25.9.17

Zachód słońca nad Wenecją

Za oknami coraz bardziej ponuro. Smutek mnie ogarnia na myśl o pracowitym lecie, które stało się wspomnieniem nim zdążyłam się nim nacieszyć i o jesieni, która lada moment zmieni się w chłodną zimę. Szczególnie, że ta jesień w tym roku jest taka przygnębiająca, deszczowa, pozbawiona kolorów i ciepłych promieni. Coraz częściej fantazjuję o miękkim kocu i zielonej herbacie z posmakiem mango, długich wieczorach z książką w dłoni i przeglądaniu zdjęć z podróży. Może to dziwnie zabrzmi, ale zarówno moje własne jak i cudze wspomnienia z różnych zakątków świata potrafią mnie wzmocnić i nastroić pozytywnie do życia.
Wczoraj wspominałam Wenecję. Miasto kontrastów o którym nie pisałam na blogu, więc nie znacie jeszcze mojej o nim opinii. Nie myślałam o tłumach wylewających się z każdej uliczki, romantycznych gondolach ani pistacjowych lodach. Wspominałam zachód słońca który miałam okazję podziwiać rok temu. Po dniu pełnym wrażeń, męczącym i wypełnionym zwiedzaniem dobiłyśmy w końcu z Larą do celu - pod bramę bazyliki położonej na przeciwko placu Św. Marka. Na wyspie San Giorgio Maggiore. Dookoła nas pusto, ludzi można było policzyć na palcach dwóch rąk. Naszym oczom ukazała się olśniewająca panorama miasta zatopiona w złoto-pomarańczowym świetle wieczoru. Było ciepło i pięknie, a mój krótki pobyt w Wenecji dobiegał końca. Ten moment przed zmierzchem było jego ukoronowaniem, taką wisienką na torcie. Nigdy go nie zapomnę. 

10 komentarzy:

  1. Wenecja to zdecydowanie jedno z moich ulubionych miejsc :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz co Aga, mam tak jak Ty. Oglądanie cudzych zdjęć też fajnie na mnie wpływa a gdy oglądam zdjęcia znajomych to naprawdę szczerze się z nimi cieszę, że odbyli podróż. A ta radość jest jeszcze większa jeśli wiem, że była ona spełnieniem najwiekszych marzeń albo długim okresem wyrzeczeń i oszczędzania. W Wenecji spędziłam wczesny zachód słońca, niebo było lekko różowe, nie tak piękne jak u Ciebie ( ale spieszyłam się na pociąg do Bergamo ). Sprawdzałam ostatnio loty do Wenecji i najprawdopodobniej wczesnym latem znów tam się wybiorę ( wiem, wiem, do lata daleko ale planowanie trzyma mnie przy życiu :) ). Teraz plan jest taki, żeby wstać skoro świt i zobaczyć wschód słońca, puste jeszcze uliczki i uśpione gondole. Może taki romantyczny zachód słońca też się uda. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny ten zachód słońca. Marzę o wyjeździe do Wenecji w przyszłym roku.

    OdpowiedzUsuń
  4. "przebiegłam" Wenecję dwa razy, a chciałabym móc w niej zostać chwilę dłużej, dla takiego zachodu słońca chociażby :)
    pięknie !

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny blog. Bardzo lubię przeglądać blogi o tematyce podróżniczej. Świetny jest.

    OdpowiedzUsuń
  6. Och, obejrzałabym na żywo zachód słońca nad Wenecją... Może kiedyś ;)

    OdpowiedzUsuń

TOP