24.11.17

Jesień w Białymstoku

W połowie października gościliśmy na weselu pod Łomżą. Zabawa była przednia. Ponieważ sił w niedzielę mieliśmy jeszcze sporo, postanowiliśmy zboczyć z drogi powrotnej i odwiedzić dawno niewidziany Białystok. 
Pierwszy i jak dotąd ostatni raz byłam w Białymstoku kilka lat temu, w wakacje. Taki weekendowy wypad, który nieco pokrzyżowała pogoda - lało jak z cebra całe dwa dni, bez chwili wytchnienia. Nie przywiozłam wówczas żadnych zdjęć, ale bawiłam się świetnie - dobre towarzystwo i ładne miejsce do szczęścia w pełni wystarczy. 
Tym razem wpadliśmy do miasta tylko na dłuższy spacer i obiad w barze mlecznym Podlasie (ich zupy i syrniki podlaskie są doskonałe!). Oczywiście tradycyjnie przywitał nas deszcz, ale później było już coraz pogodniej.
Dużym zaskoczeniem była dla nas Jesień! O wiele bardziej zaawansowana niż w tym samym czasie w Warszawie. Kolorowe drzewa obok tych wciąż soczyście zielonych, a do tego dywany żółtych liści pod stopami.
Efekt zdumiewający i zachwycający. Zaparkowaliśmy samochód przy Bramie Wielkiej prowadzącej do Pałacu Branickich. Spacer zaczęliśmy od dziedzińców pałacowych, następnie do głównej części ogrodów. 
Cóż to jest za miejsce! Jeden z najładniejszych ogrodów barokowych w naszym kraju, pełen rzeźb i atrakcji takich jak Altana pod Orłem. Można się poczuć jak we Francji wśród wypielęgnowanych klombów i alejek. 
To świetne miejsca na spacer, jak też na odpoczynek, obserwowanie kaczek na wodzie lub sesję zdjęciową. 
Cieszę się, że miałam ze sobą swój kieszonkowy aparat - żałowałabym bardzo, gdym nie mogła zrobić zdjęć. 
Następnie udaliśmy się na Rynek Kościuszki, pewnie najbardziej znane miejsce w Białymstoku. Jego centrum z ratuszem, urokliwą fontanną, mnóstwem restauracji, lodziarni, kawiarni i barów. Jak już wspomniałam, my akurat jedliśmy w pobliskim barze mlecznym. Byłam w nim kilkukrotnie w czasie pierwszej wizyty, a że ostatnio głównie rozczarowuję się kulinarnie, wybrałam go znowu. Karmią świetnie, niedrogo i w przyjemnym wnętrzu. 
Marek miał jeszcze ochotę na lody, więc zajrzeliśmy do lodziarni reklamującej się jako najlepsze "naturalne" (mam już dość tego słowa przy KAŻDYCH lodach) w mieście, ale niestety były słodkie, twarde i niesmaczne. 
Ostatnim przystankiem tego dnia był Park Planty. Byłam nim zauroczona kilka lat temu i cieszę się, że wciąż zachwyca. Teren jest duży, bo ok. 14ha i różnorodny. Są tam wysokie drzewa, jest różany zakątek, staw, Aleja Zakochanych z ogromną, podświetlaną wieczorami fontanną. Całość stylowa i mocno trafiająca w mój gust. 
Białystok jest dobrą propozycją na jednodniową lub weekendową wizytę. Można jeszcze ruszyć na spacer szlakiem murali, odwiedzić Muzeum Podlaskie, zwiedzić wnętrza Pałacu Branickich, cerkwie, Muzeum Historii Medycyny i Farmacji. Możliwości jest dużo. Byliście w Białymstoku? Lubicie to miasto?

4 komentarze:

  1. Tam mnie jeszcze nie było, ale dziękuję za taki wirtualny spacer :)

    OdpowiedzUsuń
  2. wow, jak pięknie! muszę się tam wybrać, widać, że warto :)

    OdpowiedzUsuń

TOP