6.2.17

Zima na Malcie czy wiosna w Polsce?

Jeśli o czymś w życiu marzę, to o posiadaniu pracy, która pozwoliłaby mi mieszkać w Polsce od maja do października, a na południu Europy od listopada do kwietnia. Zeszłoroczną zimę spędziłam na Malcie, ale mógłby to być każdy inny kraj, w którym temperatura jest dodatnia, a na drzewach widać kwiatki i zielone listki.
Nie lubię zimy i to się chyba nigdy nie zmieni. Staram się co prawda szukać jej dobrych stron (takich jak miękki pled, film oglądany na kanapie, herbata z miodem i imbirem czy przyjemny dotyk pluszowych skarpetek), ale to takie oklejanie plastrami ran. Zimą tracę energię, motywację do działania i przede wszystkim wenę. Włączam tryb autopilota - wstać, zrobić co trzeba i zaszyć się znów pod kołdrą. Najgorzej jest w lutym i marcu, gdy zdawać by się mogło, że ciemno i zimno jest już od zawsze, a jasnego światełka w tym ponurym tunelu ciągle nie widać.
Ostatnio myślę często o Malcie. Wspomnienia wracają nagle, zupełnie bez zapowiedzi - czasem usłyszę jakąś piosenkę, innym razem wpadnie mi w ręce jedno ze starych zdjęć albo życie ześle mi namacalny dowód na to, że ten czas nie był tylko snem. W połowie stycznia na przykład, szłam bocznym korytarzem warszawskiego centrum handlowego. Kierowałam się w kierunku wyjścia, gdy nagle usłyszałam gdzieś z tyłu donośne HELLO! HELLO! Zignorowałam ten dźwięk, bo przecież nie mógł być skierowany do mnie. Weszłam na ruchome schody, zaczęłam zjeżdżać w dół, ale naprawdę głośne HELLOOO! niosło się za mną niezmiennie. Kiedy poczułam czyjąś rękę na ramieniu, nie miałam już wątpliwości, że jednak obiektem nawoływań byłam ja. Odwróciłam się w napięciu i zobaczyłam uśmiechniętą twarz, która wyryła się w mojej pamięci bardzo mocno. Stał przede mną, jak gdyby nigdy nic, FACET PO PRZEJŚCIACH z jakże lubianego przez Was wpisu Wszystkie twarze Malty. To było tak nierzeczywiste i abstrakcyjne, że w tym samym czasie zaczęłam się śmiać i łza zakręciła mi się w oku. Zjedliśmy kolację, rozmawiając o spędzonych razem tygodniach i wszystkim, co było później. Wróciłam do domu, odpaliłam Internet i wpisałam szybko tytuł piosenki, która zawsze już będzie dla mnie symbolem tamtych miesięcy.
Już pierwsze jej sekundy magicznie teleportowały mnie na środek promenady w Sliemie. Spojrzałam na wzburzone morze i pomyślałam, że idzie sztorm. Bo sztorm zimą na Malcie to żadna niespodzianka, a bywa naprawdę silny. Morze wylewa się na chodniki, wyrywa ławki i niszczy przystanki. Bywały takie noce, gdy leżałam w łóżku i nie mogłam spać. Wiatr miotał bez trudu potężnym drzewem stojącym koło budynku, a ono miarowo uderzało w szybę zlokalizowaną tuż nad moją głową. Z oddali niosło się echo białych fal, rozbijających się z impetem o brzeg. Myli się ten, kto sądzi, że lecąc zimą na tę wyspę, na pewno wygrzeje kości. Pogoda jest wówczas zmienna i kapryśna. Rano jest chłodno, w dzień zwykle ciepło, a wieczorem znów zimno. Jasne chmurki spokojnie płyną po niebie, a za chwilę robi się szaro i spada deszcz. Taki, że człowiek jest mokry po same majtki i trzęsie się z zimna. Warto też pamiętać, że wiele mieszkań oraz hoteli na wyspie nie ma ogrzewania, więc nocami jest dość zimno, a przy tym wilgotno.
Ale co tam! Zima na Malcie ma o wiele więcej zalet niż wad. Dni nie są może bardzo długie, ale i tak dłuższe niż u nas. Chłodne poranki przechodzą płynnie w ciepłe, rozświetlone słońcem popołudnia. Wystarczą jeansy, trampki i bluza, aby poczuć się komfortowo. Długie spacery po przebudzeniu, wiatr we włosach, zapach morza, koty wyciągające się na ławkach i aromat świeżo parzonej kawy - zimowe dni rozpoczynały się zawsze podobnie. Lekcje pod gołym niebem - na tarasie baru z obłędnym widokiem na zatokę Balluta albo na dachu szkoły. Ceniłam dni, w które udawało mi się zaszyć z książką w porcie. Siedziałam w balerinach na schodku przy samym brzegu i patrzyłam, jak światło odbija się w tafli wody i oświetla kolorowe łódki. Cieszyłam oczy młodymi listkami na drzewach oraz krzakami obsypanymi drobnymi kwiatkami. Doceniałam możliwość zjedzenia posiłku w restauracyjnym ogródku albo na plaży. Zapomniałam o istnieniu ciężkich, ocieplanych butów i puchowych kurtek, chociaż czasem zdarzało mi się założyć cienką czapkę i owinąć szczelnie szalikiem. Wszędzie mogłam dojść na piechotę i nie musiałam czekać na ogrzewany tramwaj z nadzieją, że się taki trafi i na chwile złagodzi cierpienie.
Zima na Malcie była fajna. Jadłam pyszne lody, piłam zimne piwo i spalałam kalorie w czasie długich spacerów. Włóczyłam się z ludźmi do później nocy, tańczyłam w cienkiej sukience i bez końca gapiłam się w morze. Uwielbiałam nasz widok z okna i słońce wpadające do salonu przez szpary w ciężkich zasłonach. Czasem pisałam coś na bloga, siedząc z kieliszkiem wina na balkonie. I wtedy przyszła wiosna, a wraz z nią ogromna tęsknota.
Za czym? Za domem. "To był maj, pachniała Saska Kępa szalonym, zielonym bzem...". Maj w Polsce jest wyjątkowy. Sposób, w jaki przyroda budzi się do życia po zimowym uśpieniu, zdumiewa mnie nieustannie. Każdego roku obiecuję sobie, że będę bacznie obserwowała ten proces, a ona po prostu wybucha jednego dnia i przewraca życie do góry nogami. Zaczęłam tęsknić za warszawskimi parkami, za tulipanami we wszystkich kolorach tęczy, za zakupami pod Halą Mirowską. Jadłam co prawda maltańskie truskawki z targu w Marsaxlokk, ale były zupełnie inne niż te nasze. Ze wstydem fantazjowałam o młodej kiszonej kapuście, kromce razowego chleba z serem białym, rzodkiewką i szczypiorkiem, porcją sernika polaną zmiksowanymi owocami. Za ulicami pustymi o świcie i za tęczą po wiosennym, drobnym deszczu. Za rodziną i znajomymi, którzy zbiorowo w maju obchodzą kolejne urodziny. Na Malcie już zaczynało się robić upalnie i tłoczno. Turystów coraz więcej, przestrzeni coraz mniej. Gorące powietrze przesycone zapachem spalin i wystawionych na ulicę śmieci robiło się męczące.
Nie ma miejsc idealnych. Każde ma swoje wady i zalety, mocne i słabe strony. To oczywiste, że ciężko o zaspokojenie wszystkich potrzeb w jednym miejscu i czasie. Myślę sobie jednak, że połączenie letnich miesięcy w Polsce, z zimową ucieczką gdzieś na południe, dałoby efekt blisko doskonałości. Tylko jak to właściwie zrobić?

16 komentarzy:

  1. Pierwszy raz jestem na Twoim blogu i powiem Ci jest super! Jeżeli chodzi o zimy to też ich bardzo nie lubię :) Tak jak mówisz praca w ciepłym miejscu od listopada do kwietnia byłaby extra ! :) Słyszałam, że na Teneryfie jest dużo ofert pracy właśnie w tym okresie - naszej mroźnej i niefajnej zimy :) Trzymam kciuki, że kiedyś Ci się uda spędzić zimę tak jak marzysz :) Poza tym Malta wygląda magicznie! Nigdy nie byłam ale chyba czas to zmienić :) Pozdrawiam gorąco !

    polkanazante.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Zima na Malcie to porażka :(

    Wytrzymanie w tych jaskiniach, zwanych mieszkaniami (?) za 1000 EUR z temperaturą 8 stopni w środku - to zostanie na zawsze w mojej pamięci.

    Nigdy więcej. W Polsce chociaż można liczyć na ciepłe mieszkanie ... ale niestety ani Polska, ani Malta to na zimę nie są dobre miejsca. Taka jest moja opinia. Kropka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mieszkałam w ładnym i ciepłym apartamencie, więc narzekać nie będę :D Jedyne na co w mieszkaniu mogę, to woda która była tragiczna ;)

      Usuń
  3. Wlasnie nie dawno wrocilam z Malty, w zeszlym roku tez bylam ale w lutym, w tym roku bylo to w polowie stycznia, zimno, podobno juz conajmniej od 15 lat tak niskich temperatur na Malcie nie notowano. Nawet spadl w pewnym momencie grad...hotel byl cieplutki, nakladalam dwie kurtki na siebie i bylo do przezycia. Z podrozy na Malte i rok temu i w tym roku bylam bardzo zadowolona, mam do niej slabosc, podobnie jak Ty. Wlasnie opublikowalam dwa posty na temat tej styczniowej podrozy. Dzieki Tobie w duzej mierze na Malte sie wybralam...dziekuje, bardzo lubie Twoje posty.

    OdpowiedzUsuń
  4. zbyt wysokie temperatury i tłok to tez nie dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedź jest prosta - zima na Malcie, a wiosna w Polsce :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo poetycki wpis, wprost przeniósł mnie na Maltę, a nigdy tam nie byłam...

    OdpowiedzUsuń
  7. Najważniejsze, że jest tam słońce i ładne widoki wiec nie ma depresji. Zima we Włoszech była przyjemna bo nie było mrozu, ale niestety nie do wytrzymania w domach bo albo grzejniki albo kominek ogrzewają domy, mieszkania, ale ściany cienkie no i tego rodzaju ogrzewanie generuje wysokie koszty utrzymania, podobnie pewnie jest na Malcie gdzie domy bez centralnego ogrzewania zimą są po prostu zimne.
    Niestety to jakaś cecha tych ciepłych stron, bo w Japonii podobnie, mamy mieszkanie gdzie tylko wysoko zamontowane air conditionery ogrzewają pomieszczenia, ale jak się tylko wyłaczy takie urządzenie szybko się schładza.
    Za to jest piękne błękitne niebo, słonce, ciągle cos kwitnie i nie ma miejsca na depresję.
    Wiec ta Malta jest kusząca bo i widoki i kuchnia smaczna :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Malcie w hotelach jest tak jak piszesz, że jest w Japonii, czyli punktowy nawiew ciepła lub zimna (w zależności od pory roku)

      Usuń
  8. Malty jeszcze niestety nie miałam okazji odwiedzić ale ja z tych co każdą porę roku lubi. Na prawdę, w każdej porze roku znajduję to coś. A jeszcze szczególniej im się przyglądam, widzę ich różnicę, doskonałości i wady również odkąd jestem ... mamą :) Dla moich dziewczynek nie ma złej pogody więc czy upał czy mróz rozglądam się wokół :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja naprawdę próbuję może nie polubić, ale chociaż zaakceptować zimę, ale mi nie idzie :)

      Usuń
  9. Mieszkanie w ciepłym kraju na czas polskiej zimy to bardzo dobry pomysł :) Zaskoczony jestem natomiast tym, że większość mieszkań i hoteli na Malcie nie ma ogrzewania. Ostatnio pogoda na świecie lubi płatać figle więc mogliby o tym pomyśleć ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Każdy kraj w którym w czasie zimy jest dodatnia temperatura jest lepszą opcją niż zima w naszym zimnym kraju.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiosna w Polsce nie ma sobie równych! Nawet nasza łagodna zima na Lazurowym Wybrzeżu i ciepłe lato nie rekompensują straty tej fantastycznej polskiej wiosny ;-). Zresztą z jesienią mam całkiem podobnie ;). Pozdrowienia z Monako!

    OdpowiedzUsuń
  12. Podróż na Maltę marzy mi się już od jakiegoś czasu. Wiosna w Polsce, ale polskie lato już na Malcie ;) A może zima? ;) Tak czy siak Malta mi się bardzo podoba.

    OdpowiedzUsuń

TOP