27.3.17

O podróżniczych emocjach i planach

Wczoraj znalazłam na mailu spam o jakże wdzięcznym temacie "Oczekiwanie na wyjazd - Agnieszka, pamiętasz jakie to wspaniałe uczucie?". Uśmiechnęłam się, a później westchnęłam, bo te emocje nie wrócą do mnie prędko.

Pamiętam jednak te uczucia doskonale. Najpierw jest dzika ekscytacja, gdy niespodziewanie pojawi się bilet w fajne miejsce za jakieś rozsądne pieniądze. Potem nerwowe szukanie karty płatniczej w odmętach portfela (zawsze wówczas musi gdzieś się zapodziać!) z nadzieją, że nikt mnie nie uprzedzi. Następnie uczucie ulgi, gdy potwierdzenie rezerwacji spływa na pocztę. Szukanie noclegów to czasami czynność łatwa i bezproblemowa (gdy szybko uda się dorwać dokładnie to, co nam odpowiada), ale bywa też dużym wyzwaniem (kiedy ceny najtańszych noclegów przekraczają wstępnie założony budżet na cały wyjazd). Ostatni etap - przygotowanie do wyjazdu i ustalanie trasy to niekończące się pasmo czystej przyjemności. Zazwyczaj zbieranie informacji o odwiedzanym miejscu zajmuje znacznie więcej czasu niż sam wyjazd. To takie przedłużenie podróży, które  wręcz uwielbiam.
Przez pięć pierwszych lat prowadzenia bloga byłam nieustannie w drodze. Większość wolnych weekendów spędzałam poza domem, do tego dochodziły dłuższe urlopy. Liczne powroty do Portugalii, ale też wykreślanie miejsc z mojej Listy Marzeń. Oznaczało to wiele poświęceń finansowych o których pisałam w poście "Jakim cudem tak często wyjeżdżasz?", ale też brak czasu na zwyczajne nicnierobienie. Nie żałuję. Wówczas najlepiej odpoczywałam wyjeżdżając, organizm cudownie regenerował się sam, zmęczenie było mi obce. Myślę, że wykorzystałam najlepiej jak się dało czas i pieniądze, które tak skrupulatnie odkładałam. Zwiedziłam ładny kawałek Europy, przeżyłam wiele niezapomnianych przygód, zrobiłam tysiące zdjęć do których tak chętnie dziś wracam.

Rok temu podjęłam wcale niełatwą decyzję o wyjeździe na dłużej na Maltę i poszukaniu tam swojego miejsca. Poza ogromem doświadczeń i życiowej nauki, wiązało się to z ogromnymi kosztami, których echo ciągnie się za mną do dziś. W 2016 spędziłam na wyspie kilka miesięcy, a później cztery dni we Włoszech zaraz po wakacjach. To był mój ostatni jak dotąd zagraniczny wyjazd i niestety nie mam żadnych kolejnych w planach na najbliższe miesiące. Od listopada mieszkam z Markiem, o którym pisałam na blogu w sierpniu. Ku mojemu zaskoczeniu wspólne życie wcale nie jest finansowo łatwiejsze niż w pojedynkę. Tak poza tym jest jednak łatwiejsze i tysiąc razy milsze. Przez długie lata byłam niezależna i przyzwyczaiłam się do wygody jaką daje samodzielne mieszkanie. Bałam się, że obecność drugiej osoby będzie męcząca i problemowa. Na szczęście wszystko gra i jest nam ze sobą dobrze.
Ostatnio jednak zalała mnie fala histerii. Spędziłam trzy dni oglądając bilety lotnicze, kolejowe, autobusowe i strony chyba wszystkich biur podróży. Tak strasznie zapragnęłam gdzieś wyjechać, że byłam skłonna kupić cokolwiek, nawet na weekend. Byle za granicę, jak za starych dobrych czasów. Marek widział jak się miotam po domu zła jak osa, bo wystarczyły krótkie chwile logicznego myślenia, żeby stwierdzić, że nie możemy sobie na tę chwilę na nic pozwolić. Popatrzyłam na jego strapioną minę i pomyślałam "Trudno". W końcu nie można mieć wszystkiego.

Póki co planujemy wiosną i latem poznać lepiej Warszawę oraz jej okolice. Może wyskoczymy na jakiś weekend w Polskę i uda nam się spełnić kilka marzeń lokalnych. Od lat nie byłam w Żelazowej Woli, a nigdy nie odwiedziłam wcześniej Nieborowa, Płocka czy Żyrardowa. Szukam informacji o ciekawych wydarzeniach kulturalnych i kulinarnych, festiwalach, jarmarkach. Cieszę się na myśl o tym, że w końcu będzie ciepło i zielono. Będzie można wyjść na zewnątrz bez kurtki, zrobić piknik w parku albo posiedzieć przy fontannach na Podzamczu, spacerować nad Wisłą i odkrywać nowe zakątki stolicy. Blog się na pewno trochę zmieni - nie będzie tak dużo o Europie (ale trochę będzie!). Od jakiegoś już czasu jest tu więcej przemyśleń i codzienności (co wielu osobom nie odpowiada - zechciały mnie o tym poinformować), ale to chyba oczywiste, że blog przybiera taką formę jak moje aktualne życie.

Postanowiliśmy zacząć odkładać drobne kwoty z wiarą, że może jesienią uda nam się wyskoczyć na tydzień do jakiegoś ciepłego kraju. A jak nie jesienią to może zimą? Kiedyś na pewno w końcu się uda, a ja znów przypomnę sobie tamte emocje, które budzą się przy polowaniu na bilet, szukaniu noclegu i planowaniu wspólnego czasu.

25 komentarzy:

  1. Takie jest zycie, zmienia sie i tez na dobre, takie inne dobro, a ja sie ciesze, ze masz zamiar pojezdzic po okolicach Warszawy i po Warszawie, skorzystam z Twoich wskazowek...szczescia duzo Ci zycze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno będę "nadawała" na bieżąco z Warszawy i okolic :)

      Usuń
  2. Jak gdzieś dłużej nie wyjeżdżam to zaczyna mnie "nosić". Muszę coś zaplanować chociaż, pomarzyć, a może kupić bilety. Ale dla mnie wyjazd to nie tylko zagranica. Każde wyrwanie się z codzienności nawet na parę dni i już powietrze z balonika uchodzi ;-). Oczywiście jak wyjazd to koniecznie żeby coś zobaczyć a nie np na imprezę do znajomych do Krakowa. W tym roku też planujemy pozwiedzać okolice Warszawy ale też ruszyć trochę w Polskę. No i oczywiście stały już punkt corocznych planów czyli jakaś grecka wyspa w czerwcu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat potrzebuję co jakiś czas nie słyszeć języka polskiego dookoła. Lubię Polskę, nawet bardzo, ale myśli najlepiej resetuję wśród "obcego szumu" ;) O Grecji marzę pod koniec września, ale czy się uda - trudno stwierdzić.

      Usuń
  3. Agnieszko w zyciu niestety tak czasami jest, że nie mozna sobie na wszystko pozwolić. Doskonale Cię rozumiem, bo mnie też nosi, jeżeli nie mogę wyjechać . U mnie sytuacja jest o tyle "skomplikowana", że podrózujemy z 4 dzieci, więc nawet super budżetowy wyjazd nie jest tani. Ale nie poddajemy się. W tym roku jedziemy do Bretanii pod namiot. Weźmiemy ciepłe ubrania i damy radę :). Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę tej Bretanii, nawet pod namiotem na pewno będzie pięknie!

      Usuń
  4. Kochana, głowa do góry! Wiesz, tak sobie ostatnio dużo myślałam o wyjazdach, pracy, podróżach i w ogóle o życiu, i jedno jest pewne: nie można mieć wszystkiego, przynajmniej nie w tym samym momencie. Zawsze czegoś nam będzie brakować, zawsze za czymś będziemy tęsknić. Najważniejsze to dowiedzieć się, co jest dla nas najważniejsze, bo przecież dla tego, co stanowi w życiu nasz numer jeden jesteśmy w stanie zmienić wszystko inne ;) I tak, przychodzą takie chwile, jak to szaleństwo, o którym napisałaś, ale dobrze wiesz, że brak wyjazdów jest chwilowy. Może trwa trochę dłużej, niż do tej pory, więc to po prostu trochę dłuższa chwila ;) Będzie dobrze, ba, będzie fantastycznie! Ściskam mocno, trzymaj się 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz Natalia. Mam się całkiem dobrze, załamanie nerwowe trwało 3 dni i już mi przeszło ;) Wiadomo, jakiś mały smutek w sercu jest, ale póki jest względne zdrowie i miłość to reszta jest do przełknięcia :)

      Usuń
    2. "Nie można mieć wszystkiego, przynajmniej nie w tym samym momencie" - i jak dobrze, że tak jest! Przynajmniej mamy szansę nauczyć się doceniać to co mamy, zamarzyć, zatęsknić, zapragnąć. Mam od jakiegoś czasu tak - paradoksalnie - że im dalej wyjeżdżam, tym większą ochotę nabieram na odkrywanie tego, co w zasięgu ręki. Zazdroszczę Ci (pozytywnie, a jakże!) Agnieszka tej wiosny i tego lata spędzonych w Polsce, w Warszawie i okolicach. Korzystaj z tego czasu na 200%! :)

      Usuń
    3. Agnieszka, może dzięki temu w końcu będzie się nam dane spotkać? :) Karolina, a my, siedząc w Warszawie, będziemy Ci zazdrościć Twojego końca świata. Wiesz jak jest :P

      Usuń
    4. Natalia a Ty będziesz w Warszawie? Przepraszam, ale jestem trochę opóźniona w newsach ;)

      Usuń
  5. Myślę, że takie chwile w naszym życiu są potrzebne aby bardziej móc docenić to, co kiedyś wydawało się normą :) a że po gorszych czasach przychodzą lepsze - pozostaje tylko czekać! pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie! Aktualny czas nie jest gorszy - jedynie inny, aczkolwiek jakaś nutka żalu w sercu jest ;)

      Usuń
  6. Życie ma swoje etapy. Może na Malcie wyczerpałaś limity na cały rok?:) Tyle się tam działo, że emocji nie powinno Ci brakować przez następne pół wieku. Życia jednak nie przewidzisz, więc kto wie co czeka za zakrętem. Najlepszego:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie martw się Agnieszko, będzie jeszcze wspaniale :) Pamiętaj że po latach chudszych zawsze przychodzą te tłustsze, lepsze bardziej obfite, nigdy nie wiadomo co nam los przyniesie, jaka niespodziankę szykuje za dzień, dwa czy miesiąc. Głowa do góry i ciesz się tym co masz,miłymi chwilami, wiosną, latem, ciepłem, kwiatami, wspólnymi posiłkami, wspólnymi wojażami po Polsce itp. itd. Ja chętnie pooglądam i poczytam i popatrzę na wpisy o Warszawie, będę bacznie obserwowac cóż się zmieniło podczas mojej emgracyjnej nieobecności i już nie mogę się doczekać tych wpisów. Swoją drogą czy byłaś na szczycie Pałacu Kultury i Nauki? Widzisz ja przez tyle lat przechodziłam obok i dopiero teraz jak przyjadę do Warszawy na krociótko to zdecyduję się by tam wejść, raczej na Warszawę spojrzę teraz jak turystka, choć nigdy nie spodziewałam się że tak potoczą się moje losy. :) Także wiesz doceniaj to, co masz, podróże dalsze poczekają, nie uciekną, może czas obejrzeć wszytsko to, co jest na wyciagnięcie ręki? Czekam z niecierpliwością na nowe wpisy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Polecam, Płock jest bardzo urodziwy :) Teraz jest ładna pogoda, więc możecie właśnie pozwiedzać jakieś zapomniane miasteczka wokół siebie, a w międzyczasie odkładać na wyjazd z prawdziwego zdarzenia, ja tak robię i jak na razie się to sprawdza :) I ja mam spokojniejszą głowę ;) Może i u Was to zda egzamin :)

    OdpowiedzUsuń
  9. W tym roku planujemy uderzyć na wakacje w któreś polskie miasto - poznać jego historię, zabytki, zrelaksować się korzystając z SPA i innych zabiegów kosmetycznych. Może i faktycznie Płock nie byłby złym wyborem, zwłąszcza że cenowo wypada nieźle na tle innych miast.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pięknie opisujesz swoje podróże, mam nadzieje, że chociaż zwiedzę połowę miast co Ty :)

    OdpowiedzUsuń
  11. My w tym roku wybieramy się w bieszczady i mimo że nigdy tam nie byłam to już drugi rok z rzędu postawiliśmy na Polskę. Trochę mi żal, że nie możemy gdzieś dalej, dlatego szukam informacji o okolicznych atrakcjach i miejscach wartych zobaczenia. Znam te wspaniałe uczucia, ale też już trochę zapomniane. Marzę zawsze, przeglądam biura i bilety jakbym planowała wyjazd a tak nie jest hehe Pomarzyć zawsze można. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  12. Życzę Ci tego jesiennego wyjazdu ale również tych lokalnych. Bo one również przynoszą wiele satysfakcji i radości z podróży :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Lubię takie emocjonalne i refleksyjne wpisy. Bardzo! :) Fajnie, że trafiłam do Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie absolutnie nie przeszkadzają Twoje przemyślenia, ani też wpisy o codzienności. Mam wręcz wrażenie, że one są nawet potrzebne. Dzięki nim czytelnicy lepiej poznają autora bloga. Dzięki nim, my, blogerki, jesteśmy bliższe swojej publice. A to, że komuś to nie odpowiada? Trudno. Trzeba robić to, na co się ma ochotę, a nie to, czego wymagają od nas inni, bo w tym drugim przypadku to nie może się skończyć dobrze. Kiedyś by Cię to zmęczyło i odebrało całą pasję do tworzenia bloga.

    W sieci pełno jest blogów, i na szczęście na nikim nie ciąży przymus czytania danej strony internetowej.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma :) Nie ma się czym przejmować. W naszym kraju jest bardzo dużo pieknych miejsc, które warto zobaczyć. Czekam na właśnie takie relacje. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. jeśli wybierasz się w Polskę to zapraszam do Bydgoszczy i okolic :) jest wiele ciekawych miejsc do zwiedzania, (dosłownie) wystrzałowe exploseum, a dookoła dużo terenów zielonych, jest Zalew koronowski, dużo lasów, a na południe jest jeszcze biskupin :)

    OdpowiedzUsuń

TOP