21.8.17

Wesele nad Bugiem

Współczesną historię mojej rodziny można uznać za dość poplątaną. Działo się i zmieniało dużo, na nudę raczej narzekać nie mogłam. Z tego powodu też moje życie dzieli się na różne etapy, z których jedne są już zamknięte, a inne nachodzą wciąż na siebie. Niewiele osób wie, że moje lata nastoletnie są mocno związane z Sokołowem Podlaskim, gdzie pomieszkiwałam weekendowo i bywałam bardzo często. 
Trwało to dość długo, ale pewnego dnia się skończyło. Pewne rzeczy w życiu dzieją się poza nami i nie na wszystko mamy wpływ. Z perspektywy wszystko wygląda nieco inaczej niż wtedy, gdy człowiek jest nastolatkiem. Tamte lata wspominam dobrze i zdarza mi się do nich wracać myślami. Lata beztroski i poznawania świata.
Wiele znajomości z tamtych czasów miało na mnie duży wpływ i czasem do nich tęsknię. To irracjonalne bo jesteśmy zupełnie innymi ludźmi niż byliśmy wtedy i dziś już nic by nie było nawet podobne. Cóż jednak poradzę, że czasem budzi się we mnie taka sentymentalna żaba, która lubi powspominać ogniska przy kolejowych torach, spotkania w starym garażu, godziny przegadane o złamanych sercach i siedzenie w parku do ciemnej nocy. 
Wspomnienia są już mocno wyblakłe, dawni znajomi dorośli i założyli rodziny, wielu z nich wyprowadziło się nawet z Polski. Nie utrzymujemy kontaktu, chociaż zdarza mi się zadać sobie pytanie co u nich słychać. Inaczej mają się kwestie rodzinne, bo z tamtych czasów mam siostrę i brata, którzy są wciąż w moim życiu obecni. 
W miniony weekend mój brat pojął za żonę piękną dziewczynę, moją imienniczkę (ha, mamy teraz dwie Agnieszki Kuczyńskie!). Mój mały brat, który we wspomnieniach ma 5 lat, czapę z blond włosów i wielkie ciemne oczy patrzące figlarnie na wszystko dookoła. Teraz to już poważny kawaler, niewiele zresztą młodszy ode mnie.
Wesele odbywało się w miejscu, w którym kilka razy spędzaliśmy wakacje będąc jeszcze dziećmi. Dwa razy pod namiotami po drugiej stronie Bugu, na środku pozbawionej drzew łąki, w jedne z najbardziej upalnych wakacji tamtych lat. Żar lał się z nieba, my siedzieliśmy w wodzie po pachy ignorując nawet towarzystwo pijawek (kto by się nimi przejmował, gdy na lądzie nie dało się z gorąca oddychać?), a wieczorem zaczynaliśmy normalnie funkcjonować. Później jeździliśmy już do ośrodka z murowanymi domkami. Były skromne jak nie wiem co, do wspólnej toalety się biegło z nadzieją, że któraś będzie wolna, po ścianach łaziły wielkie pająki, ale było fajnie! Mnóstwo dzieci, wieczorne dyskoteki i sklepik, który zamiast sera czy jajek sprzedawał tylko lody i cukierki :)
Wróciliśmy tam. Zmieniło się wszystko nie do poznania! Stare domki są już wyłączone z użytku, służą jedynie jako składzik na deski i zniszczone meble. Pojawiły się nowe, drewniane, duży budynek z salą weselną i całkiem urokliwymi pokoikami, duża karczma i bania ruska. Nie zmienił się tylko zapach powietrza, wciąż czysty i świeży.
Dobrze było wrócić. Zobaczyć od dawna niewidziane, a bardzo życzliwe mi w dawnych czasach twarze, zamienić kilka zdań. Oczywiście czasu jak zwykle było za mało, zwłaszcza na dłuższe rozmowy. Za mną ciężki zawodowo sezon, więc tuż przed 1 padłam bez sił i nie byłam w stanie kontynuować ani zabawy czego bardzo żałuję. 
Muszę przyznać, że nie jestem miłośniczką wesel i raczej nie chciałabym mieć własnego. Widzę w nich jednak szansę na spotkanie z ludźmi, których na codzień spotkać się nie da. Czasami to jedyna okazja, żeby zebrać wokół siebie całą rodzinę i najbliższych znajomych, aby dzielić z nimi te ważne chwile. Historia mojej rodziny jest poplątana, ale przyjęłam to wszystko ze spokojem. Patrząc na szalejącego na parkiecie najmłodszego brata pomyślałam, że wszystko w życiu dzieje się po coś i pewnie tak właśnie miało być. To była noc pełna wspomnień i dobrych emocji. Mam nadzieję, że A&A zawsze już będą tak szczęśliwi jak w dniu swojego małego święta.

2 komentarze:

  1. Ja też czasami chciałabym wrócić do przeszłości, na chwilę przenieść się do tamtych chwil, ale wiem, że one nie będą już tamtymi chwilami, bo ja się zmieniłam... Często miło myślę o miejscach, w których spędziłam jakąś część dzieciństwa, a do których z różnych powodów nie wracam - nawet teraz przede mną taki powrót do przeszłości, już we wrześniu i sama jestem ciekawa jak to będzie.. :)
    Co do wesel - lubię. Niestety, często jedyne okazje do spotkań rodzinnych to własnie śluby i pogrzeby. :(

    OdpowiedzUsuń

TOP