28.3.16

Najlepsza włoska kawiarnia w Nowym Jorku

Kościół w dzielnicy Greenwich Village
Dzielnica Greenwich Village i okolice Washington Square Park to zdecydowanie moje ulubione miejsca na Manhattanie. Od pierwszej minuty poczułam się tam jak w domu. Wracałyśmy wiele razy i ciągle było nam za mało. Zapraszam Was dziś na spacer, filiżankę włoskiej kawy i obłędny, nowojorski sernik w Pasticceria Rocco.

21.3.16

Hostel Jones w Sliemie, czyli witajcie w domu!

To będzie jedna z maltańskich historii, o których nie wspominałam Wam wcześniej. Chyba moja ulubiona. Miałam wrócić do Polski 12 marca. Bilet kupiony, wszystko zaplanowane, a jednak pewnego popołudnia poczułam, że muszę zostać tydzień dłużej. Nie wiem czemu - tak mówił jakiś wewnętrzny głos, a z nim się nie dyskutuje. Co z tego wyszło?
Przeliczyłam pieniądze. Stać mnie było na przebukowanie biletu oraz nocleg albo jedzenie na kolejne
dni. Nie chciałam nikogo prosić o pomoc, postanowiłam więc działać sama. Malta była dla mnie jedną wielką lekcją opuszczania strefy komfortu i robienia rzeczy, których dotąd unikałam. Wzięłam głęboki oddech, wybrałam trzy najciekawsze według mnie hostele w okolicy i wysłałam do nich maile.
"Cześć, jestem Aga, mam marzenie, nie mam pieniędzy, ale mam bloga. Może zrobimy coś razem?". Czułam się głupio i trochę bałam się odpowiedzi. Pierwsza przyszła szybko - pozytywna. Za nią kolejne zaproszenia i to na cały tydzień. Byłam zdumiona, ale i szczęśliwa. Od początku wiedziałam, 
który z hosteli wybiorę, bo mnie zaciekawił już od etapu poszukiwań - Hostel Jones w Sliemie.
To była najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć, a co więcej jestem pewna, że właśnie tam miałam trafić. Jakkolwiek głupio to zabrzmi, mam wrażenie, że miałam zostać dłużej na Malcie właśnie ze względu na to miejsce i wszystko, co mnie w nim spotkało. Nie wierzę w przypadki, a tu by ich było wręcz za dużo. 
Pomimo, że na co dzień preferuję minimalizm i prostotę, to z radością spędzam czas w szalonych miejscach z duszą. Takim na pewno jest ten hostel, będący spełnieniem marzeń dwóch przyjaciół, Keitha i Trevora. Pragnęli, aby ten hostel był wyjątkowy, a ich goście czuli się w nim jak u siebie.
Zaprosili do współpracy artystów i dali im wolną rękę mówiąc "pomalujcie ściany, zróbcie niezwykły klimat". Każdy z 6 pokoi jest inny. Jest romantyczna dwójka dla zakochanych, jest eksplozja kolorów i farb, drzewo pnące się po ścianie, natchnione złote myśli i psychodeliczny grzyb. Łącznie 29 łóżek.
Wszystkie pokoje są piękne, chociaż moje serce skradła dwójka dla zakochanych i błękitny pokój z rozlaną na ścianach farbą, starą walizką i tradycyjnymi, maltańskimi kafelkami na podłodze, które od razu skojarzyły mi się z portugalskimi azulejos. Mieszkałam w czteroosobowym pokoju The Speech, na piętrowym łóżku. Po wielu bezsennych nocach w starym apartamencie, w końcu spałam jak dziecko.
Poza pokojami, hostel rozkochał mnie w sobie też przestrzenią wspólną. Recepcja jest utrzymana w bardzo luźnym stylu, nie ma lady oddzielającej pracowników od gości. Założenie hostelu jest takie, żeby stworzyć wielką "Family Jones", gdzie wszyscy są jak wielka rodzina. Na każdym łóżku jest tabliczka, na której w dniu zakwaterowania pojawia się imię śpiącej na nim osoby + nazwisko Jones.
Jest to urocze i od razu burzy wszelkie mury. Na dachu budynku znajduje się taras, na którym kilka razy jedliśmy obiady. Nie wiem jak to się stało, ale nie zrobiłam zdjęcia kuchni, która jest towarzyskim centrum hostelu, w którym można nie tylko przygotować posiłki, ale również poznać wspaniałych ludzi.
Kuchnia połączona jest z zacisznym ogrodem, w którym można zapalić papierosa lub odpocząć. Ja często jadłam tam kolację w ciepłe wieczory. Ważną postacią hostelu jest Renato, chłopak z Brazylii, który w zwykłym hostelu pewnie miałby stanowisko "recepcjonista", ale tu jest dobrą duszą obiektu.
Czas, który spędziłam w hostelu, był dla mnie prezentem od losu. Miejsce jest tak cudowne, że czasem chodząc samotnie po pustych korytarzach czułam się prawie jak Alicja w Krainie Czarów. Poznałam genialnych, pozytywnych ludzi, którzy pozwolili mi przetrwać kryzys tych ostatnich dni. Keith, jeden z właścicieli obiektu, spędził ze mną trochę czasu rozmawiając o blogu i przyszłości. Dał mi m.in. dużo wiary w to, że idę dobrą ścieżką i powinnam więcej czasu tej stronie poświęcić.
Kocham Hostel Jones za każdą spędzoną w nim sekundę. Piszę to, bo tak czuję, a nie dlatego, że tak muszę. Wielką zaletą jest dla mnie też jego położenie, w sercu Sliemy, którą lubię o wiele bardziej niż St. Julian's, w którym mieszkałam przez kilka tygodni. Otaczają go piękne budynki, malownicze ulice, a zaledwie kilka kroków dzieli od morza, mojego ukochanego parku z kotami i przystanku autobusowego. Tuż za rogiem znajduje się sklep warzywno-owocowy, w którym można kupić świetnej jakości produkty. Tylko w czasie mojego pobytu, kilka osób wpadło na 1-2 noce i zostało dłużej, rezygnując z wcześniej już zaplanowanych noclegów w innych miastach. Przypadek? Nie sądzę. To magia miejsca, które tworzą nie tylko te kolorowe ściany, ale też niezwykli ludzie. Renato, Gio & Keith - thank you for everything!

Ps. Jedną z osób które tam poznałam jest Felipe, bloger z Kolumbii, który napisał o nas i hostelu.

10.3.16

Konkurs - wygraj ubezpieczenie Twoje Podróże!

      
   Dziękuję za wszystkie zgłoszenia, znowu nie było łatwo!

Karty otrzymują: 

    * Małgosia Mikołajczyk - za kreatywność w nagłęj sytuacji
  * Marcin Florek - za puentę o tym, że warto się przygotować
   * Ida M - za wniosek, że nigdy nie wiemy, kiedy coś się stanie

    Prośba o przesłanie danych do wysyłki na adres: ajka_k@wp.pl

5.3.16

Jeden dzień na Gozo

Jeśli ktoś by mnie zapytał, który dzień z minionych 5 tygodni spędzonych na Malcie wspominam najlepiej, nie musiałabym się długo zastanawiać. Sobota, 6 lutego, Gozo. Był to czas karnawału, więc większość kursantów oraz pracowników szkoły wybrała się na sąsiednią wyspę na cały weekend. 

1.3.16

Spacer z Marsascala do Marsaxlokk

Malta Paola kościół
Jestem dalej na Malcie. W miniony weekend znowu wielu kursantów wyjechało, a w poniedziałek pojawili się nowi. Mam też nowych współlokatorów, wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Staram się jak najwięcej zwiedzać i spacerować. Znalazłam trochę spacerowych map i jedną z nich postanowiłam wykorzystać w słoneczną niedzielę. Spacer z Marsascala do Marsaxlokk okazał się strzałem w dziesiątkę!
TOP