1.11.17

Czy da się żyć bez podróży?

Kiedyś twierdziłam, że się nie da. I że podróże są niezbędne do życia, jak powietrze. Odkąd 10 lat temu zaczęłam zarabiać pieniądze, byłam w drodze bardzo często. Wracałam z jednego wyjazdu, kupowałam kolejne bilety samolotowe lub autokarowe. I tak w kółko. Do czasu, bo od ponad roku nie byłam dłużej w żadnym nowym miejscu w Polsce ani za granicą. Ok, byliśmy we wrześniu tydzień nad morzem. Deszcz lał 24h na dobę, niewiele udało nam się zobaczyć, ciężko było korzystać z uroków Bałtyku, a poza tym znam to miejsce od lat. W wakacje staraliśmy się organizować jednodniowe wypady w okolice Warszawy lub nieco dalej, ale to niestety nie to samo. 
Muszę niechętnie przyznać, że bez podróży da się żyć. Mam się całkiem nieźle, czas mija tak szybko, że strach się bać. Mija tydzień za tygodniem, weekend za weekendem. Tryb Dom-Praca-Dom rozgościł się w naszym życiu na dobre. Do tego od jakiegoś czasu pracujemy na zakładkę - ja wychodzę, gdy Marek jest w domu i wracam, gdy on dopiero zaczyna u siebie przerwę. Czasem się uda wyrwać wolną chwilę na spotkanie ze znajomymi (niestety nie tak często jakbym sobie tego życzyła) albo na kino czy kolację na mieście. Weekendy też nie zawsze są do naszej dyspozycji, co dodatkowo utrudnia planowanie wyjazdów czy rezerwowanie biletów.
Powiem szczerze, że przez miniony rok bardzo doceniłam to, co podróże mi dały w ciągu ostatnich lat. Podjęłam najlepszą możliwą decyzję stawiając wszystko na jedną kartę, poświęcając większość wolnego czasu i pieniędzy na wyjazdy wtedy, gdy było to jeszcze możliwe. Wtedy, gdy nie było zbyt wielu problemów i codziennych komplikacji. Do tego bycie singielką z pewnością dawało mi pewną niezależność, mogłam robić co chciałam i nie musiałam się do nikogo dostosowywać. Znajomi nie mieli chęci lub urlopu? Jechałam sama do Portugalii, Szkocji albo na Maltę. Towarzystwo nigdy nie było mi niezbędne. Czasami zabierałam ze sobą Mamę, ale od kiedy sprawiła sobie kota (a właściwie to ja jej go sprawiłam) to już podróże jej nie w głowie. Ponieważ teraz u mnie z czasem wolnym nieco łatwiej niż u Marka, to teoretycznie mogłabym pojechać sama. Mogłabym, ale nie chcę.
Skoro pojęłam decyzję, że będziemy razem to podróżować też bym chciała razem. Nie należę do tych dziewcząt co wieszają się na swoim facecie i oddychać bez niego nie umieją, wręcz przeciwnie - bardzo potrzebuję własnej przestrzeni. Nie dotyczy to jednak podróży. Lubię je za bardzo, aby nie dzielić ich z tym, którego sobie wybrałam. Rok temu byłam kilka dni we Włoszech i było mi przykro, że nie możemy razem podziwiać wspaniałych miejsc i budować wspólnych wspomnień. Mam koleżanki w związkach, które podróżują samotnie (nawet przez kilka miesięcy), szanuję ich decyzje i podziwiam wytrwałość, ale to nie dla mnie. Ja chcę razem!
Tęsknię za emocjami, które dają podróże - ekscytacją związaną z ich planowaniem i przygotowywaniem programu zwiedzania, radością i podnieceniem w czasie jazdy na lotnisko, przyjemnymi motylami w brzuchu w czasie startu i lądowania samolotu, prawdziwym szczęściem jakie daje odkrywanie nowych miejsc, poznawanie lokalnej kuchni czy spotkania z ciekawymi ludźmi. Jest wiele miejsc, które chciałabym odwiedzić. Mam nadzieję, że nasza sytuacja jest przejściowa i jeszcze uda nam się zwiedzić razem trochę Europy.
Czy da się żyć bez podróży? Da się, ale to życie jest dla mnie takie trochę niepełne. Uczę się nowych rzeczy, staram się rozwijać, znajdować zajęcia zastępcze. Ale moja dusza jest niespokojna, nie umie usiedzieć w miejscu. Te miesiące były też dla mnie inną nauką. Nabrałam pokory - kiedyś mówiłam, że jak się chce, to zawsze się da. Zrozumiałam, że nie zawsze tak jest... gdy trzeba spiąć kilkanaście elemenów czasowo-finansowych i jeszcze znaleźć przestrzeń na realizację marzeń to pewne rzeczy wychodzą gorzej niż kiedyś.
Jakiś czas temu rozmawiałam z moim znajomym - młodym Francuzem, z którym mieszkałam przez kilka tygodni. Poleciał na Maltę, żeby nauczyć się angielskiego i znaleźć dobrą pracę. Od powrotu jesteśmy w okazjonalnym kontakcie. Dużo narzekał, że pracy idealnej nie ma, że nie czuje się spełniony i jest trochę rozczarowany. Napisałam mu - podróżuj, poznawaj świat. Na pracę, frustrację i poważne życie  przyjdzie jeszcze czas ;) Miesiąc temu wysłał mi zdjęcie z Australii. Wyjechał tam na rok - pracuje na farmie, a w międzyczasie zwiedza i świetnie się bawi. Ucieszyłam się. To bardzo ważne, żeby wykorzystywać okazje i dobre momenty w życiu. Nie odkładać planów na później, płynąć z falą, gdy opatrzność sprzyja. Stracone szanse bolą chyba najbardziej.
Przykro mi, że chwilowo nie możemy podróżować, jednak jestem wdzięczna sama sobie za decyzje z lat minionych i za to, że konsekwentnie realizowałam swoje zamierzenia. Wierzę, że to jeszcze nie koniec i wiele wciąż przede mną. A przede wszystkim przed nami. Czasami zastanawiam się co zrobić z blogiem. Czy ma on jeszcze jakikolwiek sens? Niech jeszcze zostanie, bo chociaż powoli się zmienia to wciąż jest memu sercu bliski. Może nie będzie już tak w pełni podróżniczy, ale wciąż jest o czym pisać. Ps. Zdjęcia do tego wpisu pochodzą z Estonii, którą mieliśmy odwiedzić tym razem wspólnie we wrześniu, ale niestety się nie udało.

22 komentarze:

  1. Zgadzam się w pełnej rozciągłości z tym, co piszesz. Dla mnie podróże, nawet samo ich planowanie jest wielką siłą napędową. Kiedy mam w perspektywie wyjazd, nawet krótki, jakoś łatwiej żyć, funkcjonować w tym kieracie: praca - dom. Kiedyś zależało mi na tym, by gromadzić rzeczy, dzisiaj wiem, że warto inwestować w doświadczenia i wspomnienia.
    Życzę jak najwięcej okazji do podróżowania!

    OdpowiedzUsuń
  2. Różne są etapy w życiu - czasami podróży więcej czasami mniej.
    Blog niech istnieje - dla wszystkich, którzy zaglądają, Agnieszka.
    Ja od dawna nie pisałam na blogu - mimo, że podróże są - po prostu czasami w życiu tyle się dzieje, że z czegoś trzeba chwilowo zrezygnować - ja po prostu nie piszę.
    Biorę też pod uwagę, że kiedyś i w podróżach może być zastój, bo przecież różnie w życiu bywa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doby się wydłużyć nie da, to fakt! Ja też na siłę nie piszę, byle coś było napisane, bo to sensu nie ma. Stąd przestoje i przerwy, w podróżach i pisaniu :)

      Usuń
  3. Wszystko ma w życiu jakiś sens - i kiedy podróżujesz szaleńczo, i kiedy siedzisz w domu. Sprawdziłam obie opcje - i z perspektywy czasu potwierdzam, że tak jest - i nie żałuję żadnego dnia, nawet jak mnie trochę ściska świadomość, jak bardzo świat się otworzył w ostatnich latach i jak wiele możliwości mają teraz ludzi (których nie miałam ja swego czasu).
    Będą i podróże. Wszystko będzie. Trzymam kciuki za siłę ducha, spokój oraz znajdowanie przyjemności w codzienności. Cuda przyjdą same :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Ciężko czasami szukać mi przyjemności w codzienności, w której się widujemy od 7 do 8 rano i od 21 do 23, ale przynajmniej łapiemy byka za rogi i aktywnie dążymy do zmiany tej sytuacji czyli znalezienia innej pracy dla M. ;)

      Usuń
  4. Przecież na blogu możesz pisać o innych ciekawych rzeczach, nie tylko o podróżowaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak pewnie będzie, bo siłą rzeczy od jakiegoś czasu się on trochę zmienia jak chodzi o tematykę :)

      Usuń
  5. Ale cudowne miejsce na tych zdjęciach.. :) podróże są czymś wspaniałym, trzymaj się tego i jak chcesz o tym pisać na blogu to pisz! :) nikt Ci tego nie może odebrać

    OdpowiedzUsuń
  6. Życzę Wam, żebyście jak najszybciej wrócili RAZEM do podróżowania. Dzielenie doświadczeń z bliską osobą daje jeszcze więcej radości i satysfakcji z poznawania nowych miejsc. Niemniej jednak taka przerwa od podróżowania też czasami jest potrzebna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, bardziej się docenia każdy mały wypad, który uda się wyrwać z napiętego grafiku :)

      Usuń
  7. Tak życie układa się różnie. Ten rok mi to nieustannie pokazuje!

    OdpowiedzUsuń
  8. znalazłam w tym wpisie parę niekonsekwencji. Prawda jest taka, że jak się chce to się da. Sama mówiłaś Francuzowi, żeby podróżował, poznawał świat. Napisałaś, żeby wykorzystywać okazje, nie odkładać planów na później, bo "stracone szanse bolą chyba najbardziej". A co Ty właśnie robisz? Odkładasz i nie wykorzystujesz, bo mogłabyś pojechać bez Marka, ale NIE CHCESZ - "ja chcę razem". To mi trochę przypomina ciąganie mężczyzn po galeriach handlowych, no bo jak już mam tego mężczyznę to już razem... Życie różnie się plecie, ale skoro wcześniej podróżowałaś w pojedynkę to teraz też możesz, a potem wszystko opowiesz swojemu mężczyźnie, zrobisz pokaz zdjęć, a przy pierwszej możliwej okazji pojedziecie tam razem. Proste! Głowa do góry i w drogę :-)(uwierz mi widziałam zbyt wiele zmarnowanych pasji po tym jak dziewczyny wchodziły w związki, nigdy nie dotyczyło to mężczyzn, zawsze kobiet i wszystkie twierdziły, że się "nie wieszają na facecie").

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agato, masz oczywiście prawo do swojej opinii. We wpisie nie wchodziłam już głebiej w temat, że koleżanki, które jeżdżą same, jeżdżą same dlatego, że ich faceci podróżować nie chcą lub nie lubią. Mój chce i lubi, ale niestety na tę chwilę nie jest w stanie sobie na to pozwolić, głównie czasowo. W tej sytuacji byłby to egoizm wobec niego, jak też niewielka satysfakcja dla mnie. Francuz ma 20 lat, nie ma zobowiązań i poradziłam mu to, co sama zrobiłam w jego wieku, czyli wykorzystywanie wolności i możliwości jakie za nią idą, zamiast szukania na siłę stabilizacji i pracy. Jak wspomniałam we wpisie, ja swoje szanse w dogodnym czasie wykorzystałam i bardzo się z tego cieszę. W tej chwili zaczęłam odkrywać w sobie nowe pasje, niezwiązane z podróżami co jest też fajne i rozwijające. A na wszystko inne przyjdzie czas. Pozdrawiam.

      Usuń
  9. Ja bym nie potrafiła żyć bez podróży - poznawanie świata, różnych kultur bardzo rozwija. Ostatnio niestety musiałam zrezygnować z dalekich, zagranicznych podróży z powodu braku czasu, ale nic nie straciłam, bo zwiedzam sobie weekendowo naszą piękną Polskę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozumiem Cię Agnieszko doskonale! Odkąd w moim życiu pojawiła się córka i podjęliśmy decyzję o budowie domu, już od 2,5 roku nie mieliśmy dłuższego wyjazdu. Są 4, 5 dniowe, weekendowe, ale już nie tydzień czy dwa beztroskie z mężem, sami... Czasem troche mi z tym ciężko. Ale przyominam sobie jak cudownie mieć dziecko, które powoli rośnie i myślę, że już niedługo, być może w przyszłym roku czekają nas pierwsze wspólne dłuższe wakacje. Dom stoi. I najwazniejsze żeby zdrowie dopisało. Na resztę na pewno będzie jeszcze czas!
    Czego i Tobie (Wam!) życzę! :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja nie wyobrażam sobie życia bez podróży czy relaksujących wypadów na wyprawy przetrwania.

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękna okolica, roku temu również byłem w tym miejscu co Ty. Najlepsze wakacje!

    OdpowiedzUsuń
  13. Dać się da na pewno, bo kiedyś żyłem bez. Ale co to za życie... ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Życzę Wam by te wspólne długie podróże pojawiły się w Waszym wspólnym życiu. I tak zapewne będzie bo razem tego chcecie i dążycie do tego celu. Sama nie umiałabym się cieszyć z wyjazdu w pojedynkę - ja też z tych nie wieszających się:) ale uwielbiam jak razem czegoś nowego doświadczamy. To jest dla mnie najważniejsze:)

    OdpowiedzUsuń

TOP