27.2.17

Następna stacja: Gdynia Orłowo

Trójmiasto. Byłam w nim wiele razy, jednak zazwyczaj wizyty ograniczały się do zwiedzania Gdańska i Sopotu. Ten drugi (szczególnie w sezonie) lubię raczej średnio, więc za Waszymi namowami na Facebooku tym razem postawiłam na Gdańsk i Gdynię. Powinnam Wam podziękować, bo to był naprawdę dobry pomysł! 
Ten krótki wypad był moją pierwszą mini podróżą od września. Statystyka jak na mnie bardzo słaba, a co gorsze mam świadomość, że tak może wyglądać cały najbliższy rok. Chciałabym wyjeżdżać z Markiem, ale logistycznie wcale to nie jest takie proste. Póki co, cieszymy się więc z każdej możliwości spędzenia razem kilku chwil. 
To był pierwszy weekend od bardzo dawna, który mieliśmy wyłącznie dla siebie. Wyłączony telefon i błogi spokój. Zrobiliśmy wiele kilometrów na nogach (ku rozpaczy mojej prawej stopy) i na szczęście upewniłam się, że lubimy podobnie spędzać czas. O nudzie nie było mowy! Dziś kilka słów o wizycie na molo i plaży w Gdyni - Orłowie.
Podróż pociągiem SKM z Gdyni Głównej trwa niecałe 8 minut, a potem jeszcze tylko 15 minut spaceru i można odetchnąć świeżym, nadmorskim powietrzem. W cieplejsze dni warto po prostu przyjść tutaj z centrum Gdyni czy plaży w Sopocie. Widoki są z pewnością zachwycające, ale z moją startą do krwi stopą postanowiliśmy odłożyć to na inny raz. Trochę żałuję, bo pogoda była sympatyczna i nawet nie wiało zbyt mocno. 
Na molo dotarliśmy około godziny 15 w sobotę. Na zdjęciach tego nie widać, że dookoła było naprawdę mnóstwo ludzi - zarówno turystów, którzy dosłownie wysypali się z trzech wycieczkowych autokarów na pobliskim parkingu, jak też miejscowych odbywających poobiedni spacer lub wyprowadzających psy.
Szczerze mówiąc to długie lata żyłam w niewiedzy, że takie miejsce w ogóle istnieje. Pierwszy raz zetknęłam się z nim czytając wpis Kasi o opuszczonym sanatorium w Gdyni Orłowo (widać je z oddali na jednym z powyższych zdjęć). Widzieliśmy, że kręcą się w środku jacyś ludzie, ale mnie takie miejsca o wiele bardziej interesują na zdjęciach niż na żywo. Jedynie trochę w sercu czuć żal, że tak malowniczo położony, duży obiekt lata świetności ma już za sobą. Teraz jedynie straszy swoim ponurym widokiem. 
Na ławeczce powyżej przysiadł Antoni Suchanek, malarz mi dotąd nieznany. Po powrocie do domu postanowiłam o nim poczytać i przepadłam. O mojej miłości do morza i marynistycznych klimatów wie chyba każdy, kto mnie zna. Im jestem starsza, tym ta miłość jest większa, więc jego obrazy zachwyciły mnie od razu. Warto przeczytać artykuł "Antoni Suchanek: malarz morza". 
Kocham morze miłością absolutną. Nie chodzi o siedzenie na kocu i łapanie opalenizny (czego zresztą ze względu na cerę robić nie mogę wcale), ale o wszystko, co się z nim łączy. Zapach, szum, wygląd. Lubię morze spokojne, ale też wzburzone. Ciepłe i zimne. Otoczone jasnym, miękkim piaskiem, ale też to pełne kamieni albo jeżowców. Białe, błękitne, intensywnie turkusowe i wpadające w odcień ciemnego granatu. W każdej wersji jest cudowne.
Bałtyk zimą widziałam teraz po raz pierwszy. Zwykle w Trójmieście bywałam wiosną, latem lub jesienią, ale luty okazał się doskonałym miesiącem - duży wybór noclegów, nieco lepsze niż w sezonie ceny i przede wszystkim umiarkowane tłumy. Ryzykowałam co prawda minusową temperaturę, ale jak wiemy - jest ryzyko, jest zabawa!
Chwilę pospacerowaliśmy po twardym, zbitym piasku. Zrobiłam zdjęcia wszystkich łódek stojących na plaży i tradycyjnie zajrzałam wszędzie, gdzie się dało. Zbliżała się godzina 17, powoli zaczynało się ściemniać. Tego dnia byliśmy na nogach od 5.30 rano, co dawało nam się już trochę we znaki. Postanowiliśmy wrócić na stację.
Kupiliśmy bilety i ruszyliśmy w kierunku Gdańska, gdzie mieliśmy nocować. Na niedzielę miałam sporo planów, ale wiedziałam, że nieznośny ból stopy wyeliminuje większość z nich. Trudno. To był nasz wyjazd, więc nie musieliśmy się śpieszyć ani zaliczać ogromnej ilości miejsc. Uznaliśmy, że lepiej będzie w końcu wypocząć, przygotować i zjeść wspólnie kolację, wyspać się i obejrzeć rano kreskówki. Tak zrobiliśmy, ale oczywiście nie byłabym sobą, gdybym w Gdańsku nie zrobiła zdjęć. Pokażę Wam je innym razem, dziś tylko Orłowo.

11 komentarzy:

  1. Jak ja kocham Trójmiasto, a szczególnie Gdańsk. Ach, te wspomnienia ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Super zdjęcia. Miło tak pooglądać znane miejsca oczami kogoś innego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. My z braku czasu w tym roku odpuściliśmy właśnieG dynię

    OdpowiedzUsuń
  4. dawno dawno nie byłam, a Trójmiasto jest generalnie jednym z niewielu miejsc w Polsce, gdzie chciałabym mieszkać, gdybym nie mieszkała dokładnie tam gdzie mieszkam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajne miejsce na spedzenie urlopu jeszenie nigdy tam nie byłem ale planuje sie wybrać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aż wstyd się przyznać, ale nigdy nie byłam w Trójmieście. Zazwyczaj wybierałam kierunek Międzyzdroje.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę sie ogromnie, że Gdynia zrobiła na Tobie takie wrażenie, oczywiście Orłowo, no ale to miejsce nie może sie nie spodobać, musi, ma jakąś magię, ktora powoduje, że zobaczysz i tęsknisz :)
    Spacer z Gdyni do Orłowa a nawet Sopotu własnie brzegiem morza (czasem trzeba wejść do góry na klif) jest fantastyczny.
    Obok Antoniego Suchanka był drugi wspaniały marynista rodem z Kaszub Marian Mokwa :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja byłam w Trójmieście i niestety Sopot podobał mi się najmniej. Nie wiem dlaczego, pewnie przez ten tłum ludzi ale sądzę, że wybiorę się kiedyś jeszcze raz "na spokojnie". I już nie wspomnę, że najlepiej po naszych plażach spaceruje mi się właśnie Zimą! Zero hałasu, tłumów, śmieci .. Raj na ziemi ! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pięknie tam jest, szczególnie jednak w okresie jesieni.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nigdy nie byłam w Gdyni, w tym roku może się wybiorę jeżeli upoluję tani bilet lotniczy.

    OdpowiedzUsuń

TOP