w nim o to, żeby się najeść, ale o to, żeby być z sobą, tak naprawdę. Po długim dniu pełnym wrażeń i przeżyć, znaleźć czas na celebrowanie wspólnych chwil. BYĆ. Tu i teraz. Duszą i ciałem. Siedzieć, rozmawiać, śmiać się. Podsumować wydarzenia ostatnich godzin, marzyć i planować. Okazywać sobie szacunek. Mówić, ale też z uwagą słuchać. Głośno śmiać się i zapominać o troskach.

Wspomnienia...

Malta. Wiosna 2016. Cudownie było usiąść razem przy wielkim stole nakrytym prostym obrusem, wyjąć z lodówki butelkę wina i rozlać go do zgrabnych kieliszków. Z kuchni dobiegał zapach przygotowywanego jedzenia, a przed biesiadnikami pojawiały się kolejne przekąski - małe kanapki natarte pomidorem, świeże pasty z ciecierzycy i fasoli do smarowania chrupiącego pieczywa, aromatyczne sery, oliwki w oliwie i ziołach czy czosnkowe masło. Część osób krzątało się po kuchni - zagniatając ciasto na pizzę, doprawiając cytryną i tymiankiem kupioną na targu rybę, krojąc kalmary w krążki czy szykując sałaty w wielkich miskach.

Niektórzy przygotowywali dania ze swoich krajów - pojawiały się m.in. bruschetta, makarony i quiche na tysiące sposobów, belgijskie frytki, ravioli w śmietanowym sosie, paluszki grissini owinięte szynką dojrzewającą, ratatouille, ziemniaczana sałatka z cebulą, niemieckie kiełbaski, gęsta zupa rybna, risotto z owocami morza i wiele innych przysmaków. Sama lepiłam czasem pierogi (z soczewicą i kaszą gryczaną, ze szpinakiem lub ruskie, jeśli udało mi się kupić biały ser). Włosi zawsze dziwili się, że podsmażam je na patelni z dodatkiem cebulki, bo podane w ten sposób pierogi były dla nich czymś nowym (podobnie jak to, że zamawiam w restauracji sok pomidorowy - większości z nich nie mieściło się to w głowie). Zdarzało się, że gotowaliśmy cokolwiek, z tego, co zostało na dnie lodówki. Kuchenne improwizacje, bo nie miało znaczenia, co jemy. Miało znaczenie z kim spędzamy ten wieczór. 

Czasami przy stole siedziało siedem, a czasami dwadzieścia siedem osób. Duże grupy i małe podgrupy. Muzyka cicho sącząca się w tle, rozmowa. Zwykle żywa, radosna, pełna pasji. Dużo emocji między ludźmi, dużo wspólnych planów, dyskusji o tym, gdzie możemy wybrać się w weekend i co jeszcze warto na Malcie zwiedzić. Jedzenie szybko znikało z talerzy, a rozmowom i żartom nie było końca. Tematy ważne i błahe, duża dawka inspiracji i kulturowej wymiany. Fakt, że pochodziliśmy z różnych końców świata, miał duże znaczenie, ale z drugiej strony przez większość czasu mieszkałam tylko z Włochami i Francuzami, zawsze ucząc się od nich czegoś nowego. Przede wszystkim - dystansu, braku pośpiechu, większego luzu. Jestem przyzwyczajona do sztywnych ram, punktualności, pewnych zasad i dokładnych planów. Trudno mi było przywyknąć się do tego, że kolacja miała zacząć się o 19 (jadłam więc coś lekkiego ok. 15:30), a w rzeczywistości o tej porze goście powoli zaczynali się schodzić. Około 20 odpalano piekarnik, zaczynano kroić składniki planowanych posiłków. Jak dobrze poszło, główne dania pojawiały się na stole po 21.30. W pewnym momencie przestałam o tym myśleć, analizować, zaczęłam cieszyć się chwilą. Południe Europy rządzi się innymi prawami, żyje zupełnie innych rytmem. Spokojniejszym, chociaż czasami mam wrażenie, że trochę beztroskim.

Nie jest łatwo przestawić się na południowe życie, ale jeśli w końcu się uda, to życie staje się ... łatwiejsze. Co mi ten południowy rytm dał? Spokój. Mniej stresu i zbędnych nerwów na co dzień, więcej uważności i ciekawości drugiego człowieka. Długie biesiady przy stole zbliżają, cieszą i zostawiają wspomnienia, które zostają w sercu na zawsze.

Teraz...

Doceniam bardziej wspólne posiłki z rodziną i przyjaciółmi. Nie lubię jeść w biegu ani na stojąco, nie chcę się śpieszyć. Nawet jeśli to zwykła kolacja z moim chłopakiem, staram się nakryć do stołu, postawić na nim kieliszki i ozdobne serwetki, młynek z pieprzem i solą, parujące półmiski. Bo tak naprawdę, ta kolacja nigdy nie jest zwykła. Zawsze jest podsumowaniem kolejnego dnia wspólnego życia, o którym warto porozmawiać i wyciągnąć jakieś wnioski. Dla mnie, we wspólnych posiłkach jedzenie jest tylko dodatkiem, smakowitym tłem. Ich podstawą jest obecność, wsłuchanie się w siebie i innych. Wspólne posiłki potrafią burzyć mury i bariery, otwierać nawet najbardziej zamknięte serca. Spróbujcie wyłączyć w czasie ich trwania telewizor, burczące radio pełne reklam, wyciszyć telefon i skupić się na sobie. Naprawdę warto.

9 komentarzy:

  1. Te wieczorne posiłki to jedna z najmilej wspominanych przeze mnie rzeczy z Hiszpanii. Nieważne, czy jedliśmy w 3, czy w 20 osób, zwykle zaczynaliśmy właśnie koło 22 i nieraz siedzieliśmy do 2... Bo przecież nie o jedzenie chodziło, a o świetnie spędzony czas! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny tekst i bardzo prawdziwy! Nocne jedzenie (nie mówię o podjadaniu z lodówki na smutno ;)) to wielka przyjemność i chwila oddechu po długim dniu

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie! Będąc teraz w Portugalii lekko się zdziwiłam, kiedy kolacja zaczynała się po 22 :) I nie chodziło o szybkie przerzucie i gapienie się w tv czy komputer, ale o spędzenie razem czasu. Sama jak tylko mam okazję staram się jeść posiłki z dala od telefonu i komputera :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo przyjemny i smaczny blog. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jedzenie wspólne jest super ważne! Dzięki za ten wpis. Wesołych Świąt Aga!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ago, własnie czytam książkę od Ciebie Maćka Roszkowskiego. W ten świąteczny czas bardzo przyjemnie się ją odbiera :) I aż się sama dziwię, ze dopiero teraz się za nią wziełam. Ale to przez chroniczny brak czasu...
    Życzę Ci również radosnych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku 2017! :))
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety nie mogę się do końca zgodzić czy te wieczorne posiłki mają aż tak dużo uroku, rzeczywiście np. dla Włochów obiad o 20 to najważniejszy moment dnia i z nikim nie da się o tej porze umówić, ale na dłuższą metę uważam, że jest to bez sensu. Ile razy można siadać i biesiadować i jak długo można to robić. Po za tym dla mnie przestawienie się na taki tryb życia wiązało się ze znacznym przyrostem wagi bo te posiłki nie należą do małych. Zatem zgadzam się, że warto na chwilę usiąść i zwolnić właśnie dla tych najbliższych, ale nie koniecznie dostosowywać się do południa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pełna zgoda! My nie jesteśmy przyzwyczajeni do nocnego jedzenia i ja na Malcie jak piszesz przytyłam kilka kg, których nie zgubiłam do dzisiaj, bo te biesiady były codziennie. Ten wpis nie do końca jest jednak pochwałą nocnego jedzenia, raczej sugestią, że te posiłki to taki szczególny, wspólny czas. Chodzi bardziej o ludzi, niż o jedzenie. Mieszkajac teraz w Polsce, nie jem już tak późno, ale staram się kontynuować zasadę wspólnego gotowania i siedzenia przy stole, chociaż zdecydowanie bliżej 18-19 niż 21-22.

      Usuń
  8. Super, że poruszasz ten temat. Już wiele "ciekawostek" nt temat słyszałem.. :) No ale wiadomo trzeba zwracać uwagę na takie rzeczy i sprawdzać zawsze źródła.

    OdpowiedzUsuń

TOP