27.8.17

Wizyta w Ziołowym Zakątku na Podlasiu

Już po opublikowaniu wpisu z podróżniczymi wspomnieniami tegorocznych wakacji udało nam się wybrać w jeszcze jedno miejsce. Trafiłam na nie zupełnym przypadkiem szukając czegoś na Instargamie i jakoś od razu przypadło mi do gustu. "Ziołowy zakątek", bo o nim mowa, położony jest w województwie podlaskim, około 160 km od Warszawy. Wyobrażałam sobie sielskie, urokliwe miejsce. Miałam rację czy jednak nie? Przeczytajcie!
Z dobrze i ciekawie przygotowanej strony WWW dowiedziałam się, że owy zakątek ulokowany jest malowniczo wśród lasów i pól, a na jego terenie znajduje się wiele atrakcji. Zaczynając od pięknych drewnianych chat przeniesionych z różnych części Podlasia oferujących miejsca noclegowe, przez karczmę, Podlaski Ogród Ziołowy, ekologiczny warzywnik, zielarnię, plac zabaw, gospodarstwo naturalne, pracownię ceramiczną wraz z dedykowanym sklepikiem oraz dwa inne sklepy. W okolicy jest również XVII-wieczny kościół, co zapewne sprzyja wyprawianiu w tym miejscu ślubów z weselami.
Zupełnie nie wiem dlaczego, ale pomyślałam sobie, że to pewnie mało znane miejsce i że będzie można w spokoju pochodzić i odpocząć. Wyruszyliśmy z domu bardzo wcześnie, zahaczając po drodze o miejscowość Brok i skansen w Ciechanowcu o którym napiszę innym razem. Podróż poszłaby nam sprawie, gdyby Krzysiek Hołowczyc nie pokierował nas absurdalną drogą przez Sypnie Nowe i Kozłowo. Jej ostatni, blisko 8 km odcinek wyglądał tak, że w myślach modliłam się, żeby Marek nie wysadził mnie na środku tej tragicznej drogi i nie odjechał bez słowa. Jego złość narastała z każdą sekundą, a ja milczałam bojąc się o zęby do których nasze kolana zbliżały się niepokojąco często. W końcu jednak udało nam się dobić szczęśliwie do celu. 
Pierwsze zaskoczenie - parking niewiele mniejszy niż pod osiedlowym LIDLem, już częściowo zapełniony, obsługiwany przez ochronę kierującą ruchem. Szybko i sprawnie zostało nam przydzielone miejsce, ale w tym momencie zapaliło nam się czerwone światełko w głowach i stało się jasne, że spokoju nie będzie.
Ruszyliśmy przed siebie mijając pierwsze domu z połowy XIX wieku, pięknie zdobione i otoczone bajecznymi kwiatami. Prezentowały się znakomicie i nie umiałam nawet na sekundę schować aparatu.
Doszliśmy do miejsca, w którym nagle droga zaczęła się rozgałęziać a dookoła nas pojawiły się kolejne budynki i informacja, że na teren Ogrodu Botanicznego pod rygorem kary nie można przebywać bez biletu. A bilet można kupić w sklepiku lub w bramie ogrodu. Ponieważ sklepik już mijaliśmy, a bramy ogrodu z tego punktu nie było widać postanowiliśmy się cofnąć. Odstaliśmy w kolejce i poprosiliśmy o bilet, którego jak się okazało niestety nie można było kupić nigdzie poza bramą ogrodu.
Teren jest mocno zabudowany, ale dookoła było tak wielu ludzi, że postanowiliśmy ruszyć za nimi. Brama do ogrodu była blisko, ale zasłaniały ją dach innego domu i parasole z restauracji. Wstęp na jego teren kosztuje 8zł za osobę dorosłą + 5zł zwrotnej kaucji za identyfikator, który należy mieć przy sobie w razie kontroli. Muszę przyznać, że dla osób lubiących rośliny jest to miejsce warte odwiedzenia. Powstał on w 2007 roku, a w 2011 otrzymał status Ogrodu Botanicznego. Podziwiać w nim można główne rośliny lecznicze i aromatyczne, które są dobrze wyeksponowane i opisane. Wygląda to ładnie i widać, że prowadzone jest z pomysłem. W ramach ogrodu działa Centrum Edukacji Przyrodniczej oferujące zajęcia zarówno dla dzieci (takie jak wizyta w zagrodzie ze zwierzętami, różne warsztaty, zajęcia laboratoryjne, wycieczki po lesie i inne) jak też dorosłych (m.in. wizyta w Domku Szeptuchy, zwiedzanie Ogrodu z przewodnikiem, warsztaty ziołowe i nalewkowe). 
W ogrodzie można spędzić dużo czasu włócząc się między alejkami. W oddali widziałam basen dostępny dla gości którzy przyjeżdżają tam na nocleg. Wyglądał fajnie, ale trochę raziło mnie, że zaraz za plecami pluskających się osób chodzą jednodniowi zwiedzający. Spodobały mi się miejsca na zorganizowanie ogniska. Tuż obok jest również punkt widokowy pozwalający podobno podziwiać panoramę całego obiektu, ale ze względu na ogromną ilość chętnych przepychających się na schodach zrezygnowaliśmy z tej atrakcji.
Ponieważ byliśmy na nogach od świtu, a z powodu Święta wszystkie sklepy na trasie były nieczynne, postanowiliśmy coś przekąsić w karczmie. Weszliśmy do niej o 11.45, zamówienia na jedzenie można składać od 12, więc zaczęliśmy od produkowanych na miejscu soków. Wielowarzywny bez cukru, jabłkowy i pikantny pomidor były naprawdę doskonałe, jedne z lepszych jakie kiedykolwiek piłam (w sklepiku można je też kupić na wynos). Na dania obiadowe było dla nas ciut za wcześnie, zamówiliśmy więc lokalny przysmak - kiszkę ziemniaczaną i mniej lokalny przysmak, czyli pizzę. Kiszka była dość mdła, a pizza adekwatna do niskiej ceny. Ogólnie poprawnie i bez zachwytu, ale nie spodziewaliśmy się niewiadomo czego. 
Kilka słów o sklepikach gdyż uważam, że zasługują na chwilę uwagi. To bardzo mocna strona Ziołowego Zakątka. Jadąc tam nie wiedziałam, że jest on częścią szerszego projektu jakim są zioła, przyprawy, soki i syropy marki Dary Natury, które można kupić także w Warszawie. W jednym ze sklepów znajdziemy ich pełną ofertę od olejów tłoczonych na zimno, przez całe ściany ziół i przypraw (zakochałam się w przyprawie do szarlotki, jest idealna!), miody, herbatki ziołowe i owocowe, soki warzywne i owocowe bez dodatków, syropy do rozcieńczania w wodzie i inne dobrej jakości produkty. Zrobiłam większe zapasy i wyszłam zadowolona. 
Niestety trochę się pośpieszyłam i żałuję, że nie zostawiłam zakupów na sam koniec, gdyż odkryłam później Sklep Spożywczy. Podobał mi się o wiele bardziej! Można w nim kupić mnóstwo przypraw, ziół i mąk na wagę, a ja zdecydowanie wolę taką opcję. Pomijając fakt, że jest to bardziej ekonomiczne dla portfela, to jeszcze ogranicza nadprodukcję opakowań i folii. Nie mogłam się jednak opanować, więc kupiłam dodatkowo czosnek niedźwiedzi i suszone pomidory z ziołami. W sklepie można też kupić jajka czy świeże owoce (tym razem były borówki amerykańskie). W bramie ogrodu jest również sklep z rękodziełem i ceramiką. 
Około 13 poszłam na chwilę do samochodu po zapomniane wcześniej okulary i przeżyłam niemałe zaskoczenie widząc, że parking pęka w szwach i nie ma już szansy wciśnięcia żadnego auta. Musicie mi uwierzyć, że jest on duży i naprawdę dobrze zorganizowany. Ludzi było coraz więcej, a zachowanie wielu z nich pozostawiało sporo do życzenia (np. wciskanie przez mamusię dziecku na siłę w ręce małego kotka, ciąganie go przez jakieś rodzeństwo raz w jedną, raz w drugą stronę, ganianie zdenerwowanych kur, wrzaski przy zwierzętach w zagrodzie). Powiem wprost - nie lubię miejsc, w których zwierzęta są elementem turystycznej atrakcji, a przynajmniej takim elementem "na wyciągnięcie ręki". Wiem, że młodych odkrywców z dużych miast cieszy widok gęsi czy osła albo ptaka w klatce, ale nie jestem pewna czy działa to tak samo w drugą stronę. 
O ile pierwsza część Ziołowego Zakątka (ta z ogrodem, chatami i karczmą) nawet mi się podobała i uważam, że jest atrakcyjna dla oka i obiektywu, o tyle druga część ze stodołą z ze swojskim jadłem serwowanym w centrum zwierzyńca z głośną muzyką w tle sprawiła, że czar prysł. Marek, który wychował się na wsi wśród zwierząt i naprawdę kocha taki klimat myślałam, że za chwilę dostanie zawału. Kakofonia dźwięków (bardzo skrajnych) faktycznie doprowadzała do szału i miałam chwilę zadumy nad tym, jak można tam przyjechać na urlop reklamowany jako relaksujący i wypoczynkowy? W tym tłumie i hałasie? Postanowiliśmy wrócić do domu.
Jestem pełna sprzecznych uczuć wobec Ziołowego Zakątka. Doceniam pomysł, bo komuś udało się stworzyć prężnie działające miejsce z bogatą komercyjną ofertą. Na pewno zachwycone nim będą mieszczuchy, które załapią się na namiastkę wsi i wiejskiego życia, ale w moim odczuciu nie w formie naturalnej, a mocno wyreżyserowanej. Stare chałupy prezentują się przepięknie (zaryzykuję stwierdzenie, że lepiej niż w odwiedzonym przez nas skansenie w Ciechanowcu) i zdecydowanie jest na co z przyjemnością popatrzeć.
Właściwie to mam problem z wystawieniem oceny. Jest w sumie ładnie, architektura i zadbana przyroda może zachwycić, można stamtąd wynieść dawkę wiedzy o roślinach i ziołach, zakupić mnóstwo naprawdę wysokiej klasy produktów, zakosztować świeżego powietrza, wiejskiej atmosfery i robionych na miejscu lodów, ale ... 
Nie umiem nazwać słowami i opisać tego "ale", które mam noszę w sobie od tamtej wizyty. Wyszłam z Ziołowego Zakątka z silnym, subiektywnym oczywiście odczuciem, że jest bardzo nieprawdziwy. Jeśli nie mam racji, to przepraszam. Może zawiniła ta straszna droga którą przyszło nam jechać albo źle wybrałam dzień w trakcie długiego weekendu, który naturalnie generuje większe niż standardowo tłumy. Niestety jednak nie uwierzyłam.
Ani w tę sielskość, ani w wiejskość ani w naturalność. Chylę czoła przed rozmachem, wizją i umiejętnością przekucia jej w bezdyskusyjny sukces, ale nie jest to miejsce z tych, które skradają moje serce. 
Nie zrozumcie mnie źle. Jestem ostatnią osobą, która chciałaby Wam powiedzieć "Nie jedźcie tam!". Każdy widzi i czuje inaczej, każdy lubi coś innego. Na naszą opinię wielokrotnie wpływają czynniki niezależne jak zły dzień, zła pogoda, a nawet zła droga i zły humor. Dlatego zawsze uważam, że trzeba zobaczyć i ocenić samemu, wyrobić sobie własne zdanie. Do tego Was zachęcam, a jeśli już tam byliście to podzielcie się ze mną opinią. 

9 komentarzy:

  1. Szczerze ?nie bardzo lubie takie miejsca choć sklepik bym odwiedziła 😀

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne zdjęcia! Ale trochę daleko z Wrocławia żeby jechać specjalnie, może po drodzę do Warszawy niedługo odwiedzę to miejsce. Będę miała w pamięci, żeby dać znać o moich odczuciach na temat tego miejsca. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uroczy zakątek! Aż zachęca do odwiedzenia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Miejsce prezentuje się naprawdę zacnie, na pewno kiedyś odwiedzę , dodam sobie do swoich wakacyjnych celów, które mam do zrealizowania.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna relacja, bogata w dobre zdjecia! Zachęcasz aby sie tam udać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Co za urokliwe miejsce *.* Nie wiedziałam że są w polsce jeszcze takie miejsca, koniecznie muszę to zobaczyć na własne oczy :)

    OdpowiedzUsuń

TOP