8.3.17

Kulinarne podróże... dookoła stołu

W ostatnich miesiącach miałam okazję wziąć udział w dwóch wydarzeniach podróżniczo - kulinarnych, o których warto wspomnieć na blogu. Dziś kilka słów o tym skąd się na nich wzięłam, czego się nauczyłam i jak się bawiłam.
Jesienią dostałam propozycję nie do odrzucenia od podróżującej blogerki - Anity Demianowicz. Pomysł brzmiał kusząco - Kuchnia Spotkań Ikea w centrum Warszawy na wyłączność Anity i jej czterech "pomocniczek" - Oli z bloga 8 stóp, Ewy z Kto podróżuje ten żyje dwa razy, podróżniczki Małgorzaty Manieckiej oraz mojej. Miałyśmy tam wspólnie "ugościć" 20 Czytelniczek wyłonionych w blogowym konkursie. Dostałyśmy do dyspozycji 174 m 2 nowoczesnej, dobrze wyposażonej przestrzeni. Plan na wieczór? Studio kuchenne pełne jedzenia, jadalnia z ogromnym stołem, nastrojowe światło, muzyka z różnych krańców świata i wspólne gotowanie. 
Każda z nas przygotowała jakiś przepis z podróży. Tego dnia przyrządzałyśmy m.in. soczyste mango lassi, pikantny makaron Pad Thai, rozgrzewającą zupę dyniową z aromatycznymi przyprawami, gruzińskie roladki z bakłażana faszerowane pastą z orzechów i posypane pestkami granatu, meksykańskie quesadillas z kurczakiem i awokado oraz portugalskie ciasto z oliwą z oliwek. Do tego schłodzone wino i to, co najważniejsze - dużo rozmów.
W teorii byłam zaproszona jako osoba, która miała inspirować zaproszone na ten wieczór dziewczyny do podróży. W praktyce siedziałam lekko zawstydzona faktem, że większość z nich zjechała pół świata lub miała to w najbliższych planach. Słuchałam z przyjemnością ich historii, niezwykle ciekawych i wartościowych, a przy tym bardzo różnorodnych. Anita pokazywała też zdjęcia, opowiadała o swojej samotnej podróży po Ameryce Środkowej (opisała ją również w książce, o której pisałam już tutaj) i wspominała różne dania, których miała okazję spróbować. To był niezwykle pozytywny babski wieczór, który dał mi mnóstwo dobrej energii na kolejny dzień.
W lutym natomiast Filip, autor bloga Głodny Świata, ogłosił na Facebooku, że organizuje kulinarne warsztaty w Comfort Food Studio w Hali Koszyki. Śledziłam jego kulinarną podróż dookoła świata z zapartym tchem i ogromnym zainteresowaniem. Każdego dnia pokazywał tam dania, których dotąd nie znałam - ba, o większości nawet nie słyszałam. Warsztaty miały być płatne, a ja w tej chwili nie mogłam sobie na nie pozwolić. Odczuwałam lekki żal, ale cieszyłam się, że udaje mu się spełniać marzenia i że może zacząć robić to, co sprawia mu frajdę. W dniu warsztatów Filip ogłosił szybki konkurs na Facebooku - pierwsza osoba, która odgadnie jaki przysmak kryje się na opublikowanym zdjęciu, miała zgarnąć jedną wejściówkę na warsztaty. Wygrałam i bardzo się cieszyłam.
Wieczór zapowiadał się świetnie - komfortowa kuchnia, grupa kilkunastu entuzjastów gotowania i przepisy z dalekich krajów. Podobało mi się to, że Filip wybrał rzeczy proste, ale oryginalne w smaku. Takie, które można ugotować bez problemu w domu, niebyt dużym nakładem czasu i ze składników dostępnych w każdym większym supermarkecie. Jak opisał menu? "W 5 talerzy dookoła świata, czyli kulinarna podróż przez Kolumbię, Bliski Wschód, Keralę, Chiny i Japonię". Zupełną nowością były dla mnie kukurydziane placki arepas serwowane z pieczoną piersią indyka, awokado i kolendrą. Noodle w sosie z orzeszków ziemnych to wariacja na temat znanego mi już smaku. Podobnie było z hummusem, którego przesyt odczuwam na każdym kroku - serwują go chyba wszędzie, zawsze w podobnej formie (z oliwą, zieleniną lub pestkami granatu). Filip pokazał nam nieco inną, bardzo puszystą wersję mocno czosnkowej pasty serwowanej z karmelizowanymi granatami. Rybne curry miło pieściło zmysły dodatkiem cynamonu i kardamonu, a pudding matcha z ciemnym syropem idealnie dopełnił całości. 
Filip okazał się bardzo sympatycznym młodym człowiekiem, który potrafi zarazić pasją do gotowania i smakowania świata. Ciepły uśmiech, zero nadęcia i ogromna wiedza o kuchniach różnych zakątków globu. W przygotowaniu jest jego pierwsza książka, której już nie mogę się doczekać. Od powrotu z warsztatów przygotowałam już dwa z poznanych tam przepisów, a kolejne gotowanie mam w weekendowych planach, z okazji wizyty bliskiej mi osoby.
Spotkania przy stole mają dla mnie duże znaczenie. Wspólne gotowanie, siekanie, krojenie, mielenie i pieczenie zbliża. Nie chodzi przecież o to, żeby się najeść, ale żeby spędzić miło czas, rozmawiać, lepiej się poznać. O urokach wspólnych posiłków pisałam już na blogu i wciąż uważam, że to niezwykle ważny aspekt życia.

8 komentarzy:

  1. Agnieszko...serce mi drgnelo ze wzruszenia kiedy wspomnialas o arepach, ktore sie je z luboscia w Wenezueli i Kolumbii...bez arepy w Wenezueli trudno zyc. a ta arepa o ktorej piszesz w Wenezueli sie nazywa "reina pepiada" czyli w tlumaczeniu byloby arepa "piekna krolowa". A powstala w 1955 roku, w ktorym to miss swiata zostala Susana Duijm ( zajrzyj do googla, byla ona rzeczywiscie piekna, a jeszcze wtedy nie upiekszalo sie missek za pomoca operacji plastycznych), oszalala ze szczescia Wenezuela na jej czesc przygotowala taki wlasnie farsz do ukochanych arep. W oryginalnym przepisie byla to piers kurczaka, ale indyk tez sie nadaje. Wiec akurat ta arepa jest wenezuelska.
    Ciekawa jestem czy na Koszykach uzywano oryginalnej maki kukurydzianej zwanej P.A.N., ktora tez jest wymyslem wenezuelskim. Widac,ze jednak moj zwiazek z Wenezuela jest tak mocny, ze zmobilizowal mnie do tego komentarza. Sciskam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za komentarz, czuć w nim emocje i nutkę nostalgii :) W Koszykach używaliśmy to, co udało się kupić w okolicy, więc nie była to oryginalna mąka o której piszesz, ale i tak było pysznie!

      Usuń
  2. Jakie pyszności:) Ostatnio cierpię na brak urozmaiconych posiłków;P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale pychotka, aż ślinka cieknie ;)
    Zazdroszczę takich wydarzeń :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nie lubie gotowac wrecz nie cierpie. Fajnie sie czyta ze ktos inny ma taka pasje I lubi gotowac. Ja lubie jesc ale gotowanie to jak gehenna dla mnie, dkatego w naszym domu gotuje moj maz - ale kucharz z niego marny:)
    Chcialabym zarazic sie pasja gotowania, ale mysle, ze niechec wynioslam nieststy z domu gdzie kucharzenie bylo niemozliwym do zniesienia obowiazkiem.

    OdpowiedzUsuń
  5. apetycznie i w doborowym towarzystwie!!! super

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny wpis, rewelacyjnie się czytało :D

    OdpowiedzUsuń

TOP